Reklama

Może być trudniej. Wytrzymamy

2019-06-17 13:27

Rozmawiała Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 14-16

Bożena Sztajner/Niedziela

W tygodniu, w którym Kościół modli się o uświęcenie kapłanów, rozmawiamy z kilkoma księżmi, głównie proboszczami z wieloletnim doświadczeniem. O to, jak wygląda dziś ich duszpasterstwo, z jakimi przeciwnościami muszą się mierzyć, co ich najbardziej niepokoi – pyta Katarzyna Woynarowska

Porównują siebie do samolotów. Codziennie tysiące tych maszyn służy ludziom. Nikt ich tam, wysoko, nie widzi, nie interesuje się ciężką pracą pilotów czy służb naziemnych. Ale gdy spadnie jeden samolot, trąbi o tym cały świat. Pewnie, że jest to o jeden raz za dużo, ale w proporcji? Czy uważamy, że samoloty są wyjątkowo niebezpieczne, należy ich unikać i najlepiej wszystkie uziemić? Tak samo jest z księżmi. – My wszyscy staramy się uczciwie pracować, być możliwie najlepszymi duszpasterzami, ale gdy jeden upadnie, podnosi się raban i rykoszetem dostają wszyscy – mówią.

Krajobraz po filmie

– Inaczej się teraz pracuje Księżom w parafiach?

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK, proboszcz parafii św. Jana Kantego w Częstochowie: – W mojej parafii film braci Sekielskich raczej nie narozrabiał. Mam poczucie, że nawet bardziej niż świeckim dał do myślenia nam, kapłanom. Moi wikarzy uczą w okolicznych szkołach i oni najbardziej byli dopytywani, słyszeli jakieś nieprzyjemne uwagi za plecami. Oczywiście, ja już trochę lat na świecie żyję i wiem, że ten film nieprzypadkowo został puszczony przed wyborami. Obejrzałem go i wstrząsnął mną do głębi. Krzywda dzieciaków zawsze mnie boli. Jednak, przepraszam, ale mam takie niejasne wrażenie, że w jego głębszej warstwie chodziło nie tyle o obronę dzieciaków, ile o to, by dowalić „czarnym”. A najbardziej biskupom.
No, dobra, pomyślałem, najpierw przyjrzano się księżom, a teraz kolej na innych. Bo przecież uczciwie byłoby przyjrzeć się kolejnym środowiskom, prawda? Tymczasem słyszę, że powstanie kolejny film o złych księżach! Irytuje mnie, że nie tyka się środowisk: lekarskiego, adwokackiego, sędziowskiego, sportowego... To fundamentalna niesprawiedliwość!

KS. JANUSZ CHYŁA, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach: – Film mną wstrząsnął. Wieloma kwestiami byłem zaskoczony, chociaż wydawało mi się, że dobrze znam ludzkie upadki. Jeśli natomiast chodzi o realia parafialne, to nie zauważyłem różnicy w podejściu do mnie parafian. Chyba nawet spotykam się z większą życzliwością, co tłumaczę tym, że ludzie zdają sobie sprawę, iż w filmie nie został przedstawiony pełny obraz Kościoła. Ludzie znają swoich księży i wiedzą, że zdecydowana większość z nich dobrze pracuje, jest oddana parafii i parafianom. Ale trzech moich wikariuszy zasygnalizowało mi, że po tym filmie w szkole zrobił się wokół nich nieprzyjemny klimat. Są słowne prowokacje, słyszą za plecami komentarze, że każdy ksiądz to pedofil...

KS. ROMAN CHOWANIEC, proboszcz parafii św. Doroty w Markowej: – Gdy zastanawiam się nad odpowiedzią na pytanie o obecne realia pracy duszpasterskiej na parafii, przychodzi mi na myśl to jedno stwierdzenie: po prostu nie jest łatwo. Jednakże natychmiast pojawiają się kolejne pytania, z którymi trzeba się zmierzyć: pierwsze – czy kiedykolwiek, na przestrzeni lat i wieków, było łatwo? oraz drugie – o co chodzi w kapłańskiej posłudze: czy o łatwe życie, czy raczej o wierność powołaniu? Nie ma bowiem ani czasu, ani epok, w których głoszenie Ewangelii przebiegałoby bez przeszkód czy trudności.

Reklama

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI, dyrektor Centrum Informacji Diecezji Drohiczyńskiej: – W moim odczuciu nie ma wielkiej różnicy. Przede wszystkim temat ucichł po wyborach, teraz mamy sprawę prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, która go w pewien sposób skompromitowała i trochę na ten film rzutuje, na jego wiarygodność. U ludzi myślących, nieidących jedynie za emocjami, za wiele w ich światopoglądzie to nie zmieniło. Podobnie było po filmie „Kler”. Zapewne w szkołach katecheci w sutannach musieli stawić czoła pytaniom, na Twitterze pojawiło się sporo niesmacznych komentarzy, krzywdzących dla większości kapłanów. W tego typu sytuacjach uspokaja mnie bp Tadeusz Pikus, który mawia, że to nic nowego, bo Pana Jezusa też prześladowali. I On nam zapowiedział, że podobnie będzie z nami, prawda? My, jako kapłani, być może przyzwyczailiśmy się do dobrego traktowania. Jednak rzeczywistość wokół się zmienia. Otwarcie granic, migracje za pracą sprawiają, że ludzie wracają z innym obrazem Kościoła, Polski, polskości. To powoduje, że ksiądz nie jest już traktowany jak dawniej. Nie bałbym się natomiast, że o nas gadają czy niesłusznie nas posądzają. Bo to jest wpisane w powołanie. Z drugiej strony – obawiam się niepotrzebnego robienia z siebie męczenników, przekonania, że na każdym kroku nas dręczą... Chociaż wydaje mi się, że inaczej traktuje się ataki na Kościół spowodowane tym, iż głosimy Ewangelię, a inaczej, gdy ten atak jest spowodowany grzechami czy nadużyciami duchownych – to jest zupełnie inna kategoria.

Inny kraj

– Czy atak na księdza we Wrocławiu zmienił trochę Polskę?

KS. ANDRZEJ SOBOTA, proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Częstochowie: – To efekt tego, z czym mamy do czynienia obecnie w Polsce. Nic się nie bierze z powietrza. Będzie się księży atakować, bo to jest działanie ideologiczne, a ta ideologia nie jest racjonalna, jest antychrześcijańska. Stanowi kontynuację rewolucji obyczajowej z 1968 r.

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że jest to walka systemowa, zaplanowana. Wiele za tym przemawia, choćby czas pojawienia się filmu „Kler” czy dokumentu „Tylko nie mów nikomu”. Potem – sprawa profanacji wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej albo naśmiewanie się z procesji Bożego Ciała. To ma się przekładać na obraz Kościoła w Polsce i podważanie autorytetu duchownych. Nie ulega wątpliwości, że na tle innych krajów europejskich wyróżniamy się religijnością. Chociaż... Moim zdaniem, w porównaniu z innymi krajami antyklerykalizm w Polsce jest silniejszy niż np. we Włoszech. Tam w mediach czy w rozmowie z ludźmi – nawet tymi mniej pobożnymi – spotkałem się z większym szacunkiem wobec kapłanów niż u nas. To paradoksalne, że w kraju, gdzie zdeklarowanych katolików jest ponad 80 proc., ataki na księży mają taki „życzliwy” społeczny odbiór. Jak jest okazja, to co szkodzi przywalić... Wrocław jest tego przykładem – szokującym!

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Niedawno modlono się w naszym kościele, by wynagrodzić za grzechy Kościoła. Spotkanie przygotował Domowy Kościół. Modlitwa trwała prawie dwie godziny. Widziałem, jakie to emocje budziło wśród ludzi. I wtedy przyszło mi na myśl, że zakres zła pedofilii polega nie tylko na traumie dziecka, któremu zniszczono życie, ale także na tym, że od Kościoła odchodzi wtedy cała rodzina. Krąg się rozszerza. To działa trochę jak kręgi na wodzie...

– Czy Księża odczuwają wpływ mediów społecznościowych na swoich parafian, na ich sposób obecności w Kościele?

KS. JANUSZ CHYŁA: – Na Twitterze, gdzie jestem dość aktywny, dostrzegam sporą polaryzację stanowisk. Jest wiele osób, które zawsze były niechętne Kościołowi i kapłanom – i ich stanowisko się bardzo wyostrzyło. To taki bezmyślny hejt, bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. Ten rodzaj reakcji nasilił się po filmie. Ale jest też niemało osób życzliwych – i chwała im za to. Część z nich jednak, zapewne w dobrych intencjach, broni nas, księży, w sposób nieco irracjonalny. Bo zaprzeczanie oczywistym faktom też jest niebezpieczne. Bardzo mądry i potrzebny był, moim zdaniem, komunikat Rady Stałej Episkopatu. Postrzegam tę trudną sytuację również jako wielką szansę dla Kościoła. Ale oczyszczenie musi przyjść przez krzyż, to oczywiste.

Na linii ognia

– Czy księża zaczynają się teraz dystansować wobec wiernych? Nowo wyświęcony ksiądz opowiadał niedawno w redakcji, jak to bezpośrednio po emisji filmu Sekielskich rodzice nie pozwolili dzieciom podejść do ołtarza do zwyczajowego coniedzielnego błogosławieństwa. Stali obaj z proboszczem na środku kościoła sami. Sytuacja wróciła do normalności w kolejną niedzielę, ale ten obraz pewnie zostanie w tym młodziutkim kapłanie na zawsze.

KS. JANUSZ CHYŁA: – Istnieje takie niebezpieczeństwo. Opowiem pewną historię: kilkanaście lat temu jechaliśmy dużą grupą z pielgrzymką do Rzymu i po drodze nocowaliśmy w jednej z parafii w austriackim Salzburgu. Tamtejszy proboszcz nie mógł się nadziwić, że rodzice oddali swoje dzieci pod opiekę księżom. Trochę mnie to zdumiało i rozbawiło. W naszej grupie byli przecież także świeccy opiekunowie, ale jego zdziwienie dotyczyło tylko duchownych. Teraz dostrzegam podobne niebezpieczeństwo oddzielenia kapłanów od świeckich również w naszych realiach... A odnośnie do tego, co powiedział cytowany wcześniej młody ksiądz: W mojej parafii też jest zwyczaj podchodzenia dzieci do ołtarza po błogosławieństwo. U nas jest odwrotnie – teraz więcej rodziców przyprowadza dzieci... Pierwszy raz zaobserwowałem to zjawisko po filmie „Kler”. Przyszło więcej ludzi – większa była kolekta (śmiech). Żartowałem, że jeszcze jeden taki film, a w kościele zrobi się naprawdę tłoczno...

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – Sposób reagowania na ostatnie wydarzenia, a w konsekwencji stosunek do kapłanów zależą od wychowania. Obecnie także tego dokonywanego przez media. Zwłaszcza gdy ktoś jest ideologicznie nastawiony. Przez 16 lat katechizowałem w szkołach średnich i nie spotkałem się z jakąś trudną sytuacją. Młodzi są ciekawi świata, prowokują, zadają czasem trudne pytania, ale taka jest przecież młodość. Niestety, dziś włączyły się w wychowanie media antychrześcijańskie, w tym internetowe. I młodzi dają się nieść tej fali, wmawia im się, że wolny człowiek może wierzyć, w co chce, i robić, co chce i kiedy chce... To taka etyka sytuacyjna.

KS. SŁAWOMIR BARTOSZUK: – Zawiniły jednostki, ci nasi bracia, którzy dopuścili się przestępstw i muszą za nie odpowiedzieć – to kwestia poza dyskusją. Myślę jednak, że coś złego pojawiło się na linii duszpasterze – wierni. I nie chodzi mi o stosunek ludzi do nas, ale raczej o ostrożność, którą teraz musimy wykazywać każdego dnia. Rodzaj czujności, która niszczy spontaniczność, życzliwe gesty wobec sobie czy w ogóle jakiekolwiek gesty. Ja sam bardziej siebie kontroluję – np. kreślę dzieciom znak krzyża na czole i na cały głos wypowiadam błogosławieństwo, żeby wszyscy wokoło słyszeli. Wiem, wiem – nie dajmy się zwariować, ale każdy z nas, jak sądzę, działa teraz trochę na zasadzie: byle jakimś dawniej dopuszczalnym, a dziś traktowanym jako niepoprawne zachowaniem nie dolać oliwy do ognia…

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Po to ksiądz ma namaszczone ręce podczas świecęń kapłańskich, żeby nimi błogosławił. Skutkiem tego, co się obecnie dzieje, może się stać pewna ostrożność księży, którzy wolą dmuchać na zimne. Gdy ksiądz idzie przez kościół i kładzie rękę na głowach dzieci, to jest to czynność kapłańska i kiedy odbiera nam się prawo do takich gestów, to jakby ucinano nam ręce. Oddziela się pasterzy od owiec. Nasz egzorcysta powiada, że w walce duchowej odbieranie kapłanom prawa do błogosławienia to jakby odbieranie im istotnej części posłania...

KS. ROMAN CHOWANIEC: – Według mnie, naiwnością ze strony kapłanów byłoby myślenie, że wszyscy w parafii będą nas kochać, będą się cieszyć z tego, co robimy. Bogu dzięki, że większość parafian w taki właśnie sposób odbiera naszą posługę – i to powinno nas utwierdzać w przekonaniu, że warto wspólnie z parafianami podejmować inicjatywy dla pomnożenia wiary w ludziach, o których zbawienie mamy się troszczyć jako duszpasterze. Gdy celem naszego działania jest zbawienie dusz – tak przynajmniej powinno być – a nie tylko nasze ludzkie satysfakcje, to łatwiej przychodzi rozumieć tych parafian, którym wszystko przeszkadza – nawet to, że jesteśmy kapłanami – i się za nich modlić. Po prostu trzeba robić swoje i robić wszystko „ad maiorem Dei gloriam”.

KS. ANDRZEJ SOBOTA: – To brak zaangażowania stworzy ten dystans. Jeśli człowiek nie pojmuje Kościoła jako wspólnoty – że to jest jego przestrzeń – to stawia się w sytuacji nieporozumienia. Nie rozumie, że skoro Kościół jest wspólnotą, to wymaga zaangażowania. Diabeł się już przyzwyczaił, że jest odprawiana Msza św., nawet ta codzienna. I niech sobie chodzą, myśli, byle nie zrobili kroku dalej – byle nie było zaangażowania w Liturgię, w wiarę, w Kościół.

Tagi:
kapłan kapłan

Francja: zamordowano 91-letniego kapłana

2019-11-05 16:53

Krzysztof Bronk/vaticannews.va, pb (KAI) / Oise

W Ronquerolles w departamencie Oise w północnej Francji zamordowano 91-letniego kapłana. Zdaniem policji zabójstwo nie miało podłoża terrorystycznego. Zatrzymano 19-letniego mężczyznę, którego podejrzewa się o popełnienie zbrodni. Poinformowano, że cierpi on na zaburzenia psychiczne.

Graziako

Ciało księdza Rogera Matassoliego znaleziono 4 listopada rano w jego mieszkaniu. Jak mówi miejscowy proboszcz ks. Bernard Grenier, zamordowany kapłan przez wiele lat pracował w tym regionie. Był dobrze znany i ceniony. Choć był już na emeryturze, to chętnie służył pomocą, zwłaszcza chorym, których odwiedzał z Najświętszym Sakramentem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

I ja prawie zabiłem swoje dziecko - raper Tau o aborcji

2019-11-04 08:30

DK / niedziela.pl

- Czemu wydałaś bezwzględny werdykt, tak bez procesu i świadków? Siedzę niewinnie w tej celi śmierci, ciemnej i zimnej czekając na katów - rapuje Tau wcielając się w swoim najnowszym utworze w rolę dziecka będącego w łonie matki. Piosenka "Dziecko Króla", w którym udziela się także Ola Maciejewska, wokalistka zespołu "niemaGOtu", jest utworem promującym film "Nieplanowane".

fb.com/tau.bozon

Jednak jak wyznaje sam raper na swoim profilu FB - nie zawsze był tak uświadomiony w kwestii świętości życia. - I ja prawie zabiłem swoje dziecko - wyznaje kielecki raper. Sprawdź dlaczego kilka lat temu Tau myślał w ten sposób oraz co zmieniło jego spojrzenie:

Utwór "Dziecko Króla" jest zarazem pierwszym singlem i zapowiedzią kolejnej płyty kieleckiego rapera, która również pod tym samym tytułem ukaże się już w 2020 r.

Jak czytamy na kanale Bozon Records:

Najnowszy album Tau, to męskie spojrzenie na rzeczywistość, w której przenikają się sfery sacrum i profanum. Autor dotyka tych tajemnych sfer wnikając w głąb swojego ducha, a następnie podejmuje próbę wydobycia z nich treści, które nadadzą życiu sens. Korzysta przy tym ze swojej bogatej życiowej mądrości. Jest przecież mężem i ojcem, a przede wszystkim człowiekiem nawróconym z ciemności do światła i doskonale rozumie drogę jaką należy przejść by odzyskać godność Dziecka Króla. Celem tych wszystkich działań jest również przywrócenie ludziom wierzącym świadomości iż nie są zwykłymi ludźmi lecz posiadają Królewską Godność. Czwarta płyta Tau pt. ,,Dziecko Króla’’ ukaże się nakładem Bozon Records już w 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja"

2019-11-17 11:03

st, kg (KAI) / Watykan

Ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja": nie utrzymują się samodzielnie, potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. Zwrócił na to uwagę Franciszek w kazaniu podczas Mszy św., której przewodniczy 17 listopada w 33. niedzielę zwykłą – w III Światowym Dniu Ubogich – w bazylice św. Piotra w Watykanie. Przestrzegł przed skupianiem się na rzeczach "przedostatnich" kosztem tych najważniejszych, ostatecznych. W liturgii uczestniczą osoby biedne i potrzebujące wraz z towarzyszącymi im wolontariuszami oraz przedstawiciele licznych organizacji charytatywnych.

Vatican Media

Nawiązując do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii św. Łukasza, mówiącego o zapowiedzi zburzenia wspaniałej Świątyni Jerozolimskiej Ojciec Święty zwrócił uwagę na przemijalność rzeczy doczesnych, "przedostatnich" i o wiecznym trwaniu rzeczy ostatecznych. Te pierwsze upadną, ale te drugie pozostaną: świątynia, ale nie Bóg; królestwa i sprawy rodzaju ludzkiego, ale nie człowiek - zaznaczył kaznodzieja. Nawet jeśli są to rzeczy wspaniałe, jak świątynie, i przerażające, jak trzęsienia ziemi, znaki na niebie i wojny i wydają się nam wydarzeniami z pierwszej strony, to jednak Pan umieszcza je na drugiej. Na pierwszym miejscu pozostaje to, co nigdy nie przeminie: żywy Bóg i człowiek, nasz bliźni, który jest wart więcej niż wszystkie informacje świata.

W tym kontekście papież wymienił dwie pokusy, przed którymi przestrzega nas Jezus. Pierwszą jest pośpiech i to, co natychmiastowe. W imię Jezusa nie wolno iść za tymi, którzy mówią, że kres nadejdzie natychmiast, że „nadszedł czas”, nie należy naśladować tych, którzy szerzą niepokój i podsycają lęk przed innymi i przed przyszłością, bo strach paraliżuje serce i umysł. Wielokrotnie ulegamy temu pośpiechowi, chcąc poznać wszystko i natychmiast, z ciekawości, pod wpływem najnowszej wiadomości szokującej lub skandalicznej, słuchają głośnych i gniewnych krzyków tych, którzy wołają „teraz albo nigdy”. Jeśli gonimy za "natychmiast", zapominamy o tym, co trwa na zawsze i tracimy z oczu niebo – przestrzegł Ojciec Święty. Dodał, że w ten sposób odrzucamy tych, którzy nie nadążają w tym szalonym wyścigu i zostają z tyłu: o ludziach starszych, nienarodzonych, niepełnosprawnych, ubogich, których uważamy za bezużytecznych.

Jezus w zamian proponuje dziś każdemu wytrwałość, która jest codziennym dążeniem naprzód, wpatrując się przy tym w to, co nie przemija: w Pana i bliźniego. Dlatego wytrwałość jest darem Boga, dzięki któremu zachowywane są wszystkie Jego inne dary – przypomniał Franciszek, apelując o trwanie w dobru i aby nie tracić z oczu tego, co naprawdę się liczy.

Drugie złudzenie to pokusa własnego "ja" – tłumaczył dalej ego. Zauważył, że chrześcijanin, dążąc do tego, co wieczne i trwałe, jest też uczniem nie "ja", lecz "ty", to znaczy, że podąża nie za swymi kaprysami, ale za wezwaniem miłości i głosem Jezusa. Aby go rozpoznać, trzeba mówić tym samym językiem, co Jezus: językiem miłości i "ty". Po Jezusowemu mówi nie ten, kto rozwodzi się nad "ja", ale kto je porzuca. Nierzadko nawet czynimy dobro po to, aby uważano mnie za dobrego; dajemy, aby samemu otrzymać, pomagamy, aby pozyskać przyjaźń kogoś ważnego – ostrzegł mówca.

Wskazał, że ubodzy są cenni w oczach Boga, ponieważ nie mówią językiem "ja": nie utrzymują się samodzielnie, o własnych siłach, ale potrzebują ludzi, którzy wezmą ich za rękę. Przypominają nam, że w ten sposób przeżywa się Ewangelię, jak żebracy zwracający się do Boga – podkreślił papież. Zachęcił, aby zamiast czuć poirytowanie, gdy ktoś ubogi puka do naszych drzwi, przyjąć ich wołanie o pomoc jako wezwanie do porzucenia naszego "ja" i przyjęć ich z takim samym spojrzeniem miłości, jakie ma dla nich Bóg. Przebywając z ubogimi i służąc im, uczymy się gustów Jezusa, rozumiemy, co zostaje, a co przemija – zaznaczył kaznodzieja.

"Ubodzy ułatwiają nam dostęp do Nieba, dlatego wiara ludu Bożego postrzegała ich jako odźwiernych Nieba. Już teraz są naszym skarbem, skarbem Kościoła. Istotnie odsłaniają nam bogactwo, które się nigdy nie starzeje, to, które łączy ziemię z Niebem i dla którego naprawdę warto żyć: miłość" – zakończył swe kazanie Ojciec Święty.

(Rozszerzymy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem