Reklama

Bóg jako człowiek na ziemi wśród ludzi

2018-12-31 21:10

Bp Ignacy Dec

Bożena Sztajner/Niedziela

Homilia wygłoszona na w katedrze świdnickiej podczas Pasterki, 25 grudnia 2018 r.

Wstęp

W uroczystość Bożego narodzenia kapłani mają przywilej odprawiania trzech Mszy świętych: Mszy św. w noc Bożego Narodzenia, zwanej pasterką, Mszy św. o świcie i Mszy św. w ciągu dnia. Na każdej z tych Mszy św. są inne czytania mszalne, w tym także różne fragmenty Ewangelii o Bożym narodzeniu. Liturgia obecnej Mszy św. o północy, pasterki, ukazuje nam narodziny Jezusa jako zjawienie się na ziemi światłości. To światło, jakim jest Dziecię Boże, przynosi ludziom prawdę i miłość oraz radość i pokój.

1. Narodzenie Jezusa- zjawienie się światła, które przynosi prawdę i miłość

Reklama

Czytanie pierwsze, wyjęte z Księgo proroka Izajasza zaczęło się od słów: "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło" (Iz 9,1). Świat, na który przychodził Chrystus był pogrążony w ciemności; toczyły się wojny, trwał ucisk i wyzysk narodów zniewolonych. Ciemność jest symbolem braku prawdy, braku wiedzy po co żyjemy, dlaczego chorujemy, starzejemy się i umieramy. Ciemność jest symbolem braku miłości. Człowiek bez światła fizycznego: naturalnego, słonecznego czy sztucznego, nie jest w stanie pracować, ma kłopoty z poruszaniem się. Człowiek bez światła Bożego nie wie po co żyje dlaczego cierpi i dlaczego umiera, zwykle tragicznie przeżywa śmierć swoich bliskich i lęka się ogromnie własnej śmierci. Jezus przychodzący na świat staje się dla nas szczególną światłością, światłością, która pozwala poznać prawdziwego Boga, światłością, która odsłania także tajemnicę człowieka, tajemnicę naszego powołania i ostatecznego przeznaczenia. Świat bez Boga traci sens, staje się niezrozumiały, staje się chaotyczny.

Jezus jako światło, które zstąpiło na ziemię przyniósł nam także zdolność do kochania, zdolność do życia dla drugich, do poświęcania się drugim, czyli zdolność do bezinteresownej miłości. Świat bez miłości jest ciemny, jest wyziębiony. W świecie bez miłości ciężko się żyje.

2. Narodzenie Jezusa- zjawienie się światła, które przynosi radość i pokój

W noc Bożego Narodzenia jest nam powiedziane, że to światło zjawione w Betlejem przynosi na ziemię także dwa inne dary: radość i pokój: "Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa..." (Iz 9,2) - mówił prorok. I zaraz dalej ukazał motyw tej radości: "Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany" (Iz 9,5 ). W noc betlejemską, gdy Jezus się narodził, do radości wzywał anioł Pański: "Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan" (Łk 2,10-11). Bóg przyszedł na świat, stał się człowiekiem dla nas, aby nam pomagać, aby nam wiele dać a nie zabierać nam tego, czego potrzebujemy do godnego życia.

Ta wkraczająca na ziemię wraz z Jezusem światłość przynosi nam także dar pokoju. Już prorok nazwał Jezusa Księciem Pokoju, zaś pasterze przy narodzeniu usłyszeli anielskie słowa uwielbienia, jakby pierwszą kolędę wyśpiewaną przez aniołów: "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" (Łk 2, 14). W tej kolędzie jest zawarta prawda, że tylko ci otrzymują prawdziwy pokój, którzy oddają Bogu chwałę. Pokój przychodzi do ludzi, którzy Boga maja w sercu.

3. Nasza odpowiedź na przyjście na świat Boga Wcielonego

Drodzy bracia i siostry, co powiemy Chrystusowi w tę noc Bożego narodzenia? Najpierw podziękujemy Mu za to, że przyszedł do nas, że przyszedł do nas wśród biednych, prostych pasterzy, przez co niejako zapowiedział, że tego rodzaju prości ludzie będą dla niego najważniejsi.

Podziękujmy, że został z nami jako Emmanuel, Bóg z nami, z nami w naszej codzienności, w nami w naszych życiowych utrapieniach. Prośmy Go także, by pomógł nas zmieniać się w lepszych ludzi, by obdarzył nas radością, cierpliwością, pokojem i miłością. Niech naszą radość pomnażają nasze piękne kolędy. "W dzień Bożego Narodzenia radość wszelkiego stworzenia, Aniołowie się radują, Jezusowi wyśpiewują, wyśpiewują..." , "Z narodzenia Pana, dzień dziś wesoły, wyśpiewują chwałę Bogu żywioły; radość ludzi wszędzie słynie..." "Wesołą nowinę, bracia, słuchajcie: Niebieską Dziecinę ze mną witajcie...". Niech z tą bożonarodzeniową radością przybywa nam wewnętrznego pokoju, którego tak bardzo nam potrzeba. Ciągle bowiem doświadczamy zła i to zło nas niekiedy martwi i przeraża. Nad światem ciągle pojawiają się nowe straszydła, nadciągają coraz to nowe, ciemne chmury, które powodują niepokój i lęk.

Zakończenie

Panie Jezu, nasz Zbawicielu, dziękujemy Ci że przyszedłeś do nas na ten świat, aby przynieść nam prawdę o życiu doczesnym i wiecznym. Dziękujemy, że jesteś na co dzień z nami, że nas karmisz słowem prawdy i chlebem życia. Dziękujemy, że nam udzielasz Ducha Świętego, który wzmacnia naszego ducha i uzdalnia nas do przebaczania, do cierpliwości, do służby, do niesienia różnych krzyży. Niech ta święta noc Bożego Narodzenia przemieni nas w ludzi radości i pokoju, niech nas przysposobi do lepszego życia, "byśmy - według dzisiejszych słów św. Pawła - wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie" (Tt 2,12), Panie Jezu, w tę noc, w którą wspominamy tamtą noc betlejemską, w której się narodziłeś, mówimy do Ciebie z wdzięcznością i miłością: jak to dobrze, że się narodziłeś, jak to dobrze, że nas pokochałeś, jak to dobrze, że umarłeś za nas, abyśmy mogli kiedyś z ziemi przejść do nieba. Panie Jezu, zmień ten świat, który dzisiaj jest poraniony kłamstwem, nienawiścią, zachłannością, który prześladuje i zabija Twoich wyznawców. Uzdrów nasze rodziny i nasz naród. Prowadź nas w mocy Bożego Ducha przez ziemię do Twojego Królestwa. Amen.

Tagi:
homilia bp Ignacy Dec pasterka

Kiedy zabraknie wina…

2019-01-16 11:02

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 33

Brak alkoholu na weselu to kompromitacja gospodarzy. Nie inaczej było za czasów Jezusa. Maryja była kobietą spostrzegawczą. Zauważyła, że zaczyna brakować wina. Powiedziała o tym swemu Synowi, Jezusowi, ufając, że On znajdzie rozwiązanie. Przypominają mi się tutaj słowa coraz bardziej znanego w Polsce włoskiego kapłana z Neapolu Dolindo Ruotolo, mistyka, który często się modlił, wymawiając proste słowa: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Maryja mówi Jezusowi właśnie to: „Jest problem. Zajmij się tym, mój Synu”. Odpowiedź Jezusa może się wydawać szorstka: „Czyż to moja lub Twoja sprawa?”. Maryja jednak, jakby na przekór tym słowom, zwraca się do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Jezus rzeczywiście nie każe czekać. Dokonuje znaku, a jednocześnie ratuje sytuację na weselu – wodę przemienia w znakomite wino.

Możemy zobaczyć w winie symbol tego, co nadaje smak naszemu życiu. Czasem jednak bywa, że życie jakby traci smak, problemy nas przygniatają, nie potrafimy cieszyć się życiem. Kto nam może pomóc? Jezus za wstawiennictwem Maryi. Nie oznacza to, że Maryja jest bardziej wrażliwa od swego Syna. Syn jest Bogiem, choć jest także człowiekiem, a Jego Matka jest tylko stworzeniem. Wszelkie łaski, którymi pełna jest Maryja, pochodzą od Boga. Ale Bogu po prostu się podoba, kiedy zwracamy się do Niego za pośrednictwem Maryi. Kiedy więc brak nam wina, kiedy życie doskwiera, prośmy o potrzebne łaski Jezusa za pośrednictwem Jego Matki. Pamiętajmy jednak, że tam, gdzie działają Maryja i jej Syn, tam jest też obecny Duch Święty, o którym mówi dzisiejsze II czytanie. „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch” – stwierdza Paweł Apostoł. Wspólnota Kościoła jest zróżnicowana. Czasem mogłoby się wydawać, że aż za bardzo. Tym bardziej prośmy Ducha Świętego, aby dając nam różne dary, tworzył z nas jedną wspólnotę. Katolicy mogą mieć w różnych sprawach społeczno-politycznych odmienne poglądy, ale ważne jest, byśmy w sprawach dotyczących wiary i moralności mówili jednym głosem.

Wielka jest w tym względzie rola pasterzy, którzy mają strzec wiary, nawet jeśli współczesnemu światu integralnie głoszona wiara się nie podoba. „Nie umilknę”, „nie spocznę” – czytamy u Izajasza. Prośmy za naszych pasterzy, by tak jak św. Jan Paweł II mieli moc i wytrwałość w głoszeniu Ewangelii, wedle tego, co czytamy w dzisiejszym psalmie: „Każdego dnia głoście Jego zbawienie./ Głoście jego chwałę wśród wszystkich narodów”. Winem, czyli smakiem, Kościoła jest właśnie przepowiadanie Ewangelii wszystkim narodom.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Puste Noce za duszę śp. Pawła Adamowicza

2019-01-16 18:34

dg / Warszawa (KAI)

W piątek, wieczorem przed pogrzebem śp. Pawła Adamowicza, w Gdańsku i Warszawie odbędą się tradycyjne kaszubskie obrzędy Pustych Nocy. Aleksandra Dulkiewicz, zastępczyni śp. Pawła Adamowicza, w poruszającym wspomnieniu o Zmarłym napisała: "Jest w tradycji Pomorza, w tradycji Kaszub, coś takiego jak Pusta Noc. Kiedy jest się przy zmarłym. Trwa przy nim. Bądźmy przy naszym Prezydencie tej nocy".

TVP INFO

– Pusta noc to niezwykły i wciąż żywy na Kaszubach obyczaj. Jest to ostatnia noc przez pogrzebem zmarłego, która się odbywa w domu nieboszczyka. Przybyłe osoby rozpoczynają obrzęd różańcem po czym odmawiają modlitwy w intencji zmarłego. Po odmówieniu modlitw zgromadzeni nie odchodzą do swoich domów, tylko pozostają w domu żałoby, aby śpiewać nabożne pieśni pustonocne. Śpiewom tym przewodził śpiewak lub też grupa śpiewaków, którzy przejmowali swoją rolę z ojca na syna, parając się tym wręcz zawodowo. Rodzina nieboszczyka przygotowywała zaś poczęstunek dla czuwających przy nim uczestników Pustej Nocy. Dawniej takie spotkania odbywały się nad trumną zmarłego, przechowywaną w domu. Obecnie Pustą Noc przenosi się do salek, kaplic lub kościołów, a czuwanie skrócono do kilku godzin. Pusta Noc ma przede wszystkim na celu godne pożegnanie zmarłego. Zwyczaj pełnił także funkcję integracyjną. Wzmacniał więzi lokalnej społeczności skupionej wokół bliskiego zmarłego – wyjaśnia w rozmowie z KAI Łukasz Richert, dyrektor Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Aleksandra Dulkiewicz, zastępczyni śp. Pawła Adamowicza, w poruszającym wspomnieniu o Zmarłym napisała: "Jest w tradycji Pomorza, w tradycji Kaszub, coś takiego jak Pusta Noc. Kiedy jest się przy zmarłym. Trwa przy nim. Bądźmy przy naszym Prezydencie tej nocy: modlitwą, myślą, wspomnieniem, postanowieniem na przyszłość ale i uśmiechem".

W piątek, 18 stycznia, o godz. 20 w Centrum św. Jana przy ul. Świętojańskiej 50 w Gdańsku odbędzie się obrzęd Pustej Nocy za duszę śp. Pawła Adamowicza, na który zaprasza Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. "Niech nasza obecność będzie dowodem wdzięczności dla Niego za wszystko, co zrobił dla kaszubsko-pomorskiej społeczności. Zapraszamy do wspólnego czuwania i modlitwy" - piszą organizatorzy.

Pustonocne śpiewy zabrzmią również w Warszawie.

– Dzięki życzliwości ks. Aleksandra Seniuka, rektora kościoła sióstr wizytek przy Krakowskim Przedmieściu, będziemy mogli włączyć się w pustonocne czuwanie. Od 18:30 będziemy śpiewać ze Śpiewnika Pelplińskiego dawne pieśni eschatologiczne, za dusze czyśćcowe, w wariantach melodycznych z różnych rejonów kraju. Przygotuję dla zebranych wydrukowane teksty. Pieśni są raczej długie, więc po kilku zwrotkach każdy będzie mógł śmiało dołączyć się do wspólnego śpiewania – mówi inicjator wydarzenia, Dawid Gospodarek, dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem