Reklama

Kościół

Trzy słowa

Jesus, I trust in You – „Jezu, ufam Tobie”. Ta krótka modlitwa, która w języku polskim składa się tylko z trzech słów, połączyła ludzi w niezwykłej akcji ratowania życia.

Niedziela Ogólnopolska 21/2022, str. 18-19

[ TEMATY ]

pomoc dla Ukrainy

rosyjska agresja na Ukrainę

Archiwum autora

Uratowane dzieci i Aliona – już bezpieczni w Polsce

Uratowane dzieci i Aliona – już bezpieczni w Polsce

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Rosja napadła na Ukrainę 24 lutego i już po kilku dniach miałem kilka zaproszeń od moich zaniepokojonych przyjaciół z Ameryki. Każdy z nich oferował mnie i mojej rodzinie dom i bezpieczny pobyt.

Choć jestem Polakiem i mieszkam w Polsce, moi przyjaciele, którzy na bieżąco śledzą wiadomości, od razu wiedzieli, jak ogromnym zagrożeniem dla nas jest rozpoczęta wojna. Być może widzieli to wyraźniej niż ja sam.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dramatyczna prośba

Gdy wymieniałem z nimi uspokajające maile, w których wyjaśniałem, że w Polsce jest bezpiecznie i że teraz jesteśmy zajęci przyjmowaniem uchodźców z Ukrainy, 21 marca, czyli miesiąc po rozpoczęciu wojny, jedna z bliskich mi osób w Ameryce wysłała mi dramatyczną prośbę mniej więcej tej treści: „Wiemy o rodzinie z 4 przybranych dzieci, którzy są uwięzieni w piwnicy zastępczego domu misyjnego na Ukrainie. Potrzebują pomocy, aby się wydostać. Nie mają wody, elektryczności ani jedzenia. Wszystkie okna w domu wybite. Rosyjscy żołnierze są na pierwszym piętrze, więc rodzina ukrywa się w piwnicy. Jeśli znasz kogoś, kto może im pomóc, wyślę dokładny adres. Niektóre starsze dzieci uciekły, stąd wiemy, że młodsze są w pułapce”.

Reklama

Trzeba przyznać, że brzmi to dramatycznie. Nie mogłem nie zareagować, tym bardziej że autorka tego maila także oferowała mi wcześniej swój dom i bezinteresowną pomoc, poza tym na końcu naszych listów zawsze pozdrawiamy się krótką modlitwą: Jesus, I trust in You. Szczerze mówiąc, pierwszą moją myślą po przeczytaniu tej wiadomości było: OK. Pomogę. Daj mi tylko więcej informacji.

Dowiedziałem się też, że rodzina z czwórką dzieci została uwięziona w małej wiosce na wschodnim krańcu Ukrainy. Oznaczało to, że dzielą nas odległość 1 tys. mil (1,6 tys. km), granica państwowa i dwie walczące ze sobą armie. Czy mogłem więc realnie im pomóc...? Kolejna myśl: szukaj przyjaciół na Ukrainie. Ponieważ z moją żoną Agnieszką jesteśmy od 28 lat w katolickiej wspólnocie małżeństw Domowy Kościół, mamy przyjaciół w wielu krajach, w których ta wspólnota istnieje. Na Ukrainie powstała w latach 90. XX wieku. Natychmiast napisałem więc do mojego przyjaciela Leonarda, a ten zadziałał błyskawicznie. Jest to typ świetnego organizatora i prawdziwego wojownika. Gdy dostał ode mnie namiary do naszych uwięzionych, uruchomił wszystkie możliwe kontakty: także w Kościele i w armii. Po kilkunastu godzinach zadzwonił do mnie z informacją: – Tomasz, nie można ich stamtąd wyciągnąć. Obok ich wioski przebiega linia frontu. Nikt z naszej strony nie może ich zabrać, jeśli sami nie przejdą kilku mil do najbliższego miasta po naszej stronie. Jeżeli im się to uda, zabiorę ich spod linii frontu.

Karkołomna akcja ratunkowa

Nie wyglądało to dobrze. Leonard był gotów po nich jechać, jednak najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne zadanie było po stronie samych uciekinierów.

Reklama

Aliona i Aleksiej, bo to o nich chodziło, to małżeństwo z wieloletnim stażem, które przyjęło na wychowanie czwórkę dzieci. Ich dwie córki zdążyły wcześniej wyjść za mąż i wyprowadzić się do centralnej części Ukrainy. Małżonkowie zaopiekowali się kolejnymi dziećmi. Żyli z nimi i prowadzili gospodarstwo, aż do wybuchu wojny.

Jakimś cudem udało się uzgodnić karkołomny plan ich ucieczki i przebicia się na drugą stronę frontu. Wtedy można było jeszcze rozmawiać przez telefony komórkowe. Kilka dni później było to już niemożliwe. Rosjanie wyłączyli wszystkie sieci – komórkową i internet – i pozostawili na okupowanym terenie jedynie oficjalną rządową telewizję.

Gdy wszystko było już umówione, Leonard wypożyczył karetkę pogotowia, którą kijowska Caritas otrzymała niedawno z Polski, założył uniform ratownika medycznego i wraz z kolegą wyruszył w kierunku frontu. Miał przed sobą ok. 650 km, z czego pierwsza i ostatnia część podróży były najbardziej niebezpieczne. Działo się to w momencie, gdy Kijów był okrążony przez wrogą armię i można było się z niego wydostać tylko od południa i to wąskim przesmykiem.

Reklama

Leonard wpadł na pomysł, żeby jechać po uwięzionych karetką. Gdy otrzymałem od niego zdjęcia z tej wyprawy, doceniłem jego wojenną kreatywność. Nawet jeżeli jego pojazd mógł być namierzony przez jakiś czołg czy samolot, może ten, kto miał nacisnąć spust, przez ułamek sekundy zawaha się, widząc oznaczenia karetki pogotowia? Pewnie na to liczył Leonard. Także przejazd przez wiele punktów kontroli dzięki temu był łatwiejszy. Gdy zatem mój przyjaciel dotarł na miejsce, Aliona z czwórką dzieci znaleźli się w tym nietypowym pojeździe transportowym. Teraz już nieco bardziej bezpieczni, w dobrych rękach, podążali do córek Aliony i Aleksieja, daleko od wojny, do centralnej części Ukrainy.

A co z Aleksiejem?

On pozostał w domu. Nie chciał pozostawiać gospodarstwa ze zwierzętami i całym dobytkiem. Bał się, że nie będzie miał do czego wracać. To była dramatyczna decyzja dla nich obojga. Gdy po kilku dniach dostrzegłem w oczach Aliony strach o męża, zrozumiałem, jak bardzo muszą się kochać. Aliona pokazała mi rodzinne zdjęcie, na którym był też Aleksiej – pogodny, szeroko uśmiechnięty mężczyzna. Pozostał w domu, wierząc, że jego żona i czwórka dzieci będą miały do czego i do kogo wracać.

Trudny wojenny czas

Ta opowieść ma jeszcze jeden ważny wątek. Gdy na samym początku naszej akcji ewakuacyjnej zapytałem Leonarda, czego najbardziej im teraz potrzeba, odpowiedział bez wahania: apteczek pierwszej pomocy w standardzie NATO. Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem, ale od razu wziąłem się do poszukiwań. Znalazłem kilka miejsc w Polsce, gdzie można było je kupić, było to jednak wyposażenie bardzo drogie. Znowu szybka myśl: poproś o pomoc przyjaciół z Ameryki. Natychmiast wysłaliśmy z żoną maila do naszych przyjaciół z tamtejszego Domowego Kościoła. Po 3 dniach otrzymaliśmy przelew na 25 tys. dol. Udało się za to kupić 160 apteczek. W mailu do naszych dobrodziejów napisałem: „1 apteczka, 1 żołnierz, 1 modlitwa Jezu, ufam Tobie”. Poprosiłem także, by każdy, kto ufunduje jedną apteczkę, modlił się za jednego żołnierza, który będzie ją nosił.

Reklama

Pojechałem do Warszawy, by odebrać zamówienie. Okazało się, że wszystkie części wyposażenia były osobno. Zawiozłem to wszystko do Lublina, położonego bliżej granicy z Ukrainą. Tam przebywały już żona Leonarda Wiktoria i ich córka Mariana. Obie kobiety zwołały grupę studentów z Ukrainy i skompletowały zestawy. Na drugi dzień Wiktoria swoim samochodem pojechała na Ukrainę, by spotkać się z mężem i przekazać mu dar z Polski, a właściwie z Ameryki. Potem zabrała Alionę z dziećmi i przywiozła ich do Polski.

Piątka naszych gości znalazła schronienie w domu w lesie, użyczonym przez dobrą kobietę. Wokół tylko las, śpiew ptaków, cisza...

Niepokój rodziny budził jednak brak kontaktu z Aleksiejem! Na szczęście okazało się, że żyje, jest cały i zdrowy. Aliona wyraźnie się ożywiła. Zaczęliśmy dyskutować, co dalej, jak ułożyć im życie; kiedy można będzie wracać, czy może lepiej zostać w Polsce na dłużej? Może najstarsza, 17-letnia dziewczynka pójdzie w Polsce na uniwersytet? Zobaczymy. Dla nas czas płynie szybko, dla Aliony – wolno.

Spotykam się z Alioną co kilka dni i wtedy opowiada mi żywo, co słychać na Ukrainie. Co się dzieje w ich wiosce, w ich regionie. Jest to akurat miejsce, w którym obecnie kumulują się najbardziej krwawe walki. Raz dowiedziałem się, że sąsiadowi pocisk artyleryjski urwał nogę, innym razem – że przyjaciółka straciła mieszkanie i pozostała sama, bez dachu nad głową. Są też dobre wiadomości. Komuś udało się uciec, komuś udało się wrócić do wyzwolonego miasta. Wszystko się ze sobą przeplata: dobro ze złem, cierpienie z uśmiechem, odwaga ze strachem. Jak to na wojnie...

2022-05-17 08:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Otwarte serca Polaków

Niedziela podlaska 11/2022, str. I

[ TEMATY ]

wolontariusze

Agata Kornhauser‑Duda

pomoc dla Ukrainy

Monika Pietraszko

Pierwsza dama wraz z zespołem niosącym pomoc uchodźcom

Pierwsza dama wraz z zespołem niosącym pomoc uchodźcom

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej w Nadbużańskim Ośrodku Edukacji w Broku przyjęło ok. 100 osób z Ukrainy.

Uchodźcy zostali skierowani przez Wydział Zarządzania Kryzysowego Województwa Mazowieckiego, z którym współpracuje ks. Andrzej Lubowicki.
CZYTAJ DALEJ

Majowe podróże z Maryją: Łódź-Łagiewniki - w Sanktuarium św. Antoniego u Matki Bożej Szkaplerznej

2026-05-28 20:50

[ TEMATY ]

Majowe podróże z Maryją

lagiewniki.franciszkanie.pl

Obraz Matki Bożej w Łodzi-Łagiewnikach

Obraz Matki Bożej w Łodzi-Łagiewnikach

Nasza jubileuszowa wędrówka prowadzi nas teraz do łódzkich Łagiewnik, do miejsca, gdzie pośród wiekowych dębów Lasu Łagiewnickiego wznosi się barokowa świątynia Ojców Franciszkanów Konwentualnych. To jedno z najstarszych i najważniejszych sanktuariów maryjnych w regionie, gdzie Maryja od wieków czczona jest jako Matka Boża Szkaplerznej, niosąca pociechę i uzdrowienie wszystkim, którzy chronią się pod Jej płaszczem.

W centralnym punkcie jednego z ołtarzy spoczywa niewielki, ale emanujący niezwykłym blaskiem obraz Matki Bożej Szkaplerznej. Jego historia sięga XVIII wieku i jest nierozerwalnie związana z cudownymi wydarzeniami, które miały tu miejsce. Maryja na tym wizerunku patrzy na nas z wielką czułością, jakby chciała zapewnić, że każdy, kto przychodzi do Niej z ufnością, zostanie wysłuchany. To tutaj, u boku Matki Szkaplerznej, pokolenia łodzian odnajdywały siłę w czasach trudnych doświadczeń, a liczne wota są świadectwem łask, jakie spływają na to miejsce – od uzdrowień fizycznych po te najcenniejsze, duchowe.
CZYTAJ DALEJ

Czy chrześcijanin powinien popierać zbrodnie?

2026-05-29 21:00

[ TEMATY ]

chrześcijanin

zbrodnia

Adobe Stock

W debatach o religii regularnie powraca zarzut, że Biblia zawiera opisy przemocy, wojen i okrutnych wyroków, a więc chrześcijaństwo miałoby otwierać drogę do usprawiedliwiania zbrodni. Problem jest jednak znacznie bardziej złożony. Pytanie nie dotyczy wyłącznie starożytnych opisów wojennych, lecz także tego, czy człowiek wierzący może kiedykolwiek poprzeć przemoc, terror lub mord w imię Boga, ideologii czy „wyższego dobra”. Odpowiedź chrześcijańska wymaga spokojnego spojrzenia zarówno na całą Biblię, jak i na moralne przesłanie Ewangelii.

Jak wyjaśnia ks. dr Adrian Mętel, biblista i teolog Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, pytanie o to, czy chrześcijanin może popierać zbrodnie, wydaje się mieć odpowiedź oczywistą: nie. Trudność zaczyna się jednak wtedy, gdy czytelnik otwiera Stary Testament i widzi wojny Izraela, klątwę na Amaleka, zdobycie Jerycha albo nakazy wytępienia ludów Kanaanu (por. Pwt 7,1-5; 20,16-18; Joz 6; 1 Sm 15). Czy Biblia nie tylko opisuje przemoc, ale także ją nakazuje? A jeśli naród wybrany dopuszcza się czynów, które dzisiejszy język moralny nazwie zbrodniami, czy nie osłabia to przykazania: „Nie zabijaj” (Wj 20,13; Pwt 5,17)?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję