Reklama

Rożaniec za Ojczyznę

Lasy i rządy

Od 90 lat polskie Lasy Państwowe zbierają pochwały. W II RP już za to, że mogły być wizytówką polskiej państwowości, symbolem niepodległej gospodarki

Niedziela Ogólnopolska 9/2014, str. 26-27

[ TEMATY ]

różaniec

Dominik Różański

W 24 r. prezydent Polski Stanisław Wojciechowski powołał przedsiębiorstwo „Polskie Lasy Państwowe”, którego pierwszym dyrektorem został Adam Loret, legenda polskiego nowoczesnego leśnictwa. Jego wizja przyszłości polskich lasów i sposób zarządzania nimi wytrzymała – hoć nie bez okolicznościowych perturbacji – próbę czasu. Według tej już prawie wiekowej polskiej „filozofii leśnictwa”, las ma pełnić – i naturalnie pełni, jeśli się go nie niszczy, nie rabuje – wiele różnorodnych funkcji, zaś produkcja drewna jest tylko jedną z nich. Współbrzmi to wprost znakomicie z dzisiejszymi wytycznymi Unii Europejskiej, która do środowiskotwórczych walorów lasów przywiązuje pierwszorzędną wagę.

Dobrzy królowie dbają o lasy

Przez całe wieki lasy nadwiślańskie (a z czasem także te położone dalej na wschód) były więc bardzo łakomym kąskiem, źródłem ogromnych dochodów. Drewno znad Wisły było zawsze niezwykle cenione. Drogami wodnymi eksportowano je (oraz produkty pochodne – smołę, dziegieć, potaż) na Zachód. Był to wówczas naprawdę złoty interes. Jednak właściciele lasów (a zwłaszcza dzierżawcy) nie byli na tyle dalekowzroczni, by zapewnić odnawialność tego bogactwa dla dobra swych wnuków. Sytuację usiłowali ratować mądrzy królowie – już w XII wieku pojawiły się w Polsce pierwsze zarządzenia ograniczające wyręby.

W XVIII i XIX wieku swoje zrobił rozwijający się przemysł, zwłaszcza pochłaniające ogromne ilości drewna górnictwo, kolejnictwo i papiernictwo. Zaborcy prowadzili wówczas w polskich lasach gospodarkę ekstremalnie rabunkową. I tak doszło do tego, że z początkiem XX wieku lesistość na terenach Królestwa Polskiego wynosiła zaledwie 15 proc. i były to lasy bardzo marnej jakości. Przez kolejne dziesięciolecia bardzo widoczne były też jeszcze rany po tzw. serwitutach, które nadawały włościanom prawo do wypasu bydła i owiec w lasach (co bardzo źle odbijało się na przyroście drzew) oraz do pobierania drewna opałowego. Jednak lesistości nie przysłużyła się także likwidacja owych serwitutów w II RP – czyli oddawanie chłopom lasów za zrzeczenie się bezpłatnego z nich korzystania. Niestety, te i inne lasy prywatne stały się symbolem nieracjonalnej gospodarki leśnej.

Reklama

II RP – próba rewitalizacji

U zarania Polski niepodległej lasy na jej terytorium były więc w opłakanym stanie. Na szczęście byli polscy leśnicy – dobrze wykształceni i doświadczeni – starający się dbać o polskie lasy pod zarządem zaborców, bo przecież do dziś każdy polski leśnik wie, że sadzi las nie dla tych, co teraz rządzą, lecz dla przyszłych pokoleń, dla wnuków. I, niestety, każdy prawdziwy leśnik wie także, jak bardzo jest bezradny wobec rządzących.

W latach 30. ubiegłego wieku średnia lesistość w granicach niepodległej Polski wynosiła ok. 22 proc., a lasy państwowe zajmowały ok. 38 proc. całej powierzchni leśnej. Wzrost powierzchni leśnej był jednak mało możliwy w młodym niepodległym państwie, w latach 1923-37 odnotowano nawet ok. 1-procentowy spadek lesistości. Powodem tego była nadmierna eksploatacja w lasach prywatnych, możliwa dzięki zliberalizowanym przepisom o ochronie lasów (w 1932 r. nowela ustawy o lasach pozwoliła właścicielom lasów o powierzchni do 50 ha użytkować je bez jakiegokolwiek planu gospodarczego). Tuż przed wojną zaostrzono jednak te przepisy.

Gdy w 1924 r. powstało przedsiębiorstwo państwowe Polskie Lasy Państwowe, nie chodziło tylko o ochronę zasobów leśnych, lecz przede wszystkim o wykorzystanie ich bogactwa dla ratowania pogrążonego w kryzysie gospodarczym młodego państwa. Leśnicy rozumieli potrzebę komercjalizacji gospodarki leśnej, jednak w miarę możliwości – w gąszczu zmieniających się co rusz przepisów, dekretów i rozporządzeń – starali się gospodarować roztropnie, dla dobra lasu przede wszystkim. Przedwojenne Lasy Państwowe instytucjonalnie dbały o 95 proc. wszystkich polskich obszarów chronionej przyrody (wydzielone lasy ochronne, parki narodowe, rezerwaty i pomniki ochrony przyrody). Nikt inny, tylko właśnie leśnicy już w 1921 r. podjęli starania i w końcu doprowadzili do powstania parku narodowego w Puszczy Białowieskiej.

Reklama

PRL – plan wykonany

Przedwojenne regulacje prawne, zwłaszcza te dotyczące leśnych finansów, okazały się na tyle dla państwa korzystne, że obowiązywały jeszcze przez 5 lat po wojnie, w całkiem odmiennych warunkach ustrojowych. Uchyliła je dopiero Ustawa o państwowym gospodarstwie leśnym z 1949 r. Na skutek zmian ustrojowych nastąpiło też wyraźne powiększenie powierzchni lasów państwowych.

Po II wojnie światowej, z powodu rabunkowej gospodarki okupanta – dla podtrzymania gospodarki i potencjału wojennego III Rzeszy – a potem niszczycielskiego działania przetaczających się przez Polskę frontów, lesistość w obrębie nowych granic wynosiła zaledwie 20,8 proc. Ucierpiały zwłaszcza lasy na terenie Generalnej Guberni, a szczególnie w centralnej Polsce (i tak mało lesistej), te zachodnie były raczej oszczędzane. Bezwzględnie maksymalnego wykorzystania bazy drzewnej dopilnowywał osobiście sam generalny gubernator Hans Frank.

W pierwszych dziesięcioleciach PRL polscy leśnicy bardzo przykładnie odnawiali lasy. W latach 1946-70 zalesiono – wielkim trudem tysięcy szeregowych leśników – ponad 1,2 mln ha, co dało 27,0 proc. lesistości kraju. Ale ludowa ojczyzna miała wygórowane oczekiwania; polskie lasy miały być nie tyle podporą całej gospodarki, ile wprost filarem przemysłu. W pewnym okresie nawet jednostki organizacyjne Lasów Państwowych stały się niemal dosłownie przedsiębiorstwami typu przemysłowego, których podstawowym celem było „wykonanie planu”, czyli pozyskanie drewna w rozmiarach często wyśrubowanych poza granice rozsądku. Na szczęście wiązało się to z obowiązkowym zwiększaniem zalesień.

Reklama

Cała historia leśnictwa tego okresu to jedna wielka plątanina reform, przekształceń, reorganizacji, których celem jednak nigdy nie była sama w sobie ochrona bogactwa narodowego. Lasy były nie tyle skarbem narodowym, ile rządową skarbonką, z której nie tylko sukcesywnie wyjmowano spore pieniądze, ale także niejednokrotnie beztrosko ją rozbijano, oczywiście dla dobra ludowej ojczyzny.

III RP – trzykrotny zamach na lasy

III RP odziedziczyła ok. 28 proc. lesistości kraju. To ciągle znacznie mniej niż w niemal wszystkich sąsiednich krajach. W 1995 r. Rada Ministrów przyjęła „Krajowy program zwiększania lesistości”, przewidujący jej wzrost do 30 proc. w 2020 r. i 33 proc. w roku 2050. Do 2012 r., jak podaje GUS, udało się osiągnąć 29,3 proc., ale w rzeczywistości prawie na pewno przekroczono już 30 proc. (nie jest to uwidocznione w statystykach, ponieważ prywatni właściciele zalesianych gruntów nie przekwalifikowali ich na leśne).

Dlatego dziś mówi się, że „zielone imperium lasów zajmuje niemal jedną trzecią powierzchni Polski”, i wszystko łapczywie przelicza się na pieniądze. I chyba jak nigdy w ich 90-letniej historii, w oczy kłują Lasy Państwowe – największa państwowa organizacja leśna w Europie, zarządzająca 77,4 proc. wszystkich obszarów leśnych w Polsce. Pod adresem Lasów Państwowych często pada zarzut, że to „państwo w państwie”, o tyle niesłuszny, że ta rzeczywiście samofinansująca się i z powodzeniem prowadząca grę rynkową firma jest bardzo mocno uzależniona przede wszystkim od prowadzonej ponad jej głową gry politycznej. Utarło się w III RP, że najwyższe kierownictwo Lasów rekrutuje się z kręgów partii rządzącej, a zatem jest trzymane na dość krótkiej smyczy.

W leśnictwie do dziś panuje charakterystyczny służbowy dryl. W czasach II RP szacunek dla służbowej hierarchii był równoważny z szacunkiem dla wolnej ojczyzny. W PRL-u wynikał głównie ze strachu o byt i całkiem podobnie jest w III RP, chociaż trzeba przyznać, że teraz nawet najwyżsi leśni decydenci czasem pozwalają sobie na mniej lub bardziej wyraźne manifestowanie poglądów niezgodnych z pomysłami władzy.

Reklama

Na początku 2014 r., niejako z zaskoczenia, posłowie rządzącej koalicji PO-PSL przegłosowali nowelizację ustawy o lasach, która zobowiązuje Lasy Państwowe do wpłaty do budżetu państwa 1,6 mld zł w latach 2014-15. Decyzją rządu środki te mają być wspaniałomyślnie przeznaczone na budowę i przebudowę dróg lokalnych – to zapewne w ramach kokieterii przed bliskimi już wyborami samorządowymi. W istocie nie wiadomo, czy i kiedy te pieniądze trafią do szczęśliwych adresatów. Pewne jest tylko to, że Lasy wyraźnie zbiednieją. Kierownictwo Lasów Państwowych jak zwykle ma niewiele do powiedzenia, protestują natomiast szeregowi leśnicy (choć często mają wiele do stracenia). Nie po raz pierwszy zresztą w III RP.

Wołanie na puszczy

Do pierwszego protestu połączonych sił leśników i społeczeństwa doszło pod koniec lat 90., gdy rząd AWS-UW wystąpił z pomysłem prywatyzacji i reprywatyzacji lasów państwowych. Gdyby ziściły się tamte rojenia polityków, dziś nie moglibyśmy chwalić się przed Europą modelowym prowadzeniem zrównoważonej gospodarki leśnej – mówią eksperci.

Drugiego zamachu na Lasy Państwowe (a w istocie na istnienie lasów jako takich) próbowano dokonać w 2010 r., gdy rząd Donalda Tuska wystąpił z pomysłem włączenia ich do sektora finansów publicznych, co byłoby niewątpliwie dobre dla tychże finansów, ale zgubne dla całości leśnej przyrody. Na szczęście była to tylko jedna z wielu propozycji rządu, znanego z wielu nieziszczalnych pomysłów.

Niestety, trzeci pomysł został wdrożony podstępnie, zanim naprawdę ujrzał światło dzienne, w dodatku z pominięciem obowiązującego prawa. Zignorowano mianowicie zasadę nienakładania podatku bądź jakichkolwiek danin publicznych w ciągu trwania roku podatkowego. Nałożenie na Lasy daniny obowiązującej już w 2014 r. powinno być zatem uchwalone najpóźniej w listopadzie ub.r. Tymczasem zmianę wniesiono w czasie roku podatkowego 2014! Rażąco złamano przy tym cały tryb legislacyjny; nie było żadnej konsultacji społecznej, nie było nawet uzgodnień międzyresortowych. Sejm pobił rekord sprawności: od złożenia projektu do Sejmu do jego ostatecznego uchwalenia upłynęły 2 tygodnie, a samo procedowanie trwało 27 godzin! Krytyczne analizy ekspertów ekonomiki leśnictwa okazały się wołaniem na puszczy.

Reklama

Leśnicy zrzeszeni w NSZZ „Solidarność” oraz w Ruchu Obrony Lasów Polskich (który w sposób formalny powstał w 2000 r. jako reakcja na wcześniejsze zakusy prywatyzacyjne) zarzucają rządowi niekonstytucyjne postępowanie. Podejrzewają też, że jest to kolejna inauguracja dobrze już w III RP wypróbowanego scenariusza prywatyzacji przez upadłość.

Z pewnością pierwszą ofiarą leśnego haraczu będzie leśna przyroda. Polskie Lasy Państwowe jako pierwsze w Europie realizują model trwale zrównoważonej gospodarki leśnej, czyli dbają o przyrodę (co wcale nie należy do zakresu ich obowiązków, a jest ustawową powinnością budżetu państwa). To pociąga za sobą duże koszty. Nie ma co ukrywać, że cięcia finansowe najszybciej wymuszą oszczędności właśnie w tym nadobowiązkowym zakresie. Nawet jeśli nie zwiększy się radykalnie wyrębów – co na szczęście nie jest możliwe, chyba że rząd i tu wynajdzie jakąś furtkę w obowiązujących przepisach – to i tak polskie lasy będą przymierać. I taki może być początek końca tego narodowego bogactwa, które niejednokrotnie już w historii przychodziło Polsce na ratunek – składało swą cenną daninę, by wspomóc odbudowę kraju po wielkich dziejowych kataklizmach. Tym razem po kilkuletnich rządach koalicji PO-PSL.

Obecnie przeżywamy duże zagrożenie dla polskich lasów ze strony rządzących. Dlatego przyłączamy się do apeli prof. Jana Szyszki w obronie polskich lasów i Matce Bożej Królowej Różańca Świętego zawierzamy tę bardzo trudną sprawę (red.).

2014-02-25 14:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Propozycja dla każdego

Nieraz słyszymy: – Różaniec? Pomyślę o tym na emeryturze! Tak uważa wiele osób, które kochają Pana Boga i chcą się modlić, ale jakoś nie mają przekonania do odmawiania „zdrowasiek”. Są przekonane, że na modlitwę różańcową trzeba poświęcić dużo czasu albo że jest ona trudna i nudna. Wielka szkoda. Różaniec to wspaniała modlitwa, dzięki której można się bardzo zbliżyć do Jezusa i Matki Bożej, uzyskać wiele łask i zmienić swoje życie. I jest dobry dla wszystkich – także tych, którzy z powodu obowiązków rodzinnych i zawodowych nie mogą poświęcać wiele czasu na modlitwę. Na różańcu można się modlić nie tylko na klęczkach w kościele. Wprawdzie nie należy z takiej szansy zbyt łatwo rezygnować (może w drodze do pracy mamy kościół, do którego możemy wejść na chwilę adoracji i cząstkę Różańca?), ale modlić się można również w autobusie, pchając wózek ze śpiącym dzieckiem czy pilnując dwulatka w piaskownicy. Poszczególne części Różańca – radosna, światła, bolesna i chwalebna – tworzą logiczne całości, składające się z pięciu tajemnic, i najlepiej odmówić codziennie jedną część. Zajmuje to, łącznie z krótkimi medytacjami nad każdą tajemnicą, ok. pół godziny. Jeśli trudno nam tyle wygospodarować, możemy odmówić po jednej albo po dwie dziesiątki w różnych porach dnia. Do modlitwy można używać nie tylko różańca w formie sznura paciorków. Może w miejscu publicznym łatwiej nam będzie korzystać z różańca-pierścionka albo bransoletki? Taką „biżuterię” można nosić na ręce albo w torebce. Wychodząc z domu, sprawdzamy, czy mamy wszystko, co potrzebne: portfel, klucze, telefon i różaniec. Modlitwa różańcowa podczas różnych zajęć wymaga trochę wysiłku i nie może zastąpić innych rodzajów modlitwy, ale kiedy wśród zgiełku i pośpiechu skupiamy się przez chwilę na wydarzeniach z życia Pana Jezusa i Matki Bożej i rozmawiamy z Nimi, uczymy się zapraszać Pana Boga do swojej codzienności. Warto wiedzieć, że za odmówienie Różańca z rodziną można uzyskać pod zwykłymi warunkami odpust zupełny dla siebie lub dla zmarłych. Jeśli nie zawsze udaje nam się uklęknąć wieczorem do tej modlitwy razem ze wszystkimi członkami rodziny, możemy np. pomodlić się z dzieckiem w samochodzie w drodze do szkoły.

CZYTAJ DALEJ

Msza św. krok po kroku

Rozumienie znaków i symboli, gestów i postaw pozwala nam świadomie i owocnie uczestniczyć we Mszy św.

Każdy, kto poważnie traktuje swoje chrześcijaństwo, wie, że we Mszy św. należy uczestniczyć. Ale nie wszyscy zadają sobie pytanie, czym owo uczestnictwo jest i co należy zrobić, aby stało się ono świadome, czynne i owocne, czyli właśnie takie, jakie powinno być. Na pewno odpowiednie uczestnictwo nie ogranicza się jedynie do wypełnienia pierwszego przykazania kościelnego, czyli do fizycznej obecności w kościele w każde niedzielę i święto nakazane. Aby prawdziwie uczestniczyć we Mszy św., nie wystarczy także być tylko skupionym i pobożnym oraz gorliwie się modlić. To zbyt mało, a nawet można powiedzieć, że nie do końca o to by chodziło. Warto więc przyglądnąć się naszemu uczestnictwu we Mszy św. i spróbować odnaleźć, co w niej jest naprawdę ważne.

CZYTAJ DALEJ

Francja: jutro rozpoczyna pracę Kanoniczny Trybunał Karny

2022-12-04 14:59

[ TEMATY ]

Francja

nadużycia seksualne

Trybunał Karny

Kaspars Grinvalds/fotolia.com

Jutro rozpoczyna pracę Krajowy Kanoniczny Trybunał Karny Konferencji Biskupów Francji. Będzie to wewnątrzkościelny sąd zajmujący się przestępstwami kanonicznymi, popełnionymi przez duchownych lub świeckich, m.in. przypadkami pedofilii.

Zastąpi on w sprawach karnych wszystkie istniejące we Francji sądy diecezjalne i międzydiecezjalne. Jego jurysdykcja obejmie całe terytorium kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję