Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kardynał na 100 lat niepodległości

2018-11-10 20:05

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Próbuję od lat, bo zapisuję wszystkie rozmowy z nim, ale nie da się opisać 95 lat życia człowieka na kilku stronach gazety. Na opis życia takiego człowieka, jakim jest kard. Henryk Gulbinowicz, potrzeba tomów ksiąg. Odznaczony Orderem Orła Białego, honorowy obywatel 13 miast, doktor honoris causa kilku uniwersytetów, doceniony nawet przez dzieci – laureat Orderu Uśmiechu. Aby uczcić Jubilata, kreślimy dla Państwa ledwie szkic portretu Eminencji, czerpiąc z palety rozmów i opowieści, które w ciągu lat miałam zaszczyt od niego usłyszeć, nagrać i zapisać.

Niezłomny

„Pierwszy Orzeł Biały przyszedł na Dolny Śląsk istotnie późno. Ale trafił w wyjątkowo godne ręce” – mówił w wystąpieniu po dekoracji Orderem w 2008 r. prezydent RP Lech Kaczyński. Słowa te wywołały burzę kilkuminutowych oklasków. Prezydent RP przypomniał kilka faktów z wieloletniej posługi Kardynała we wrocławskiej metropolii. „Przez wiele dni w 1981 r. z «kołchoźnika» w innej części Polski słuchaliśmy informacji o tym, jak dobrze jest w tym, czy w innym regionie, ale na temat Wrocławia milczano. Wyciągnęliśmy stąd wniosek, że Wrocław szczególnie twardo walczy. I tak było, a w tej walce był z wami Eminencja, kard. Henryk Gulbinowicz” – mówił. Początek zawsze jest w domu Szukiszki na Wileńszczyźnie – tu wszystko się zaczęło. W domu nazywano go Niukiem, Heniem, sąsiedzi wołali Heniuk, a serdeczne ciotki – Heniutek. Ale gdy się rodził 17 października 1923 r. w szpitalu św. Jakuba w Wilnie, kto mógł przypuszczać, że wiele lat później na zachodzie Polski będą o nim mówić książę Kościoła? O rodzinnym domu zawsze mówi z nostalgią i wdzięcznością. To było miejsce, w którym kochano i mądrze kształtowano charakter. Rodzina była znana. Gulbinowicze uprawiali rolę, hodowali bydło i konie. Rodowe zawołanie brzmi „Frangas non flectes”, czyli „Złamiesz, ale nie zegniesz”. Poczucie humoru kardynał odziedziczył po mamie. Ojciec Antoni był człowiekiem poważnym i mówił swej żonie: „Tobie wystarczy pokazać palec i już się śmiejesz”. Młodość mamy, Walerii z domu Gajewskiej herbu Sulima, była naznaczona historią. Tradycje w domu państwa Gajewskich były staropolskie: trzymano krótko, wymagano dużo, kształcono, na miarę możliwości. „Nie była surowa, była raczej taktowna i pogodna. Gdy się wstało z łóżka, trzeba było od razu biec do mamy, do taty, jeszcze w koszuli, i mówić: Mamo, krzyżyk, tato, krzyżyk. Przywiązywano bardzo dużą wagę do błogosławienia dzieci. Dlatego, gdy dziecko wychodziło na dwór się bawić – prosiło o błogosławieństwo. Potem, gdy chodziliśmy do szkoły, też czekaliśmy na błogosławieństwo rodziców. Bez tego nie dało się żyć. Dziecko można uczyć w różnych miejscach, trochę jakby mimochodem. Nie tylko: pacierza w kościele, a liczenia w szkole. Kiedyś poszliśmy na grzyby, na Wileńszczyźnie okres borowików to bardzo ważna rzecz. Tam mama spytała mnie, czy umiem Psalm 91. Ja mówię, że nie. Ona mi na to, że codziennie ten psalm odmawia za nas wszystkich, i że powinienem go umieć. Chodziliśmy za grzybami, a ona głośno mówiła: Kto się w opiekę odda Panu swemu, i próbowała mnie tego psalmu nauczyć. Musiałem głośno za nią powtarzać. Wiele lat później pytała mnie znów, czy umiem. Umiałem, to było od niej”.

Mówcie młodym, że czystość istnieje

Reklama

„Dziś cnota czystości została wyśmiana, ale to nie zmienia faktu, że ona naprawdę istnieje. W Polsce żadne zgromadzenie żeńskie nie wymarło, ja bym nie rozdzierał szat. Natomiast boli mnie, że kolorowe czasopisma pokazują młodzież jako grupę, która niczym się nie interesuje, tylko swoją seksualnością. A to nie jest prawda. Ja bym jednak ufał młodzieży. Ważne jest natomiast to, czy matka spotka się z córką, czy ojciec spotka się z synem i czy porozmawiają z nimi, zanim świat kolorowych pism sprzeda ich sercom swoją wersję. Jak to było u mnie? Rok 1942, okupacja niemiecka, przestaję być dzieckiem. Pewnego dnia ojciec mówi: Przyjdź do mojego pokoju. Gdy wszedłem, siedział na myśliwskim taborecie. Popatrzył na mnie, atmosfera poważna i mówi: Synu. A zawsze mówił: Heniu... I dalej: Przestałeś być dzieckiem, wszedłeś w czas młodości. Ale żyj tak, żeby cię nikt nie przeklinał. I postępuj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał. I nie splam naszego nazwiska. I co? Ja do dziś, choć jestem stary kardynał, w rachunku sumienia odpowiadam na te wytyczne ojca”.

Święty spowiednik z rodzinnych stron

„Poznałem ks. Sopoćkę z okazji Wielkiego Tygodnia. Była Wielka Sobota, a ja byłem z kolegą oglądać groby. Byliśmy w kościele garnizonowym – to dawny kościół jezuicki, św. Ignacego, i tam nie było żadnych skał, tylko wysoki, kilkumetrowy tron przykryty czerwonym suknem. Na nim, wysoko, stała monstrancja. Zastanawialiśmy się obydwaj, skąd pomysł na taki grób? Nagle przyszedł ksiądz i mówi, że śmierć Chrystusa to tak naprawdę wielki triumf Jego zmartwychwstania. Przyszedłem do domu i opowiadałem o księdzu, który pojawił się znikąd i wyjaśnił nam, zadziwionym istotą tego dziwnego grobu. Powiedziano mi wtedy, że to jest ks. Michał Sopoćko. To było spotkanie pierwsze, jeszcze wtedy małego chłopca. Potem usłyszałem o nim w czasie II wojny światowej. Wstąpiłem do seminarium w 1944 r., a 20 lutego 1945 r. seminarium rozpędzono. Wtedy poproszono, aby prowadzić katechezę dla dzieci przed Pierwszą Komunią Świętą. Jechaliśmy z parafii Rudomino, przejeżdżaliśmy przez Czarny Bór. Tu urszulanki szare miały swój klasztor. To był lipiec, gorąco, nagle z ogrodu słychać «Ave Maria gratiae plena...». Pytam: Co to? A proboszcz mówi: Zakonnice plewią grzędy i mówią po łacinie Różaniec. A jakie to zakonnice? – pytam. Urszulanki szare. Tu u nich się przechowywał ks. Sopoćko i dlatego nie był wywieziony do obozu. Wiele lat później wybrałem go na swojego spowiednika, ale to było dopiero wtedy, gdy wrócił szczęśliwie na Białostocczyznę. Był człowiekiem bardzo spokojnym i taktownym. On też dopuścił mnie do diakonatu, a wtedy trzeba było się wyspowiadać z całego życia. To on podpowiedział mi, w jaki sposób świętować każdego roku rocznicę przyjęcia biskupiej sakry: «Odprawiaj dzień skupienia, to przybliża do Chrystusa»”.

Kapłan rodzi się z modlitwy

„Osobą, która miała na mnie duży wpływ była koleżanka mojej mamy, s. Wanda Boniszewska, która była w Zakonie Sióstr Anielskich, bezhabitowych. Była osobą niezwykle pobożną, można by ją porównać ze św. Ojcem Pio, była ona także stygmatyczką, ale abp Romuald Jałbrzykowski nakazał jej ukrycie stygmatów. Wspominam s. Wandę, jak nosiła zawsze długie rękawy – tylko czubki palców było jaj widać. Jako dziecko myślałem, że to skromność zakonna, dopiero w seminarium dowiedziałem się szczegółów na ten temat. Otóż myślę, że oprócz moich rodziców, to chyba jej modlitwa i cierpienie (a cierpienie zawsze potrafi wyprosić u Boga nadzwyczajne dary) przyczyniły się do tego, że otrzymałem ten wielki dar powołania kapłańskiego”.

Blisko Maryi

„Dziecko, gdy się urodzi – niosą do chrztu. Ale następna uroczystość dopiero za 8 lat! Stąd na Wileńszczyźnie błogosławiono pięciolatki. Było to uroczyste ofiarowanie dziecka – szlachta niosła je do Matki Bożej Ostrobramskiej. Rodzice musieli być u spowiedzi i Komunii św., dziecko musiało być ubrane na biało, taką uroczystość zamawiano u Karmelitów. Ja miałem niecałe 5 lat, gdy byłem ofiarowany Matce Najświętszej. Ha, i jak widać, dobrze na tym wyszedłem... To było wielkie przeżycie. Pamiętam, że szliśmy po ciemnych schodach. Ja, cały przestraszony, trzymałem kurczowo dłoń taty. A potem zobaczyłem Obraz. Matka Boża z bliska ma tam dużą twarz, promienie okalające głowę też są duże, zwłaszcza dla małego chłopca. Podobno zaniemówiłem z wrażenia. Kiedy wyszedł karmelita i odmówił po łacinie wszystkie nakazane formuły, podniósł moją buźkę do góry i powiedział: Popatrz, widzisz? To jest Matka Boska Ostrobramska. A tu kto stoi? Odpowiedziałem z przejęciem: mama. I wtedy usłyszałem: Od dziś masz też tę Matkę, to Ona wzięła cię pod swoją opiekę. Na dole mama zapytała mnie: I jak ci się to wszystko podobało? A ja, niestety, popełniłem wtedy straszną gafę, bo spytałem: Proszę mamusi, a co ten ksiądz mamrotał nade mną? Nie rozumiałem łaciny... Można by tę tradycję wileńską przeszczepić na ziemie polskie, i «Niedziela» mogłaby w tym pomóc”.

Młodzi są dobrzy

„Przez kilka lat pracowałem w Duszpasterstwie Akademickim w Białymstoku. Wtedy przekonałem się, że młodzież jest dobra. Pamiętam Staszka z łomżyńskiego. Wysoki, pół roku przed absolutorium, z dużo niższą od siebie narzeczoną. Przychodzi do mnie, a ja mówię: Stachu, co ty? A on, że na zapowiedzi. Mówię mu: Poczekaj, za pół roku będziesz miał dyplom. A on, patrząc mi w oczy, odpowiada przytomnie: A ja nie chcę bez sakramentu, chcę tak, jak powinno być. O czym to świadczy? Że oni wynieśli z rodzin bardzo zdrowe zasady. Pamiętam też innych dobrych ludzi, którzy przychodzili i dzielili się tym, jak przeżywają swoje narzeczeństwo. Z tego nasuwał mi się jeden wniosek, że oni nie tylko mają zaufanie do swego duszpasterza, ale przede wszystkim do siebie. Mają świadomość mechanizmów, reakcji. Ale wiedzą też, że pewnej granicy przekroczyć nie wolno. Wiedzą też, że nie chcą jej przekroczyć. Gdy patrzę na naszą młodzież dziś, mam pewność, że tam są nie tylko ci słabeusze, o których się tak dużo i głośno mówi, ale że są tam ludzie piękni, o twardym kręgosłupie – i to o nich trzeba mówić. Słabeuszy trzeba zostawić miłosierdziu Bożemu”.

Blisko ludzi

„Pamiętam jedną z wielu prób. W 1957 r. usunięto ze szkoły mojego kolegę i ja miałem zająć jego miejsce. Technikum ogrodnicze, klasa maturalna. Zobaczyłem wyrośniętych mężczyzn. Jeden z nich wstaje i mówi tak: Czy ksiądz chce z nami dobrze żyć? Odpowiadam z całym spokojem, na jaki było mnie stać: Ja tu zostałem przysłany przez władzę kościelną nie tylko po to, aby z wami dobrze żyć, ale żeby się od was czegoś nauczyć, a i wy może ode mnie. Ale dryblas był przygotowany i pada pytanie numer dwa: A czy ksiądz będzie odpowiadał na nasze pytania, bo my mamy problemy? Trochę już się zląkłem, ale mówię niewzruszony: Naturalnie, jeśli tylko potrafię. Trzecie pytanie już było pytaniem-problemem, więc mi uszy zwiędły. Jednak szybko myślę: Cóż, to jest przewodnik stada. Gdy polegnę, przegrałem wszystko. Na szczęście Duch Święty nie opuszcza słabego w potrzebie. W tej ciążącej ciszy przemówiłem: Dotknąłeś najświętszej tajemnicy w życiu człowieka. To dobrze, masz do tego prawo, twój wiek domaga się, abyś szukał odpowiedzi. Ale dlaczego użyłeś takich wulgarnych słów? A on, patrząc mi w oczy, mówi: Proszę księdza, bo ja innych nie znam”.

Rzymskie zobowiązanie

„Był rok 2007 r., chodziła za mną taka myśl: Słuchaj, ty niedługo pójdziesz do domu Ojca, tam będą cię pytać o wszystko i postawią ci zarzut, że byłeś już na emeryturze, a ani jeden raz nie przeżyłeś Wielkiego Tygodnia na Watykanie, z papieżem. I to zdecydowało, że się zmobilizowałem. Bilet można było dostać tyko na 1 kwietnia, a więc trochę primaaprilisowo, ale miało to wielką zaletę: zacząłem pobyt w Rzymie od obchodów 2. rocznicy śmierci Jana Pawła II. O 12.00 na Lateranie kard. Ruini zamykał proces beatyfikacyjny Jana Pawła II przeprowadzony na terenie archidiecezji rzymskiej. Było wielu Polaków, zwłaszcza świeckich, co jest bardzo wymowne. Ja po raz pierwszy widziałem uroczystość zamykania procesu. Oczywiście, wymagało to wielu formalności prawnych, ale potem przyszedł moment zalakowania skrzyń z dokumentami. I myślałem po cichu, jak to sprawy duchowe zamyka się w pudełku i lakuje pieczęcią. W Wielki Piątek pierwszy raz widziałem papieża leżącego krzyżem, w tym akcie pokuty i uniżenia. To szczególne przeżycie. Ale Wielka Sobota to już nie po mojemu. Jestem przyzwyczajony do rezurekcyjnej procesji, bijących dzwonów, gromkiego Alleluja, a tam nic z tego. Dni mijały, przyszedł dzień powrotu, ale pragnienie spełniłem. Mogą mnie więc już teraz w domu Ojca pytać, a ja im spokojnie odpowiem”.

Kardynał, który zorganizował kongres

„Wspomnienie pierwsze: Sewilla, w loży siedzi królewska rodzina, episkopat, mało świeckich. I co się dzieje? Papież mówi, że następny kongres, w 1997 r. odbędzie się we Wrocławiu. Cisza. Kto w Hiszpanii wiedział, gdzie Wrocław, zwłaszcza, że on powiedział po polsku? Ale wciąż cisza. Zorientował się papież, że nie chwycili i mówi jeszcze raz: In Breslau. I nadal cisza! Patrzy papież, a ja miałem wstać, gdy ogłosi nazwę naszego miasta, i mówi wreszcie: in Polonia! Zerwały się oklaski, wstałem, i ukłoniłem się głęboko królowej matce. Innym trochę mniej, bo skoro nie wiedzą, gdzie jest Wrocław... Ale tak naprawdę, kiedy Ojciec Święty zakomunikował, że obowiązek zorganizowania 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego spada na archidiecezję wrocławską, poczuliśmy się bardzo zaszczyceni. Bo pierwszy Kongres w Polsce i właśnie u nas. Dlaczego został wybrany Wrocław? Ja sam się nad tym zastanawiałem, ale Ojcu Świętemu takiego pytania nie postawiłem, bo to nie uchodzi”.

Moje miasto Wrocław

„Ludzie, którzy przyjechali tutaj po II wojnie światowej i nie mieli dokąd wracać, wnieśli swój trud, swój pot i ponieśli wiele wyrzeczeń, aby to miasto wyglądało tak, jak dziś. Przecież było zrujnowane, a sceptycy mówili: zaorać, posiać trawę i postawić tablicę «Tu był Wrocław». Jednak na szczęście zrobiono zupełnie inaczej. Jestem wdzięczny administratorowi apostolskiemu ks. inf. Milikowi, że zdecydował się na odbudowywanie katedry w takim kształcie, w jakim była. Jestem wdzięczny kard. Kominkowi za dbałość o przywracanie wystroju wnętrza katedry, biskupowi Urbanowi za pokrycie katedry miedzianą blachą. I ze swojej śmiałej decyzji odbudowywania wież katedry wrocławskiej wraz z hełmami też bardzo się cieszę. To miasto przyjmuje do siebie i otwiera możliwości do działania tym, którzy chcą działać, a aktywność ludzka jest przecież współpracą z Bogiem. Wrocław chętnie podaje rękę tym, którzy chcą pracować i tworzyć. Jest coś takiego w ludziach, we wrocławianach, że są otwarci. Może to młodość? Przecież otwartość i ciekawość drugiego, nowego, szczególnie młodość wyróżnia. Życzyłbym, aby dzisiejsi wrocławianie czerpali z tych możliwości, które tu są, chcieli dzielić się swoim potencjałem, i w ten sposób, połączonymi siłami, wznosić, budować i zmieniać. Cały świat stoi dziś otworem, to prawda, ale poszukiwanie ananasów też może się znudzić. Najlepiej człowiek może się rozwijać w aurze swoich tradycji i obyczajów. Dzisiejszy Wrocław różni się od miasta, które poznałem przybywając tu w 1976 r. Wcześniej pokutowało jakieś nieradzenie sobie władz z Ziemiami Odzyskanymi. Widziałem to zwłaszcza podczas podróży zagranicznych. Mówiono mi wtedy o Warszawie, Krakowie, a Wrocław był jakoś nie po drodze. Dziś to się całkowicie zmieniło. Często przyjeżdżając do naszego kraju zaczynają zwiedzanie właśnie od Wrocławia. Moje ulubione miejsce? To które najlepiej znam, Ostrów Tumski”.

Remont małżeński!? co to takiego?

2018-11-16 07:35

Remont? - Czemu nie! Nowy kolor ścian, może nowe podłogi, można kupić nowe meble albo nadać nowy charakter naszym przestrzeniom zmieniając dodatki. Wszystko po to, aby było wygodniej, ładniej, przytulniej, żebyśmy z jeszcze większą przyjemnością wracali do naszego domu.

A gdyby tak zrobić remont małżeński? Zainwestować czas, aby wyremontować nasze małżeństwo? Tylko po co?- Aby było wygodniej, piękniej, aby bardziej chciało się do siebie wracać. Temu służy remont! Celowo nie ma tu nazwy odbudowa albo naprawa. Wcale nie musi być źle, żeby mogło być lepiej! Pomysł remontu małżeńskiego w Częstochowie został zaczerpnięty z opolskiej inicjatywy, która już od wielu lat służy małżeństwom w tamtym mieście.

Zapraszamy małżeństwa z każdym stażem– zarówno te, które dopiero zaczęły tę niesamowitą przygodę we dwoje, jak i te, które trwają w niej wiele lat. Jeśli tylko chcecie przyjrzeć się Waszemu małżeństwu i podjąć działania zapobiegawcze przed jego uszkodzeniem- ten czas jest dla Was!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Eksperci apelują do polskich władz: żłobki nie są optymalną formą opieki nad małymi dziećmi!

2018-11-16 20:37

maj / Warszawa (KAI)

Bon opiekuńczo wychowawczy dla rodziców dzieci do lat 3, z możliwością wykorzystania go jako wsparcia finansowego opieki nad dzieckiem w domu lub jako opłaty za żłobek – proponują psychologowie, pedagodzy i lekarze w liście otwartym skierowanym do władz RP. Eksperci wyrażają zaniepokojenie programami rządowymi, w których żłobki są rozwiązaniem faworyzowanym, jeśli chodzi o możliwe formy opieki nad małymi dziećmi. Tymczasem – jak przekonują – żłobki nie są optymalną formą opieki nad małymi dziećmi.

Alterfines /pixabay.com

Grono 50 znanych polskich psychologów i pedagogów oraz lekarzy zwraca uwagę władzom Rzeczypospolitej, że zgodnie ze współczesną wiedzą kluczowym elementem w rozwoju dziecka do lat trzech jest bezpieczna więź z rodzicami a jej zachwianie ma często nieodwracalne negatywne skutki. „Niestety, wciąż brak rozwiązań wspierających rodziców, którzy sami chcą wychowywać swoje potomstwo. Państwo nie wspiera ekonomicznie najkorzystniejszego z punktu widzenia rozwoju dziecka rozwiązania” – czytamy w liście.

Autorzy ponawiają krytyczne uwagi w odniesieniu do Ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (a w szczególności jej przepisów odnoszących się do żłobków). Ubolewają, że trwa ona w niezmienionym kształcie stwarzając iluzję możliwości odpowiedniego rozwoju dziecka w warunkach, które zgodnie ze współczesną wiedzą naukową, tych możliwości nie stwarzają. Wyrażają też zaniepokojenie treścią Resortowego programu rozwoju instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 „MALUCH+” Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, faworyzującego żłobki jako formy opieki nad małymi dziećmi.

„Młodym i niedoświadczonym rodzicom przedstawia się ofertę opieki żłobkowej jako pozytywną, pożądaną i rozwijającą dziecko, nie wspominając o potencjalnie negatywnych jej skutkach” – piszą eksperci.

Podkreślają, że żłobki są potrzebne i państwo musi zadbać o ich odpowiednią ilość i jakość. Nie powinno być to jednak rozwiązanie faworyzowane. „Najlepszym rozwiązaniem byłby bon opiekuńczo-wychowawczy przyznawany rodzicom wszystkich dzieci z możliwością wykorzystania go jako wsparcia finansowego rodzinnej opieki nad dzieckiem lub jako opłaty za żłobek” – czytamy.

List skierowany jest do Premiera Mateusza Morawieckiego oraz do Posłów i Senatorów RP. Inicjatorem listu jest Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”.

Publikujemy treść całego listu, przekazanego wczoraj najwyższej rangi przedstawicielom polskich władz ustawodawczych i wykonawczych:

Warszawa dn. 15 listopada 2018 r.

Pan Mateusz Morawiecki Prezes Rady Ministrów Posłowie i Senatorowie RP

LIST OTWARTY W SPRAWIE OPIEKI NAD DZIEĆMI DO LAT 3

Szanowny Panie Premierze, Szanowni Państwo Posłowie, Szanowni Państwo Senatorowie,

wczesne dzieciństwo to kluczowy okres w rozwoju każdego człowieka. Jakość doświadczeń z tego okresu przekłada się bezpośrednio na sposób funkcjonowania przez całe życie. Współczesna wiedza pedagogiczna, psychologiczna, neuropsychologiczna i medyczna oparta o wyniki wielu badań naukowych, nie pozostawia wątpliwości, iż narażenie dziecka, zwłaszcza w pierwszych latach życia, na działanie niekorzystnych dla rozwoju czynników, skutkuje trwałymi, często nieodwracalnymi trudnościami w jego przyszłym funkcjonowaniu, a także w jego zdrowiu (w tym także zdrowiu psychicznym).

W rozwoju dziecka do lat trzech kluczową rolę pełni przywiązanie do matki, a także do ojca. Bezpieczna więź z bliską, znaną i kochaną dorosłą osobą stanowi fundament dla poczucia wartości, obrazu siebie i świata, kształtowania zainteresowania otoczeniem, gotowości do uczenia się i późniejszego wchodzenia w życie społeczne i kształtowania własnych relacji rodzinnych w dorosłości.

To przede wszystkim rodzice są odpowiedzialni za stworzenie swoim dzieciom jak najlepszych warunków wychowawczych, zdrowotnych i materialnych ich rozwoju. Obowiązkiem państwa (a także władz samorządowych) jest natomiast zapewnianie rodzicom optymalnych warunków wychowania dzieci, szczególnie tych najmłodszych.

Niestety, wciąż brak rozwiązań wspierających rodziców, którzy sami chcą wychowywać swoje potomstwo. Państwo nie wspiera ekonomicznie najkorzystniejszego z punktu widzenia rozwoju dziecka rozwiązania.

Część z osób podpisanych pod niniejszym listem zgłosiła już w roku 2011 swoje zaniepokojenie powstającymi wówczas przepisami dotyczącymi opieki nad dziećmi do lat 3.

Mimo zgłaszanych wtedy i później głosów krytycznych wobec Ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (a w szczególności jej przepisów odnoszących się do żłobków), trwa ona w niezmienionym kształcie. Wciąż obowiązują niezgodne z wiedzą naukową przepisy stwarzające iluzję możliwości rozwoju i edukacji dziecka oraz zadbania o jego potrzeby, w sytuacji, gdy na jednego opiekuna ma przypadać nawet do ośmiorga podopiecznych w różnym wieku (od kilku miesięcy do kilku lat), którymi ma się on zajmować samodzielnie nawet przez 10 godzin dziennie. Rażąco niedostateczne są wymogi stawiane żłobkom, które są tworzone w oparciu o tę ustawę, dotyczące np. wielkości i liczby pomieszczeń, personelu (również pomocniczego), higieny, bezpieczeństwa fizycznego, diety i żywienia, kontroli itp.

W tej sytuacji niepokój budzi także treść Resortowego programu rozwoju instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 „MALUCH+” Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a także ogłoszonego na jego podstawie Otwartego konkursu na finansowe wspieranie zadań z zakresu rozwoju instytucji opieki nad dziećmi do lat 3 „Maluch+” 2018 w części, w jakiej zachęca się jednostki samorządu terytorialnego do tworzenia nowych miejsc dla dzieci w żłobkach i deklaruje gotowość do finansowania tego zadania.

Część polityków i samorządowców, a także liczne media publicznie wyrażają niezadowolenie z niskiego - w porównaniu z wieloma krajami Europy - odsetka dzieci do lat trzech korzystających z instytucjonalnych form wychowania dzieci. Młodym i niedoświadczonym rodzicom przedstawia się ofertę opieki żłobkowej jako pozytywną, pożądaną i rozwijającą dziecko, nie wspominając o potencjalnie negatywnych jej skutkach.

Jest oczywiste, że z różnych względów część rodzin potrzebuje miejsc opieki pozarodzinnej - ze strony państwa oczekiwać należy najwyższej troski o jakość takiej opieki i adekwatność do potrzeb małego dziecka. Nie powinno to być jednak rozwiązanie faworyzowane. Najlepszym rozwiązaniem byłby bon opiekuńczo-wychowawczy przyznawany rodzicom wszystkich dzieci z możliwością wykorzystania go jako wsparcia finansowego rodzinnej opieki nad dzieckiem lub jako opłaty za żłobek.

Celem zagwarantowania najbardziej odpowiedniej opieki nad dziećmi do lat trzech, niezbędne jest:

1. Potraktowanie samodzielnej opieki rodziców (lub innych osób bliskich) nad najmłodszymi dziećmi jako opcji najbardziej odpowiadającej ich potrzebom. Ta forma osobistej opieki rodziców wymaga co najmniej finansowego równouprawnienia. Jeśli budowa jednego miejsca w żłobku kosztuje około 20 tys. zł. a potem utrzymanie miesięczne dziecka kosztuje około 1 tys. zł. dopłaty z budżetu państwa lub samorządu, to rodzic rezygnujący z pracy zarobkowej, by pracować przy wychowaniu malucha jest dyskryminowany, choć jego wybór w perspektywie długofalowej jest społecznie korzystny. Jednym ze sposobów wsparcia prawa rodziców do wyboru osobistej formy wychowania mógłby być bon opiekuńczo-wychowawczy, należny rodzicowi w przypadku rezygnacji z pracy w celu opieki nad dzieckiem do lat trzech.

2. Określenie w przepisach dotyczących żłobków mniejszej niż obecnie dopuszczalnej liczby dzieci przypadających na jednego opiekuna (z uwzględnieniem wieku dzieci i ewentualnego stopnia ich niepełnosprawności). Liczenie na to, że na skutek częstych chorób, na które zapadają dzieci oddawane do żłobka, faktyczna liczba dzieci jest mniejsza, niż dopuszczana przez ustawę, wskazuje, że przyjmuje się fakt obniżenia odporności małych dzieci na skutek ich separacji od rodziców i narażania ich na kontakt z chorobami (w tym zakaźnymi), za element kalkulacji ekonomicznej.

3. Określenie maksymalnej dopuszczalnej liczby godzin spędzanych przez dziecko poza opieką rodzinną (uwzględniając wiek dziecka).

4. Ustawowe zapewnienie respektowania indywidualnych potrzeb rozwojowych każdego dziecka w żłobku – np. swobody przemieszczania się, preferencji dotyczących rytmu dnia, zabawy czy potrzeb pokarmowych.

5. Zapewnienie odpowiedniego okresu adaptacji dziecka do nowego miejsca i opiekuna (ok. 1 mies.), zaś rodzicom dzieci przebywających w danej placówce swobodnego wstępu na jej teren.

Wyrażamy nadzieję, że głos środowisk zajmujących się zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz wychowaniem małych dzieci zostanie zauważony i uwzględniony, a obowiązujący kształt przepisów, a także praktyka działania Rządu i jednostek samorządu terytorialnego będą dostosowane do stanu aktualnej wiedzy naukowej w tych dziedzinach i będą przede wszystkim wspierać rodziców chcących zapewnić najlepszą opiekę swoim dzieciom w domach rodzinnych.

1. prof. dr hab. n. med. Bogdan de Barbaro, psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, kierownik Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum, kierownik Zakładu Terapii Rodzin w Katedrze Psychiatrii w latach 1990 – 2016 2. prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, lekarz, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii 3. prof. dr hab. Barbara Kiereś, psycholog, pedagog, adiunkt w Instytucie Pedagogiki Wydziału Nauk Społecznych KUL, Katedra Pedagogiki Rodziny 4. prof. dr hab. Dorota Kornas-Biela, psycholog, pedagog, kierownik Katedry Psychopedagogiki, Instytut Pedagogiki, Wydział Nauk Społecznych, KUL 5. prof. dr hab. Aleksandra Korwin – Szymanowska, psycholog, prawnik, specjalista w zakresie kryminologii w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk 6. prof. dr hab. Anna Murawska, pedagog, Zastępca Dyrektora Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego 7. prof. dr hab. n. med. Irena Namysłowska, psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, przez 25 lat kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie 8. prof. dr hab. Maria Opiela, nauczyciel akademicki Katedra Pedagogiki Chrześcijańskiej, Instytut Pedagogiki KUL 9. prof. dr hab. n. med. Andrzej Radzikowski, lekarz pediatra, specjalista chorób dziecięcych, Klinika Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 10. prof. dr hab. Maria Ryś, psycholog rodziny, Kierownik Katedry Psychologii Małżeństwa i Rodziny na UKSW 11. prof. dr hab. n. med. Maria Siwiak – Kobayashi, psychiatra, psycholog i psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, emerytowany kierownik Kliniki Nerwic Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. 12. dr hab. Mikołaj Krasnodębski, filozof, pedagog 13. dr Monika Baryła-Matejczuk, psycholog, wykładowca na Wydziale Psychologii i Pedagogiki Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie 14. dr Szymon Grzelak, psycholog, założyciel i prezes Zarządu Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej 15. dr n. med. Krzysztof Jedliński, psychoterapeuta, psychiatra, superwizor psychoterapii, Ośrodek Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra 16. dr Grzegorz Kata, psycholog, adiunkt w Pracowni Psychoprofilaktyki i Pomocy Psychologicznej na wydziale Pedagogiki i Psychologii w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie 17. dr Małgorzata Kunicka, pedagog, adiunkt w Katedrze Wczesnej Edukacji Instytutu Pedagogiki na Uniwersytecie Szczecińskim 18. dr Anna Rygielska, psychoterapeuta 19. dr Barbara Smolińska, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii 20. dr Małgorzata Wałejko, pedagog, Instytut Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego 21. Dariusz Piotr Fijewski, psycholog, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, Ośrodek Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra 22. Maria Fijewska, psycholog, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, Ośrodek Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra 23. Monika Sowicka, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii 24. Iwona Chorek, pedagog, główny specjalista ds. uzależnień Ośrodka Pomocy Społecznej 25. Kamila Hertmanowska, psychoterapeuta 26. Barbara Janicka, lekarz pediatra 27. Bożena Janowicz, oligofrenopedagog, terapia pedagogiczna i socjoterapia 28. Aleksandra Januszewicz, psychoterapeuta, doradca ds. rodziny 29. Anna Jedlińska-Paliga, psycholog 30. Ewa Kledyńska, psychoterapeuta 31. Teresa Klukowska, psycholog 32. Artur Krężel, psychiatra, psychoterapeuta 33. Joanna Krupska, psycholog, Prezes Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” 34. Agnieszka Laus-Rzepecka, psycholog, psychoterapeuta 35. Dorota Maczuga, psychoterapeuta 36. Małgorzata Mazur, pedagog 37. Filip Ossowiecki, psycholog, psychoterapeuta 38. Joanna Piekarska, psychoterapeuta 39. Joanna Sakowska, psycholog, współautor polskiej edycji programu "Szkoła dla Rodziców i Wychowawców", instruktor i realizator programów profilaktycznych 40. Katarzyna Semczuk - Dembek, psychoterapeuta 41. Lucyna Słup, psychoterapeuta 42. Mateusz Smoliński, psychoterapeuta uzależnień 43. Jolanta Sokół-Jedlińska, trener psychologiczny, Ośrodek Pomocy i Edukacji Psychologicznej Intra 44. Kinga Stańczy-Ossowiecka, pedagog 45. Wojciech Sulimierski, psychoterapeuta 46. Karolina Katarzyna Tkaczewska, psycholog, psychoterapeuta 47. Anna Tudek, psycholog 48. Janusz Wardak, pedagog 49. Aleksandra Woś-Janik, psycholog 50. Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem