Reklama

Niedziela Legnicka

Niedziela bez handlu w marketach

Niedziela 11 marca br. jest pierwszą z niedziel, w którą ma obowiązywać ustawowy zakaz handlu. Wielu obserwatorów życia społecznego zapewne bacznie będzie się przyglądać, jak ten dzień będzie wyglądał w życiu Polaków. A jakie znaczenie ma on dla nas, katolików?

Ocena Związków Zawodowych

– Na tę marcową chwilę Solidarność czekała dość długo, to prawda, ale przede wszystkim czekało na to milion dwieście tysięcy pracowników, którzy do dnia dzisiejszego są zmuszani do pracy w niedzielę. To oni i ich rodziny oczekiwali z utęsknieniem tego rozwiązania, które na drodze ustawy weszło w życie od marca bieżącego roku, a z każdym rokiem będzie dopełnienie tego, że każda niedziela powinna być czasem dla Pana Boga i rodziny – mówi Bogdan Orłowski, przewodniczący Zarządu Regionu Zagłębie Miedziowe NSZZ „Solidarność” w Legnicy. – Nie liczymy tu na żadne podziękowania, jesteśmy pokorni w swojej pracy, bo statutowo jesteśmy zobowiązani do dbania na co dzień o pracowników. Cieszymy się natomiast, że mogliśmy przekonać do tego rząd, parlamentarzystów – choć jak wiemy, nie wszyscy głosowali za tym rozwiązaniem.

Pracownicy marketów od wielu lat, w wielu rozmowach powtarzali, że chcieliby po prostu dobrze odpocząć, żeby dać możliwość prawidłowego funkcjonowania pełnej rodziny. Czasami są to też rodziny niepełne. Czasami brakuje też bliskiej obecności babci czy dziadka, którzy mogliby się zająć dziećmi wtedy, kiedy ich mama czy tata, samotnie wychowujący swe pociechy, muszą iść do pracy w niedziele. Wtedy ten dramat rodzin jest większy, a wychowaniem dzieci zajmuje się przysłowiowa „ulica”, czy też wszechobecny Internet.

Jest to grono, jak już wspomniałem wcześniej, ponad miliona pracowników, którzy – co z całą świadomością podkreślam – są zmuszani do pracy w niedziele. Ci pracownicy za tę pracę nie otrzymywali zwiększonego wynagrodzenia, tylko inny dzień wolny. Dla nich „niedziela” była np. we wtorek, środę itd. – dodaje Przewodniczący.

Reklama

Pracownicy o wolnych niedzielach

Przy okazji pewnego wydarzenia duszpasterskiego byliśmy świadkami rozmowy, która dotyczyła niedziel wolnych od pracy.

– Uważam, że we wszystkie niedziele sklepy powinny być zamknięte. Jest to dzień święty, a rodzina powinna spędzać go razem: pójść do kościoła, pójść na spacer, spędzić czas w domu, a absolutnie nie w markecie – mówiła jedna z osób pracująca jako pielęgniarka. – Nie chciałabym jednak, żeby ktoś też z tego powodu stracił pracę. Myślę, że można to w jakiś sposób rozwiązać. Wiemy, że są kraje zachodnie, gdzie markety są w niedziele zamknięte, np. w Niemczech i jakoś ludzie funkcjonują. Sama pracuję w służbie zdrowia i mam dyżury. Czasami idę na dyżur w soboty i niedziele, ale wtedy jest mi przykro, że jestem w pracy, a chciałabym być w domu. W szpitalu, ponieważ są u nas Msze św., zachęcam chorych, którzy mogą, do uczestnictwa w niej. Często ich podwożę na wózku, choć sama czasami nie mogę na Mszy św. zostać, bo jest mało personelu i mam w tym czasie jeszcze obowiązki do wykonania.

– Nie robię zakupów w niedziele. Również uważam, że markety powinny być tego dnia zamknięte. Pracuję od 15 lat i przez ten czas tylko raz byłem w pracy w niedzielę, choć wiele razy otrzymywałem takie propozycje, ale je odrzucałem. Stąd mój przełożony któregoś razu stwierdził, że jestem „jakiś inny” i już mi nie proponuje takiej pracy. Natomiast niektórzy z moich kolegów chodzą do pracy w niedziele. A dlaczego? Najczęściej mówią, że potrzebują pieniędzy – dodaje jeden z mężczyzn.

Reklama

Inny rozmówca mówi: – Niedziela powinna być dla rodziny. Zamiast chodzić po galeriach – lepiej wspólnie spędzać czas ze sobą w domu. Tym bardziej, że tak często słyszymy, szczególnie ze strony młodych rodzin, że brakuje im czasu dla siebie i swoich dzieci. A niedziela jest tym dniem, w którym rodziny mogą wiele dla siebie zrobić. Tak ważny jest chociażby wspólny posiłek, wspólny stół, przy którym mówi się o swoich sprawach, problemach. Wtedy rodzice mogą wesprzeć swoje dzieci w ich problemach i siebie nawzajem, czy też cieszyć się z osiąganych w rodzinie sukcesów.

– Też jestem za zamykaniem marketów w niedziele. Nie będzie to łatwe, bo dużo ludzi przyzwyczaiło się już do tych wyjść w niedziele, do sklepów, na zakupy, do galerii handlowej. Jakiś czas pracowałem w Niemczech i też widziałem, że nie było z tym problemów. Kiedy ludzie wiedzą, że w niedziele sklepy są nieczynne, to robią zakupy wcześniej – przekonuje nasz kolejny rozmówca.

Zdaniem proboszczów

Ks. Tomasz Hęś, proboszcz parafii w Gwizdanowie, pytany, jak wygląda ten problem z perspektywy parafii, mówi: – Uważam, że jest to duży problem. Wiele osób chciałoby uczestniczyć we Mszy św., a nie może. Kiedy czasem spotykam niektórych parafian i mówię, że od dawna nie widziałem ich na niedzielnej Mszyśw., to słyszę w odpowiedzi: Wie ksiądz, ja teraz pracuję w markecie. Chciałabym, ale mam tylko jedną wolną niedzielę w miesiącu. To, że ludzie pracują w niedziele, widać chociażby po frekwencji w naszej wspólnocie. Nie jest to problem dla tych, którzy nie są we wspólnocie Kościoła. Oni może nawet nie czują potrzeby żeby świętować, ale dla nas jest to problemem, kiedy czujemy, że ten dzień jest dniem świętym.

Pozamykajcie wszystko

Pytamy Bogdana Orłowskiego, przewodniczącego Solidarności, co może zmienić się w życiu rodzin od chwili wprowadzenia ustawy. – Kiedy chodzimy do tych dużych sklepów w ciągu tygodnia widzimy, że większość kas jest wtedy pustych. A kolejki większe, ludzie zdenerwowani, bo dłużej czekają. Tym zniechęca się do zakupów w ciągu tygodnia. Natomiast pracowników straszy się, że będą zwolnienia, mówi się, że to się odbije na gospodarce. A popatrzmy na sąsiadów Niemców: rozwijają się wzorcowo, a weekend w Niemczech zaczyna się w piątek po południu. Sklepy są pozamykane, natomiast otwarte są kina, restauracje, ośrodki użyteczności publicznej itp. Mówię o tym, bo są i tacy, którzy konstatując te działania na rzecz wolnej niedzieli, mówią: No to wszystko pozamykajcie, szpitale, kościoły też! A przecież nie o to chodzi. Przypomnijmy, że skoro większość z nas cieszy się wolnością, wolną niedzielą, to dajmy też tej wolności naszym koleżankom, kolegom, bliskim z rodziny czy znajomym, a nie mówmy: Niech sobie zmienią pracę. Co prawda bezrobocie nam spadło, z czego się cieszymy, ale jeszcze nie jest tak, że można tak łatwo pracę zmienić. W świecie chrześcijańskim niedziela jest Dniem Pańskim, dniem wolnym. Nawet osoby, które nie są wierzące, też korzystają z tego. Skoro urzędnicy, pracownicy różnych zakładów mają tego dnia wolne, pytam, dlaczego nie mieliby mieć dnia wolnego pracownicy marketów?

Z perspektywy SRŚN

W diecezji legnickiej narodził się Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli (SRŚN), którego uroczysta inauguracja miała miejsce w marcu 2011 r. Każdy, kto przyjmuje zasady świętowania niedzieli, może w jego ramach podpisać osobistą deklarację, przypominającą, co możemy w tej dziedzinie uczynić.

– Mam szczęście być przewodniczącym Społecznego Ruchu Świętowania Niedzieli – dodaje Bogdan Orłowski. – Zwracamy w ten sposób uwagę na duchowy charakter przeżywania niedzieli. Często słyszymy o osobach popadających w różne choroby, depresje, co bywa też skutkiem przemęczenia, wypalenia, nieumiejętnego wypoczynku. Stąd przypominamy o zawiązywaniu i pogłębianiu wspólnoty rodzinnej przez wspólną modlitwę, posiłek, pójście na spacer, odwiedziny, zabawy czy aktywny wypoczynek z dziećmi. Praca nad uświadomieniem sobie tego na nowo zapewne będzie jeszcze trwała długo.

W podobnym duchu wypowiada się pytany o to ks. Bogusław Wolański, koordynator SRŚN.

– Mam poczucie, że wraca to, co zawsze być powinno. Czyli, ludzie w niedziele powinni odpoczywać i świętować, a nie pracować. Nie chodzić na zakupy do sklepów i marketów, ale spędzać czas ze swoją rodziną i bliskimi. To każdy z nas wie i ludzie w moim wieku tak byli wychowywani. Był czas pewnego zachwiania równowagi, kiedy niby zachłysnęliśmy się „powiewem z Zachodu”, gdzie tak naprawdę markety są zamknięte w niedziele, a myśmy się zachłysnęli, otwierając je, a tym samym wykorzystano nas jako siłę roboczą, dodajmy tanią siłę roboczą. Z czasem w Polsce stało się „normą” to, że w niedziele wszystko jest otwarte i wszędzie można iść i nie świętować.

Dlatego cieszę się bardzo, że wraca normalność, że wraca to, czego oczekuje też od nas Pan Jezus. Mamy 6 dni, które dał nam Pan Bóg do pracy, do różnych zajęć, a jeden rezerwujemy dla Boga.

Mam w pamięci jedno z kazań św. Jana Marii Vianneya, który swoim parafianom mówił: „Oprócz tego, że nie świętujemy, to jeszcze jesteśmy złodziejami. Dlatego, że Pan Bóg dał nam 6 dni za darmo, a jeden zostawił dla siebie, a my Mu go i tak kradniemy”. Dlatego jest ta radość, że praca którą wykonaliśmy, w kooperacji z innymi ludźmi przyniosła swoje owoce. Faktem jest, że temat ten wnieśliśmy najpierw do Senatu, a potem do Sejmu, jako Społeczny Ruch Świętowania Niedzieli. Powstał on na kanwie programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce, kiedy o to zabiegał też bardzo abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Komisji Duszpasterskiej KEP i to u nas, w Legnicy, utworzyło się jakoś tak naturalnie, angażując wiele osób z różnych środowisk.

To jest naturalne, że kiedy się coś sieje, to po jakimś czasie przyniesie owoc. My sialiśmy, mówiliśmy o tym, wnosiliśmy ten temat w sposób bardzo kulturalny, pokazując różne argumenty za tym: biblijne, z nauczania Kościoła katolickiego, w ogóle argumenty „pro ludzkie”. Widocznie to wszystko powoli w Sejmie i Senacie dojrzewało, dojrzewało i przyniosło swoje owoce.

Oprócz ludzi zaangażowanych w ten Ruch, warto też podkreślić wielkie zasługi Senator Doroty Czudowskiej, która podjęła się zorganizowania pierwszej konferencji w Senacie, gdzie wówczas jego marszałkiem był pan Borusewicz. Wtedy robiono wszystko, żeby się ona nie odbyła, żeby ten temat nie był podejmowany. Pani Senator niejako wyrzucona jednymi drzwiami weszła drugimi i przez obecnego marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, dzięki jego działaniom, udało się wtedy tą konferencję zorganizować (29 stycznia 2013 r.). Później Marzena Machałek, dzisiejsza wiceminister Edukacji Narodowej, zorganizowała taką konferencję w Sejmie. Tę konferencję (23 października 2013 r.) organizowaliśmy także we współpracy z Solidarnością, z Alfredem Bujarą i ten zasiew przynosi dziś owoce.

Chcę też podkreślić, że naszym głównym celem nie było zabieganie o „wolne niedziele”, ale o świętość, świętowanie niedzieli. Na nowo więc musimy uczyć niektórych ludzi świętowania, przypominać, że to nie tylko czas na rodzinną Mszę św., ale i na wspólne spędzanie czasu w domu, wśród znajomych, odwiedzenie chorych, pójście do kina czy na jakieś inne wydarzenie kulturalne – dodaje ks. Bogusław.

Wobec gróźb zmian regulaminów

Przed wejściem ustawy w życie pojawiły się w mediach informacje o zmianie w wewnętrznych regulaminach pracy niektórych sklepów, na niekorzyść pracowników. Czy można temu jakoś zaradzić?

– Jako Solidarność, pokazaliśmy już i przy tej ustawie i przy innych, np. o najniższym wynagrodzeniu czy o wieku emerytalnym, że jesteśmy skutecznym związkiem zawodowym. Jeżeli pojawi się jakaś „nadgorliwość” pracodawców, żeby jakoś dokuczyć pracownikom, to możemy obiecać, że poszukamy wypracowania porozumienia, czy to w ramach Rady Dialogu Społecznego, czy to przez parlamentarzystów, czy rządzących, aby znaleźć rozwiązania prawne, żeby nie było takich możliwości nadużyć. Jako katolicy, nie zapominajmy więc o tym, że każda niedziela jest święta i wykorzystajmy ją jak najowocniej.

Więcej o Ruchu na: www.swietowanieniedzieli.pl .

2018-03-07 11:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Majowa Promocja w Księgarni "Niedzieli"!

Maj to miesiąc wyjątkowy. I właśnie w tej maryjnej wyjątkowości pragniemy Wam towarzyszyć, także poprzez dostarczanie wartościowej lektury duchowej.

W miesiącu maju w internetowej księgarni "Niedzieli" (ksiegarnia.niedziela.pl) wyjątkowa promocja. Do każdego zamówienia zestaw 4 wyjątkowych modlitewników w prezencie!

W naszej księgarni znajdziecie bogatą ofertę lektury z zakresu wiary, duchowości, także wiele bardzo ciekawych książek związanych z Matką Bożą, której poświęcony jest szczególnie miesiąc maj.

Zapraszamy do odwiedzania naszej księgarni. Jesteśmy dla Was! ksiegarnia.niedziela.pl

CZYTAJ DALEJ

Kapłan w drodze - jubileusz o. bp. Jacka Kicińskiego

2020-05-27 10:45

Krzysztof Wowk/Wowk Digital

O. bp Jacek Kiciński CMF w czasie Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej na Jasną Górę w 2019 r.

Miał być ślusarzem i tokarzem. Chyba, że po ukończeniu Technikum Mechanicznego w Turku zdecydowałby się na Politechnikę i wydział budowy mostów. Ale – mimo, że był laureatem olimpiad z wiedzy technicznej – jakiś głos zapraszał go w inne miejsce, niż studia inżynierskie. I on tego głosu posłuchał.

W archidiecezji wrocławskiej znają go chyba wszyscy. Odkąd w 2016 r. został biskupem odwiedził już niemal wszystkie parafie, chociaż nie są to jego rodzinne tereny, bo na Dolny Śląsk przyjechał z Wielkopolski. O. bp Jacek Kiciński urodził się w Turku a mieszkał w parafii Boleszczyn, niewielkiej wiosce niedaleko Dobrej. – Nawet nie byłem ministrantem – mówi – bo do kościoła było 2,5 km, więc małemu nie łatwo było dotrzeć. – Zresztą, wtedy proboszcz nie był zainteresowany ministrantami, wolał mieć większą przestrzeń przy ołtarzu. To był bardzo dobry człowiek, dziś już nie żyje. Ciekawostką jest fakt, że razem z abp. Gołębiewskim byli w jednym czasie wikarymi w Ślesinie.

Ojciec biskup najpierw chodził do trzyletniej szkoły we wsi, potem, od czwartej klasy, dojeżdżał do oddalonej o ponad 6 km szkoły w Dobrej. - W klasie było nas siedmioro, więc każdy z nas był codziennie pytany, nawyk pracy wyrobił się sam. Kiedy od czwartej klasy poszedłem do szkoły zbiorowej, gdzie było nas już ponad 30, to na początku byłem zdziwiony czemu mnie pani nie pyta! Te pierwsze lata ukształtowały we mnie to, że na każde wydarzenie muszę być przygotowany i bardzo je przeżywam. Myślenie: „jakoś to będzie” nie wchodzi w grę. Zresztą, życie na wsi jest trudne, trzeba było dobrze się zorganizować, aby oprócz przygotowania do szkoły i pomocy rodzicom mieć czas dla siebie. Dziś ta umiejętność bardzo pomaga w kapłaństwie – dodaje.

Ksiądz. Ale jaki?

Myśl o kapłaństwie pojawiła się dość wcześnie i dojrzewała w nim długo. - W trzeciej klasie technikum zaczęła się krystalizować. Najpierw myślałem o seminarium we Włocławku. Tam był mój o dwa lata starszy kuzyn, ale odkryłem, że jednak szukam czegoś innego. Tyle, że nie do końca wiedziałem co to miałoby być. Do mojej parafii często byli zapraszani zakonnicy – głosili rekolekcje, misje - coś mnie w nich pociągało. Wybrałem się na Pielgrzymkę Sieradzką, do dziś ją pamiętam, szliśmy trzy dni: 35, 37 i 52 km. Gdy doszedłem na Jasną Górę miałem sztywne nogi, ale szczęście było wielkie. Czekaliśmy pod Szczytem dwa dni, żeby ruszyć pieszo z powrotem. I na tym polu namiotowym moja znajoma przyniosła mi mały folder reklamowy: Misjonarze Klaretyni. Gdy ja to zobaczyłem, przeczytałem, to zrozumiałem, że przecież o to mi chodzi! Głosić Słowo Boże, wyjeżdżać na misje, uczyć się na uczelni papieskiej, być w zakonie, który pracuje na całym świecie. Tego szukałem! – mówi wzruszony.

Co był dalej? Po powrocie z pielgrzymki Jacek, uczeń klasy czwartej napisał do zgromadzenia we Wrocławiu. - Przyjazd do Wrocławia to była wielka wyprawa. Z mojej wioski dojechałem rowerem do Dobrej, stamtąd do Turku autobusem, z Turku, znów autobusem, do Wrocławia na stary dworzec PKS, potem tramwajem na Dworzec Świebodzki, a stamtąd do Wołowa i dopiero z Wołowa do Krzydliny. To było ogromne przeżycie! Jeden z braci dał mi biografię o. Klareta. W drodze do domu przeczytałem ją całą i byłem urzeczony. Wtedy byłem już pewien, że wstąpię – mówi.

To były czasy komunistyczne, mądrze było nie ogłaszać, że po maturze planuje się seminarium, ale decyzja zapadła. Rodzice przyjęli decyzję z radością, powołaniu nie byli przeciwni. - Niepokój budziła tylko odległość. Wrocław, Krzydlina – dla rodziców były to miejsca nieznane, a na dodatek informacja, że pierwszy rok to nowicjat i wtedy przez cały rok nie ma spotkań z rodziną, trochę ich zmartwiła – wspomina.

Machina ruszyła

Nowicjat rozpoczął 26 sierpnia 1988 r. To było jeszcze przed przełomem politycznym, więc do klasztoru zabrał kartki żywnościowe. Wspomnienie z tamtego czasu? Ponury Wrocław, zniszczone i zaniedbane zabudowania w Krzydlinie, raczej przygnębiające, niż podnoszące na duchu. - W Wielkopolsce było zupełnie inaczej. To na Dolnym Śląsku pierwszy raz w życiu zobaczyłem nieużytki. Byłem z wioski, moi rodzice ciężko pracowali, pomagałem im w pracach na polu. Potrafię orać, ręcznie kosić, żadna praca nie jest mi obca – mówi raźno.

Do Krzydliny przyjechało ich 17 i jego umiejętności z gospodarstwa od razu się przydały.

- Krzydlina nie wyglądała tak, jak dziś. Budynek rekolekcyjny był w budowie. Prawie każda kostka brukowa przeszła przez moje ręce, każdy kaloryfer, każda niemal dachówka. Ale to był też piękny czas budowania wspólnoty, co w życiu zakonnym jest niezwykle ważne.

W trakcie nowicjatu spotkał się z bliskimi tylko ten jeden raz. - Mama została w domu, przyjechał tato z bratem, ale gdy jechali do mnie to zamiast wysiąść w Wołowie, pojechali do Głogowa i w ten sposób stracili kolejne godziny – wspomina. Tęsknił, ale wiedział, że tak trzeba. W 1989 r. złożył pierwsze śluby, dostał sutannę i pas. Przyjechali rodzice, babcia, która bardzo się z niego i z tego wyboru drogi cieszyła. Po nowicjacie pojechał do domu.

- Wszyscy wreszcie mogli zobaczyć, że noszę sutannę, że to dzieje się naprawdę. Dużo wzruszających rozmów, pamiętam je do tej pory – mówi.

Techniczny specjalista od duszy

- Jeśli chodzi o obróbkę skrawaniem, to mamy trzy etapy: obróbka wstępna, zgrubna i wykańczająca – mówi biskup z dyplomem technika. - W formacji zakonnej i duchowej też są wszystkie trzy. Najpierw musimy usunąć zewnętrzną warstwę materiału z przedmiotu obrabianego, potem nadać kształt i wreszcie szlifujemy to, co ukształtowaliśmy – tłumaczy.

- Patrzę na życie duchowe jak na pewnego rodzaju konstrukcję, budowlę wznoszoną etapami, na wysiłek wkładany w budowanie – mówi.

Odkąd jest biskupem ta techniczna wiedza przydaje mu się jeszcze w innej dziedzinie. Gdy przyjeżdża na wizytację do parafii widzi, gdzie odchodzi blacha, dachówka, gdzie rynna cieknie – patrzy fachowym okiem. Czy księża o tym wiedzą? - Kiedyś jeden z proboszczów mówi: A co tam biskup w ciągu jednego dnia zobaczy? Proszę Księdza Proboszcza, drugi żyrandol od końca, żarówka się nie pali! – mówi rozbawiony.

Kapłan od 25 lat

Święcenia kapłańskie przyjął 27 maja 1995 r. - W dniu prymicji było gorąco, 31 stopni. To było w naszej wiosce historyczne wydarzenie, pięknie przygotowane, mnóstwo ludzi, orkiestra. Chyba ze 170 osób było zaproszonych do świętowania. Na 25-lecie muszę sobie kasetę video obejrzeć, bo mam takie nagranie, dużo wzruszeń – mówi.

A pierwsza parafia to była Łódź. Duża, 21 tys. wiernych i ciekawostka: proboszczem był ksiądz diecezjalny, a wikariuszami czterech Klaretynów. - Tworzyliśmy wspólnotę, atmosfera była kapitalna. To nauczyło mnie współpracy z księżmi diecezjalnymi – dodaje.

Pani Kicińska, mama, jeszcze jako panna, pojechała do Łodzi szukać pracy. - Pracy nie znalazła, ale spędziła w mieście dwa, trzy tygodnie i właśnie do tego kościoła chodziła na Mszę św. Gdy byłem dzieckiem często wspominała to miejsce: W Łodzi jest taki piękny kościół Wniebowzięcia, takiego kościoła to ja w życiu nie widziałam…! I tak się stało, że to była moja pierwsza parafia – mówi kapłan z 25 –letnim stażem.

CZYTAJ DALEJ

Założyciel Rycerzy Kolumba będzie beatyfikowany

2020-05-27 14:47

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Rycerzy Kolumba

26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba. Akt ten wieńczy proces potrzebny do ogłoszenia ks. McGivney’a błogosławionym Kościoła katolickiego. Dekret o heroiczności cnót zezwalający na publiczny kult ks. McGivney’a jako Sługi Bożego podpisał w 2008 roku papież Benedykt XVI.

Od chwili rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wpłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za przyczyną ks. McGivney’a w sprawach związanych z walką z nałogiem, powrotem do wiary, pojednaniem w rodzinie, odzyskaniem pracy i uzdrowieniem z chorób. Dekret Kongregacji podpisany przez Ojca Świętego opisuje cudowne uzdrowienie dziecka w łonie matki w sytuacji zagrażającej jego życiu. Rodzina dziecka prosiła o wstawiennictwo Sługę Bożego ks. Michaela McGivney'a. Sytuacja miała miejsce w 2015 r.

„Ks. McGivney zainspirował wiele pokoleń katolickich mężczyzn do podwinięcia rękawów i wcielania wiary w czyn” – powiedział przywódca międzynarodowej wspólnoty Rycerzy Kolumba, Carl Anderson. „Znacznie wyprzedził swoją epokę, jeśli chodzi o powierzanie świeckim ważnej roli w Kościele. Dziś jego duch kształtuje wyjątkową działalność Rycerzy, służących osobom na marginesie społeczeństwa, podobnie jak on sam służył wdowom i sierotom w latach 80. XIX w”.

„Zbliżająca się beatyfikacja naszego Założyciela jest ogromnym świętem dla rycerskiej wspólnoty na całym świecie. Od ponad 10 lat trwamy na modlitwie w intencji beatyfikacji tego wspaniałego kapłana, którego wizja dała początek idei od niemal 140 lat kształtującej nasze rozumienie wiary i wierności Kościołowi oraz inspirującej nas do niesienia pomocy potrzebującym każdego dnia” – powiedział Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz, przywódca Rycerzy w Polsce.

Ks. McGivney urodził się w USA w 1852 r. jako najstarszy syn w ubogiej, wielodzietnej rodzinie irlandzkich imigrantów. Już jako 13-latek pomagał rodzicom w utrzymaniu, pracując w miejscowej fabryce. Święcenia kapłańskie przyjął w 1877 r. w najstarszej katolickiej katedrze w USA, w Baltimore. Powierzono mu posługę w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny w New Haven w stanie Connecticut, gdzie pierwotnie miał być asystentem chorego proboszcza, ale w krótkim czasie był zmuszony przejąć wszystkie jego obowiązki.

W reakcji na problem wysokiej śmiertelności mężczyzn wykonujących niebezpieczne prace, silne antykatolickie uprzedzenia amerykańskiego społeczeństwa oraz powszechną biedę wśród katolików ks. McGivney w 1882 roku założył ze swoimi parafianami męską wspólnotę Rycerzy Kolumba – świecką organizację katolików pragnących formować się w wierze, pomagać sobie nawzajem i działać dla dobra katolickich rodzin. Oprócz sprawowania duszpasterskiej opieki nad swoimi parafianami ks. McGivney pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w miejscowym więzieniu i z wielką determinacją promował abstynencję poprzez krzewienie kultury oraz popularyzację sportu. Zmarł na gruźlicę w wieku 38 lat w 1890 r., zostawiając po sobie silną 6-tysięczną organizację Rycerzy.

W czasie pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, niespełna miesiąc po ogłoszeniu ks. McGivney’a Sługą Bożym, papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w Katedrze św. Patryka w Nowym Jorku powiedział: „Czyż to nie zjednoczenie wizji i celu – zakorzenione w wierze i duchu ciągłego nawracania się i ofiarności – stanowi o tajemnicy imponującego wzrostu Kościoła w tym kraju? Musimy tu wspomnieć o wyjątkowych osiągnięciach wzorowego, amerykańskiego kapłana, Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, którego wizja i zapał doprowadziły do ustanowienia Rycerzy Kolumba, oraz o dziedzictwie całych pokoleń osób konsekrowanych i księży, którzy w cichości poświęcili swe życie służbie Ludowi Bożemu w niezliczonej liczbie szkół, szpitali i parafii”.

Dziś Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 2 miliony członków. W Polsce rozpoczęli działalność na zaproszenie św. Jana Pawła II prawie 15 lat temu i liczą ponad 6 tysięcy członków działających przy 119 parafiach na terenie 28 diecezji. Choć Rycerze Kolumba są organizacją świecką, w ich szeregi wstępują również duchowni, w Polsce m.in. kard. Dziwisz, kard. Nycz, czy abp Ryś.

Zasadami Rycerzy Kolumba są Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję