Justyna Kunikowska: Październik to miesiąc, kiedy szczególnie czcimy Matkę Bożą Różańcową – Patronkę parafii. Księże Proboszczu, jak rozpoczęła się historia tego kościoła w Zgierzu?
Ks. Paweł Szubert: 1 października 1989 r. dekretem abp. Władysława Ziółka erygowana została tzw. parafia na polach. Tak ją nazwano, ponieważ znajdujemy się na terenach otoczonych zielenią, gdzie były tylko pola, zanim powstały bloki mieszkalne. Kościół budowano od podstaw. Jednak nie było wątpliwości, że pierwszym budowniczym tej świątyni jest Matka Boża Różańcowa. Dowodem jest trzecia strona kroniki parafialnej, poświęcona Żywemu Różańcowi, gdzie wpisanych jest 6 kół różańcowych. Dopiero na kolejnych stronach pojawia się akt notarialny. Widać, że od dawna parafianie wielbili Maryję Różańcową, oddając jej cześć i powierzając swoje troski i radości poprzez rozważanie tajemnic Różańca.
I to właśnie było inspiracją do wyboru Patronki parafii – Matki Bożej Różańcowej?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego właśnie Matka Boska Różańcowa, a nie np. Niepokalana. Wczytując się jednak w historię parafii, widać, że Maryja od samego początku była w świadomości parafian na pierwszym miejscu. I mimo, że Pismo św. mówi o Niej niewiele, i Ona sama nie skupia na sobie uwagi, to jednak znalazła się w centrum. Jak każda matka. Pamiętać należy jednak, że Maryja całym swoim życiem wskazuje na Jezusa. „Czyńcie cokolwiek wam powie” – słyszymy Jej głos w Kanie Galilejskiej. Bo to do Niej zwrócili się weselnicy o pomoc. Ale Ona odsyła ich do swojego Syna. On, Bóg – Człowiek jest najważniejszy, Ona jest pośredniczką. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Matki Bożej z różańcem, wskazującej na swojego Syna, który nieustannie nas prowadzi po krętych czasami drogach życia. Obraz został namalowany przez pana Lecha Wadlewskiego z Łodzi specjalnie dla tej świątyni. To nie jedyny znak maryjny w kościele. Od początku istnienia parafii we frontowej ścianie wmurowana jest figura Matki Bożej. Ona wita wiernych wchodzących do świątyni.
Zauważyłam, że prawą stronę wejścia do kościoła zdobi figura św. Jana Pawła II.
To papież Polak powiedział naszej Patronce: „Totus Tuus”. Nie mogło więc Go tu nie być. Przybyły do nas również relikwie św. Jana Pawła II, który cały był dla Maryi.
A co ma wspólnego z parafią mistyk – Ojciec Pio, któremu ufundowaliście pomnik?
W naszej parafii mamy bractwo Ojca Pio. Za jego pośrednictwem członkowie wypraszają łaski dla rodzin i Ojczyzny. Jestem przekonany, że ten wielki mistyk oręduje za nami w niebie.
Każda parafia ma swoje tradycje. Jaka jest tradycja parafii Matki Bożej Różańcowej?
Reklama
Tradycją naszej parafii są piątkowe adoracje Najświętszego Sakramentu. Rozpoczynamy je o 15 w Godzinie Miłosierdzia Koronką, a potem w ciszy każdy rozmawia z utajonym w hostii Jezusem, powierzając Mu swoje sprawy.
Gdy wybuchła pandemia, byliśmy jedyną parafią w Zgierzu, która od 15 marca otworzyła świątynię dla codziennej adoracji Najświętszego Sakramentu. Przez 3 miesiące kościół był otwarty 12 godzin i każdy mógł skorzystać ze spotkania z Bogiem w Najświętszym Sakramencie. Zakończyliśmy 13 czerwca podczas adoracji ogólnodiecezjalnej. To nas utwierdziło w przekonaniu, że jest ogromna potrzeba przebywania z Chrystusem w świątyni, oddawania Mu czci i rozmowy z Nim.
W tej świątyni bardzo mocno doświadczamy licznie obecnych wiernych, którzy kochają modlitwę różańcową i zbierają obfite łaski płynące z tej formy modlitwy. W minionym roku udało się nam zorganizować pielgrzymkę do Włoch. Modliliśmy się w Sanktuarium Matki Bożej w Pompejach, byliśmy w miejscu, w którym św. Jan Paweł II ogłosił i inaugurował rok Różańca, w mieście Ojca Pio podziękowaliśmy za jego łaski. Mamy w Zgierzu namiastkę potężnych orędowników nieba.
Jakie jeszcze inicjatywy podejmowane są w parafii?
Zacznę od wspomnienia wydarzenia, które miało miejsce w nocy z 12 na 13 maja 1990 r., kiedy zdewastowano figurę Matki Bożej. Dzień później parafianie zgromadzili się na nabożeństwie fatimskim, którego tradycja trwa po dziś dzień. Widzę ogromną mobilizację parafian wokół tego wydarzenia. Odprawiamy także nabożeństwo różańcowe specjalnie dedykowane dzieciom. Co roku przygotowujemy rozmaite wyzwania i zadania, by później nagrodzić tych, którzy swoją wytrwałością i pracą uczęszczali na wszystkie zaplanowane spotkania różańcowe. Staramy się wspólnie wyjeżdżać z dziećmi i ich rodzicami do miejsc kultu Matki Bożej. Te inicjatywy umacniają więzi wiernych z parafią. Stajemy się wspólnotą wiary, docierającą do wszystkich członków rodziny. Takie podejście daje namacalne dowody. Parafianie maja świadomość odpowiedzialności za Dom Boży, a wszyscy staramy się, by parafia była częścią życia wspólnoty parafialnej.
Co umacnia Księdza w inicjowaniu i praktykowaniu tych Bożych dzieł w parafii?
Widzę Boże natchnienie w cotygodniowej adoracji. W tym copiątkowym zatrzymaniu się i skoncentrowaniu na Bożym Miłosierdziu i modlitwie różańcowej, która przybliża nas do Zbawiciela. Gdy przyszedłem do parafii i usłyszałem potoczne określenie, że to parafia na polach, uświadomiłem sobie, że przecież na polach byli pasterze. Bardzo zwyczajni, prości ludzie, którzy jak tylko usłyszeli o narodzinach Jezusa, od razu pobiegli by Go ujrzeć. I ta myśl towarzyszy mi do dzisiaj. Owa natychmiastowość w działaniu jest receptą na odkrycie naszej tożsamości chrześcijańskiej. To odkrywanie pragnienia pójścia na spotkanie z Chrystusem i pozostawienia wszystkiego co mamy. Pasterze byli prostymi ludźmi i my także mamy być prości. Wracam często do tego obrazu, bo to uświadamia mi, że jesteśmy parafią, której fundamenty opierają się na orędownictwie Matki Bożej Różańcowej, patronującej nam w tej podroży za Chrystusem.
Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy
świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę -
czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt
wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii.
Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze
odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene
nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane
i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”.
Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia
jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia
i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy
jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość,
nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala
Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji
kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi
jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia.
Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny
do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy
wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale
cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu.
Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie.
Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by
je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała
sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło.
Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu,
albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim
życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości.
Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask
na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii
św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że
i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością.
Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie
jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec
osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę,
że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.
Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.