Reklama

Polskie serce w sercu Indii

2019-07-10 09:40

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 14-15

©Cheryl Casey – stock.adobe.com

Od 30 lat adres dr Heleny Pyz to Jeevodaya, stan Chhattisgarh, Indie. Na pytanie, jak znaleźć to miejsce na mapie subkontynentu indyjskiego, dr Pyz odpowiada: – Trzeba szukać w sercu Indii, czyli u góry i lekko po lewej stronie

Obie hinduskie nazwy łatwiej będzie przyswoić, gdy poznamy ich wymowę: Jeevodaya wymawiamy „Dżiwodaja”, natomiast Chhattisgarh – „Czatisgar”. Stolicą stanu jest odległy o 30 km półtoramilionowy Raipur.

Jeevodaya to Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych założony 50 lat temu przez ks. Adama Wiśniewskiego – polskiego pallotyna, który jako lekarz pragnął służyć najuboższym chorym i odrzuconym, ludziom z najniższego szczebla hinduskiej drabiny społecznej.

Świt życia

Po próbach utworzenia ośrodka na południu kraju ks. Wiśniewski zakupił pół wieku temu ziemię w okolicy wsi Gatapar, gdzie w trzech wojskowych namiotach urządził przychodnię i szkołę. Dzięki pomocy charytatywnej, m.in. Polonii z różnych krajów świata, w ośrodku stopniowo zaczęły powstawać budynki. Ks. Adam prowadził ośrodek przez 18 lat.

Reklama

Tak jak wtedy – i dziś Jeevodaya działa w oparciu o trzy założenia. Pracownicy mieszkają w ośrodku razem z podopiecznymi, tworzą z nimi jedną wielką rodzinę. Leczenie jest całkowicie bezpłatne. Trzecia fundamentalna zasada wynika z obserwacji, którą ks. Adam zapisał w pamiętniku: „Każdy trędowaty boi się samego siebie z powodu zniekształcenia, jakie spowodował trąd na jego twarzy, na rękach i nogach. Boi się również ludzi, bo ci wykluczyli go ze swojej społeczności. To powoduje urazy psychiczne, które trzeba leczyć z wielką troską i z taką samą miłością, jak leczy się trąd”. Dlatego celem ośrodka jest rehabilitacja pacjentów, mająca na celu nie tylko usprawnienie ich okaleczonych chorobą ciał, ale też sprawienie, by poczuli się pełnowartościowymi ludźmi. Stąd nazwa Jeevodaya, która oznacza „świt życia” – czyli początek nowego życia dla naznaczonych trądem i społecznie wykluczonych.

Lekarz z multispecjalizacją

Dr Helena Pyz, lekarz specjalista chorób wewnętrznych, pracowała w warszawskiej przychodni. Do Jeevodaya przyjechała 17 lutego 1989 r. Kilkanaście miesięcy wcześniej przypadkowo usłyszała o ośrodku, o ciężkiej chorobie ks. Wiśniewskiego i o tym, że ośrodkowi grozi likwidacja. Odczytała to jako wyzwanie dla siebie. Zgłosiła gotowość wyjazdu na placówkę, potem zaczęła się starać o paszport i wizę. Jednocześnie szukała informacji o tamtejszym społeczeństwie, o religii, zwyczajach i chorobach. Dziś wiedzę, którą zdobywała z książek i od znajomych, znajdziemy w ciągu kilku minut w internecie. Wtedy kilkanaście godzin lotu do Delhi i 30 godzin jazdy pociągiem było podróżą w nieznane.

W ośrodku było już wówczas trudno, a chwilami głodno. Ks. Adam Wiśniewski zmarł. Dwa tysiące dolarów, które dr Pyz otrzymała od prymasa Józefa Glempa, zużyła na zakup żywności, bo skończyły się zapasy. Z dnia na dzień musiała się zająć podopiecznymi i uporządkowaniem spraw ośrodka. Z czasem nauczyła się języka hindi i poszerzyła zakres medycznej specjalizacji, stała się nie tylko internistą, ale też pediatrą, dermatologiem, chirurgiem, położnikiem, by służyć mieszkańcom okolicznych wiosek, których nie stać na inną opiekę medyczną.

– Nie przyjechałam z gotowym programem, nastawiałam się na naukę wszystkiego, co będzie potrzebne – wspomina dr Pyz. – Przez pierwsze lata mocno odczuwałam samotność. Co prawda Instytut Prymasa Wyszyńskiego, do którego należę, nie zostawił mnie bez pomocy, ale łączność z Polską była słaba, korespondencja szła długo. Trudno też było przekazać środki finansowe – system bankowy dopiero raczkował. Panie z sekretariatu za każdym razem musiały składać do prezesa NBP podanie z prośbą o zgodę na wysłanie pieniędzy.

Przeciwko izolacji

Z czasem problemy znajdowały rozwiązanie, praca zaczęła przynosić owoce. – W 1997 r. udało się nawiązać współpracę z indyjskimi pallotynami – wspomina dr Pyz. – To było ważne. Bo i ks. Adam, i ja mieliśmy utrudnione relacje z miejscowymi urzędami. Jako cudzoziemcy nie mieliśmy podstaw, aby załatwiać sprawy formalne, a tutejsza biurokracja jest straszna. Dopiero kiedy przyszli indyjscy pallotyni, można było zarejestrować szkołę na prawach państwowych czy pozyskać z budżetu środki, które należą się biednym ludziom.

Szokiem, w pozytywnym znaczeniu, było, kiedy podopieczni dr Pyz zaczęli przychodzić do niej ze swoimi dziećmi. To był dowód, że stanęli na własnych nogach, osiągnęli pewną rangę, że ich życie zmieniło się na lepsze. – Bardzo ważną sprawą było też pozyskanie – tuż przy granicy ośrodka – działek budowlanych dla wyleczonych pacjentów. Cieszyłam się, że nie poszli na żebrany chleb – mówi dr Pyz. – Na działkach wybudowali, z naszą pomocą, domki, dzięki temu pozostali w ośrodku, aby pomagać innym.

Kamieniem milowym okazała się też szkoła integracyjna. Wcześniej tutejsza szkoła była placówką zamkniętą, służyła prawie wyłącznie dzieciom rodziców dotkniętych trądem z wielu miejskich slumsów – dzieci te umieszczano w internatach w ośrodku. Kiedy powstał nowy, okazały budynek i ogłoszono, że do szkoły będą przyjmowane także dzieci z zewnątrz, okoliczne wsie zasypały dyrekcję zgłoszeniami. W proporcjach wygląda to obecnie tak, że ok. 1/3 uczniów to dzieci z ośrodka, a 2/3 dochodzi lub dojeżdża z zewnątrz. – To jasny sygnał, że nie jesteśmy już izolowani, że okolica przestała się bać trądu, że przełamujemy mity, a nasza praca przynosi owoce – mówi dr Pyz.

Adopcja dla każdego

Chociaż dr Pyz leżało na sercu przede wszystkim leczenie chorych i przywracanie im poczucia godności, to musiała się zajmować także finansami ośrodka. Jeevodaya to jedno z pierwszych miejsc na świecie, gdzie podjęto adopcję serca. – W korespondencji, którą porządkowałam po śmierci ks. Wiśniewskiego, znalazłam list Polki z Kanady, która pisała, że finansowała naukę osieroconego chłopca, ale ponieważ skończył szkołę, chciałaby się zająć innym dzieckiem. Opowiedziałam tę historię założycielce Towarzystwa Przyjaciół Trędowatych, z którą w 1993 r. spotkałam się w Polsce. To doprowadziło nas do idei adopcji serca, która polega na systematycznej pomocy konkretnemu dziecku, modlitwie w jego intencji i napisaniu do niego od czasu do czasu kilku słów. Bo w takiej adopcji nie chodzi o rzucenie groszem bez świadomości, komu on posłuży. Bardzo ważne dla obu stron jest to, że są sobie wzajemnie życzliwe i potrzebne – podkreśla dr Pyz.

Do tej pory z rodzinnej formy pomocy skorzystało ok. 1,2 tys. dzieci. Niektóre poznały swoich rodziców adopcyjnych, bo przyjechali do Jeevodaya. Niektóre spotkały ich w Polsce – bo kilkoro podopiecznych podjęło u nas studia, kilkanaścioro było na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie lub pielgrzymkach pomocników i przyjaciół Jeevodaya na Jasną Górę. Idea adopcji serca jest wciąż aktualna i każdy może ją podjąć (Więcej na: www.jeevodaya.org).

Podać rękę, popatrzeć w oczy

Kontakty z Jeevodaya to także pobyty wolontariuszy. Gdy przed przyjazdem wolontariusze pytają dr Pyz, jak mają się przygotować, odpowiada, że tak naprawdę to nie da się przygotować. Co prawda informacje o klimacie, jedzeniu i chorobach są dziś powszechnie dostępne w sieci, ale rzecz jest w czymś innym. – Ważne, aby być otwartym na nowe warunki, bo tutaj panuje zupełnie inna kultura, a mnie nawet dziś niektóre rzeczy zaskakują. Dlatego mówię wolontariuszom: nie przyjeżdżajcie z gotowym programem, nastawcie się na naukę i miejcie otwarte serca. Przy okazji poznawania tutejszych warunków będziecie mogli zrobić coś dobrego przede wszystkim swoją życzliwością, uśmiechem, podaniem ręki – o ile trędowaty wyciągnie swoją, bo nie wszyscy to robią. W kontakcie z naszymi podopiecznymi nie trzeba patrzeć na ich ręce i nogi, trzeba patrzeć im w oczy, a serdeczny gest jest czasem ważniejszy niż pigułka.

Wśród myśli, które ks. Adam Wiśniewski zapisał w pamiętniku, jest zdanie: „Życie prosi nas o konkretną miłość, to jest taką, która uwzględniając potrzeby schorowanego ducha ludzkiego, widzi, docenia i świadczy pomoc cierpiącemu człowiekowi”. Ta myśl sprawiła, że ks. Wiśniewski zamieszkał z trędowatymi, by leczyć ich choroby i rany serca. Jego dzieło podjęła 30 lat temu dr Helena Pyz, która zawsze podkreśla, że największą nagrodą w jej pracy jest poprawa zdrowia i bytu, a przede wszystkim integracja społeczna osób dotkniętych trądem.

Tagi:
misje

Lublin solidarny z Gruzją

2019-08-13 12:55

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 33/2019, str. 5

Ks. Mieczysław Puzewicz
Lubelscy wolontariusze podczas misji w Gruzji

Do Nikozi wjeżdża się krętą górską drogą przez strefę przygraniczną, gdzie trzeba okazać paszport i wyjaśnić cel podróży. Polacy widziani są tu mile, zwłaszcza jeśli są to wolontariusze. Jeszcze 11 lat temu w Nikozi nie było granicy. Osetia Południowa była częścią Gruzji. Po kilkudniowej wojnie z Rosją w sierpniu 2008 r. ta prowincja oraz Abchazja znalazły się pod protektoratem Moskwy; nowych państw nie uznała społeczność międzynarodowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Skworc: Wojciech Korfanty jednym z najwybitniejszych synów Śląska

2019-08-17 13:33

mp / Katowice (KAI)

Metropolita Katowicki odprawił uroczystą Mszę św. z okazji przypadającej dziś 80-rocznicy śmierci Wojciecha Korfantego - wielkiego Ślązaka, który stanął na czele III powstania śląskiego, a później jednego z liderów polskiej chrześcijańskiej demokracji oraz opozycji antypiłsudczykowskiej. Msza św. sprawowana była 17 sierpnia w archikatedrze katowickiej w liturgiczne święto św. Jacka, który także pochodził ze Śląska.

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Wojciech Korfanty (1873 – 1939)

Abp Wiktor Skworc powiedział, że Korfanty był człowiekiem, który „na początku XX wieku, a zwłaszcza w czasie trzech powstań śląskich w i czasie plebiscytu stał się Lux ex Silesia i na firmamencie postaci z Górnego Śląska pozostaje gwiazdą pierwszej wielkości”. Dodał, że Korfanty był nie tylko mężem stanu, ale i znawcą jak i krzewicielem katolickiej nauki społecznej.

Przypomniał, że Wojciech Korfanty urodził się na terenie Siemianowic w rodzinie górniczej. Tuż przed maturą został relegowany za polskość z katowickiego gimnazjum, zdał egzamin dojrzałości i podjął studia wyższe. A jako młody człowiek, student we Wrocławiu zaangażował się na rzecz politycznej emancypacji Górnoślązaków.

„Od młodości trwał w wierności Kościołowi katolickiemu i katolickiej nauce społecznej, której był nie tylko znawcą, ale i krzewicielem” – podkreślił kaznodzieja. Dodał, że umiał ją aplikować do konkretnych sytuacji i w oparciu o nią proponował rozwiązywanie problemów polityczno-społecznych oraz chrześcijańskie „urządzanie” państwa polskiego.

A jako człowiek wielkiego zaufania ludu Śląskiego „niejako przymuszony rezultatem plebiscytu”, stanął na czele III powstania śląskiego, które wywalczyło korzystne dla Polski decyzje o podziale Górnego Śląska – podkreślił arcybiskup.

Następnie unaocznił prześladowania ze strony sanacji, jakie spotkały Korfantego jako jednego z liderów chrześcijańskiej demokracji, która była ugrupowaniem opozycyjnym wobec Piłsudczyków. „W związku z działaniami sanacji w kraju, został w 1930 roku aresztowany, po odzyskaniu wolności wrócił na Górny Śląsk” – wyjaśnił abp Skworc.

Dodał, że Korfanty, który był nieustannie inwigilowany, podjął decyzję o emigracji. Zamieszkał na kilka lat w czeskiej Pradze. „Tuż przed wybuchem II wojny wrócił jednak do Warszawy, lecz spotkał się z wrogim przyjęciem. Ponownie aresztowany. Zmarł 17 sierpnia 1939. Jego manifestacyjny pogrzeb odbył się w Katowicach. Uroczystościom przewodniczył biskup katowicki Stanisław Adamski” – zaznaczył metropolita katowicki.

Następnie abp Sworc przypomniał aktualność wielu tez, jakie za życia głosił Wojciech Korfanty, a które stanowiły rdzeń jego programu politycznego. Wśród nich wymienił troskę o zdrowie moralne narodu, troskę o dobro wspólne państwa i wszystkich obywateli w opozycji do partyjnych gier poszczególnych ugrupowań, a także troskę o uniwersalizm misji Kościoła, który nie powinien „mieszać się do walk partyjno-politycznych i zawsze stać ponad nimi”.

„Weźmy sobie do serca te słowa naszego rodaka, syna śląskiej ziemi, który dla naszej małej Ojczyzny i Polski nie tylko walczył i pracował, ale i cierpiał" – podkreślił metropolita, dodając, że "wiele wycierpiał od swoich, co było dla niego najbardziej bolesne”

Publikujemy treść homilii abp. Wiktora Skworca:

W liturgiczną uroczystość św. Jacka, patrona górnośląskiej metropolii, spotykamy się z postacią historycznie odległą, ale bliską w przestrzeni wiary i Kościoła, postacią, która nie przestaje być Lux ex Silesia. Światłością ze Śląska.

Życiorys św. Jacka ukazuje, że dla człowieka dojrzewającego w świetle Ewangelii – najważniejsze staje się jej głoszenie i świadczenie o niej. Z pewnością niezliczoną ilość razy – stając prze nowymi wyzwaniami – powtarzał słowa refrenu dzisiejszego psalmu responsoryjnego: „Przychodzę Boże, pełnić Twoją wolę”, które są syntezą odpowiedzi człowieka na wyzwania zawarte w słowie Bożym!

„Ten syn śląskiej ziemi – jak mówił o nim papież Benedykt XVI w czasie modlitwy „Anioł Pański” w 2007 roku – porwany duchem misyjnym św. Dominika, gorliwie głosił Ewangelię od Gdańska po Kijów. Wraz z całym Kościołem w Polsce dziękuję Bogu za jego życie i apostolstwo”.

Kiedy św. Jacek uciekał z Kijowa przed turecką inwazją, to – jak mówi podanie – w jednym ręku niósł monstrancję i figurę Matki Bożej w drugim…To były jego najcenniejsze skarby: Eucharystia i Maryja.

Św. Jacek – Ex Silesia Lux – „Światło ze Śląska” niech nam towarzyszy swoim patronatem i światłem; niech otoczy swoim wstawiennictwem dzieło nowej ewangelizacji! Niech ma w opiece wszystkie instytucje archidiecezji, służące dziełu ewangelizacji, zwłaszcza Księgarnię św. Jacka.

Niech wszystko dokonuje się w mocy Bożego Ducha i przy Jego pomocy!

Wspominamy dziś 80-tą rocznicę śmierci człowieka, który na początku XX wieku, a zwłaszcza w czasie trzech powstań śląskich w i czasie plebiscytu stał się „Lux ex Silesia” i na firmamencie postaci z Górnego Śląska pozostaje gwiazdą pierwszej wielkości.

Wojciech Korfanty – bo o nim mowa - urodził się na terenie Siemianowic w rodzinie górniczej. I chociaż (tuż przed maturą) relegowany za polskość z katowickiego gimnazjum, zdał egzamin dojrzałości i podjął studia wyższe. Sam wyznał: „Zasługę mojego uświadomienia narodowego przypisać muszę moim hakatystycznym profesorom w gimnazjum w Katowicach, którzy zohydzaniem wszystkiego co polskie i co katolickie wzbudzili we mnie ciekawość do książki polskiej, z której pragnąłem się dowiedzieć, czym jest ten lżony i poniżany naród, którego językiem w mojej rodzinie mówiłem.”

Już jako student we Wrocławiu angażował się na rzecz politycznej emancypacji Górnoślązaków. Od młodości trwał w wierności Kościołowi katolickiemu i katolickiej nauce społecznej, której był nie tylko znawcą, ale i krzewicielem. Umiał ją aplikować do konkretnych sytuacji i w oparciu o nią proponował rozwiązywanie problemów polityczno-społecznych a nawet po roku 1922 chrześcijańskie „urządzanie” państwa polskiego.

W tych dążeniach był konsekwentny, zwłaszcza, kiedy niejako przymuszony rezultatem plebiscytu, stanął na czele III powstania śląskiego. Dając przyzwolenie na rozpoczęcie walk chciał wywrzeć nacisk na aliantów, aby decyzje o podziale terytorium Górnego Śląska po plebiscycie były bardziej sprawiedliwe, a więc dla strony polskiej korzystniejsze. I taka zapadła 20 października 1921 r. Zadecydowała o tym walka i determinacja powstańców oraz mądre przywództwo Wojciecha Korfantego, wspieranego także przez znaczną część duchowieństwa śląskiego.

W związku z działaniami sanacji w kraju, został w 1930 roku aresztowany, po odzyskaniu wolności wrócił na Górny Śląsk. Nieustannie inwigilowany udał się na emigrację. Zamieszkał w czeskiej Pradze. Tuż przed wybuchem II wojny wrócił jednak do Warszawy, lecz spotkał się z wrogim przyjęciem. Ponownie aresztowany. Zmarł 17 sierpnia 1939. Jego manifestacyjny pogrzeb odbył się w Katowicach. Uroczystościom przewodniczył biskup katowicki Stanisław Adamski.

„Z wyroku Bożego, pełna chwały, ofiarna służba ojczyźnie dobiegła kresu. Stanął przed Sędzią Najwyższym wielki obywatel, syn Kościoła, nieustraszony rycerz Rzeczypospolitej. Tam go już nie dosięgnie ani zawiść, ani złość ludzka. Wojciech Korfanty znajdzie na kartach historii odrodzonej Polski należne mu stanowisko, choć go mu odmawiano za życia. Niech część głęboką dla jego zasług, jaką żywi wraz ze mną ogromna większość naszego narodu, będzie w tych ciężkich chwilach osłodą dla Czcigodnej Pani i dla pogrążonej w żałobie rodziny” (Ignacy Paderewski, Prezydent RP do Elżbiety Korfantowej).

Wojciech Korfanty był człowiekiem, który z przejęciem powtarzał słowa ślubów króla Jana Kazimierza: „Obieram Ciebie dzisiaj za moją Patronkę, za Królową mojego narodu”. Znał ich religijną i społeczną treść.

Niech zatem dziś – w 80 rocznicę Jego śmierci – przemówi do nas słowami nie tyle Ślubów, ile swoich artykułów, drukowanych w „Polonii”, pisanych w Polsce i na emigracji a zebranych w książce „Wojciech Korfanty, Naród - Państwo-Kościół”. Przyjmijmy jego kilka myśli o narodzie, państwie i Kościele, jak testament.

Zdrowie moralne narodu

W zdrowym ciele zdrowy duch. Jeżeli dusza narodu jest chorą, to na nic się nie zdadzą wszelkie przepisy, mające na względzie zdrowie cielesne. Naród chory na duszy i pod względem cielesnym musi z czasem zmarnieć, a razem z nim marnieje także i państwo, a naród i państwo staną się pastwą innych narodów zdrowych i silnych na duszy i ciele… Dlatego też każde państwo zalicza do swych obowiązków także troskę o zdrowie ducha i duszy narodu, aczkolwiek troska o duszę człowieka należy do najprzedniejszych zadań Kościoła. Jeżeli chodzi o moralne wychowanie obywatela, to pomiędzy Kościołem a państwem nie może być sprzeczności i rozbieżności, bo praca Kościoła i państwa w tej dziedzinie powinna się uzupełniać”.

O państwie i dobru powszechnym

"Celem państwa jest dobro powszechne, bonum commune, innymi słowy, szczęście doczesne obywateli, polegające na zaspokajaniu ich doczesnych potrzeb..."

Potęgę państwa stanowią nie tylko obszar jego ziemi, siła jego wojska, bogactwo i gospodarcza dzielność jego obywateli, ale przede wszystkim ich tężyzna moralna, ich zaufanie do władzy państwowej, ich ofiarność i zdolność do poświęcenia. Ale na to obywatel zdobywa się tylko wówczas, jeżeli w państwie widzi urzeczywistnienie dobra powszechnego (wspólnego), a przez to najwyższe swoje dobro doczesne. To jest moralna podstawa każdego państwa i każdego rządu” (por. „Polonia”. Nr 3917 z 8.XI.1935 r

Kościół stoi ponad walkami partyjnymi”

„Kościół nigdy nie miesza się do walk partyjno-politycznych i zawsze stoi ponad nimi. Intrygi poszczególnych partii, ich podstępne kombinacje, manewry wyborcze i targi partyjne, ambicje polityków wzajemnie się zwalczających i ubiegających się o ujęcie władzy w państwie w swoje ręce, częstokroć w egoistycznych interesach własnych lub pewnych ugrupowań społecznych pod pozorem służenia interesom ogólnym, są Kościołowi zupełnie obce. Z tą zawieruchą partyjno-polityczną Kościół nie chce mieć nic wspólnego…

Przeciwnie, jeżeli te walki partyjno-polityczne przybierają formy i rozmiary, niezgodne z dobrem publicznym i niezgodne z zasadami chrześcijańskimi, Kościół musi je publicznie potępić i nawoływać swoich wiernych, by w nich udziału nie brali”(str.383).

Bracia i Siostry! Weźmy sobie do serca te słowa naszego rodaka, syna śląskiej ziemi, który dla naszej małej Ojczyzny i Polski nie tylko walczył i pracował, ale i cierpiał. Wiele wycierpiał „od swoich”, co było dla niego najbardziej bolesne. Wierzymy, że otrzymał nagrodę życia wiecznego. A nam pozostaje – w duchu sumienności i pracowitości – powtarzać za św. Jackiem i śp. Wojciechem:

„Przychodzę, Boże, aby pełnić Twoją wolę” i działać zgodnie z poleceniami św. Piotra Apostoła: „Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość, dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, po poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwości, do cierpliwości pobożność, do pobożności miłość braterska, do przyjaźnie braterskiej zaś miłość… Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór..” Niech dzisiejsze spotkanie z tymi, którzy są „Lux ex Silesia” umacnia nasze powołanie i wybór. Amen.

***

Wojciech Korfanty urodził 20 kwietnia 1873 r. w Siemianowicach Śląskich. Jego ojciec był górnikiem. W latach 1903-1912 i 1918 Korfanty był posłem do Reichstagu oraz pruskiego Landtagu (1903-1918), gdzie reprezentował Koło Polskie.

25 października 1918 r. wystąpił w niemieckim parlamencie z żądaniem przyłączenia do państwa polskiego wszystkich polskich ziem zaboru pruskiego. Po powstaniu niepodległej Polski przeniósł się do Poznania. W latach 1918-1919 był członkiem Naczelnej Rady Ludowej stanowiącej rząd Wielkopolski podczas powstania, a w 1920 r., jako mianowany przez rząd polski komisarz plebiscytu na Górnym Śląsku, kierował całością przygotowań organizacyjnych do plebiscytu.

Korfanty współkierował II powstaniem śląskim, które było odpowiedzią polskich organizacji wojskowych i plebiscytowych na antypolskie działania niemieckie przed mającym tam się wkrótce odbyć plebiscytem. Rozkaz do walki wydano 19 sierpnia 1920 r. Powstanie objęło niemal cały górnośląski okręg przemysłowy. Zablokowane przez alianckie wojska zakończyło się 25 sierpnia. W jego wyniku niemiecką policję plebiscytową zastąpiono mieszaną – polsko-niemiecką, z obszaru plebiscytowego usunięto też osoby przybyłe tam po sierpniu 1919 r.

Plebiscyt odbył się 20 marca 1921 r. Za przynależnością do Polski głosowało 40,3 proc. ludności, przez co prawie cały obszar plebiscytowy przypadł Niemcom. Na tę wieść wcześniejsze pojedyncze strajki niezadowolonych z trudnych warunków materialnych i bezrobocia mieszkańców regionu przekształciły się 2 maja w strajk generalny i w nocy z 2 na 3 maja w III Powstanie Śląskie. Na jego czele znów stanął Korfanty, który – jako przeciwnik polityki faktów dokonanych i rozstrzygnięć zbrojnych – po pierwszych sukcesach militarnych dał rozkaz wstrzymania działań zbrojnych i czekania na decyzję Komisji Międzysojuszniczej Ententy.

W wyniku zrywu zdecydowano o korzystniejszym dla Polski podziale Śląska. Z obszaru plebiscytowego do Polski przyłączono 29 proc. obszaru i 46 proc. ludności. Podział był też korzystny dla Polski gospodarczo – na przyłączonym terenie znajdowały się 53 z 67 istniejących kopalni, 22 z 37 wielkich pieców oraz dziewięć z 14 stalowni.

W odrodzonej Polsce, Korfanty w latach 1922-1930 był posłem na Sejm z ramienia Chrześcijańskiej Demokracji. Od października do grudnia 1923 r. był wicepremierem w rządzie Wincentego Witosa. Od 1924 r. wydawał dzienniki „Rzeczpospolita” i „Polonia”. W 1930 r. został aresztowany i wraz z posłami Centrolewu osadzony w twierdzy brzeskiej. Po uwolnieniu powrócił na Górny Śląsk, gdzie jednak jako polityczny przeciwnik wojewody Michała Grażyńskiego był zagrożony następnym aresztowaniem.

Wiosną 1935 r. w obawie przed represjami udał się na emigrację do czeskiej Pragi. Po aneksji Czechosłowacji wyjechał przez Niemcy do Francji. Był jednym z założycieli Frontu Morges (wraz z Ignacym Paderewskim, Józefem Hallerem i Wincentym Witosem), a później organizatorem i prezesem Stronnictwa Pracy powstałego z połączenia chadecji i Narodowej Partii Robotniczej.

W kwietniu 1939 r. po wypowiedzeniu przez III Rzeszę układu o nieagresji i niestosowaniu przemocy, powrócił do Polski, gdzie został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Pomimo protestów opinii publicznej spędził tam prawie 3 miesiące. Zwolniono go 20 lipca z powodu ciężkiej choroby. Zmarł 17 sierpnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Włącz się w nowennę!

2019-08-17 19:43

Beata Pieczykura

Pierwszego dnia nowenny przed uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej 17 sierpnia na Jasną Górę pielgrzymowały częstochowskie parafie Franciszka z Asyżu, Nawrócenia św. Pawła, Najświętszej Maryi Panny Wspomożenia Wiernych, św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, św. Jana Chrzciciela, Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Kaspra del Bufalo.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Włącz się w nowennę!

Tego dnia na Jasną Góry przybyło również 350 pątników z parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach wraz z wikariuszem ks. Michałem Zimnym, w tej grupie wędrowały osoby z Myszkowa, Przybynowa i Żarek Letnisko, następnego dnia na Jasnej Górze pielgrzymi tej grupy uczestniczyli w Mszy św. i Drodze Krzyżowej, a do parafii powrócili 19 sierpnia. Czarnej Madonne pokłoniło się 65 pątników z parafii św. Jana Berchmansa w Gorzkowie – Trzebniowie z proboszczem ks. kan. Bogumiłem Kowalskim.

Przez dziewięć kolejnych wieczorów na Szczycie Jasnogórskim o godz. 18.30 jest odprawiana Msza św. z kazaniami, które w tym roku głosi o. Michał Lukoszek, wikariusz generalny Zakonu Paulinów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem