Reklama

Wiadomości

Rzeczywistość, nie political fiction

Z płk. Andrzejem Kowalskim o obcych scenariuszach dla Polski, bezradności polskich służb i uwikłaniu polityków – rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 17/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

Rys. Franciszek Kądzielawa

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W Niemczech ukazała się niedawno książka dziennikarza śledczego Jürgena Rotha, stawiająca tezę, że katastrofa smoleńska mogła być wynikiem zamachu przygotowanego przez rosyjskie służby specjalne. W Polsce tę możliwość oficjalnie z góry wykluczono, a wszelkie scenariusze ze służbami w tle – nie tylko te dotyczące katastrofy smoleńskiej – uważa się wręcz za przejaw paranoi ludzi snujących teorie spiskowe. Może dopatrując się w naszej rzeczywistości działania wrogich służb, rzeczywiście stajemy się bohaterami opowieści z gatunku political fiction? Czy to wszystko dzieje się naprawdę?

PŁK ANDRZEJ KOWALSKI: – Problem polega na tym, że zwykłemu zjadaczowi chleba trudno zrozumieć, iż obecność służb specjalnych w życiu nie jest związana wyłącznie z obrazkami z Jamesa Bonda w rodzaju pościgu czołgiem po ulicach Moskwy... Obecność tajnych służb w naszym życiu jest permanentna; nie są one aktywowane tylko do wielkich operacji, lecz realizują swe stałe zadania wynikające z ustawowych obowiązków...

– Mówi Pan, oczywiście, o sprawnych służbach w sprawnym państwie?

– Tak. Zadania stawiane służbom zależą od siły państwa, są formułowane bardziej albo mniej odważnie. W wersji odważnej są to zadania związane z wpływaniem na politykę innych państw, w mniej odważnej – służby ograniczają się tylko do obserwowania polityki tych państw.

Reklama

– Polska jest dziś raczej przedmiotem wpływu obcych niż ekspansywnego działania własnych służb?

– Z pewnością. I nie tylko dziś, bo co najmniej od sejmu niemego w XVIII wieku mamy problem z potężną agenturą rosyjską w Polsce. Także z agenturą pruską. Od tamtego czasu trwa walka o suwerenność polskiej polityki – niestety, osiągaliśmy ją tylko w krótkich okresach. Obce wpływy w Polsce to brutalna prawda historyczna, a nie kwestia poszukiwania spisków. Co więcej, to dzieje się także tu i teraz. Normalną rzeczą jest, że ten niejawny wpływ jest w części realizowany za pomocą instytucji rządowych, a służby specjalne wykonują zawsze te najmniej dżentelmeńskie działania.

– Czyli jakie, tu i teraz?

– Na co dzień takie, jak zawsze i wszędzie: dowiadują się o słabych stronach polityków, doprowadzają do spotkań z tak wytypowanymi wpływowymi osobami i próbują je przekonać do pewnych rozwiązań. Budują też struktury mające uwikłać polityków np. w zależności biznesowe, w różnego rodzaju bardzo lukratywne przedsięwzięcia.

– W zamian za odpowiednią postawę polityczną, niekoniecznie związaną z interesem własnego państwa?

– Zawsze z jakąś – mniej lub bardziej widoczną natychmiast – szkodą dla własnego państwa. Oto np. wykreowany przez służby jakiś lukratywny biznes polsko-rosyjski z żywo zainteresowanymi jego pomyślnością polskimi politykami na skutek jednej decyzji Kremla może upaść, wówczas ci politycy chętnie godzą się na polityczne negocjacje i ustępstwa... Tego rodzaju procesy we współczesnym świecie nie stanowią już sensacji.

Reklama

– Dlatego w Polsce po prostu się nimi nie przejmujemy?

– W normalnym państwie – nie „teoretycznym” jak obecna Polska – służby tworzyłyby „mapę zależności”, na której zaznaczano by tajne przyczółki rosyjskie, niemieckie i każde inne, które mogą mieć wpływ na to, że w polskiej polityce nie jest realizowana polska racja stanu, jak to się dzieje np. w przypadku kontraktu gazowego, który służy gospodarczemu, a jeszcze bardziej politycznemu interesowi Rosji. Podobnych przyczółków obcych interesów mamy dziś w Polsce bardzo wiele.

– Polskie służby nie zadają sobie trudu tworzenia dokładnej „mapy zależności”? Dlaczego?

– Niestety, moim zdaniem, nie rysują jej odpowiednio dokładnie. Po części wynika to z takiej, a nie innej woli politycznej; już dawno umarł w III RP mechanizm apolityczności służb. Przeprowadzona po przejęciu służb specjalnych przez PO w 2007 r. bardzo dogłębna czystka kadrowa sprawiła, że obecne kierownictwo służb jest zapatrzone w gabinety władzy, a na szczeblach pracowniczych mamy ludzi niedoświadczonych. W ostro zweryfikowanych przez PO służbach brakuje więc dobrej atmosfery oraz pogłębionego rozumienia rzeczywistości, które wykracza poza schemat politycznej poprawności.

– Ta słabość służb to przejaw zwykłej beztroski rządzących?

– Trudno to określić i zrozumieć. Faktem jest, że premier Donald Tusk już na początku 2008 r. jasno powiedział, iż służby specjalne to tak skomplikowany świat, że woli realizować swoją politykę bez podpierania się nimi. Był to bardzo zły sygnał dla tychże służb, które nagle poczuły, że mogą same sobie określać środowisko pracy – same sobie pisać plany i sprawozdania... Takie usamodzielnienie prowadziło do ich degradacji i pewnego wynaturzenia.

– To brzmi groźnie.

– Tak, bo jeżeli służby nie są wmontowane w propaństwową politykę, to zaczynają realizować nie wiadomo czyje scenariusze. I tu zaczyna się owo niepanowanie nad obcymi przyczółkami, obcymi wpływami, a nawet pewne otwarcie na wszelkiego rodzaju wrogie podpowiedzi, choćby w sferze biznesu, korzystne dla innych państw, szkodliwe dla Polski. Obawiam się, że mamy z czymś takim do czynienia.

– Przede wszystkim z bezradnością i podatnością na obce wpływy?

– Tak. Jednym z symptomów – a jest ich, niestety, coraz więcej – paraliżu polskich służb był brak ich działań w związku z ogłoszonym w styczniu 2011 r. raportem rosyjskiego MAK-u. Gdyby polskie służby specjalne działały na profesjonalnym poziomie, doszłoby do jakiejś formy zablokowania tego raportu, do uprzedzających działań polskich służb w celu ochrony polskiego interesu państwowego. Moim zdaniem, to właśnie wtedy można było powiedzieć już z całą pewnością, że polskie służby nie działają.

– Formułowany jest także zarzut, że w stanie wyjątkowego wyłączenia pozostawały także przed katastrofą smoleńską, że wyjątkowo zawierzały służbom rosyjskim.

– Na ile zawierzały, tego nie wiem. Uważam jednak, że w czasie przygotowywania wizyt w Katyniu, czyli od słynnego spotkania Donalda Tuska z Władimirem Putinem na sopockim molo w 2009 r. aż do kwietnia 2010 r., służby kontrwywiadowcze i wywiadowcze Polski powinny bardzo rzetelnie zbierać informacje o tym, jak rosyjska strona próbuje całą tę sytuację rozegrać i do czego to może prowadzić. Bardzo jestem ciekaw, czy powstawały w tym czasie jakiekolwiek analizy, pokazujące hipotetyczne scenariusze, które choćby wydawały się mało prawdopodobne, to zawsze powinny być rozpatrywane przez profesjonalny wywiad i przedstawiane rządowi.

– Rząd zarówno wtedy, jak i jeszcze długo potem raczej ich nie oczekiwał. Dopiero niedawno niczym grom z jasnego nieba spadło zaskoczenie nowym obliczem Rosji...

– A ono wcale nie jest nowe. Dziś obserwujemy tylko zwrot propagandowy, według którego PO stanowczo przeciwstawia się rosyjskim interesom. Trudno wprost uwierzyć, że ktoś, kto wcześniej nawiązał rozliczne i bardzo ścisłe kontakty z Rosją, nagle zaczął działać na jej niekorzyść.

– Polskie służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze nie rozpoznały odpowiednio wcześnie rosyjskich scenariuszy wojennych, nie ostrzegały?

– Tego nie wiemy. Ale przecież nawet niemal gołym, nieprofesjonalnym okiem można było dostrzec, że w ciągu ostatnich lat Rosja przygotowywała się do uderzenia na Ukrainę, co przejawiało się w budowaniu dodatkowych możliwości na terenie państw sąsiadujących z Ukrainą. Śmiało można przyjąć założenie, że co najmniej rok przed ukraińskim Majdanem w Polsce, podobnie jak w wielu krajach Zachodu, trwały bardzo intensywne rosyjskie działania wywiadowcze związane z rozpoznaniem możliwej reakcji na przyszłą aneksję Krymu i działania wojenne na wschodzie Ukrainy. Z pewnością poszukiwano informacji w polskim wojsku, w sztabach WP, w MON, MSZ (kontakty z NATO), na pewno w otoczeniu prezydenta RP, głównie w BBN. Możemy także założyć, że Rosjanie, poza tym, że wykorzystywali możliwości już dawno zbudowanej solidnej agentury, ostatnio prowadzili w Polsce szczególnie intensywne działania, jeszcze bardziej paraliżujące różne obszary naszego życia, nie wyłączając służb specjalnych.

– Stąd wyjątkowy wysyp rozmaitych afer?

– Można przypuszczać, że wiele z nich ma taki właśnie rodowód.

– W jakich obszarach dzisiejszej polskiej rzeczywistości działania rosyjskich służb są najbardziej widoczne i efektywne? W gospodarce, polityce czy może w mediach?

– Niewątpliwie najbardziej „wpływowy” jest świat polskich mediów. Bardzo wyraźnie widać, że pewna grupa – całkiem liczna! – komentatorów współbrzmi z celami rosyjskiej polityki zagranicznej. Osoby te podważają stabilność naszego sojuszu z NATO, podkreślają potęgę rosyjskiego potencjału, sugerują inny sposób budowania polskiego bezpieczeństwa (poza NATO). Ta wizja, często formułowana nie wprost, ma nas odsuwać od obecnego sojuszu obronnego na manowce wydumanej pozornej własnej obronności. Widać, że w tej dziedzinie media realizują jakiś tajemniczy scenariusz uśpienia opinii publicznej, prowadzący do niezrozumienia istoty problemu i skali zagrożenia kraju.

– Poprzez bagatelizowanie zagrożenia czy raczej przez wyolbrzymianie?

– Poprzez szum informacyjny, który wywołuje dezorientację i chaos. Wokół wszystkich ważnych dla Polski spraw zawsze powstaje taki szum medialny, że można odnieść wrażenie, iż ktoś tym gra... Społeczeństwo nie jest w stanie niczego naprawdę samodzielnie ocenić. I, co więcej, stworzona zostaje przestrzeń dla doraźnej gry politycznej; w obecnej kampanii wyborczej jeden z kandydatów nieprzypadkowo w swoim haśle ma słowo „bezpieczeństwo”.

– Od lat wdzięcznym obszarem rosyjskich wpływów jest polska gospodarka, zwłaszcza energetyka; Rosja bez większych przeszkód żongluje polskim bezpieczeństwem energetycznym.

– To prawda. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że do tej pory nie pojawiło się żadne zagrożenie dla interesów rosyjskich w Polsce. PO konsekwentnie doprowadziła do zablokowania poszukiwania gazu łupkowego, do odsunięcia w siną dal eksploatacji gazoportu w Świnoujściu; wciąż nie wiemy, kiedy będzie otwarty, bo, jak informują media, jeden ze zbiorników na gaz jest pęknięty...

– Zapewne ku ogromnej uciesze Kremla!

– A my jesteśmy przekonywani, że jest to zbiór pewnych przypadkowych decyzji, przypadkowych niekompetencji, zwyczajnej urzędniczej opieszałości oraz protestów ekologów. Ale, o dziwo, wszystko razem układa się w scenariusz bardzo korzystny dla Rosji. Czy to efekt tylko bałaganu czy też skutek działań jakiegoś obcego „scenarzysty”? Nie przypadkiem płacimy za rosyjski gaz najwięcej w Europie, a tym samym hojnie finansujemy rosyjskie zbrojenia...

– Dlaczego w III RP tak łatwo można realizować te niejawne scenariusze?

– Normalnemu obywatelowi trudno jest dziś sobie wyobrazić, że polska rzeczywistość jest rzeczywistością niesuwerenną. To dlatego, że wmówiono nam niepoprawność polityczną pytania o to, czy udało się w III RP odciąć wpływy komunistycznej agentury (podporządkowanej Moskwie) od możliwości skutecznie szkodliwego wpływu na państwo. Niestety – nie udało się.

– Jesteśmy wciąż skazani na niesuwerenność?

– W obecnych warunkach politycznych na pewno tak. To przykra konstatacja, ale musimy się liczyć z tym, że jeżeli Rosjanie budowali w Polsce swoje możliwości wpływania na naszą politykę przez co najmniej 300 lat i naprawdę systematycznie nad tym pracowali – z zachowaniem ciągłości, nawet mimo wielkich rewolucji i przewrotów – to dlaczego teraz mieliby odpuścić?

– My odpuściliśmy, nie mamy wyjścia?

– Mam nadzieję, że przy urnach, do których w tym roku pójdziemy dwukrotnie, starczy Polakom rozwagi, aby wybrać polityków, którzy nie godzą się na bycie państwem niskiej kategorii. To kwestia odwagi posiadania aspiracji na przeżywanie polskości jako czegoś pięknego i chwalebnego, wiary, że Polak może być kimś więcej niż konsumentem głupiej rozrywki, a Polska – znaczącym krajem w europejskiej wspólnocie.

* * *

Płk Andrzej Kowalski
Ponad 15 lat służył w kontrwywiadzie (Urząd Ochrony Państwa, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Kontrwywiadu Wojskowego). W latach 2006-2007 uczestniczył w likwidacji WSI i tworzeniu nowej służby SKW (był zastępcą szefa i p.o. szefem SKW). Jest autorem książki o działalności wywiadu nielegalnego pt. „Rosyjski sztylet”.

2015-04-21 14:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłosierdzie i roztropność

Niedziela Ogólnopolska 39/2015, str. 43

[ TEMATY ]

polityka

społeczeństwo

blvdone/pl.fotolia.com

Polski rząd nie ma prawa narażać swoich obywateli na niebezpieczeństwo.

Trzeba rozgraniczyć między imigrantami ekonomicznymi a uchodźcami przed wojną czy represjami. Uchodźcom, których jest przecież zdecydowana mniejszość, należy stworzyć warunki do azylu w Europie. Muszą oni jednak przyjąć obowiązujące w państwach, w których chcą się schronić, zasady współżycia społecznego i prawa i stosować się do nich. Te zasady są przecież podstawą porządku społecznego. Podważenie ich może się skończyć niewyobrażalną katastrofą.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: Profanacja figury Matki Bożej w Aninie

2021-09-17 17:10

[ TEMATY ]

Warszawa

profanacja

figura

wPolityce

W nocy z czwartku na piątek w ogrodzie domu zakonnego Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Warszawie-Aninie zrzucono z cokołu przedwojenną figurę Matki Bożej. Brak ponad metrowej figury dostrzegły siostry wracające z Mszy św.

W rozmowie z Radiem Warszawa proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie ks. Marek Doszko wskazał, że na intencjonalne działanie sprawców wskazuje kabel telefoniczny owinięty wokół szyi figury Maryi. Na szczęście figura wylądowała ona na miękkiej ziemi i liściach, nie uległa więc poważnemu zniszczeniu.

CZYTAJ DALEJ

Bp Bryl do ministrantów: żyjcie pięknie jak św. Stanisław Kostka

2021-09-18 12:27

[ TEMATY ]

ministrant

ministranci

Karol Porwich/Niedziela

- Chciałbym, aby ta pielgrzymka była mocnym poruszeniem i zaproszeniem do pięknego życia tak jak żył nasz dzisiejszy patron św. Stanisław Kostka - mówił biskup kaliski Damian Bryl podczas XIII Pielgrzymki Ministrantów Diecezji Kaliskiej do Narodowego Sanktuarium św. Józefa, której towarzyszyły słowa „Nazwałem Was przyjaciółmi” (J 15, 15b).

W homilii celebrans prosił ministrantów, aby pomagali uczestnikom liturgii w pięknym spotkaniu z Panem Jezusem. - Służba liturgiczna jest po to, żeby służyć Panu Jezusowi. Bardzo chciałbym, żebyśmy mocno dbali, aby zawsze Pan Jezus był w centrum wszystkiego i żeby wszystko co robimy było dla Niego. Dbajcie o to, aby w taki sposób służyć przy ołtarzu, aby pomóc uczestnikom liturgii, a nie przeszkadzać – powiedział bp Bryl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję