Reklama

Wiadomości

Nikt za nas bił się nie będzie

Czy w razie wybuchu wojny jesteśmy w stanie skutecznie bronić granicy naszego państwa? Czy biorąc pod uwagę wielkość potencjału obronnego, dysponujemy sposobami i możliwościami zniechęcenia i odstraszenia agresora? W jakim czasie i w jaki sposób będzie można się pozbyć agresora, który może zająć i okupować nasz kraj? Czy mamy odpowiednie rozwiązania?
Ile mamy czasu, by się przygotować? Jak powinien działać system obrony Rzeczypospolitej, gdyby, nie daj Boże, sojusznicze wsparcie – na które tak bardzo liczymy – zawiodło albo tylko się spóźniło? Jakie mamy gwarancje bezpieczeństwa narodowego?

Niedziela Ogólnopolska 43/2018, str. 36-38

Grzegorz Boguszewski

Prostych pomysłów naprawczych polskiej obronności jest bardzo wiele, trzeba je tylko wybrać i zrealizować tak, by uzyskać efekt synergii

Prostych pomysłów naprawczych polskiej obronności jest bardzo wiele, trzeba je tylko wybrać i zrealizować tak, by uzyskać efekt synergii

Na razie te i podobne pytania – wciąż wyglądające na retoryczne – krążą tylko w środowisku wojskowych, może co nieco rozważają je także członkowie grup proobronnościowych, zapaleńcy zgłaszający się do Wojsk Obrony Terytorialnej. Wydaje się jednak, że ogół polskiego społeczeństwa wciąż żyje w oparach błogiej nierzeczywistości, zaimplantowanej kiedyś światu przez wieszczącego „koniec historii” Francisa Fukuyamę oraz przez liberalnych ideologów – w Polsce szczególnie naiwnych – którzy na zawsze wykluczyli możliwość wojny.

Długo tego nie zauważano lub ignorowano to, że za wschodnią granicą Polski – czyli od 2004 r. tuż za granicą UE – niemal bez przerwy od wielu już lat trwają jakieś ćwiczenia wojskowe, jakieś manewry. W tym samym czasie w Polsce – kraju przygranicznym Unii! – rozbrajano się, na różne sposoby ograniczano armię. Niemcy, które były wcześniej państwem granicznym NATO, potrzebowały 400-tysięcznej armii, my jako państwo graniczne mamy obecnie 100-, może 120-tysięczną.

Reklama

Ponadto polskiemu społeczeństwu bardzo skutecznie wmówiono, że na wojsko szkoda pieniędzy, bo przecież nikt nas nie zaatakuje, bo Rosji nie należy demonizować, bo sojusznicy przyjdą nam z pomocą. Jednocześnie tłamszono obywatelskie postawy proobronne, wyszydzano patriotyzm.

Burza wojskowych mózgów w Sejmie

18 września 1993 r. pociąg relacji Legnica – Brześć ruszył ze stacji Warszawa Wschodnia z ostatnią grupą wojsk rosyjskich – opuściły one terytorium RP po 54 latach okupacji... – Nasza konferencja służy m.in. temu, żeby już nigdy żadne wrogie wojska nie przekroczyły granic Polski – powiedział wicepremier Jarosław Gowin, patronujący zorganizowanej dokładnie 25 lat później konferencji naukowej na temat „zrównoważonego systemu obrony Polski”, która symbolicznie odbyła się w Sejmie. To dla podkreślenia, że o coraz bardziej palących kwestiach obronności trzeba rozmawiać ponad podziałami politycznymi, bo stworzenie podstaw bezpiecznej przyszłości powinno dziś łączyć dosłownie wszystkich Polaków. – Gdy zapraszaliśmy prelegentów – zapewnił wicepremier – na bok odłożyliśmy wszystkie kwestie polityczne.

Nie da się ukryć, że nadszedł czas odpowiedzi na wszystkie najważniejsze pytania dotyczące obronności Polski. – Nie chodzi o to – podkreślił organizator wojskowej burzy mózgów w Sejmie RP prof. Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony (w rządzie AWS) – żeby się przygotowywać na wojnę, ale o to, by stworzyć taki system obrony, by wojny nie trzeba było prowadzić. Podstawą takiego systemu jest odpowiednia strategia obronności, czyli dokument o mocy sprawczej przyjęty przez Radę Ministrów, wytyczający drobiazgowo kierunki niezbędnych działań w systemie obrony i siłach zbrojnych. Takiej strategii obronności Polska do tej pory nie ma!

Reklama

Próbą naprawy tej kuriozalnej sytuacji było opracowanie „Koncepcji Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej” jako dokumentu przeznaczonego na użytek publiczny, podsumowującego Strategiczny Przegląd Obronny 2016. Jest to jednak dokument podpisany przez ministra, co oznacza, że każdy kolejny minister może go łatwo zmienić.

Za mało sił i środków obronnych

Naszym obowiązkiem jako członka NATO jest być na tyle wiarygodnym, aby móc potencjalnego przeciwnika zatrzymać na czas pozwalający wojskom NATO na dotarcie do pola operacji, którym na pewno będą Polska i kraje bałtyckie.

Gen. Waldemar Skrzypczak – były dowódca Wojsk Lądowych, który w 2009 r. podał się do dymisji w proteście przeciwko sposobowi zarządzania siłami zbrojnymi przez MON – przedstawia scenariusz wojenny następująco: – Pierwsze ataki zaczepne będą zmierzały do uzyskania przewagi powietrznej, która umożliwi prowadzenie operacji lądowej. W naszej ocenie, jednym z głównych kierunków ataku lądowego będzie Brześć – Warszawa, odcinek najkrótszy i najłatwiejszy do pokonania.

Istotnym kierunkiem ataku jest też droga morska. Rosjanie ćwiczyli niedawno wariant operacji zablokowania cieśnin duńskich i zapanowania na Bałtyku. Miałoby to im też zapewnić wyjście na rubież Wisły i Odry (co umożliwi zablokowanie wojsk NATO). Warto tu dodać, że Rosjanie w ramach ćwiczeń Wostok ćwiczą również operacje desantowe.

Przy potencjale, którym Rosja już dzisiaj dysponuje, jej wojska są w stanie dojść do Wisły w 2-3 doby, a do Odry – w ciągu 8-10 dób. Jeśli więc wojska NATO mają być gotowe do użycia na naszym terytorium dopiero po 30 dniach (nie licząc sił powietrznych), to znaczy, że nie zdążą nas obronić.

Nie ulega wątpliwości, że na wschód od Warszawy powinniśmy mieć obronę stałą, w postaci nowej piątej dywizji wschodniej. Zdaniem gen. Skrzypczaka, brakuje nam również kolejnej dywizji, która broniłaby długiego, dogodnego do lądowania wybrzeża morskiego.

Niestety, trudno teraz naprawiać to, co się wcześniej bezrozumnie – lub z premedytacją – zniszczyło. Trudno zrozumieć, dlaczego w 2011 r. rozformowano 1. Dywizję Warszawską. Teraz w ramach „Koncepcji Obronnej” MON zakłada m.in. utworzenie 4. dywizji, reformę systemu dowodzenia oraz zakup myśliwców piątej generacji. W ocenie MON najważniejsze dla Polski pozostają Wojska Lądowe oraz Siły Powietrzne.

– Wierzę, że politycy zrozumieją te potrzeby i zrobią wszystko, by środki, które desygnują na polską armię, były właściwe i efektywne, bo przecież „nikt za nas bił się nie będzie” – gen. Skrzypczak, jak większość nowoczesnych wojskowych, chętnie cytuje pruskiego klasyka strategii wojskowej Carla von Clausewitza.

Atak UFO?

Do serii niezliczonych pytań na temat obronności gen. Roman Polko – legendarny dowódca Wojskowej Formacji Specjalnej GROM dodaje jeszcze dwa: Co zrobimy, jak nas zaatakuje UFO? i: Po co nam wojska specjalne, czyli „specjalsi”? To pytania jak najbardziej serio w kontekście dzisiejszych wyzwań związanych z wojną hybrydową, terroryzmem, z coraz większą potrzebą działań niekonwencjonalnych.

Tymczasem w Polsce zamiast traktować wojska specjalne jak oczko w głowie wciąż podważa się ich byt. Może dlatego – ironizuje gen. Polko – że na defiladach prezentują się mizernie... Faktem jest, że już w 1994 r. elitarne wojska specjalne – 56. i 62. kompania specjalna – zostały rozformowane... bo ktoś stwierdził, że ci „specjalsi” są za bardzo agresywni.

Najlepszą ilustracją tej dziwnej nieprzychylności wobec „specjalsów” jest historia Grom-u, który co rusz stawiano do kąta. – Kiedy Sztab Generalny postanowił rozwiązać jednostkę Grom – nie bez satysfakcji wspomina gen. Polko – attaché morski USA wyliczył polskiemu Sztabowi Generalnemu: niekonwencjonalne zagrożenia, proliferacja broni masowego rażenia, nowiczok, broń jądrowa, brudna bomba – już to samo wystarczy, by trzymać Grom.

– Gdyby nie specjalny entuzjazm „specjalsów”, dzisiaj nie byłoby Grom-u – zapewnia gen. Polko – a Polska nie byłaby liderem regionalnym, jeśli chodzi o wojska specjalne. Myśmy sami z siebie zastanawiali się nad możliwościami zwalczania terroryzmu, spotykaliśmy się z policją w sprawie współdziałania. Nie czekaliśmy na decyzje polityków. Im posyłaliśmy gotowe rozwiązania.

Dzisiejsze wyzwania? Dzisiaj „specjals” to już nie sterydowy komandos... Wyzwaniem są informatyzacja i robotyzacja, hakowanie, ataki wirusami, przejmowanie nawigacji rakiet i samolotów, synteza wirusów, kontrolowanie Internetu. Ale także powrót do źródeł; Amerykanie wracają do tradycji, że wojska specjalne są elementem bardziej narodowym niż koalicyjnym (bo coraz trudniej dzielić się z sojusznikami wrażliwymi informacjami).

Puste worki

Gen. Skrzypczak nie kryje ubolewania nad stanem sił zbrojnych, a zwłaszcza nad mizernym zapleczem osobowym: przed wojną mieliśmy wyszkolonych ponad 3 mln rezerwistów, ponad 100 tys. podchorążych rezerwy. Teraz nie ma rezerw osobowych! – Moim zdaniem – ocenia – mamy wadliwy system mobilizacji, wadliwy system gotowości bojowej, anachroniczny, w żaden sposób nieprzystający do państwa frontowego. W naszym systemie terminy gotowości mobilizacyjnej dla jednostek są półroczne. Można by się zastanawiać, na którą wojnę one się przygotowują.

Prof. Ryszard Jakubczak analizuje wojskowo 5 tys. lat historii świata: wszystkie wielkie imperia zaczynały od tego, że organizowały sobie powszechną obronność, a potem wpadały na pomysł, że trzeba tę powszechność zastąpić najemnymi żołnierzami. I to był ich kres.

Dziś, po zlikwidowaniu w 2008 r. przez min. Bogdana Klicha powszechnego obowiązku służby wojskowej, próbuje się sztukować braki kadrowe siłami Wojsk Obrony Terytorialnej. Cieszymy się z 55 tys. żołnierzy wojsk terytorialnych, tyle że – twierdzą eksperci – nie bardzo dookreślone jest ich przeznaczenie. Przyjmuje się, że wojska OT mają wspierać wojska operacyjne. – To tak, jakby pchła wspierała słonia – mówi prof. Ryszard Jakubczak. – A faktycznie w obronie terytorialnej nie mamy nic, bo to, co dziś budujemy i nazywamy OT, to nie jest właściwa obrona terytorialna.

W dziejach Rzeczypospolitej dwukrotnie budowano prawdziwy system OT; pierwszy zbudował król Kazimierz Wielki, a kilkaset lat później drugi taki system próbował budować min. Romuald Szeremietiew, lecz w 2008 r. zręby tegoż systemu zostały sprawnie zlikwidowane. Obydwa te systemy zakładały, że podstawowymi organami obronności są jednostki administracji państwowej.

Jeśli 380 powiatów rozwinie bataliony OT i zacznie prowadzić działania nieregularne, to jesteśmy w stanie zabezpieczyć funkcjonowanie państwa na 100 proc. terytorium i stworzyć korzystne warunki dla działania wojsk operacyjnych – zapewnia prof. Jakubczak. Tylko trzeba chcieć! W powiatach powinno być łącznie ok. 60 tys. ludzi przygotowanych do obrony, a my z mozołem szkolimy teraz zaledwie 55 tys. w ramach OT.

Według danych wysyłanych do NATO – referuje dr Wojciech Staniuk – polski potencjał obronny w 2017 r. wyglądał następująco: zdolnych do służby – 15,5 mln, w wieku poborowym – 435 tys., w służbie czynnej sił zbrojnych – 109 tys., rezerwa czynna – tylko 75 tys. Gdybyśmy więc chcieli rozwinąć nasze polskie wojsko, to mamy tylko 184 650 „chłopa” do wypełnienia mundurami. Wolnych worków w magazynach pozostaje jeszcze 120 tys.

Nie mamy więc odpowiednio licznej tzw. rezerwy czynnej. Gdyby przyszło czerpać z rezerwy biernej, trzeba by, niestety, szkolić od abecadła... Bo 10-20 lat przerwy w jakimkolwiek posługiwaniu się sprzętem wojskowym to przepaść.

Coraz większa liczba ekspertów obronności zaczyna otwarcie mówić, że niezbędne są dziś powrót do jakiejś formy służby poborowej i wyselekcjonowania osób najbardziej przydatnych – np. informatycy, leśnicy – oraz zachęcenie ich, aby pozostali w rezerwie czynnej. A może najwyższy czas, by przywrócić powszechny obowiązek obrony?

Wyczerpane zasoby obywatelskie

Zupełnie niepotrzebnie wyolbrzymiamy doświadczenia OT z innych krajów – twierdzi prof. Andrzej Zapałowski. I zupełnie nie korzystamy ze znakomitych polskich wzorów. A takim jest Ochotnicza Straż Pożarna, obywatelska organizacja o 150-letniej historii! Dzisiaj, kiedy mamy do czynienia z żołnierzami odchodzącymi z OT, zastanówmy się, dlaczego strażacy trwają w swoich drużynach do końca. Mamy 700 tys. członków OSP, 230 tys. w grupach bojowych! To są dla nas wzorce! Do tego wojsko musi dopiero dojść.

Niestety – przyznaje prof. Zapałowski – problemem, z którym się borykamy w dużej części kadry wojskowej i w społeczeństwie, jest nieprzychylna wojsku mentalność ukształtowana przez zaszłości kilkudziesięciu lat... Prof. Szeremietiew na tę nieoptymistyczną okoliczność przytacza jakże aktualny cytat z Józefa Piłsudskiego: „Mamy ogromnie rozciągnięte granice, a w stosunku do nich za mało wojska. Przy tym wszystkim mamy do czynienia w społeczeństwie z tak niskim poziomem myślenia o rzeczach wojska i obrony, że mówiąc do ludzi o tych trudnych zagadnieniach, mówi się jak w próżnię – tak trudne zadania stawiając, nie znajduje się odzewu. Jest to jeszcze jedna dziedzina, w której triumf święci u nas specjalny rodzaj analfabetyzmu. O sprawach strategicznych, sprawach obrony, wojska ogół nasz nie nauczył się jeszcze myśleć, a nawet słuchać”.

Tli się jednakże w kwestiach współczesnej obronności także ogieniek optymizmu, pewna nadzieja. Jak twierdzi badający temat Stanisław Drosio ze stowarzyszenia Obrona-Narodowa.pl –

Ruch na rzecz Obrony Terytorialnej, potrzeba nowoczesnego zarządzania kadrami w MON. Chętnym do zaangażowania się w obronę kraju młodym ludziom – a jest ich i może być naprawdę wielu – trzeba bardziej stawiać ambitne zadania niż wydawać rozkazy, wyzwalać kreatywność, a nie po wojskowemu ją tłumić. Trzeba im dać możliwość rozwoju, bo inaczej spakują torby i pójdą do domu.

Prostych pomysłów naprawczych polskiej obronności jest bardzo wiele, trzeba je tylko wybrać i zrealizować tak, by uzyskać efekt synergii.

2018-10-24 10:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarł rzeźbiarz i pedagog prof. Jan Kucz

2021-09-16 18:19

[ TEMATY ]

zmarły

rzeźbiarz

pomnik Wyszyńskiego

Karol Porwich/Niedziela

Nie żyje rzeźbiarz i pedagog prof. Jan Kucz, twórca m.in. pomników kardynała Stefana Wyszyńskiego w Częstochowie i Fryderyka Chopina w Parku Południowym we Wrocławiu. Wieloletni wykładowca Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie odszedł w wieku 85 lat.

Informację o śmierci prof. Jana Kucza opublikował Wydział Rzeźby warszawskiej ASP. "Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie ze smutkiem żegna zmarłego 14 września 2021 r. profesora Jana Kucza, wieloletniego i zasłużonego dydaktyka Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Żegnamy utalentowanego artystę i wyjątkowego człowieka. Rodzinie oraz bliskim składamy wyrazy głębokiego współczucia. Dziekani, pracownicy, studenci i absolwenci Wydziału Rzeźby" - czytamy.

CZYTAJ DALEJ

Zmiany kapłanów 2021 r.

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.

CZYTAJ DALEJ

Zbliża się kolejny Świętokrzyski Rajd Pielgrzymkowy

2021-09-17 10:17

Katarzyna Dobrowolska

Na Święty Krzyż pątnicy i miłośnicy turystyki pieszej podążają od 20 lat. Tegoroczna edycja Rajdu odbędzie się pod hasłem: „Przez Krzyż do chwały”. Zwieńczeniem rajdu będzie Msza święta na zakończenie sprawowana w Bazylice świętokrzyskiego sanktuarium o godz. 14.30.

Rajd łączy idee krajoznawstwa i pielgrzymowania. To jedna z największych jednodniowych imprez turystycznych w Polsce. Co roku brało w nim udział od 4 do 5 tys. osób, głównie były to dzieci i młodzież szkolna, ale szły w nim również całe rodziny, klerycy, siostry zakonne, wychowawcy nauczyciele, miłośnicy regionu. Uczestników prowadzi grupa wykwalifikowanych przewodników świętokrzyskich. Pandemia ograniczyła możliwości organizacji wydarzenia. W ubiegłym roku na Święty Krzyż dotarły tylko delegacje, które modliły się w intencjach pątników. W tym roku rajd będzie miał już szerszą formułę. Organizatorzy przygotowali 6 tras pielgrzymkowych: 1) ze Świętej Katarzyny – trasa „Puszczańska”, 2) z Bielin – trasa „Zbójecka”, 3) z Huty Nowej – trasa „Benedyktyńska”, 4) spod Trzech Krzyży (przełęcz Hucka) – trasa „Rodzinna”, 5) z Chybic – trasa „Akademicka”, 6) z kościoła pw. św. Wojciecha w Kielcach – „Mocarny szlak”. Obowiązuje na nich limit 300 uczestników.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję