Reklama

Historia

Opowieść o naszych joannitach

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 21/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

zakon

Łukasz Kotasa/ pl.wikipedia.org

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy kilka tygodni temu, gdy kończyłem pisać tekst o templariuszach na Ziemi Lubuskiej, wiedziałem już, że tej opowieści nie mogę zakończyć zwykłą informacją o zawieszeniu zakonu. I nie chodzi nawet o to, że dziś istnieje w Gorzowie Preceptorat Ziemi Lubuskiej tempalariuszy. Templariusze choć zawieszeni nie rozpłynęli się przecież w powietrzu. Ich dobra, których w dawnej diecezji lubuskiej było tak wiele, przeszły w ręce... joannitów.

Garść informacji o joannitach

Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników św. Jana z Jerozolimy, Rodos i Malty istnieje do dziś. Jest nawet podmiotem prawa międzynarodowego, utrzymując swoje przedstawicielstwa przy ponad stu państwach świata. Joannici powstali na Bliskim Wschodzie, a wywodzą się z bractwa istniejącego przy szpitalu św. Jana Chrzciciela. To czasy jeszcze przed pierwszą wyprawa krzyżową. Ich założycielem był charyzmatyczny bł. Brat Gerard. Pierwszym patronem zakonu był prawdopodobnie św. Jan Jałmużnik z Cypru. W Jerozolimie znacznie bardziej znany był jednak św. Jan Chrzciciel, stąd zmiana patrona. Joannici byli przede wszystkim szpitalnikami. I choć zakon przybrał z czasem formę zakonu rycerskiego, to jednak nigdy nie wyrzekł się działalności charytatywnej. Ale wracając do początków joannitów... W 1113 r. bractwo zostało oficjalnie zatwierdzone jako zakon rycerski przez papieża Paschalisa II. Joannici okazali się bardzo przydatni podczas pierwszej wyprawy krzyżowej. Po utworzeniu Królestwa Jerozolimskiego przejęli w państwie obowiązek strzeżenia porządku wewnętrznego. Gdy upadła Jerozolima, joannici przenieśli swą siedzibę do Margat, a później na Cypr i na Maltę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

U nas także byli

Do początków XIV wieku na naszych ziemiach nie było joannitów. Ich pojawienie się na Ziemi Lubuskiej wiążemy z końcem działalności templariuszy zawieszonych w 1312 r. przez papieża Klemensa V. Decyzją Ojca Świętego dobra templariuszy miały być przekazane joannitom. Władająca wówczas politycznie nad środkową Odrą dynastia Askańczyków przekazała joannitom wspomniane dobra dopiero w 1318 r. Zresztą nie całe dobra templariuszy przeszły od razu we władanie joannitów. Margrabia Waldemar zatrzymał dla siebie Sulęcin. Miasto to wraz z dobrami zwrócono prawowitym właścicielom dopiero po wymarciu Askańczyków. W tym samym okresie joannici utworzyli nową prowincję krajów północno-wschodnich, obejmującą także Ziemię Lubuską. To właśnie ta prowincja otrzymała nazwę baliwatu brandenburskiego.

Reklama

Ważnym nadaniem dla joannitów na naszych ziemiach był Łagów przekazany przez margrabiego Ludwika Rzymskiego.

Już w połowie XIV wieku rycerze zakonni nie tylko dobrze zagospodarowali dobra otrzymane po templariuszach, ale znacznie je powiększyli. Wiązało się to także ze znacznym podniesieniem kultury gospodarczej tych ziem. Zakonnicy, inwestując posiadane dobra, dbali o ich systematyczny rozwój. Widać to choćby po rozwoju struktur zakonnych. W XIV wieku joannici mieli w dawnej diecezji lubuskiej dwie komandorie w Leśnicy i Chwarszczanach. W następnym wieku doszły kolejne w Łagowie, Rąpicach i przez krótki okres w Gorgast. Jednak największa karierę w dobrach joannitów zrobił Słońsk. To w tym mieście ulokowano w 1426 r. siedzibę mistrza joannitów baliwatu brandenburskiego.

Protestanckie dzieje

W 1538 r. joannici zostali przymuszeni przez margrabiego Jana z Kostrzyna do przejścia na protestantyzm. Tenże margrabia zmusił ich także do niekorzystnych zmian majątkowych. Ulegając tym żądaniom, joannici nie zostali rozwiązani. Choć przeszli na luteranizm, zachowali jednak formalną zależność od (katolickiego) Wielkiego Przeoratu z siedzibą w Heitersheimie w Badenii. Joannici protestanccy zostali rozwiązani dopiero w 1810 r. decyzją władz, które nakazały sekularyzację zakonów w państwie pruskim. Joannici na naszych ziemiach odrodzili się w 1852 r. w wersji luterańskiej. 15 października tegoż roku król pruski Fryderyk Wilhelm IV utworzył brandenburską gałąź joannitów pod nazwą Królewski Pruski Zakon Joannitów. Co ciekawe - aby zachować historyczną łączność z całym zakonem (katolickim) - powiadamiano zawsze wielkiego mistrza zakonu rezydującego na Malcie i później w Rzymie o wyborze nowego Wielkiego komtura w Słońsku. Po II wojnie światowej rycerze zakonni odeszli ze Słońska.

Reklama

Choć joannici w Brandenburgii przeszli na protestantyzm, to jednak zakon katolicki nie przestał istnieć. Na świecie rozwijał się on ciągle. Obok głównego nurtu zakonnego zaczęto tworzyć także różne stowarzyszenia joannicie (maltańskie), które są oficjalnie częścią zakonu. Protestanckie zaś stowarzyszenia angielskie i niemieckie funkcjonują niezależnie. Regułą jest jednak, że stale współpracują i wymieniają doświadczenia z zakonem katolickim. Zakon joannitów w swojej części katolickiej liczy dzisiaj ok. 10 tys. członków, zaś w gałęzi niemieckiej (protestanckiej) ok. 4 tys. członków.

Jak żyli joannici?

Bardzo mało wiemy o życiu codziennym joannitów w biskupstwie lubuskim. Krótko przed wkroczeniem reformacji na nasze ziemie mistrz Jerzy Schlaberndorf zapisał w testamencie, że bracia troszczyli się o piękno służby Bożej, okazywali posłuszeństwo przełożonym, szanowali kapłanów oraz troszczyli się o sieroty i wdowy. Ich troskę o piękno służby Bożej możemy podziwiać do dziś w przepięknym kościele w Słońsku, który warto odwiedzić. Obok kościoła zobaczymy ruiny zamku wielkiego mistrza baliwatu brandenburskiego. Dziś niestety w ruinie. Ale wracając do służby Bożej w Słońsku... joannici założyli także w tym mieście kolegium kapłańskie mające obsługiwać duszpastersko okoliczną ludność.

Oficjalnym strojem joannitów był czarny habit z czarnym płaszczem i naszytym na nie białym krzyżem maltańskim. Współcześnie katoliccy kawalerowie maltańscy noszą długą czarną szatę z wyszytym na piersiach krzyżem maltańskim. W gałęzi protestanckiej praktykuje się noszenie czarnej peleryny z wyszytym na lewym ramieniu krzyżem maltańskim.

Reklama

W Słońsku, jako stolicy zakonu, odbywały się także uroczystości pasowania na rycerza. Znamy opis takiej uroczystości ze święta św. Jana Chrzciciela w 1693 r. Zapisał ją dla nas w swoim diariuszu Wilhelm von Possadowsky. W tekście, który tu przytaczam, dokonałem kilku opuszczeń. „O milę drogi stąd leży miasteczko Słońsk, w którym warto zobaczyć zamek, wybudowany przez księcia Moritza von Nassau, mistrza świętego zakonu joannitów. Tutaj zakon dokonuje pasowania ewangelicznych rycerzy. Cała ceremonia będzie krótko opisana: nowi rycerze w pełnym porządku przez kilku komturów i innych starszych rycerzy doprowadzeni zostali z zamku do kościoła i dalej do zakrystii. Mistrz zaś bądź ktoś przez niego wyznaczony do ceremonii zasiadał naprzeciw ołtarza na przygotowanym tutaj krześle, a jeden ze starszych wyznaczonych rycerzy ustawiał się z mieczem zakonnym po prawej stronie. Zanim ceremonia się rozpoczęła, najpierw duchowny odczytywał modlitwę, a następnie dwaj spośród starych rycerzy, którzy siedzą także obok mistrza na ławkach, udają się do zakrystii i przywodzą jednego z nowych rycerzy na górę i przy dźwiękach muzyki doprowadzają go do ołtarza, przed którym ten przyklęka. Po krótkiej chwili wstaje i podchodzi do mistrza, po czym klęka przed jego krzesłem. Ten zaś zapytuje go z jaką sprawą przybywa, a po jego odpowiedzi kanclerz odczytuje mu przysięgę. Kiedy już zostanie zaprzysiężony, ponownie klęka przed ołtarzem, a mistrz podnosi się, bierze miecz od starego rycerza, unosi go i trzykrotnie uderza młodego w ramię, za każdym razem wypowiadając słowa: lepiej być rycerzem niż giermkiem. Następnie mistrz wraca na swoje miejsce, gdzie nakłada podążającemu za nim nowemu rycerzowi ornat, przekazuje skromnie złocony i biało emaliowany krzyż oraz długi, czarno haftowany płaszcz, który na lewym ramieniu ma biały krzyż. Kiedy już wszyscy zostali pasowani, wzywa się ich ponownie przed ołtarz i kanclerz odczytuje reguły zakonu. Potem starzy rycerze im gratulują” (fragment ten pochodzi z 7. tomu Nadwarciańskiego Rocznika Historyczno-Archiwalnego).

Dziś już nie słychać stukotu kopyt koni zakonnych rycerzy. Nie zobaczymy ich także opiekujących się chorymi w naszych szpitalach. Ale joannicka tradycja ciągle jest żywa. Z parafią w Słońsku współpracują dziś brandenburscy joannici. Pomagali choćby w restauracji słońskiej świątyni. A na większych spotkaniach religijnych zawsze możemy spotkać Matlańską Służbę Medyczną. Oni ciągle służą innym zgodnie z zasadami dawnych rycerzy zakonników.

2013-05-21 15:29

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

165 lat pracy sióstr Franciszkanek Szpitalnych na Dolnym Śląsku

[ TEMATY ]

zakon

rocznica

zakonnica

zgromadzenie

BOŻENA SZTAJNER

Bp Ignacy Dec uczestniczył 1 czerwca w uroczystych obchodach 165-lecia pracy sióstr Franciszkanek Szpitalnych na Dolnym Śląsku, które odbyły się w Ołdrzychowicach Kłodzkich.

CZYTAJ DALEJ

Marcin Zieliński: Znam Kościół, który żyje

2024-04-24 07:11

[ TEMATY ]

książka

Marcin Zieliński

Materiał promocyjny

Marcin Zieliński to jeden z liderów grup charyzmatycznych w Polsce. Jego spotkania modlitewne gromadzą dziesiątki tysięcy osób. W rozmowie z Renatą Czerwicką Zieliński dzieli się wizją żywego Kościoła, w którym ważną rolę odgrywają świeccy. Opowiada o młodych ludziach, którzy są gotyowi do działania.

Renata Czerwicka: Dlaczego tak mocno skupiłeś się na modlitwie o uzdrowienie? Nie ma ważniejszych tematów w Kościele?

Marcin Zieliński: Jeśli mam głosić Pana Jezusa, który, jak czytam w Piśmie Świętym, jest taki sam wczoraj i dzisiaj, i zawsze, to muszę Go naśladować. Bo pojawia się pytanie, czemu ludzie szli za Jezusem. I jest prosta odpowiedź w Ewangelii, dwuskładnikowa, że szli za Nim, żeby, po pierwsze, słuchać słowa, bo mówił tak, że dotykało to ludzkich serc i przemieniało ich życie. Mówił tak, że rzeczy się działy, i jestem pewien, że ludzie wracali zupełnie odmienieni nauczaniem Jezusa. A po drugie, chodzili za Nim, żeby znaleźć uzdrowienie z chorób. Więc kiedy myślę dzisiaj o głoszeniu Ewangelii, te dwa czynniki muszą iść w parze.

Wielu ewangelizatorów w ogóle się tym nie zajmuje.

To prawda.

A Zieliński się uparł.

Uparł się, bo przeczytał Ewangelię i w nią wierzy. I uważa, że gdyby się na tym nie skupiał, to by nie był posłuszny Ewangelii. Jezus powiedział, że nie tylko On będzie działał cuda, ale że większe znaki będą czynić ci, którzy pójdą za Nim. Powiedział: „Idźcie i głoście Ewangelię”. I nigdy na tym nie skończył. Wielu kaznodziejów na tym kończy, na „głoście, nauczajcie”, ale Jezus zawsze, kiedy posyłał, mówił: „Róbcie to z mocą”. I w każdej z tych obietnic dodawał: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych” (por. Mt 10, 7–8). Zawsze to mówił.

Przecież inni czytali tę samą Ewangelię, skąd taka różnica w punktach skupienia?

To trzeba innych spytać. Ja jestem bardzo prosty. Mnie nie trzeba było jakiejś wielkiej teologii. Kiedy miałem piętnaście lat i po swoim nawróceniu przeczytałem Ewangelię, od razu stwierdziłem, że skoro Jezus tak powiedział, to trzeba za tym iść. Wiedziałem, że należy to robić, bo przecież przeczytałem o tym w Biblii. No i robiłem. Zacząłem się modlić za chorych, bez efektu na początku, ale po paru latach, po którejś swojej tysięcznej modlitwie nad kimś, kiedy położyłem na kogoś ręce, bo Pan Jezus mówi, żebyśmy kładli ręce na chorych w Jego imię, a oni odzyskają zdrowie, zobaczyłem, jak Pan Bóg uzdrowił w szkole panią woźną z jej problemów z kręgosłupem.

Wiem, że wiele razy o tym mówiłeś, ale opowiedz, jak to było, kiedy pierwszy raz po tylu latach w końcu zobaczyłeś owoce swojego działania.

To było frustrujące chodzić po ulicach i zaczepiać ludzi, zwłaszcza gdy się jest nieśmiałym chłopakiem, bo taki byłem. Wystąpienia publiczne to była najbardziej znienawidzona rzecz w moim życiu. Nie występowałem w szkole, nawet w teatrzykach, mimo że wszyscy występowali. Po tamtym spotkaniu z Panem Jezusem, tym pierwszym prawdziwym, miałem pragnienie, aby wszyscy tego doświadczyli. I otrzymałem odwagę, która nie była moją własną. Przeczytałem w Ewangelii o tym, że mamy głosić i uzdrawiać, więc zacząłem modlić się za chorych wszędzie, gdzie akurat byłem. To nie było tak, że ktoś mnie dokądś zapraszał, bo niby dokąd miał mnie ktoś zaprosić.

Na początku pewnie nikt nie wiedział, że jakiś chłopak chodzi po mieście i modli się za chorych…

Do tego dzieciak. Chodziłem więc po szpitalach i modliłem się, czasami na zakupach, kiedy widziałem, że ktoś kuleje, zaczepiałem go i mówiłem, że wierzę, że Pan Jezus może go uzdrowić, i pytałem, czy mogę się za niego pomodlić. Wiele osób mówiło mi, że to było niesamowite, iż mając te naście lat, robiłem to przez cztery czy nawet pięć lat bez efektu i mimo wszystko nie odpuszczałem. Też mi się dziś wydaje, że to jest dość niezwykłe, ale dla mnie to dowód, że to nie mogło wychodzić tylko ode mnie. Gdyby było ode mnie, dawno bym to zostawił.

FRAGMENT KSIĄŻKI "Znam Kościół, który żyje". CAŁOŚĆ DO KUPIENIA W NASZEJ KSIĘGARNI!

CZYTAJ DALEJ

Ghana: nie ma kościoła, w którym nie byłoby obrazu Bożego Miłosierdzia

2024-04-24 13:21

[ TEMATY ]

Ghana

Boże Miłosierdzie

Karol Porwich/Niedziela

Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do Ghany, jako pierwszą na Czarny Ląd, do tej pory ludzie wspominają tę wizytę - mówi w rozmowie z Radiem Watykańskim - Vatican News abp Henryk Jagodziński. Hierarcha został 16 kwietnia mianowany przez Papieża Franciszka nuncjuszem apostolskim w Republice Południowej Afryki i Lesotho. Dotychczas był papieskim przedstawicielem w Ghanie.

Arcybiskup Jagodziński opowiedział Radiu Watykańskiemu - Vatican News o niezwykłej wierze Ghańczyków. „Sesja parlamentu zaczyna się modlitwą, w parlamencie organizowany jest też wieczór kolęd, na który przychodzą też muzułmanie. Tutaj to się nazywa wieczorem siedmiu czytań i siedmiu pieśni bożonarodzeniowych" - relacjonuje. Hierarcha zaznacza, że mieszkańców tego kraju cechuje wielka radość wiary. „Ghańczycy we wszystkim, co robią, są religijni, to jest coś naturalnego, Bóg jest obecny w ich życiu we wszystkich jego aspektach. Ghana jest oczywiście państwem świeckim, ale to jest coś naturalnego i myślę, że moglibyśmy się od nich uczyć takiego entuzjazmu w przyjęciu Ewangelii, ale także tolerancji, ponieważ obecność Boga jest dopuszczalna i pożądana przez wszystkich" - wskazał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję