Reklama

Bp Dec: zmartwychwstanie mobilizuje, by wychowywać społeczeństwo w prawdzie

2018-04-01 18:02

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Archiwum "Niedzieli Świdnickiej"

Jezus Chrystus za prawdę został zabity, i gdyby nie zmartwychwstał, ta prawda by umarła. Dlatego zmartwychwstanie mobilizuje, by wychowywać społeczeństwo w prawdzie, i usuwać kłamstwo, które zawsze pochodzi od diabła – podkreślał biskup Ignacy Dec. Biskup świdnicki przewodniczył Mszy św. rezurekcyjnej w katedrze świdnickiej.

Ksiądz biskup w homilii tłumacząc, czym jest zmartwychwstanie, i jakie są jego znaki, przyrównał to wydarzenie do odzyskania przez Polskę niepodległości.

„Obecny rok, w którym obchodzimy stuletnią rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, daje nam sposobność, abyśmy popatrzyli na tamto wydarzenie sprzed stu lat w kategorii wydarzeń z życia ziemskiego Jezusa, szczególnie w świetle procesu Jezusa, Jego śmierci i zmartwychwstania. Mówimy przecież, że Polska, jako państwo w roku 1918 zmartwychwstała do niepodległego życia” – mówił bp. Dec.

Reklama

Wskazując na zmartwychwstanie Państwa Polskiego, hierarcha zauważył, że wierzący Naród przez dziesiątki lat niewoli śpiewał w swoich świątyniach: "Przed Twe ołtarze zanosim błaganie, Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie".

„Modlitwa została wysłuchana. Jako ludzie wierzący wyznajemy, że to Bóg jest pierwszym sprawcą odzyskania niepodległości przez nasz Naród. To przecież Bóg kieruje losami narodów i każdego z nas. Zatem zmartwychwstanie Polski do samodzielnego bytu państwowego jest darem Bożej Opatrzności, która przez różnych ludzi i bieg wydarzeń dziejowych doprowadziła do narodzin Drugiej Rzeczypospolitej” – podkreślał biskup świdnicki.

Następnie kaznodzieja wskazując na ważne wnioski dla Polaków świętujących setną rocznicę odzyskania niepodległości, mówił o wezwaniu do poszukiwania, głoszenia, bronienia i domagania się prawdy.

„Na naszej ziemi pojawił się Ktoś, Kto nigdy nie kłamał i Kto wystąpił przeciw kłamstwu. Tym kimś jest Jezus Chrystus. Za to, że mówił prawdę, został zabity przez tych, którzy kłamali i żyli w zakłamaniu. Gdyby Jezus nie zmartwychwstał, prawda by umarła, przegrałaby z kłamstwem. Jezus wstał jednak z grobu i potwierdził, że wszystko, co powiedział ludziom, jest prawdą. Ta prawda ma na imię Ewangelia” – tłumaczył bp Dec.

Następnie biskup świdnicki zwrócił uwagę, że Jezus umarł za nasze kłamstwa, ale zmartwychwstał, abyśmy przestali kłamać, gdyż zwykle prowadzi ono do kradzieży, korupcji i hipokryzji.

„Kłamstwo bywa zwykle sowicie opłacane. Żołnierze jerozolimscy otrzymali pieniądze, aby kłamać, że Chrystus nie zmartwychwstał, że Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy oni spali. Ongiś komuniści a dzisiaj różnej maści liberałowie i lewacy, ateiści i milionerzy, w rodzaju Sorosa, wydają grube miliony, by była na świecie zwalczana prawda religijna, zwłaszcza chrześcijańska, katolicka, by zniszczyć Kościół Chrystusowy. Podobnie panie, które były w czarny piątek w Warszawie na proteście przeciwko Episkopatowi za kolejną petycję, by parlament podjął procedowanie projektu ustawy "Zatrzymaj aborcję". To jest nic innego jak przedłużenie wołania tłumu z dziedzińca Piłata; "Ukrzyżuj Go". Co o tym wszystkim myśli w niebie św. Jan Paweł II, który tak wyraźnie i zdecydowanie, niemal przy każdej okazji, stawał w obronie życia nienarodzonych” – mówił z ubolewaniem biskup Ignacy Dec.

W końcowej części homilii celebrans wezwał do zawierzenia Bogu oraz do pokory, miłości i bezinteresownej służby.

„Często bardzo niepokoimy się, gdy widzimy agresywną, antykościelną propagandę. Wielu woła: "O jej, co to będzie?"; "Co zrobimy?"; "Taki skandal?" Spokojnie! Zmartwychwstały Pan nie zostawi nas. Prawda i łaska mieszkają nadal w Kościele, mimo atakowania go przez wrogów i mimo grzechów chrześcijan i moralnych potknięć księży. Owszem, bywają sytuacje, w których wydaje się nam, że Jezus nas opuścił. Są to tylko chwile próby, ale nadzieja nigdy nie umiera. Wielkanoc głosi, że Bóg jest większy i do Niego należy zawsze ostatnie słowo” – wyjaśnił biskup świdnicki.

Tagi:
bp Ignacy Dec

Bóg miłosierny niech nam błogosławi

2019-01-02 08:00

Bp Ignacy Dec

Homilia wygłoszona w katedrze świdnickiej w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi.

Ks. Daniel Marcinkiewicz
Święta Boża Rodzicielka ze świdnickiej katedry

Wstęp

Umiłowani bracia i siostry, uczestniczymy po raz pierwszy we Mszy św. w Roku Pańskim 2019. Wczoraj w naszych świątyniach i domach dziękowaliśmy Bogu za przeżyty rok 2018. Dzisiaj wypraszamy Bożą łaskawość na rozpoczęty Nowy Rok 2019. Przed nami zakryty czas, 365 dni Nowego Roku. Jesteśmy szczęśliwi, że liturgia noworoczna skupia naszą uwagę na narodzonym Dzieciątku, któremu ósmego dnia po narodzeniu nadano imię Jezus. Ukazuje nam także Maryję jako Bożą Rodzicielkę i zachęca nas, abyśmy wypraszali na Nowy Rok Boże błogosławieństwo.

1. Niepokoje, które składamy w Boże dłonie

Drodzy bracia i siostry, każdy nowy rok kalendarzowy zaczynamy z pewnym niepokojem. Często z nowym rokiem wchodzą jakieś nowe przepisy prawne, nie zawsze dla nas korzystne. Martwimy sie czy nie zabraknie nam funduszy na leki, na opłacanie różnych rachunków. Niepokoi nas także sytuacja międzynarodowa, jak również tarcia wśród elit naszego życia społeczno-politycznego: owe przepychanki, kłótnie, przekręty, matactwa, zakrywanie prawdy, pogróżki i straszenie. Z pewnością są to powody do niepokoju. W takiej sytuacji chcemy to wszystko, te niepokoje i także i nasze nadzieje złożyć w Boże dłonie. Przecież wiemy, ze to Bóg kieruje światem, Bóg, który nam przysłał na ziemię swojego Syna, który stał się dla nas i dla naszego zbawienia człowiekiem. Ten Syn żyje i działa dzisiaj w Kościele i umacnia nas swoim Duchem, abyśmy byli duchowo i fizycznie silniejsi i sprawniejsi do życia wedle zasad Ewangelii. Dlatego też na progu Nowego Roku stajemy przed Tym, który jest Synem Bożym, naszym Zbawicielem i naszym Bratem w człowieczeństwie. On kiedyś powiedział do nas: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” ( Mt 11, 28-29).

Ojciec św. Franciszek na dzisiejszy 52. Światowy Dzień Pokoju każe nam zawierzyć Chrystusowi i iść za Nim w czas Nowego Roku.

2. Wypraszamy dar Bożego błogosławieństwa

Drodzy bracia i siostry, w dzisiejszej, noworocznej liturgii słowa jest także mowa o błogosławieństwie. Bóg przez Mojżesza przekazał Aaronowi polecenie, by błogosławił powierzony sobie lud. Podaje nawet jego formułę: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,24-26). Warunkiem otrzymania Bożego błogosławieństwa jest zwrócenie się do Stwórcy, przywołanie imienia Tego, który wszystko może. Dobra, które Bóg oferuje to przede wszystkim dobra duchowe: Boża opieka, łaska, miłość, pokój. Są one ważniejsze niż bogactwo, władza, panowanie, majętność, a nawet doczesne zdrowie. To te dobra duchowe głównie decydują o naszym ludzkim szczęściu.

Największym Bożym błogosławieństwem, darem wobec nas ludzi, jest Syn Boży narodzony na ziemi jako człowiek. „Gdy nadeszła pełnia czasu – pisze do Galatów św. Paweł – zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”(Ga 4,4-5). Znakiem Bożego synostwa jest wolność, w duchu której możemy zwracać się do Boga bezpośrednio: „Ojcze”. Zauważmy, że wspaniałymi odbiorcami Bożego błogosławieństwa byli pasterze, którzy wracali z Betlejem. „wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane” (Łk 2,20).

3. Życzymy naszym bliźnim Bożego błogosławieństwa

Moi drodzy, zwróćmy uwagę, że pasterze na pierwszym miejscu nie prosili Boga, ale Boga wielbili i wysławiali za wszystko co widzieli i słyszeli. Jest to bardzo ważna wskazówka dla nas, abyśmy w naszej pobożności, w naszej więzi z Panem Bogiem nie byli tylko petentami, tymi, którzy ciągle o coś proszą, ale abyśmy potrafili także Bogu dziękować, wielbić Go i wysławiać. Dziękczynienie, wielbienie i wysławianie Pana Boga jest najlepszą formą prośby, jest najlepszym warunkiem otrzymywania Bożego błogosławieństwa. Zapamiętajmy: Boże błogosławieństwo jest owocem wielbienia Pana Boga. Na wzór Maryi, umiejmy się zawsze cieszyć Panem Bogiem.

W takim myślowym kontekście wypowiadam słowa życzeń od tego ołtarza katedralnego. Ślę stąd życzenia najpierw dla Ojca św. Franciszka, by w mocy Ducha Świętego umacniał nas we wierze, by owocnie kierował łodzią Kościoła. Ślę życzenia do wszystkich pasterzy Kościoła w naszej Ojczyźnie, do wszystkich kapłanów, osób życia konsekrowanego, do wszystkich alumnów, do wszystkich katechetów i świeckich liderów ewangelizacji i posługi charytatywnej. Słowa noworocznych życzeń ślę do wszystkich naszych Rodaków, w kraju i za granicą, by w nowym roku cieszyli się dostatkiem dóbr duchowych i materialnych, by nie musieli za chlebem wyjeżdżać do obcych krajów. Ślę stąd słowo życzeń do naszych diecezjan: do wszystkich księży proboszczów, wikariuszy, księży emerytów, do naszych kleryków, sióstr zakonnych. Ślę słowa życzeń do wszystkich rodzin, by panowała w nich jedność, zgoda i wzajemna miłość. Ślę życzenia dla chorych przebywających w szpitalach, w domach opieki społecznej i oraz domach prywatnych. Serdeczne życzenia adresują do osób niepełnosprawnych. Wszystkich życzę dużo cierpliwości i serdecznej opieki ze strony najbliższych osób. Pozdrawiam w Nowy Rok dziatwę i młodzież naszej diecezji i życzę, by dali się kierować dobrym wychowawcom, by chcieli budować swoje życie na mocnym fundamencie, jakim jest Chrystus i Jego Ewangelia. Życzę Wszystkim pogłębiania przyjaźni z Bogiem i doświadczania na co dzień opieki Matki Bożej. Te wszystkie życzenia konkretyzuję słowami dzisiejszej natchnionej liturgii: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6,24-26); "Bóg miłosierny niech nam błogosławi" (por Ps 67(66), 2a). Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Kolędnicy Misyjni w Senacie RP

2019-01-16 19:39

as/pdm / Warszawa (KAI)

Po raz pierwszy w historii Kolędnicy Misyjni odwiedzili Senat i Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego przyjął 16 stycznia 2019 r. marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Stanisław Karczewski.

wpolityce.pl
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski

Marszałek Senatu RP po przywitaniu dzieci powiedział: „Dziękuję wam za przybycie i przykład waszego zaangażowania na rzecz rówieśników na całym świecie”.

Dzieci, które z kolędą misyjną odwiedziły Senat RP, przyjechały z Gliwic-Bojkowa, ze Szkoły Podstawowej nr 8. Opowiedziały Marszałkowi o swoim zaangażowaniu na rzecz tegorocznej pomocy dzieciom w Rwandzie i Burundi, a także o dziecięcej wierze w cud Bożego Narodzenia słowami inscenizacji. „Zawsze, gdy wyciąga ktoś rękę na zgodę, złem nie odpłacając, pokonuje trwogę, troszczy się o chorych, nagich ubierając, dzieli się z ubogim i w potrzebie wspiera, gdy odpowiada na takie pragnienie, wtedy jest małe Boże Narodzenie” – mówiła z przekonaniem Martynka przebrana za Anioła, dodając „Czujemy tę moc! I mamy w tym udział, z Papieskim Dziełem dzieją się cuda!”.

Na koniec przedstawionej scenki dzieci wręczyły Marszałkowi pamiątkę z przesłaniem pokoju i noworocznymi życzeniami. Przy okazji tego spotkania grupa kolędników zwiedziła siedzibę Senatu i Sejmu.

Kolędnicy z Gliwic to reprezentanci licznej grupy Kolędników Misyjnych, którzy od dziesięciu lat w parafii pw. Narodzenia NMP pomagają swoim rówieśnikom w różnych krajach świata za pośrednictwem Papieskich Dzieł Misyjnych. Grupie, pod opieką katechety p. Krzysztofa Kruszyńskiego, towarzyszyli ks. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy PDM, oraz Anna Sobiech, sekretarz krajowy PDMD.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem