Reklama

Kazachstan i Gruzja

Za głosem Mistrza

Są największym darem Kościoła polskiego dla Kościoła na Wschodzie. Polscy duchowni zostawili wszystko i poszli za Nim – na Wschód.

Niedziela Plus 39/2022, str. VIII

Archiwum o. Pawła Dyla

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W życiu każdego z nich był taki moment, kiedy usłyszeli zaproszenie Jezusa, by zostawili wszystko i poszli za Nim. Najpierw zdobywali wiedzę w seminarium diecezjalnym lub zakonnym, na studiach, a potem były pierwsze duszpasterskie doświadczenia. I pewnie pośród tych pierwszych doświadczeń zrodziła się myśl, żeby zostawić wszystko i pójść dalej. Bogaci w dar wiary i łaskę powołania ruszyli z Ewangelią Chrystusa.

Obudzić powołanie

Od blisko 10 lat w diecezji w Karagandzie posługuje kapłan diecezji zamojsko-lubaczowskiej ks. Paweł Martyniuk. Nie jest jedynym kapłanem z tej diecezji posługującym na ziemi kazachskiej. Jak sam wspomina, lata seminaryjnej formacji były czasem, kiedy budziło się w nim to szczególne powołanie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Jeszcze jako kleryk, za namową kolegi, pojechałem na miesiąc praktyk do Abchazji, gdzie posługuje kapłan z naszej diecezji – ks. Jerzy Piluś. Rok później, już jako diakon, sam organizowałem taki wyjazd dla młodszych kolegów z seminarium. Doświadczenie Kościoła w Abchazji pokazało mi, jak wielkie są potrzeby posługi kapłańskiej w różnych miejscach na świecie. Po 3 latach pracy w rodzinnej diecezji poprosiłem mojego biskupa o możliwość rozpoczęcia przygotowania w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, aby później rozpocząć moją służbę na misjach. Wybór padł na Kazachstan; wtedy myślałem, że przez przypadek, dzisiaj widzę w tym Bożą Opatrzność – opowiada ks. Martyniuk.

Reklama

Do Kazachstanu, a dokładnie do diecezji w Karagandzie przybył w lipcu 2013 r. Przez pierwszy rok zdobywał prawdziwe doświadczenie pracy na misjach, pełniąc funkcję wikariusza. Następnie rozpoczął samodzielną posługę jako proboszcz, ale już po roku poproszono go, aby został prefektem w międzydiecezjalnym seminarium w Karagandzie. Jest to niewielkie seminarium, ale jedyne na całą centralną Azję. W czasie posługi ks. Pawła w tym seminarium uczyli się klerycy dla Kazachstanu, Gruzji, Armenii (ormiańskiego obrządku) i Uzbekistanu. Przez 3 lata był prefektem, a następnie przez 4 lata rektorem tegoż seminarium. W 2022 r. na własną prośbę wrócił do posługi w parafii. Obecnie jest proboszczem w Żezkazganie.

Codzienna praca i służba

Parafia, w której obecnie posługuje, zajmuje powierzchnię ok. 189 tys. km2 (więcej niż pół Polski). Na tym terenie mieszka jedynie ok. 227 tys. ludzi, z czego ponad 180 tys. osób zamieszkuje dwa miasta w centrum obwodu. Do najbliższej parafii rzymskokatolickiej ks. Paweł musi jechać samochodem ok. 7 godz. (540 km). Bliżej ma do parafii sąsiedniej diecezji – 425 km, ale droga jest dużo gorsza i jechać trzeba 10 godz.

Ksiądz Martyniuk jest na tym terenie jedynym kapłanem, nie ma tu także żadnych sióstr zakonnych. Na szczęście jest parafia greckokatolicka, w której posługuje młody ksiądz z Ukrainy. Większość mieszkańców tego terenu uważa się za muzułmanów, sporo jest ateistów. Chrześcijan jest niewielu. Najliczniejsi są prawosławni. Jest tu także wiele różnych wspólnot protestanckich. Katolicy stanowią prawdopodobnie najmniejszą grupę wyznaniową. Są wśród nich zarówno potomkowie zesłanych Polaków, Ukraińców, Niemców i innych narodowości, jak i przedstawiciele rdzennych mieszkańców, Kazachów.

Według wyliczeń ks. Pawła na terenie całej parafii mieszka ok. pięćdziesięciu katolików, którzy do kościoła chodzą różnie. Tutejszy kościół nie jest taki, do jakich przywykliśmy w Polsce – mieści się w niewielkim domu, w którym jest i kaplica, i mieszkanie dla księdza, i sala dla katechezy.

Reklama

Codzienna posługa kapłana to przede wszystkim sprawowanie sakramentów, ale także praca czysto misyjna. Tutejsi ludzie są bardzo otwarci, chętnie rozmawiają o wierze. Jako proboszcz ks. Paweł stara się także pomagać biedniejszym parafianom, którym trudno dostać się do miasta czy załatwić jakieś codzienne sprawy. Odwiedza osoby starsze i spotyka się z parafianami zarówno w celu głoszenia katechez, jak i odpoczynku. Tutejsza wspólnota to taka prawdziwa rodzina, w której pojawiają się też różne problemy.

Posługa rodząca uśmiech

Jako że razem z ks. Pawłem formowaliśmy się w seminarium i razem przyjmowaliśmy święcenia kapłańskie, zapytałem go po latach, co daje mu to, że posługuje z dala od rodzinnych stron, z dala od ojczyzny. Odpowiedź może być dla wielu zaskoczeniem. Nasz misjonarz wyznał z uśmiechem: – Posługa poza granicami naszego kraju przede wszystkim pokazała mi, że tak wiele mamy w Polsce i tego nie szanujemy. Tutaj także doświadczyłem, jak rodzi się wiara w człowieku, szczególnie gdy przygotowuję do chrztu osoby dorosłe. Niekiedy myślę, że moja posługa w Kazachstanie przyniosła więcej korzyści mnie niż tym ludziom, wśród których jestem. Robię, co mogę, jednak nie zawsze sobie radzę, co wynika z różnic kultury, mentalności i wielu innych czynników, a mimo to widzę, jak Bóg działa w tych wszystkich sytuacjach...

Pod opieką św. Kamila

Reklama

„Wystarczy ci Mojej łaski, moc w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9) – takie motto na swoim prymicyjnym obrazku zapisał o. Paweł Dyl, kamilianin. Te słowa Pana Jezusa skierowane do Apostoła Narodów towarzyszą mu od pierwszych dni misyjnej drogi na Kaukazie, dokąd przybył 2 grudnia 1999 r . Pojechał tam na miejsce zmarłego w tragicznym wypadku o. Pawła Szczepanka. Przybył do Tbilisi, stolicy Gruzji, by kontynuować wyznaczoną przez św. Jana Pawła II wspólnocie Zakonu Posługujących Chorym misję głoszenia Ewangelii przez pochylenie się nad cierpieniami najbiedniejszych mieszkańców tego kaukaskiego kraju.

Dostrzec oblicze Jezusa

Kamiliańska posługa, zgodnie z charyzmatem odziedziczonym po założycielu – św. Kamilu, polega na dostrzeżeniu w każdym człowieku chorym i niepełnosprawnym oblicza cierpiącego Pana Jezusa i spieszeniu Mu z pomocą. – Mamy ten szczególny przywilej opieki nad Chrystusem w prowadzonym przez nas ośrodku zdrowia, który jest darem Jana Pawła II dla narodu gruzińskiego, gdzie ponad 7 tys. osób może skorzystać z opieki medycznej. W Tbilisi prowadzimy Centrum Rehabilitacji im. św. Kamila, gdzie mieszczą się: dom pobytu dziennego dla pięćdziesięciu osób dorosłych z niepełnosprawnościami w stopniu lekkim i umiarkowanym, dom pobytu dziennego dla dwadzieściorga dzieci z niepełnosprawnością w stopniu znacznym, oddział rehabilitacji stacjonarnej, a także rehabilitacja ambulatoryjna dla trzystu pacjentów – wylicza o. Paweł.

Mówiąc o sytuacji społecznej, podkreśla, że Gruzja to kraj zdominowany przez wyznawców Kościoła prawosławnego. Katolicy stanowią ok. 0,5% całej ludności. – Jako kamilianin mogę ponad podziałami religijnymi głosić Ewangelię o Bożym Miłosierdziu wszystkim ludziom dobrej woli – zauważa.

Na południu Gruzji, w miejscowości Achalciche, kamilianie prowadzą Centrum Rehabilitacji „Talita Kum” dla mieszkańców okolicznych wiosek, którzy nie mają żadnej możliwości, by leczyć swe niepełnosprawne dzieci. – Posługa, którą sprawuję, daje mi wiele radości i wielką satysfakcję. Kiedy widzę dziecko, które wcześniej było przynoszone przez rodziców na rehabilitację, a teraz stawia swoje pierwsze nieporadne kroki, lub rodziców, którzy z dumą opowiadają o postępach w mówieniu swojej pociechy, to moje oczy napełniają się łzami wzruszenia, a serce bije o wiele mocniej. Moja posługa nie jest bezinteresowna. Pragnę przez nią osiągnąć życie nieśmiertelne – podkreśla o. Dyl.

2022-09-21 08:04

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na Lubelszczyźnie znów zawyły syreny alarmowe. Były zgłoszenia o wybuchach

W sześciu powiatach na terenie Lubelszczyzny zawyły syreny alarmowe w związku z zagrożeniem atakiem z powietrza – poinformował w niedzielę Lubelski Urząd Wojewódzki. Służby weryfikują zgłoszenia o potencjalnych hukach.

Rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz potwierdził PAP, że w związku z zagrożeniami uderzenia z powietrza alert RCB został wysłany do sześciu powiatów: włodawskiego, łęczyńskiego, świdnickiego, Chełma, chełmskiego, krasnostawskiego. W tych powiatach zostały uruchomione syreny alarmowe.
CZYTAJ DALEJ

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Jaki był Leon XIV, zanim został papieżem? Ks. Żelazny z PKWP opowiada o współpracy z bp. Robertem Prevostem

2026-09-13 18:31

Vatican Media

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Spotkanie papieża Leona XIV na spotkaniu asystentów kościelnych Pomocy Kościołowi w Potrzebie

Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspierała projekty obecnego Papieża jeszcze w czasie, gdy Robert Prevost był biskupem Chiclayo w Peru. „Mamy trochę doświadczenia w pracy z papieżem Leonem” – mówi Vatican News ks. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Jak dodaje, dziś ta współpraca jest kontynuowana w nowej formie.

Podziel się cytatem – wspomina ks. Żelazny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję