Reklama

W Helence była harmonia

– W tę ostatnią noc Helenka poprosiła Anitę, żeby pożyczyła jej słownik do hiszpańskiego, bo przed snem chciała jeszcze przeczytać Pismo Święte – mówi Teresa Kmieć, siostra Helenki, wolontariuszki zamordowanej w Boliwii w styczniu 2017 r.

Niedziela Ogólnopolska 33/2017, str. 36-37

Flickr/Parafa św. Barbary w Libiążu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KAROLINA KRAWCZYK/KAI: – Minęło pół roku od zabójstwa Twojej siostry. Trudno Ci o tym wszystkim mówić?

TERESA KMIEĆ: – Dla mnie to jest wciąż świeże. Żyłyśmy ze sobą prawie 26 lat. To niezliczona ilość wspólnych wydarzeń, chwil, wspomnień... Ciężko to wyrazić słowami, bo to tak, jakby ktoś wyrwał mi pół serca. Płakałam w samotności, nocami. Przypominałam sobie te wszystkie wspólne chwile, przeróżne piosenki, które mi się z nią kojarzyły...

– Jaka ona była?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Wydaje mi się, że to jest idealna święta na nasze czasy. Nie boję się tego słowa. Helenka była bardzo normalna. Nie chodziła 3 metry nad ziemią i nie mówiła cały czas o pobożnych sprawach. Miała relacje, przyjaciół, chodziła po górach, wspinała się, grała na gitarze, śpiewała, podróżowała. Miała wiele pasji. Robiła mnóstwo rzeczy, które robią inni młodzi ludzie na całym świecie. Takich ludzi jak ona jest wbrew pozorom bardzo dużo. I dlatego jest ważne, żeby mówić o Helence.

– Dlaczego?

Reklama

– Bo ważne jest, by jak najwięcej ludzi zrozumiało, że można być człowiekiem, który żyje pełnią życia, a jednocześnie jest zanurzony w Panu Bogu, jest całkowicie w Niego zapatrzony. Myśmy z Helenką nie rozmawiały o wierze jakoś szczególnie często. To, co się działo między nami, w naszym domu – te wszystkie pielgrzymki, działalność w Ruchu Światło-Życie, później w Wolontariacie Misyjnym Salvator... Nie musiałyśmy się nawzajem jakoś „umoralniać”. Po prostu Pan Bóg był i jest cały czas blisko – to w naszym domu całkiem naturalne. W życiu Helenki był czas na modlitwę, rodzinę, przyjaźń, na planszówki, sport, muzykę, na relacje... Była w niej harmonia.

– Kiedy jeszcze żyła, czułaś, że jest kimś wyjątkowym?

– Bardzo się kochałyśmy, ale na pewno nie postrzegałam jej jako idealnej. I teraz też nie mówię, że była ideałem, bo każdy ma jakieś wady. Ale widzę, ile osób zachwyca się jej postawą, jej życiem. Dzięki temu ja też patrzę inaczej, szerzej. Widzę, że miałam ogromne szczęście, iż mogłyśmy się razem wychowywać. Byłam jej starszą siostrą, której ona ufała. Wiem, że miałam ważne miejsce w jej sercu. To zaszczyt. Teraz doceniam to jeszcze bardziej. Czuję dumę z tego, że ona potrafiła pojechać na misje i zostać tam aż do końca.

– Skąd się to u niej brało? Ta radość życia, wiara, siły?

– To zasługa rodziców. Oni nas wychowali w wierze. Wiadomo, że w życiu każdego człowieka przychodzą różne momenty, kiedy on sam musi podjąć decyzję, czy idzie za Chrystusem, i nikt go nie może w tym wyręczyć, ale dzięki rodzicom my od zawsze wiedziałyśmy, że Bóg jest. Od zawsze rodzice nam powtarzali, że Bóg nas kocha, że jest naszym Panem i Zbawicielem, że musi być najważniejszy, że warto Mu ufać, bo zna nas najlepiej i chce naszego dobra. To Bóg się o nas najlepiej troszczy.

– Świętość wyniesiona z domu rodzinnego?

Reklama

– Nie chcę, żeby to brzmiało jako coś wyjątkowego. Bo świętość powinna być takim normalnym, codziennym stanem. A dziś lansuje się model życia z dala od Kościoła – „wizyta” tylko na ślub i chrzest, a osobę, która chodzi regularnie na Mszę św. czy się modli, pokazuje się jako kogoś, kto ma nierówno pod sufitem. A to nie jest prawda.
Najprostsza świętość to stan łaski uświęcającej. Jeśli ktoś w niej nie jest, to igra z ogniem piekielnym. Bo gdy umrze, to jego losy mogą być różne. A jeśli ktoś jest w stanie łaski uświęcającej, to co złego może mu się stać?

– Może zginąć od ciosów nożem...

– No właśnie, ale jeśli wierzymy w życie wieczne, to nawet taka okrutna śmierć nie jest końcem świata. Wiem, że to strasznie brzmi, ale taka jest moja, nasza wiara. Widzę to po moich rodzicach. Choć śmierci dziecka nie da się opisać, nie da się jej wyobrazić, to jednak w świetle wiary mamy pokój w sercu, bo wiemy, że Helenka zginęła, służąc Bogu. Żyła i umarła, będąc maksymalnie blisko Niego.

– Czego możemy się uczyć od Twojej siostry?

– Że życie trzeba wykorzystać maksymalnie, wycisnąć jak cytrynę, że trzeba robić dobre rzeczy i też ich doświadczać. Trzeba jak najwięcej tutaj robić, ale z perspektywą, że to dopiero namiastka prawdziwego życia, które czeka nas w niebie. Bo gdyby to życie było jedynym, gdyby po śmierci był koniec, to naprawdę byłaby to beznadzieja.

– Jak czują się teraz Wasi rodzice?

Reklama

– Dla nich jest chyba za wcześnie, żeby o tym wszystkim publicznie mówić i do tego wracać. Po ludzku to, co się stało, jest bardzo trudne. Przeżywamy ogromny ból i tęsknotę. Ja inaczej, oni inaczej – i to całkiem normalne. Bo tak naprawdę to wszystko ciężko opowiedzieć. Na pewno taki ból straty dziecka zrozumie tylko ktoś, kto to przeżył. Bo żadne słowa nie opiszą tej dziury, która została w sercu.
Rodzice są konsekwentni w swojej wierze. Wiemy, że z Helenką się kiedyś spotkamy. Będzie zmartwychwstanie i po prostu się zobaczymy. Gdyby nie wiara, to życie człowieka byłoby bez sensu. Bo po ludzku Helenka mogła jeszcze tyle przeżyć, tyle zobaczyć, doświadczyć... Po ludzku ta śmierć wydaje się bez sensu. Ale u Pana Boga jest inna perspektywa.

– Co wiesz na temat zabójcy Twojej siostry?

– Wiem, że była wizja lokalna z jego udziałem. Zapytał siostry, czy mu wybaczą i czy moi rodzice mu wybaczą. Siostry powiedziały, że tak.

– A Ty wybaczyłaś?

– Tak.

– Miałaś żal do Pana Boga, że zabrał Ci siostrę?

– Nie. To nie Pan Bóg posłał tego zabójcę. Dlaczego mam zwalać winę na Niego? To szatan jest przyczyną zła w świecie. Jedyne, nad czym się zastanawiałam i o co Boga pytałam, to dlaczego temu nie zapobiegł. Później pytałam też o to, dlaczego nie wskrzesił Helenki. Przecież mógł. Ale ostatecznie myślę, że Helence jest po prostu z Nim lepiej.

– To brzmi jak wyznanie wiary.

Reklama

– Bo wierzę, że tak rzeczywiście jest. Niedługo po śmierci Helenki czytałam fragment z Ewangelii według św. Jana (9, 2n – przyp. red.), w którym uczniowie zapytali Jezusa o to, kto zgrzeszył – rodzice czy mężczyzna, który urodził się niewidomy. A Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże”.
My też możemy się nawzajem obwiniać i doszukiwać winnego śmierci Helenki. Czyja to wina? Rodziców, bo ją puścili? Salwatorianów? Sióstr z ochronki? Przecież od noża można zginąć także w Polsce i w każdym innym zakątku świata. Nie trzeba jechać do Boliwii. Wiadomo, że przed przyjazdem kolejnych wolontariuszy trzeba sprawdzić wszystkie normy bezpieczeństwa, winnego ukarać itd. Ale słowo Boże mówi, że niektóre rzeczy dzieją się dlatego, żeby się objawiła większa chwała Boga.

– Twoim zdaniem – objawia się?

– Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, to widzę, ile dobra się dzieje po śmierci Helenki. Kiedy żyła tutaj, to mieliśmy ją dla siebie. Znało ją kilkadziesiąt, może kilkaset osób. A po jej śmierci poznały ją tysiące. Kiedyś znajomy ksiądz mi powiedział, że święci mogą dużo więcej zrobić z nieba niż za życia ziemskiego. Myślenie w perspektywie ziemskiej jest płytkie. Ziemia to nie wszystko.

– Wielu ludzi mówi o tym, że Helenka zostanie świętą. Co Ty o tym myślisz?

– Dla mnie ona już jest święta. Wierzę w to, że ona jest już w niebie. Kiedy była w Boliwii, to razem z Anitą się modliły, chodziły na Mszę św. W tę ostatnią noc Helenka poprosiła Anitę, żeby pożyczyła jej słownik do hiszpańskiego, bo chciała przed snem przeczytać jeszcze Pismo Święte. Wierzę, że była wtedy w stanie łaski uświęcającej. Zginęła, bo pojechała do Boliwii pomagać ludziom. Pojechała tam nie dlatego, że chciała przeżyć przygodę, ale ze względu na Pana Jezusa.
Hasłem salwatorianów i wolontariatu misyjnego są słowa założyciela – o. Franciszka Jordana: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela świata, nie wolno ci spocząć”. Ona właśnie dlatego tam pojechała. Taka była – jeśli mogła zrobić coś dobrego, to robiła.

– Prosisz ją o pomoc, o wstawiennictwo?

– Tak, pewnie. Wiem, że inni też ją proszą o wstawiennictwo, i bardzo mnie to cieszy, bo ja nie chcę Helenki „zawłaszczyć” tylko dla siebie. Proszę ją o pomoc w wielu sytuacjach. Kto mnie zrozumie lepiej niż siostra? I kto mi pomoże, jak nie ona? To nie jest tak, że miałam siostrę, która zginęła, i po jej śmierci zaczęłam jakiś nowy etap w życiu, bez niej. Ona nadal jest ze mną, ale w inny sposób. Znała moje problemy, moje życie i wierzę, że nadal jest ze mną. Wierzę, że pomimo tej rozłąki nasza więź ciągle będzie tak silna jak za jej ziemskiego życia. Tego, co się stało w Boliwii, nie da się zapomnieć. Ale tak samo nie chcę zapomnieć tych wspólnych prawie 26 lat...

2017-08-09 10:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Trzeba zacząć słuchać

Rozważanie do Ewangelii Łk 10, 1-12

Czytania liturgiczne na 1 października 2026;
CZYTAJ DALEJ

Biskup z Hondurasu zmarł nagle podczas podróży do papieża Leona XIV

2026-10-01 11:41

[ TEMATY ]

honduras

pl.wikipedia.org

Śp. bp Teodoro Gómez Rivera

Śp. bp Teodoro Gómez Rivera

Bp Teodoro Gómez Rivera, ordynariusz diecezji Choluteca w Hondurasie, zmarł nagle 28 września na lotnisku w Madrycie. 63-letni hierarcha podróżował do Rzymu na wizytę „ad limina” biskupów Hondurasu u papieża Leona XIV.

Bp Teodoro Gómez Rivera był biskupem Choluteki, wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Hondurasu w kadencji 2025–2028, a także przewodniczącym Caritas Honduras i administratorem apostolskim diecezji Danlí.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję