Reklama

Kultura

Człowieczy los Anny German

Z pewnością głęboko w nasze serca zapadła filmowa scena, pokazująca, jak mała Ania bawi się z tatą w chowanego. Tym razem jednak taty nie znajdzie... I już nigdy go nie znajdzie. A będzie go szukała przez całe swoje życie. Tak Waldemar Krzystek, reżyser, autor serialu telewizji rosyjskiej pt. „Anna German”, wyobraża sobie ostatnie chwile Eugeniusza Germana spędzone z ukochaną córeczką Anią

Niedziela Ogólnopolska 17/2013, str. 20-21

[ TEMATY ]

film

sztuka

ARCHIWUM ZBIGNIEWA RABIŃSKIEGO

Serial „Anna German” pobił w Rosji wszelkie rekordy popularności. Zdobył największą w historii publiczność. Co tydzień kolejny odcinek filmu oglądało 22 mln telewidzów. Od kilku tygodni serial jest emitowany w Polsce. U nas osiąga rekordową - 6-7-milionową widownię. Opisana na początku scena jest symboliczna, gdyż Anna German miała półtora roku, gdy ostatni raz widziała ojca, nie mogła więc bawić się z nim w chowanego. Faktem jednak jest, że przez całe swoje życie szukała ojca i wraz z mamą oraz babcią uciekała przed śmiercią.

Ucieczka przed śmiercią

Twórca filmu odkrywa wiele nieznanych nam kart z życia Anny German. Ukazuje trudny „człowieczy los” wielkiej artystki o anielskim głosie, śpiewającej w siedmiu językach, uwielbianej przez publiczność wielu krajów świata, głównie Rosji i Włoch. Odsłania fakty z jej dzieciństwa.

Reklama

Przyszła na świat 14 lutego1936 r. w Urgenczu w Uzbekistanie. W pierwszych latach życia w Rosji doświadczyła gorzkiej egzystencji rodzin prześladowanych. Jej matka Irma Martens wywodziła się z holenderskich menonitów - protestantów, których sprowadziła do Rosji caryca Katarzyna II. Ojciec Eugeniusz German miał niemieckie korzenie, a urodził się w Polsce, w Łodzi. Był synem pastora baptystów. Zapamiętano go jako dobrego, pobożnego człowieka, oddanego rodzinie. Pracował uczciwie na stanowisku księgowego. Niemieckie pochodzenie Eugeniusza Germana sprawiło, że w 1937 r. - w ramach czystki politycznej w Rosji - został aresztowany przez NKWD za rzekome szpiegostwo, a w 1938 r. - rozstrzelany, o czym rodzina nie wiedziała, uzyskując jedynie informację, że został skazany na 10 lat łagru bez prawa korespondencji z rodziną. Anna z matką zostały wysiedlone i zesłane przez NKWD do Kirgistanu. Na tułaczkę udały się z babcią, która odegrała bardzo ważną rolę w życiu Anny German, będąc z nią na co dzień, podczas gdy matka ciężko pracowała, aby utrzymać rodzinę. Do dotychczasowych nieszczęść doszła jeszcze wtedy utrata kolejnej bliskiej osoby - na początku ich tułaczki zmarł malutki brat Anny - Fryderyk.

Kobiety długo nie ustawały w poszukiwaniu Eugeniusza Germana. Tułały się od miejscowości do miejscowości, przymierając głodem. Dopiero po pewnym czasie Irma Martens dowiedziała się, że wyrok wydany na męża oznaczał śmierć, ale córka Anna nadal poszukiwała śladów ojca, tak jakby w sercu miała zapisany ten filmowy obraz, mówiący, że on się tylko przed nią schował.

Repatriacja z ZSRR do Polski

Herman Berner - drugi mąż Irmy Martens był Polakiem, oficerem I Dywizji Wojska Polskiego. Niestety, zginął w bitwie pod Lenino. Ale dzięki ślubowi z nim możliwa była w 1946 r. repatriacja całej rodziny do Polski. Anna German z mamą i babcią mieszkały najpierw w Szczecinie, potem w Nowej Rudzie i Wrocławiu. W dalszym ciągu były zdane tylko na siebie, ale przynajmniej nie musiały już uciekać. Matka znalazła pracę, uczyła języka niemieckiego. Anna w 1955 r. zdała maturę w VIII Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu, a w 1962 r. ukończyła z wyróżnieniem studia na Uniwersytecie Wrocławskim, otrzymując tytuł magistra geologii. Jako piosenkarka zadebiutowała w teatrze studenckim „Kalambur” we Wrocławiu oraz w „Podwieczorku przy mikrofonie”. Występowała w „Zgaduj-Zgaduli” i w telewizyjnym programie „Spotkania o zmroku”. W 1962 r. zdała egzamin uprawniający do wykonywania zawodu piosenkarki, a już w następnym roku wzięła udział w Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, gdzie zdobyła drugą nagrodę.

Miała muzykalną, wschodnią duszę

Reklama

Określała siebie jako piosenkarkę jednego tematu - miłości, uważając, że wszyscy albo kochamy, albo czekamy na miłość. Jako wyjątkowy dar z nieba przyjmowano jej anielski głos. W jednej z audycji radiowych tak o tym mówiła: „Mam głos postawiony z natury. To, co inni osiągają wieloletnią nauką, jest mi dane od Boga. Nie myślę o oddechu, po prostu śpiewam”. W wywiadach tłumaczyła, że nikt jej głosu nie ustawiał, jak w przypadku śpiewaków operowych, a śpiewa tak jak śpiewa, bo inaczej nie potrafi. Rosjanie nazywali ją białym aniołem z Polski.

Katarzyna Gärtner, kompozytorka wielu piosenek Anny German, stwierdziła, że „czarowała publiczność pięknymi kantylenami i górą, czyli dźwiękami, które rzadko występują w przyrodzie”. Miała muzykalną, wschodnią duszę, a w jej głosie wybrzmiewała krystaliczna, sentymentalna nuta, której nikt nie jest w stanie naśladować. Zdaniem Zbigniewa Wodeckiego, Annę German trzeba widzieć w kategorii wielkiej gwiazdy, której nie da się podrabiać, bo może istnieć tylko oryginał. Zwraca uwagę na charakterystyczny handicap w jej głosie. Wyjaśnia, że to samo zauważa się u Ewy Demarczyk, zwanej czarnym aniołem, Czesława Niemena czy Ireny Santor - te głosy nie przyjmują żadnej podróbki.

Jerzy Ficowski - poeta, tłumacz, pisarz powiedział, że Anna German zamiast duszy miała muzykę. „Ona nie śpiewała, ale grała na swoich strunach głosowych jak nikt. - To był cudowny instrument o rzadko spotykanej doskonałości. Była wygnańcem z anielskich chórów, skazanym na trudny człowieczy los” (na podst. książki Marioli Pryzwan pt. „Największy elf świata - wspomnienia o Annie German”, Warszawa 1999).

Tragedia u szczytu sławy

W połowie lat 60. XX wieku Anna German rozpoczęła wielką światową karierę sceniczną, wielokrotnie nagradzana na festiwalach. Koncertowała w USA, Kanadzie, Australii, Szwajcarii, ZSRR, NRD, RFN, Mongolii, na Węgrzech. Rozkochała w sobie szczególnie rosyjską publiczność. Wystąpiła w paryskiej Olimpii obok słynnej Dalidy. Reprezentowała Polskę na festiwalach w Ostendzie, Cannes, Bratysławie, Neapolu. W 1965 r. nagrała swoją pierwszą płytę długogrającą „Tańczące Eurydyki” i podpisała 3-letni kontrakt z mediolańską firmą fonograficzną Company Discografica Italiana (CDI). Jako pierwsza cudzoziemka brała udział w XV Festiwalu Piosenki Neapolitańskiej, a w 1967 r. jako pierwsza w historii Polka zaśpiewała na festiwalu piosenki w San Remo.

Po latach wyznała w swojej autobiograficznej książce „Wróć do Sorrento?”, że głównym motywem wyjazdu do Włoch poza miłością do włoskiej piosenki było pragnienie zarobienia pieniędzy na zakupienie dla mamy i babci „trzypokojowego mieszkania z ciepłą bieżącą wodą i urządzeniami sanitarnymi”.

Anna German znalazła się u szczytu sławy. Świat stał przed nią otworem, mogła podbijać wszystkie sceny. I przyszedł dzień 27 sierpnia 1967 r., który mógł być ostatnim dniem w jej życiu. Po koncercie w Forli k. Ravenny, gdy w nocy wracała do Mediolanu, kierowca fiata, którym jechali, zasnął i uderzył w kamienną bandę przy autostradzie. Pogotowie wezwane do wypadku zabrało nieprzytomnego kierowcę, ona została. Wyrzuciło ją daleko od autostrady, a ratownicy nie wiedzieli, że w samochodzie był pasażer. Po kilku godzinach, wykrwawiona, została odnaleziona. Jej stan określono jako beznadziejny. Dopiero po kilkunastu dniach odzyskała przytomność. Przez 4 miesiące leżała bez ruchu, od stóp do głowy unieruchomiona w gipsowej skorupie. Lekarze nie dopuszczali możliwości, aby w przyszłości mogła chodzić czy śpiewać. To było niemożliwe w związku z doznanymi obrażeniami. Mama i narzeczony Zbigniew Tucholski walczyli razem z Anną o powrót do normalnego życia. Przyszły mąż skonstruował specjalny sprzęt do rekonwalescencji i wieczorami wynosił ją na opustoszałe ulice Warszawy, aby uczyła się chodzić od początku.

Powrót do życia

Po długiej przerwie, w grudniu 1969 r., Anna German pojawiła się w „Tele-Echu” z Ireną Dziedzic. W Nowy Rok wstrząsnęła telewidzami, gdy w programie „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna” zaśpiewała „Człowieczy los”, przejmującą piosenkę, którą skomponowała podczas choroby. W styczniu 1970 r. po raz pierwszy po przerwie wystąpiła na scenie, w Sali Kongresowej w Warszawie. Śpiewała, a ludzie stali, klaskali i płakali.

Wydawało się, że powraca do normalnego życia rodzinno-zawodowego. W 1975 r. została mamą. Urodziła syna Zbigniewa Ivarra. Osobiście w pełni zaangażowała się w jego wychowanie. Uważała, że dla dziecka trzeba zrezygnować z niektórych obowiązków i ambicji. „Siedzę już dwa lata w domu, wychowuję swojego synka i nie żałuję, bo wydaje mi się, że dla dziecka konieczny jest kontakt z rodzicami, a przede wszystkim, w pierwszym okresie, z matką” - mówiła w wywiadzie radiowym. Wiele dobrych rad dawała młodym mamom. Zwierzała się też żartobliwie, że miała wtedy jeden problem, bo synek nie lubił, jak śpiewała. Potem Anna German coraz więcej koncertowała, nagrywała płyty, traktując jednak opiekę nad dzieckiem jako swój podstawowy cel w życiu.

W 1969 r. Anna German miała uświetnić pierwszy polski Festiwal Piosenki Religijnej Sacrosong, zorganizowany w kościele św. Teresy w Łodzi. Organizatorem i twórcą festiwalu był salezjanin - ks. Jan Palusiński, duszpasterz łódzkiego Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”. Jednak nie mogła wystąpić. - Była po wypadku, kuśtykała po złamaniu nogi. Przyjechała, miała śpiewać, ale nie była w stanie. Cała się trzęsła, bardzo wszystko chłonęła i przeżywała - wspominał ks. Palusiński, a jego wypowiedź odnotował kilka lat temu w „Niedzieli” Witold Dudziński (nr 20/2009).

Kolejne śmiertelne niebezpieczeństwo

Odzyskana radość nie trwała długo. W 1979 r. nastąpił nawrót zdiagnozowanej przed kilkoma laty choroby nowotworowej. To był rak kości. Wiedząc o chorobie, pojechała na swoje ostatnie tournée do Australii.

Z pewnością naszych czytelników interesuje zaangażowanie religijne Anny German. Jej mąż tak mówi na ten temat: „Mama Ani, Irma, była zawsze zapracowana, a babcia prowadziła dom i właściwie to ona wychowywała Anię. I wychowała ją na… anioła. Jako nastolatka Ania uczęszczała z babcią do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego we Wrocławiu. Później jej kontakt z Kościołem uległ rozluźnieniu. Ale pod koniec życia, gdy już była bardzo chora, postanowiła wyłączyć się ze wszystkiego i poprosiła, aby jej przyniesiono niemiecką Biblię babci. Po dwóch tygodniach czytania powiedziała, że dostała od Boga znak i chce zostać ochrzczona chrztem biblijnym przez zanurzenie”. Wtedy też został ochrzczony jej syn i zawarła małżeństwo kościelne. W czasie choroby odwiedzali ją m.in. księża katoliccy. Do końca życia przyjaźniła się z ks. Janem Twardowskim, poetą. Skomponowała wtedy muzykę do kilku psalmów, m.in. do Hymnu o miłości z 1 Listu do Koryntian św. Pawła oraz do modlitwy „Ojcze nasz”. „W domu, w gronie najbliższych i przyjaciół, ostatni raz zaśpiewała, zresztą wstrząsająco, «Ojcze nasz» - wspomina mąż. Powiedziała wtedy, że jeśli wyzdrowieje, to już nie będzie śpiewała na estradzie, ale tylko w kościele dla Pana Boga”. Zmarła 25 sierpnia 1982 r. Spoczęła na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej w Warszawie. Jej dzielna matka Irma German o ćwierć wieku przeżyła swoją jedyną córkę. Zmarła w 2007 r. w wieku 98 lat, a babcia, którą kochała nad życie, zmarła w 1971 r.

Rosja kocha Annę German

Ekranizowana biografia wielkiej gwiazdy piosenki Anny German odkrywa mroczne karty historii stalinowskiej Rosji. O dziwo, u naszego wschodniego sąsiada znalazły się na tę filmową opowieść wielkie pieniądze. Widzowie i w Rosji, i w Polsce dzięki masowemu przekazowi filmowemu uświadomili sobie grozę stalinowskich czystek z lat 30. XX wielu, dotykających również zwyczajnych, cicho żyjących, uczciwych ludzi. Zdaniem reżysera filmu, to właśnie wielka legenda Anny German sprawiła, że Rosjanie byli gotowi tę prawdziwą opowieść jednego życia przyjąć i rozpowszechnić.

Reżyser Waldemar Krzystek przypomina w filmie, jak sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonid Breżniew, wielbiciel Anny German, chciał ją ściągnąć z powrotem do ZSRR. Zaprosił gwiazdę na Kreml i proponował: obywatelstwo, mieszkanie, daczę pod Moskwą oraz samochód. Nie przyjęła jednak propozycji, mówiąc, że pozostanie Polką. Polska bowiem uratowała życie jej, mamy i babci. Polska ją przygarnęła i Polką pozostanie. Miała tylko jedno życzenie: zobaczyć grób ojca. To jednak nie było możliwe, bo grób Eugeniusza Germana nie istnieje. Na ostatnim etapie swojego życia Anna German dotarła do podziurawionej od kul ściany budynku NKWD w Taszkiencie, gdzie jej ojciec został rozstrzelany w 1938 r.

Warto wiedzieć, że przed hotelem Rossija w Moskwie jest aleja z wmurowanymi w chodnik 70 gwiazdami z nazwiskami artystów zasłużonych dla kultury rosyjskiej. Jedna z nich to gwiazda Anny German, przyznana jej jako jedynej nie-Rosjance.

Głos Anny German oraz jej mamy, babci i męża można usłyszeć na płycie z jej piosenkami, wydanej w 2012 r. przez Wydawnictwo Muzyczne Caritas Wojskowej, pt. „Wspomnienie. Autobiografia”. Za tydzień zamieścimy w „Niedzieli” wspomnienia Zbigniewa Rabińskiego, który znał osobiście Annę German i uczestniczył w jej koncertach na żywo.

2013-04-22 14:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Korea Południowa: Kościół utworzył Katolicką Akademię Sztuk Pięknych

[ TEMATY ]

sztuka

Korea Płd.

Vatican News

Diecezja Seulu zdecydowała się zgromadzić środowisko katolickich konserwatorów i utworzyć Katolicką Akademię Sztuk Pięknych. Projekt ma służyć trosce o dzieła sztuki sakralnej w całym kraju.

Jest to inicjatywa kościelna non-profit, która ma zrzeszać katolickich konserwatorów w celu gromadzenia dzieł sztuki i artefaktów zarówno na terenie samej archidiecezji Seulu, jak i w innych częściach kraju, aby umożliwić ich konserwację i badania. Oficjalne otwarcie Akademii przewidziane jest na pierwszą niedziele Adwentu, 29 listopada. „Będzie to kamień milowy w naszej posłudze duszpasterskiej”, podkreśla o. Mattias Heo Young-yup, odpowiedzialny za wydział komunikowania w archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Zmiany kapłanów 2021 r.

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.

CZYTAJ DALEJ

Belgia: Caritas pomoże w odbudowie po powodzi

2021-07-23 16:34

[ TEMATY ]

Caritas

powódź

Belgia

Vatican News/AFP

Belgijska Caritas śpieszy na pomoc ofiarom powodzi. „Na szczęście nie brakuje pożywienia i ubrań. Dziś największym problemem jest sytuacja ludzi, którzy stracili dach nad głową” – mówi Régine Kerzmann, odpowiedzialna za działalność kryzysową w Caritas Liège. Ostatni bilans ofiar mówi o 37 zabitych i 6 zaginionych. Jednakże, choć wody już opadły, ponad 9 tys. osób nie może powrócić do swoich domów.

Jak podkreśla Kerzmann, są to przede wszystkim przedstawiciele najniższych warstw społecznych, które w swój dom czy mieszkanie włożyły niejednokrotnie oszczędności całego życia. Teraz stracili dosłownie wszystko. To właśnie ta kategoria społeczna jest głównym celem pomocowej kampanii kościelnej organizacji. Caritas apeluje o pomoc przy oczyszczaniu i odbudowie zniszczonych domów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję