Reklama

Nauka

Co wskazywało drogę Mędrcom?

Wszyscy znamy cytaty: „Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon»” (Mt 2, 1-2) oraz „A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię” (Mt 2, 9). Opisywana sytuacja, znana z Ewangelii według św. Mateusza jako pokłon Trzech Króli, bardzo wyraźnie zwraca uwagę na zjawisko, które przywiodło Mędrców do Betlejem. Określenie „gwiazda, która szła przed nimi”, idealnie pasuje do dużej komety dobrze widocznej z Ziemi, przemieszczającej się na tle nieba.

Zagadka Gwiazdy Betlejemskiej

Najbardziej znaną kometą przemierzającą nasz Układ Słoneczny jest kometa Halleya. Pełen obieg wokół Słońca zajmuje jej ok. 76 lat i jej spektakularne przeloty (widoczna jest nawet w dzień, a jej warkocz ciągnie się przez znaczną część nieba) opisywane są już od ok. 2, 3 tys. lat. Nazwa komety pochodzi od nazwiska angielskiego astronoma Edmonda Halleya, który zbadał zapiski dotyczące dawnych przelotów komet. Wywnioskował, że kilka z nich dotyczy obiektu, który przybywa w pobliże Ziemi w dość równych odstępach czasu, i przewidział jego powrót w 1758 r.

Tak się stało 16 lat po śmierci astronoma, a kometa otrzymała jego imię. Zaczęto się zastanawiać, czy to właśnie ta kometa prowadziła Mędrców do małego Jezusa. Pobieżne obliczenia i wynikające z nich sugestie, że mogła się ona pojawić w pobliżu Ziemi w 12 r. przed Chr., troszkę ten zapał ostudziły. Jednak dokładna analiza przekazów historycznych już wcześniej wykazała błąd w obliczeniu daty narodzin Syna Bożego! Czyżby więc Chrystus urodził się „przed narodzeniem Chrystusa”? Ormiański mnich Dionizjusz Mniejszy, który działał w Rzymie w V i VI wieku, obliczył datę urodzin Jezusa na 25 grudnia, 753 lata po założeniu Rzymu. Ze względu na pewne niejednoznaczności w Ewangeliach pomylił się o kilka lat i obecnie przyjmuje się, że narodziny miały miejsce 2-7 lat wcześniej. Ponieważ powstałby ogromny chaos, gdyby trzeba było przeliczyć daty wszystkich wydarzeń, nikt nawet nie myślał o przesunięciach ram czasowych ery „po narodzinach Chrystusa” – po prostu przesunięto sam fakt Jego narodzin.

Reklama

Ale nawet jeśli przyjmiemy, że wydarzenia opisywane w Ewangeliach miały miejsce 7 lat wcześniej, to przelot komety Halleya nastąpił przynajmniej 5 lat przed narodzinami Jezusa. Czyli to nie ta kometa prowadziła Mędrców. Pewną pomocą mogą być zapiski chińskie. Według nich, w tamtym czasie pojawiły się aż trzy komety. Pierwsza, w 12 r. przed Chr., to opisywana wyżej kometa Halleya; kolejna była obserwowana 7 lat później; i ostatnia – w 4 r. przed Chr., już po śmierci Heroda Wielkiego. Według wszelkiego prawdopodobieństwa byłaby to kometa z 5 r. przed Chr., zwłaszcza że, według zapisów, była niezwykle jasna i na niebie można ją było obserwować przez wiele dni. Warto wspomnieć, że istniały także inne wytłumaczenia biblijnej gwiazdy prowadzącej Mędrców. Według Johannesa Keplera, mogło nią być bardzo rzadkie zjawisko koniunkcji (pozornego złączenia na niebie) Saturna i Jowisza, które nastąpiło w 6 r. przed Chr. Taki niecodzienny, bardzo jasny układ, nie wykonuje jednak żadnego własnego ruchu. Poruszające się planety po prostu się rozdzielają i przestają tworzyć grupę, której składniki, odbijając światło słoneczne, tworzą pozornie nowe ciało niebieskie. Astronomowie brali pod uwagę także wybuch supernowej, czyli gwiazdy eksplodującej w ostatnim stadium swojego życia, nie ma na to jednak wystarczających dowodów. Zapis o gwieździe prowadzącej Mędrców może być też po prostu symboliczny – w takim przypadku żadne wydarzenia, które miały miejsce na niebie ponad 2 tys. lat temu, nie przybliżą nas do rozwiązania zagadki dokładnej daty urodzin Jezusa.

Przybysze z bardzo daleka

Wracając do komet – jeśli ta z 5 r. przed Chr. rzeczywiście prowadziła Mędrców do Betlejem, to musiała być kometą nieokresową, czyli taką, która w pobliżu Słońca pojawia się tylko raz i potem wylatuje na zawsze z naszego układu planetarnego (lub zostaje zniszczona w drodze po kolizji ze Słońcem czy innym ciałem niebieskim), ponieważ nie można jej skojarzyć z żadną kometą krótko- lub długookresową spośród tych, które pojawiły się w zapiskach na przestrzeni następnych stuleci. Właśnie teraz, w II połowie 2019 r., odkryto bardzo ciekawą kometę nieokresową, której trajektoria sugeruje, że przybyła do nas z innego układu planetarnego. Wleciała do Układu Słonecznego i po minięciu naszej gwiazdy, która nieco zakrzywiła tor jej lotu, opuści nas na zawsze. Po raz pierwszy została dostrzeżona 30 sierpnia br. przez astronoma amatora Giennadija Borysowa i nazwana 2I/Borisov. Polscy naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego obliczyli jej trajektorię i na tej podstawie odkryli, że pochodzi ona z odległego układu gwiezdnego. Wygląda na to, że nie różni się ona od „naszych” komet, czyli można domniemywać, iż w innych układach planetarnych ciała niebieskie „lepi” się z tych samych składników, co w Układzie Słonecznym.

Komety znikają

Sama budowa komet jest nam dobrze znana co najmniej od czasu ostatniego do tej pory przelotu komety Halleya w 1986 r. Została wówczas wysłana w kosmos tzw. Armada Halleya, czyli grupa sond kosmicznych mających na celu badanie tego obiektu bezpośrednio lub przy okazji innych misji. Sondy zostały wysłane przez: ZSRR (Wega 1 i Wega 2), Japonię (Suisei i Sakigake), USA (ICE) oraz Europejską Agencję Kosmiczną (Giotto). Ta ostatnia dokonała najbliższego przelotu, w odległości 596 km, od jądra komety, które jest zbudowane ze skał, lodu oraz nieznanego materiału organicznego. Pokryte jest także grubą i ciemną skorupą o nieznanym składzie chemicznym. Jądro komety Halleya to bryła o wymiarach 15 km x 8 km. Sonda Giotto zrobiła pierwsze kolorowe zdjęcia jej powierzchni.

Reklama

Najbardziej charakterystycznym elementem większości komet zbliżających się do Słońca, jest koma, czyli gazowa otoczka, którą wiatr słoneczny rozwiewa na bardzo duże odległości, co tworzy warkocz gazowy. Widzimy go dopiero wtedy, gdy kometa zbliży się do gwiazdy i jej ciepło spowoduje parowanie lodu na powierzchni. Wcześniej to zwykła brudna bryła, bardzo trudna do dostrzeżenia nawet przez największe teleskopy. Oblicza się, że kometa Halleya podczas każdego przelotu traci w pobliżu Słońca ok. 250 mln ton materii, dlatego warto się spieszyć z jej oglądaniem, ponieważ za 170 tys. lat zniknie zupełnie z naszych oczu.

2019-12-19 09:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gwiazda betlejemska

Niedziela szczecińsko-kamieńska 2/2020, str. VI

[ TEMATY ]

Biblia

Boże Narodzenie

gwiazda

Gwiazda betlejemska

Graziako

Betlejem, kościół Gloria in Excelsis przy Polu Pasterzy

Gwiazda betlejemska jest przedmiotem fascynacji wielu osób, nie tylko biblistów, badających opowiadanie Mateusza o narodzinach Jezusa, ale również naukowców badających zjawiska niebieskie. Powodem zainteresowania tym zjawiskiem niebieskim jest fakt, że przy obecnym stanie wiedzy, powinna istnieć możliwość identyfikacji tej gwiazdy, pod warunkiem, że naprawdę istniała w historii.

Gdyby taka gwiazda została rozpoznana, mogłaby zostać precyzyjnie określona data narodzin Jezusa, oznaczone miejsce i pochodzenie mędrców oraz droga, którą przebyli, aby dojść do Betlejem. Jednakże takie poznanie nie jest możliwe.

Naukowcy próbują określić pochodzenie gwiazdy oraz jej naturę, nazywając ją jakąś niezidentyfikowaną kometą, być może jakąś supernową. Niektórzy dopatrują się w tym zjawisku nadzwyczajnej koniunkcji planet. Jednakże w tej materii wszyscy pozostają bezradni. Nie ma dowodów na pojawienie się supernowej w przedziale czasowym sugerowanym dla momentu narodzin Jezusa.

Wielu astronomów wskazywało na kometę Halleya, która pojawiła się w 12/11 r. przed Chr., jako tę, która zapowiedziała narodziny Mesjasza i którą dostrzegli trzej mędrcy. Jednakże rok pojawienia się komety Halleya nie odpowiada czasom, w których narodził się Jezus; poza tym kometa nie jest gwiazdą. Już w XVII wieku wielki astronom Johannes Kepler spekulował, że gwiazda betlejemska była w rzecywistości koniunkcją Jowisza, Saturna i jednej planet z gwiazdozbioru Ryb, powtarzającą się trzykrotnie około 7 r. przed Chr. Powyższa koniunkcja miała miejsce i odpowiadałaby przedziałowi czasów narodzin Jezusa, zwłaszcza gdyby przyjąć, że Herod zmarł w 4 r. przed Chr. Co więcej, większość naukowców właśnie koniunkcję planet przyjmuje za najbardziej prawdopodobną, ponieważ Jowisz uważany był przez ówczesnych za gwiazdę królewską, a Saturn nazywany był gwiazdą szabatu i gwiazdą Żydów. Trzeba jednak pamiętać, że Mateusz wspomina o jednej gwieździe, a nie grupie gwiazd. Poza tym, według opowieści Ewangelisty, gwiazda pojawiała sie i znikała, a takiego zjawiska kosmicznego w przyrodzie się nie odnotowuje.

Niestety, astronomowie nie pozostawiają złudzeń. Chociaż w innych latach istniały koniunkcje planet, które zwracały uwagę na zjawiska niebiańskie, zdarzające się nad Arabią i Betlejem, w okresie narodzin Jezusa nie wydarzyło się na niebie nic znaczącego. Bardzo dociekliwi sugerują jednak, że w tym czasie miało miejsce jedno, dość ciekawe, wydarzenie astronomiczne. Otóż 11 marca 5 r. przed Chr. Jowisz (nazywany planetą królewską), Wenus (nazwana tak od bogini płodności), Plejady (siedem sióstr) i księżyc w pierwszej kwadrze (nowe narodziny) zbliżyły się tak bardzo blisko siebie, że można je było oglądać w Arabii gołym okiem, patrząc właśnie na zachód, w kierunku Jerozolimy i Betlejem. Zjawisko to pojawiło się tuż nad horyzontem wkrótce po zachodzie słońca. Biorąc pod uwagę ten opis, można stworzyć wystarczający dowód, że niebo daje świadectwo narodzin nowego Króla. Problem jednak w tym, że do obserwacji powyższego zjawiska potrzebne by były mędrcom lunety i teleskopy z XX i XXI wieku.

W tej sytuacji należy odwołać się do tekstów biblijnych, które mogą rzucić nieco światła na to intrygujące zjawisko. W Starym Testamencie „gwiazda” (gr. ho aster) występuje w liczbie pojedynczej jedynie dwukrotnie. Pierwszy raz określenie to pojawia się w Księdze Liczb jako gwiazda Jakuba w przepowiedni Balaama, który ogarnięty mocą Ducha Bożego wypowiada proroctwo: „wschodzi gwiazda z Jakuba, z Izraela powstaje człowiek (gr. anthropos)” (Lb 24,17, według Septuaginty). Po raz drugi znajdujemy to określenie w Księdze Syracydesa: „Szymon, syn Oniasza, arcykapłan (...) jak gwiazda zaranna pośród chmur” (Syr 50,6). Wielu komentatorów znajduje analogie pomiędzy tekstem Mateusza i Księgą Liczb. Uważa się proroctwo Balaama za zapowiedź tego, na co aktualnie patrzą magowie. Nawet określenie Mateusza o pochodzeniu trzech mędrców (en tei anatolei – „ze Wschodu”) można rozumieć w kategoriach wschodącej gwiazdy, objawiającej się na horyzoncie.

W Starym Testamencie możemy odnaleźć jeszcze inną interpretację gwiazdy betlejemskiej. Być może określenie „gwiazda” należy identyfikować nie ze zjawiskiem astronomicznym, lecz z aniołem, który prowadził Izraelitów przez pustynię:

„Anioł Boży, który szedł na przedzie wojsk izraelskich, zmienił miejsce i szedł na ich tyłach. Słup obłoku również przeszedł z przodu i zajął ich tyły, stając zaś między wojskiem egipskim a wojskiem izraelskim. I tam był obłok ciemnością, tu zaś oświecał noc. I nie zbliżyli się jedni do drugich przez całą noc” (Wj 14,19-20). Dlaczego przypuszcza się, że w tekście Mateusza chodzi o „anioła”, ochraniającego trzech mędrców, zmierzających do Betlejem? Przed przybyciem magów mieszkańcy Jerozolimy nie byli zaniepokojeni jakimiś dziwnymi zjawiskami niebieskimi. Dopiero ich pojawienie się w stolicy wywołało popłoch: „Skoro to usłyszał Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima” (Mt 2,3). Gdyby wcześniej, przed przybyciem mędrców, ukazało się coś nadzwyczajnego na niebie, z pewnością wzbudziłoby to zainteresowanie lub zaniepokojenie mieszkańców. Po drugie, należy zauważyć, że mędrcy „podążali” za gwiazdą, którą „widzieli”. Ani Herod, ani nikt inny nie „widział” gwiazdy (Herod musi pytać o nią arcykapłanów i uczonych ludu). Zatem gwiazda musiała być „widzialna” tylko dla wtajemniczonych.

Warta uwagi jest także interpretacja Ojców Kościoła, którzy w symbolice gwiazdy dostrzegali nadzwyczajny znak Bożej interwencji. Według Jana Chryzostoma gwiazda „zstąpiła” z nieba i „zatrzymała się” tuż nad główką Dziecięcia. Efrem i Ireneusz wprost mówią o „zejściu” gwiazdy z nieboskłonu na ziemię i „zatrzymaniu się” wprost przy Nowonarodzonym. Jan Kalwin (1563) w swoim wyjaśnieniu poszedł jeszcze dalej. Uważał, że gwiazda Betlejemska nie była gwiazdą naturalną. To było prawdziwe, ale wyjątkowe i cudowne zjawisko. Gwiazda była wielkim i imponującym zwiastunem narodzin Chrystusa.

Co zatem Mateusz próbuje przekazać swoim czytelnikom w symbolice gwiazdy? Wydaje się, że jest to próba połączenia ze sobą wątków, które powstają w całej narracji jego dzieła. Gwiazda pokazuje, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Dawida, z którym łączą się żydowskie, mesjanistyczne oczekiwania i obietnice (Lb 24,17). Przypomina także, że wędrówka przez pustynię narodu wybranego i towarzyszący im słup ognia (Wj 13,21-22; 14,19-20) jest zapowiedzią Jezusa, który jako nowy Mojżesz ponownie wybawi naród. Teraz jednak gwiazda nie poprowadziła do Zbawiciela Żydów, lecz mędrców, pogan, którzy przypominają czytelnikom, że Jezus, syn Abrahama, tworzy nowy lud Boży ze wszystkich narodów świata. Taki był cel Jego misji, a punktem kulminacyjnym były wydarzenia Jego męki, śmierci i zmartwychwstania.

Jaki zatem miał Mateusz cel, wprowadzając mędrców do swojej narracji? Reprezentowali oni cały świat pogański, a jednak to oni jako pierwsi uczcili żydowskiego Mesjasza. Relacja ta ustanawia ostry konflikt między elitami żydowskimi, kapłanami, uczonymi w Piśmie i całym Jeruzalem a mędrcami, którzy reprezentowali świat pogański. Paradoks objawia się w tym, że Żydzi, którzy mają Pisma, boją się Mesjasza i nie oddają Mu czci, podczas gdy mędrcy pragną uczcić narodziny Króla. Jest to taki sam paradoks, jaki Jezus będzie podnosił w swoim nauczaniu: „Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz – w ciemność” (Mt 8,11-12), lub „Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce” (Mt 21,43). Pierwszą kwestią jest zatem to, że od samego początku pojawienia się Jezusa na ziemi był On czczony przez pogan. Poszukiwania żydowskiego Mesjasza przez mędrców, uwielbienie Go, przekazane Mu dary, a także ich wierne posłuszeństwo wobec anielskiego ostrzeżenia przedstawiają ich jako symbol zbawienia, które będzie osiągalne dla pogan (Iz 49,6) oraz jako akt oskarżenia przeciwko ludowi Izraela, który odrzuca Zbawiciela. Mateusz podkreślił kontrast między dwiema odpowiedziami na narodziny Jezusa, przypominając czytelnikowi, że Jezus jest nie tylko żydowskim Mesjaszem, ale także Odkupicielem całego świata.

CZYTAJ DALEJ

Kodeń: dziś pogrzeb o. prof. Wacława Hryniewicza OMI

2020-05-30 10:46

[ TEMATY ]

zmarły

kyasarin/pixabay.com

Dziś w południe odbędzie się pogrzeb o. prof. Wacława Hryniewicza OMI - wybitnego polskiego teologa i ekumenisty, zmarłego we wtorek w wieku 83 lat. Po Mszy św. w sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej Królowej Podlasia, zakonnik zostanie pochowany na cmentarzu parafialnym w Kodniu.

Przeczytaj także: Zmarł o. prof. Wacław Hryniewicz OMI

Uroczystościom pogrzebowym, które rozpoczną się o godz. 12.00 przewodniczyć będzie ordynariusz siedlecki, bp Kazimierz Gurda. Słowo wygłosi wikariusz prowincjalny, o. Sławomir Dworek OMI. Eucharystia transmitowana będzie na stronie internetowej oblaci.pl.

List kondolencyjny na ręce prowincjała misjonarzy oblatów przesłał m.in. kard. Kurt Koch, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan.

O. prof. Wacław Hryniewicz był kapłanem Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej (OMI), wybitnym polskim teologiem i ekumenistą, cenionym w kraju i na świecie. Był twórcą Instytutu Ekumenicznego KUL przez lata zasiadał też w Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu.

Przez 25 lat ks. Hryniewicz był członkiem Międzynarodowej Komisji Mieszanej do Dialogu Teologicznego między Kościołami katolickim i prawosławnym a także członkiem zespołu miesięcznika Znak i stałym autorem „Tygodnika Powszechnego”.

Urodził się 23 lipca 1936 r. w Łomazach k. Białej Podlaskiej w rodzinie rolniczej. Święcenia kapłańskie przyjął w 1960 roku. Studiował teologię dogmatyczną na KUL, a następnie m.in. w Belgii, Anglii i Włoszech, habilitując się w 1974 r.; w roku 1992 r. uzyskał stopień profesora zwyczajnego.

Od 1964 r. był pracownikiem naukowym KUL, następnie pełnił szereg ważnych funkcji kościelnych, m.in. był konsultorem watykańskiego Sekretariatu ds. Jedności Chrześcijan, członkiem Międzynarodowej Komisji Mieszanej do Dialogu Teologicznego między Kościołami katolickim i prawosławnym oraz członkiem Komisji KEP ds. Ekumenizmu.

Opublikował kilkadziesiąt książek, m.in. „Nadzieja zbawienia dla wszystkich”, „Pascha Chrystusa w dziejach człowieka i wszechświata”, „Dramat nadziei zbawienia”, „Nadzieja woła głośniej niż lęk. Eseje wokół Jezusa historycznego”.

Był znanym orędownikiem, popularyzatorem i kontynuatorem "teologii nadziei" a więc nadziei zbawienia wszystkich ludzi. Swoją, rozwijaną od dziesięcioleci myśl budował na gruncie intuicji wyrażanych u początków chrześcijaństwa przez wielkie postacie niepodzielonego jeszcze Kościoła, w tym żyjących w IV wieku Grzegorza z Nyssy czy Ambrożego z Mediolanu (święty Kościoła katolickiego i prawosławnego). W jego tekstach stałymi punktami odniesienia są także późniejsi myśliciele wschodniego chrześcijaństwa: Sołowiow, Bierdiajew, Evdokimov.

O. Hryniewicza, zgodnie ze swoją wola, zostanie pochowany na cmentarzu parafialnym w Kodniu, w kwaterze oblackiej.

Od połowy lat 80. XX w. Kodeń jest miejscem Ogólnopolskich Spotkań Ekumenicznych. Idea zrodziła się w 1983 r. jako modlitwa dziękczynna za spotkanie młodzieży w Taizé. Myślą przewodnią była modlitwa o jedność chrześcijan i o pokój. Kodeń jako miejsce kontynuujące tradycję spotkań zaproponował ks. Andrzej Madej OMI, wówczas duszpasterz w kodeńskim sanktuarium, zlokalizowanym w miejscu, gdzie od wieków żyją wspólnie katolicy, grekokatolicy, prawosławni i protestanci.

CZYTAJ DALEJ

Pierwszy raz uczestniczę w tak wysokim jubileuszu

2020-05-31 00:00

[ TEMATY ]

Wałbrzych

ks. Józef Lisiak

Ks. Grzegorz Umiński

Pamiątkowe zdjęcie wyjątkowym jubilatem

Wyjątkowy jubileusz 75-lecia przyjęcia święceń kapłańskich obchodził 27 maja, ks. Józef Lisiak SAC, który na co dzień mieszka w pallotyńskiej wspólnocie w Wałbrzychu w par. Św. Franciszka z Asyżu.

- Jak żyję, pierwszy raz uczestniczę w tak wysokim jubileuszu – mówił bp Ignacy Dec, biskup senior diecezji świdnickiej, który przewodniczył uroczystej Eucharystii.

Okolicznościową homilię wygłosił przełożony prowincjalny Prowincji Zwiastowania Pańskiego Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego ks. Zdzisław Szmeichel SAC, przypominając przebieg posługi kapłańskiej ks. Lisiaka. Dostojny jubilat formację do kapłaństwa rozpoczął od pallotyńskiego nowicjatu w roku 1939r., który został przerwany czasowo przez wybuch II Wojny Światowej. Ks. Józef pierwszą profesję przyjął 15 sierpnia 1942 roku w Wadowicach. Wcześniej uczył się w Ołtarzewie pod Warszawą, a następnie studiował filozofię i teologię w Kalwarii Zebrzydowskiej. Po przyjęciu święceń prezbiteratu 27 maja 1945 roku posługiwał w Gliwicach, Gdańsku i Chełmnie. W latach 1950-1954 studiował na Uniwersytecie Warszawskim teologię biblijną. Następnie był wykładowcą i rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Księży Pallotynów w Ołtarzewie. W latach 1991-1993 pracował na Białorusi, a od 1993 roku przebywa w wałbrzyskiej wspólnocie św. Franciszka.

Zarówno prowincjał jak i proboszcz parafii ks. Piotr Kopera, a także grupy parafialne i stowarzyszenie „Ludzi Jana Pawła II” złożyli jubilatowi podziękowania i życzenia. Odczytano też okolicznościowe listy powinszowań od abp. Tadeusza Wojdy, bp. Adama Galbasa SAC i bp. Marka Mendyka.

W słowie końcowym ks. Józef Lisiak, który w tym roku świętował 14 lutego 102 lata, podkreślił, że jest wielkim czcicielem MB Fatimskiej i dziękując kapłanom i wiernym za modlitwę, zauważył, że nazwisko bp. Deca jest jakby skrótem od łacińskich słów „Deus Est Caritas” czyli Bóg jest miłością.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję