Reklama

Niedziela Lubelska

Wdzięczność i zdumienie

– Żyję, służę i będę służył dzięki modlitwie i wierze tego Kościoła, którym jest archidiecezja lubelska – powiedział biskup nominat ks. dr Adam Piotr Bab.

Niedziela lubelska 22/2020, str. I

[ TEMATY ]

archidiecezja lubelska

biskup nominat

biskup pomocniczy

Paweł Wysoki

Biskup nominat ks. dr Adam Bab (drugi od lewej) z abp. Stanisławem Budzikiem, bp. Mieczysławem Cisło i bp. Józefem Wróblem

Mamy nowego biskupa pomocniczego archidiecezji lubelskiej! Został nim ks. dr Adam Bab, wikariusz biskupi ds. młodzieży i proboszcz parafii pw. św. Józefa w Lublinie – ogłosił 22 maja abp Stanisław Budzik. – Patrząc na życie nowego biskupa, można zauważyć, że Duch Święty szczególnie go prowadzi. Od 20 lat nie opuścił ani jednego Światowego Dnia Młodzieży, na które zawsze wybierał się z młodymi ludźmi – podkreślił metropolita. Decyzja papieża Franciszka została przedstawiona wiernym w samo południe, równocześnie przez Nuncjaturę Apostolską i w Kurii Metropolitalnej w Lublinie.

– Moje serce wypełniają wdzięczność i zdumienie, bo Pan Bóg mnie zna, wie o moich słabościach i grzechach, a jednak mnie wezwał – powiedział biskup nominat ks. Adam Bab tuż po oficjalnym ogłoszeniu decyzji. Sam o nominacji dowiedział się w dzień 100. rocznicy urodzin św. Jana Pawła II. Decyzję o jej przyjęciu podjął na modlitwie przed obrazem św. Jana Pawła II. – Przychodzą mi na myśl słowa, które św. Piotr wypowiedział po cudownym połowie: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”, a jednak usłyszał od Jezusa: „Nie bój się, nie lękaj się, odtąd ludzi łowił będziesz”. Ja doświadczyłem tego 18 maja. Usłyszałem w sercu pierwsze słowa z pontyfikatu św. Jana Pawła II: „Nie lękaj się”. Nominacja to dla mnie dar i łaska. Jestem wdzięczny Bogu za to, że opanował mój lęk. 18 maja to dzień wdzięczności św. Janowi Pawłowi II, a dla mnie także znak, że na jego orędownictwie mam oprzeć swoją decyzję i to, co nas czeka – dzielił się najmłodszy biskup w Polsce. Przywołując motto ze święceń kapłańskich, które przyjął 22 maja 1999 r.: „Moim pokarmem jest spełniać wolę Tego, który mnie posłał, i wypełnić Jego dzieło”, zapewnił, że w tych słowach będzie szukał biskupich inspiracji. Dziękując papieżowi Franciszkowi i abp. Stanisławowi Budzikowi za okazane zaufanie, prosił wszystkich o gorącą modlitwę.

2020-05-26 18:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Światło na drogę

W uroczystość Świętych Piotra i Pawła 29 czerwca ks. Adam Bab przyjmie święcenia biskupie. O nadziejach i zmianach, doświadczeniu młodości i wrażliwości synodalnej Kościoła z biskupem nominatem rozmawia Urszula Buglewicz.

Urszula Buglewicz: Papież Franciszek powierzył Księdzu urząd biskupa pomocniczego archidiecezji lubelskiej. Czy już Ksiądz przyzwyczaił się do tej sytuacji, że jest biskupem?

Biskup nominat Adam Bab: Nie jest to szybki i łatwy proces. Dowiedziałem się o nominacji w dzień setnych urodzin św. Jana Pawła II. Decyzję o jej przyjęciu podjąłem na modlitwie przed obrazem Ojca Świętego. Kilka dni później, 22 maja, odbyło się jej oficjalne ogłoszenie. Później uczestniczyłem w rekolekcjach przed przyjęciem święceń biskupich. Jednak utożsamienie się z tą misją jest dla mnie procesem, który na pewno szybko się nie skończy.

Jakie najważniejsze zmiany czekają Księdza Biskupa?

Wciąż jestem proboszczem parafii św. Józefa w Lublinie, ale wkrótce to się zmieni. W pełnieniu tych obowiązków bardzo pomagają mi wikariusze, za co jestem im bardzo wdzięczny. Mam teraz dużo zabiegania organizacyjnego, przygotowań do liturgii święceń biskupich. Duszpasterze, z którymi współpracuję, zawsze mocno mnie wspierają.

Czy znalazł już Ksiądz odpowiednie słowa na biskupie zawołanie?

Ważnymi słowami dla mnie jest motto ze święceń kapłańskich, które przyjąłem 22 maja 1999 r. Na prymicyjnym obrazku napisałem wówczas zdanie z Ewangelii wg św. Jana (4, 34): „Moim pokarmem jest spełniać wolę Tego, który mnie posłał, i wypełnić Jego dzieło”. W tych słowach szukałem też inspiracji dla biskupiego zawołania i ostatecznie będzie ono brzmiało: „Cibus meus voluntas Tua”, co w języku polskim znaczy: pokarmem moim jest twoja wola. Te słowa wzywają mnie do większej wiary, do większej dyspozycyjności wobec Pana Boga.

W jakim stopniu zawołanie będzie nadawało kształt biskupiej posłudze?

Te słowa zawsze bardzo mocno towarzyszyły mi w kapłańskim życiu. Przychodziły kolejne nominacje do pracy w różnych miejscach w diecezji, a często było tak, że zdążyłem się już przyzwyczaić do ludzi i do pracy duszpasterskiej. Nowa rzeczywistość budzi lęk, nieśmiałość. Nie jest łatwo coś zmienić w życiu. Jednak jeśli ktoś odczytuje zmiany jako wolę Bożą, nie będzie się kurczowo trzymał tego, co już zna, do czego się przyzwyczaił. Ze względu na wolę Bożą można uwolnić się od takich lęków i wykonać potrzebny krok.

Nominacja przyszła dokładnie w rocznicę święceń. To prowokuje do pytania, jakim kapłanem chciał być Ksiądz 21 lat temu?

Wszedłem w kapłaństwo z pewnym niepokojem, czy sobie poradzę. Uczyłem się i formowałem przez 6 lat w seminarium, ale nie mogłem się uwolnić od myślenia, jaka będzie ta nowa rzeczywistość. Po święceniach przyszedł czas na weryfikację. Patrząc wstecz, jestem wdzięczny Panu Bogu, że moje kapłańskie życie związał z młodymi ludźmi. Jeszcze w czasach licealnych sam byłem zaangażowany w działalność Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, w seminarium również. Po święceniach ta więź została podtrzymana przez pracę duszpasterską, poszerzała się o nowe doświadczenia i spotkania z młodzieżą. Duszpasterstwo młodzieży to jest miejsce, w którym się dobrze czuję. Młodym zawdzięczam dużo takiego dodawania mi otuchy w trudnych sytuacjach. Gdy byłem nieśmiały, oni brali mnie pod ręce i prowadzili przez posługę. Jestem wdzięczy Bogu za to doświadczenie młodości.

Czy Biskup Nominat będzie biskupem młodych?

Biskup jest pasterzem w Kościele dla wszystkich. Nie mogę izolować się od innych grup czy od innych zadań, ale ufam, że moje zaangażowanie w duszpasterstwo młodzieży będzie nadal intensywnie obecne w codziennym życiu. Zostałem wzięty spośród młodych i nie chcę ich zostawiać. Liczę też na ich pomoc. Godności i tytuły nie mogą odciąć mnie od spotkania z drugim człowiekiem i słuchania tego, co ma do powiedzenia. Spotkania z ludźmi są najcenniejsze. Uczą mnie wielu rzeczy i pozwalają dostrzegać to, czym żyje Kościół.

Jakim Ksiądz chce być biskupem?

Mogę powiedzieć o pewnych wyobrażeniach, jakimś myśleniu o tym, co przede mną. Uważam, że ważną sprawą jest dobry, bliski i osobisty kontakt z Panem Jezusem. Modlitwa i życie duchowe nie mogą być jednak rozumiane jako izolacja czy ucieczka od świata, tym bardziej, że gdy z modlitwy wracam do spotkania z ludźmi, oni oczekują ode mnie rozeznania, podpowiedzi, ukierunkowania. Współczesny człowiek bardzo potrzebuje takiego światła na drogę. Ufam, że nie zabraknie mi łaski i takiego światła od Pana Boga, żeby dobrze rozeznawać dla innych jako pasterz. Szczególnie w tym czasie, kiedy w świecie głosi się wiele różnych tez i prawd wzajemnie się wykluczających, gdy wszystko jest jednakowo ważne i wartościowe. To wymaga rozeznania, prowadzenia, podpowiadania. Tego potrzebują też młodzi. Ufam, że z tego bycia z Panem Jezusem wyrośnie posługa słowa, która będzie pożyteczna dla innych.

To nadzieje, a obawy? Czy nowy Biskup się czegoś boi?

Boję się wszystkiego, co przede mną. Dotychczasowa służba kapłańska nauczyła mnie, że w sprawach najważniejszych niczego nie ma na próbę. Nie ma służby w jakimś życiowym symulatorze. W Kościele nie ma poligonu, gdzie można coś przetestować, sprawdzić, wyćwiczyć, popróbować. Dlatego podejmuję służbę biskupią, prosząc o głęboką wiarę w prowadzenie przez Ducha Świętego, który pomoże mi stawiać kolejne kroki odpowiedzialnie, roztropnie, z całą świadomością, że wobec Boga jestem tylko „podwykonawcą”.

Jakie miejsce w życiu Księdza Biskupa zajmuje św. Jan Paweł II?

Jan Paweł II jest dla mnie, jako kapłana, wzorem pięknego i świętego pasterza. Ważne i kluczowe są dla mnie jego słowa: „Nie lękajcie się”. Mam też osobiste i wzruszające wspomnienie, związane z młodzieżą i św. Janem Pawłem II. W 2014 r. z okazji święta patronalnego KSM otrzymałem od młodych podziękowanie za bycie z nimi i statuetkę „Złoty Lolek”. To dla mnie ogromne zobowiązanie, bo wiem, że młodzi oczekują ode mnie, że będę swoje relacje z nimi wzorował na relacjach św. Jana Pawła II z młodzieżą.

Przed nami III Synod Archidiecezji Lubelskiej, w przygotowanie którego bardzo się Ksiądz Biskup zaangażował. Czy synod zmieni Kościół w Lublinie?

To zależy od nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy Kościołem. Ważne jest, żebyśmy najpierw zobaczyli, co jest do zmiany, aby Kościół lepiej był tym, kim być powinien, aby lepiej był sobą. Dzięki ludziom młodym w Kościele wciąż podtrzymywana jest wrażliwość synodalna, ciągłe pytanie o to, jak jest i co zrobić, żeby było lepiej. Z młodymi ciągle zastanawiamy się nad stanem Kościoła. Młode pokolenie to pokolenie, które ma przyjąć wiarę, wybrać Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Młodość jest takim etapem, kiedy dokonujemy wyborów i programujemy swoje życie. Wtedy trzeba oprzeć to życie na wartościach, które odkryliśmy jako pewne i istotne. Jednak żeby odkryć, co jest pewne i ważne, trzeba się trochę zbuntować przeciwko temu, co zastaliśmy, nie po to, aby niszczyć, tylko żeby z tego, co jest przekazywane, uchwycić istotę i na niej oprzeć swoją przyszłość.

Ks. dr Adam Bab ma 45 lat. Pochodzi z parafii w Niedrzwicy Kościelnej. Po przyjęciu święceń kapłańskich w 1999 r. pracował w Lublinie, Kraśniku i Końskowoli, gdzie był wikariuszem, rektorem i proboszczem. Na kapłańskiej drodze w szczególny sposób jest związany z młodzieżą, której towarzyszy jako ceniony duszpasterz.

CZYTAJ DALEJ

Orzech pozdrawia pielgrzymów 40. PPW

2020-08-06 11:15

Agnieszka Bugała/Niedziela

Specjalne pozdrowienia dla pielgrzymów przekazał ks. Stanisław „Orzech” Orzechowski. Po raz pierwszy w historii uczestniczy jako pielgrzym duchowy w Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej na Jasną Górę.

- Tym razem nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale jestem duchowo ze wszystkimi pielgrzymami. Czuję doskonale łączącą nas więź. Teraz wiem, jak czas pielgrzymkowy przeżywają uczestnicy duchowi. Byłem od początku tworzenia się wrocławskiej pielgrzymki, jestem i dalej będę tu z Wami – mówił Orzech w rozmowie z dziennikarzem Niedzieli.

Odwiedziliśmy dzisiaj specjalnie ks. Orzechowskiego, żeby pokazać mu materiał filmowy, który udało nam się zebrać do tej pory z trasy pielgrzymki. Orzech obejrzał wywiad z bp Jackiem Kicińskim, „belgijkę” oraz świadectwa pielgrzymów. Bardzo współczuł tym, którzy zmokli na trasie i widać było ten błysk w oku, kiedy rozmawialiśmy o różnych etapach wędrówki.

Wspominał też jak uczył się organizacji pielgrzymki na przykładzie Warszawy, jak miał okazję się spotkać i porozmawiać z bł. ks. Jerzym Popiełuszko podczas pielgrzymki ludzi pracy. Dzisiejsze spotkanie było dobrą okazją, żeby nagrać specjalne pozdrowienia dla wszystkich pielgrzymów 40. PPW na Jasną Górę. Zobaczcie:

CZYTAJ DALEJ

Taizé: wkrótce 15-rocznica śmierci brata Rogera i 80-rocznica powstania Wspólnoty

2020-08-10 10:47

[ TEMATY ]

Taize

Agnieszka Bugała

Msza św. dla polskich pielgrzymów w Hali Stulecia pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego

W niedzielę 16 sierpnia upłynie 15 lat od tragicznej śmierci założyciela ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, brata Rogera. W sierpniu przypada także 80 rocznica powstania Wspólnoty.

Wszystko zaczęło się w roku 1940, kiedy 25-letni wówczas brat Roger opuścił kraj swego urodzenia, Szwajcarię, by zamieszkać we Francji – kraju rodzinnym swojej matki. W młodości chorował na gruźlicę, która na długi czas wyłączyła go z aktywnego życia. Wtedy dojrzało w nim wewnętrzne wezwanie do stworzenia wspólnoty, która w centrum swego życia umieściłaby dwie podstawowe rzeczywistości ewangeliczne: prostotę i dobroć serca.

Kiedy wybuchła II Wojna Światowa był pewien, że podobnie jak jego babcia podczas pierwszej wojny światowej, powinien nieść pomoc ludziom, którzy są w trudnej sytuacji życiowej. Mała wioska Taizé, w której się osiedlił, znajdowała się w pobliżu linii demarkacyjnej dzielącej Francję na dwie części. Było to więc dobre miejsce, by przyjmować uchodźców uciekających przed wojną. Przyjaciele z Lyonu podawali adres Taizé wszystkim tym, którzy byli w potrzebie. Wiedzieli, że znajdą tam schronienie.

Dzięki niewielkiej pożyczce brat Roger kupił w Taizé opuszczony od wielu lat dom wraz z przyległościami. Zaproponował jednej ze swych sióstr, Geneviève, by przyjechała mu pomóc. Wśród uchodźców, których przyjmował, byli między innymi Żydzi. Środki materialne, którymi dysponowano, były ograniczone. Nie było bieżącej wody; po wodę pitną chodziło się do studni w wiosce. Ubogie było także wyżywienie; składało się głównie z zupy robionej z kukurydzianej mąki kupowanej tanio w pobliskim młynie. Przez wzgląd na tych, których przyjmował – brat Roger modlił się w samotności. Często chodził śpiewać do lasu, daleko od domu. Geneviève tłumaczyła wszystkim, że lepiej będzie, jeśli każdy pomodli się sam w swoim pokoju, aby niektórzy z uchodźców, Żydzi czy agnostycy, nie czuli się skrępowani.

Rodzice brata Rogera zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie groziło ich synowi i córce. Zwrócili się z prośbą do przyjaciela rodziny, emerytowanego oficera francuskiego, by sprawował nad nimi opiekę. Jesienią 1942 roku uprzedził ich, że ich działalność została odkryta i że muszą bezzwłocznie wyjechać. Do końca wojny brat Roger przebywał w Genewie i tam z pierwszymi braćmi rozpoczęli życie wspólnotowe. Mogli wrócić do Taizé w 1944 roku.

W 1945 roku pewien młody prawnik mieszkający w regionie powołał do życia stowarzyszenie, które miało opiekować się dziećmi osieroconymi w czasie wojny. Zaproponował braciom, by przyjęli kilkoro z nich u siebie w Taizé. Ponieważ wspólnota mężczyzn nie mogła zajmować się dziećmi, brat Roger poprosił swą siostrę Geneviève, by wróciła do Taizé i zaopiekowała się dziećmi jako ich przybrana matka. W niedziele bracia gościli również u siebie niemieckich więźniów internowanych w obozie założonym w pobliżu Taizé.

Przez następne lata do wspólnoty przyłączali się kolejni młodzi mężczyźni. W Wielkanoc 1949 roku siedmiu z nich wspólnie zobowiązało się na zawsze do zachowywania celibatu, do życia wspólnotowego i do coraz większej prostoty.

Podczas długich rekolekcji w ciszy, w czasie zimy na przełomie lat 1952 / 1953, założyciel Wspólnoty napisał Regułę Taizé, przekazując braciom „główne zasady, które czynią życie wspólnotowe możliwym”.

Dzisiaj Wspólnota Taizé liczy ponad stu braci. Są wśród nich katolicy i ewangelicy różnych Kościołów. Bracia pochodzą z około 30 krajów, w tym czerech z Polski. Samo istnienie Wspólnoty jest już znakiem pojednania pomiędzy podzielonymi chrześcijanami i zwaśnionymi narodami.

Bracia żyją z własnej pracy. Nie przyjmują żadnych darowizn. Nawet ich rodzinne spadki Wspólnota przeznacza na pomoc najbardziej potrzebującym.

Niektórzy bracia mieszkają w najbiedniejszych zakątkach świata, by być tam świadkami pokoju wśród ludzi, którzy cierpią. Dzisiaj takie małe wspólnoty braci, nazywane fraterniami, znajdują się w ubogich regionach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Bracia dzielą warunki życia z ludźmi, z którymi mieszkają na co dzień, i starają się dawać świadectwo miłości najbiedniejszym, dzieciom ulicy, więźniom, umierającym, ludziom doświadczającym tragedii osobistych, porzuconym.

Z roku na rok liczba odwiedzających Taizé zwiększa się. Przybywają ze wszystkich kontynentów, aby wziąć udział w tygodniowych spotkaniach. Siostry świętego Andrzeja (międzynarodowe katolickie zgromadzenie zakonne, założone ponad siedem wieków temu) i polskie siostry urszulanki podejmują część zadań związanych z przyjmowaniem młodych ludzi.

Taizé odwiedzają również zwierzchnicy Kościołów. Wspólnota gościła Jana Pawła II (5 października 1986 r.), patriarchę ekumenicznego Bartłomieja, metropolitów i biskupów różnych Kościołów Prawosławnych, czterech kolejnych arcybiskupów z Canterbury, 14 biskupów luterańskich ze Szwecji i niezliczoną ilość pasterzy Kościołów z całego świata.

Od 1962 roku bracia oraz młodzi ludzie wysyłani przez Taizé bardzo dyskretnie odwiedzali kraje Europy Wschodniej, by spotkać się z tymi, którzy byli „zamknięci” w granicach własnych państw.

Brat Roger zmarł 16 sierpnia 2005 roku w wieku 90 lat. Został zabity podczas wieczornej modlitwy. Brat Alois, którego już przed wielu laty wybrał jako swego następcę, jest odtąd przeorem Wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję