Reklama

W wolnej chwili

Żegnaj, Aral!

Położone na granicy Kazachstanu i Uzbekistanu Jezioro Aralskie, jedno z czterech największych na świecie, należy już do wspomnień. W ciągu 50 lat jego zbiornik, który zajmował powierzchnię 68 tys. km2, wysechł niemal kompletnie.

Niedziela Ogólnopolska 16/2024, str. 58-60

[ TEMATY ]

woda

Archiwum Jacka Pałkiewicza

Kobiety wracające ze zbiorów bawełny

Kobiety wracające ze zbiorów bawełny

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po długiej i monotonnej podróży z Chiwy dotarłem do celu, o czym informował mnie cyryliczny napis „Witamy w Mujnaku”. Znak ozdobiony symbolami ryb, mew i fal wskazywał na obecność jeziora i portu. Niestety, po Jeziorze Aralskim, zwanym morzem ze względu na swoje rozmiary, nie było śladu. Z ogromnego balkonu w centrum miasta roztacza się imponujący pustynny widok. To, co było dnem jeziora, ciągnie się aż poza horyzont. W zasięgu wzroku leży zaś współczesna atrakcja miasta – cmentarzysko zakotwiczonych w piasku zardzewiałych kutrów rybackich, wokół których snuje się stado szukających cienia wielbłądów. Z trudnością odrywam wzrok od złowrogiego krajobrazu, a kiedy wybieram się, aby to wszystko zobaczyć z bliska, widzę tylko połacie muszli i wysuszonych roślin morskich.

Reklama

Wszystko zaczęło się w latach 50. ubiegłego wieku, kiedy to w Moskwie podjęto decyzję o nawodnieniu pustyni Kara-kum i przeobrażeniu jej w uprawne pola. Zaczęto budowę Kanału Karakumskiego, do którego skierowano wody rzek Syr-daria i Amu-daria stanowiących główne źródło zasilające Aral. W ministerstwie zasobów wodnych wyliczono, że w 1990 r. irygowane tereny osiągną powierzchnię 10 mln ha, a 10 lat później – dwa razy więcej. Ogromnym wysiłkiem zbudowano kanał o długości 1,4 tys. km. Błędy w budowie sprawiły jednak, że blisko połowa wody z niego wyciekała, co doprowadziło do wzrostu zasolenia, nie mówiąc już o tym, że skierowanie części wód dwóch rzek do kanału rozpoczęło systematyczne i nieubłagane wysuszanie tego bezodpływowego słonego zbiornika.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Kanał miał się przyczynić do intensywniejszej uprawy bawełny, będącej podstawą gospodarki narodowej Uzbekistanu. Jednocześnie w pogoni za osiąganiem coraz większych zbiorów stosowano bez umiaru sztuczne nawozy i herbicydy, które zanieczyszczały okoliczne tereny i prowadziły do skażenia wód Aralu. Ponieważ jezioro nie ma „emisariuszy”, trucizny zgromadziły się na jego dnie nieodwracalnie. Po odparowaniu wody powierzchnia ziemi przesiąknięta produktami chemicznymi zamieniła się w śmiertelną bezwodną pustynię.

Postanowiłem przyjrzeć się z bliska temu problemowi. Mujnak, będący uzbeckim ośrodkiem przemysłu rybackiego, sprawia dziś wrażenie miasta widma. Straszą swym widokiem zasypane piaskiem nadbrzeża, rdzewiejące portowe żurawie i ogromne bezużyteczne silosy. Jezioro oddaliło się o ponad 150 km, rybny kombinat, który zapewniał pracę 60 tys. osób, stoi pusty, a w jego sklepie firmowym sprzedają dziś książki. Płaskie pustkowie, ciągnące się na północ aż po horyzont, to grzęzawiska i solniska, po których można przejechać jedynie terenowym autem.

Reklama

Kaljeg Abzamy rybaczył całe życie na aralskich wodach. – Pływałem na tym kutrze – wskazuje na jeden z nich na cmentarzysku floty Mujnaka pośród piaszczystych wydm. – Było nas dwunastu członków załogi. Do 1970 r. bywało, że łowiliśmy do 2 t ryb dziennie. Potem połowy zmniejszały się systematycznie. Poziom wody wciąż opadał i tylko w ostatniej chwili wyprowadziliśmy statek na większą głębię, ale któregoś dnia ostatecznie osiadł na płyciźnie – mówi. Na rufie zardzewiałego wraku jego statku, częściowo zasypanego piaskiem, można jeszcze odczytać wymalowany białą farbą napis „Praszczaj Aral!” – Żegnaj, Aral!.

Jadę jeszcze na pola uprawne bawełny, „białego złota” Azji Centralnej. Ten wypad daleko na południe od Mujnaka przygnębia w nie mniejszym stopniu. Wokół, jak okiem sięgnąć, pola starannie nawadniane i obficie zasilane nawozami. Nic więc dziwnego, że nie widać tu żadnych chwastów ani śladów życia, choćby konika polnego, jaszczurki czy ptaka. W upale dnia pole wydaje się rozpalonym piecem piekarskim. Nie ma czym oddychać, bo duszne powietrze jest przesiąknięte charakterystycznym zapachem defoliantów.

Każda monokultura zubaża glebę, co zmusza do coraz większego wysiewu nawozów mineralnych i silniejszych środków ochrony roślin, które, nie ulegając rozkładowi, zatruwają wody podziemne. Ilość rozpylanych z samolotów defoliantów, umożliwiających zebranie bawełny kombajnami, dochodzi do 50 kg na ha, czyli 25 razy więcej niż zużywa się ich w innych krajach. W rezultacie chemikalia zmywane przez deszcze gromadzą się w wodach gruntowych i spływają z całego regionu do niżej położonego Jeziora Aralskiego.

Reklama

Jego wysuszanie sprawiło, że w ciągu 30 lat stężenie soli w wodzie zwiększyło się 2,5-krotnie. Wiele gatunków ryb nie przeżyło. Z obnażonego dna częste w tym regionie silne wiatry i burze piaskowe unoszą biały pył – praktycznie czystą truciznę – i przenoszą go na dużych wysokościach na setki, a nieraz na tysiące kilometrów. Z informacji uzyskanych przez NASA wynika, że ta stworzona przez ludzki umysł „pustynia Aral-kum” – 35 tys. km2 odsłoniętego dna Jeziora Aralskiego – co roku wyrzuca z siebie 70 mln t śmiercionośnych soli. Znany akademik rosyjski Aleksiej Jabłokow nazwał tę biologiczną apokalipsę „zbrodnią przeciwko ludzkości”. Twierdzi, że „swawola człowieka zamieniła Aral w wulkan wyrzucający w atmosferę trujący pył, bardziej toksyczny niż wcześniej się spodziewano, który jest źródłem jednej z największych katastrof ekologicznych naszych czasów”.

Sto razy wzrosły zachorowania pośród mieszkańców regionu aralskiego – oskarża profesor. – Alarmująca jest zapadalność na raka i choroby układu oddechowego, 99% kobiet w stanie brzemiennym cierpi na anemię, ich mleko jest toksyczne, śmiertelność niemowląt jest 20-krotnie większa niż w Japonii, podwoiły się zachorowania na gruźlicę i na niewydolność wątroby – wyjaśnia. Te dramatyczne cyfry potwierdza międzynarodowa organizacja Lekarze bez Granic, która działa tam nieustannie od końca ubiegłego wieku.

Niepokój wzbudza okryta ścisłą tajemnicą Wyspa Odrodzenia, gdzie w czasach sowieckich, od 1948 r., znajdowały się wojskowe laboratoria broni biologicznej na bazie cholery i wąglika. Z nastaniem nowego ustroju władze rosyjskie postanowiły zamknąć ten ośrodek. Nie wystarczyło jednak pieniędzy na oczyszczenie wyspy, która niedawno przekształciła się w półwysep. Naukowcy nie mają wątpliwości, że winnymi pojawiających się ostatnio w tym regionie przypadków cholery są gryzonie które przybyły właśnie z „wyspy”.

– Nasze morze jest już praktycznie skazane na śmierć – tłumaczy Muhammad Saleh, ceniony uzbecki pisarz, który od lat całą swoją energię poświęca ratowaniu Jeziora Aralskiego. – To prawda, że bawełna jest naszym bogactwem, ale jej cena jest zdecydowanie wygórowana. Rybołówstwo – w przeszłości nasza główna gałąź przemysłu, dostarczająca 50 tys. t ryb rocznie – już nie istnieje. To niemożliwe, aby mój kraj, niegdyś znany w całej Azji ze wspaniałego błękitnego jeziora, został porzucony na pastwę losu – dodaje.

Były podejmowane próby naprawienia zaistniałej sytuacji. Bank Światowy wyłożył swego czasu 380 mln dol. na likwidację skutków desykacji tego akwenu, które, niestety, rozpłynęły się pośród politycznej elity Kazachstanu i Uzbekistanu. Dwa kraje, do których należą resztki słonego jeziora, postępują całkiem odmiennie wobec tej katastrofy ekologicznej. Kazachstan dzięki zbudowanej zaporze, która skupia wody wypływające spod powierzchni, usiłuje nawodnić niewielką część dawnego zbiornika i przywrócić w jakimś stopniu jego środowisko naturalne, natomiast Uzbekistan stara się żyć bez Aralu i przekształcać jego dawny obszar w tereny roślinne, a przynajmniej wolne od dotychczasowych zanieczyszczeń.

2024-04-16 14:14

Oceń: +6 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zaprzyjaźnić się z wodą

Tonący walczy o życie cicho, przez 20-60 sekund, po czym opada na dno. Po 5 minutach traci przytomność, po 7 – przestaje bić jego serce... Krótka chwila wystarczy, aby przyjemność wypoczynku nad wodą zamieniła się w dramat

W 2016 r. w Polsce, od maja do września, utopiło się 313 osób – podają statystyki Komendy Głównej Policji. Choć to o 313 utonięć za dużo, zauważa się tendencję spadkową w tym względzie. Policja odnotowuje, że w 2015 r. życie w wodzie straciło 367 osób, a w 2014 r. – aż 646. Za tymi liczbami kryją się dramatyczne historie rodzinne. Te zdarzenia nie miałyby miejsca, gdyby ludzie zaprzyjaźnili się z wodą, tzn. posiedli umiejętność pływania, znali zasady bezpieczeństwa przebywania nad wodą i w wodzie oraz umieli rozpoznać tonącego człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi". Lekcjonarz otwiera tydzień Hioba od sceny dworskiej. Niebo jest tu salą rozpraw, synowie Boży radą, a wśród nich ha-satan, z rodzajnikiem, więc nie imię, lecz funkcja. Oskarżyciel, przeciwnik procesowy, ten, kto przemierza ziemię i zbiera materiał. Kanonista rozpozna w nim urząd rzecznika oskarżenia, i to jest lektura zamierzona przez autora, bo szatan Hioba nie jest jeszcze diabłem późniejszej teologii. Jest stroną w sporze, która ma prawo zadać pytanie. „A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba?" To Bóg wskazuje na Hioba, nie oskarżyciel. Próba zaczyna się od pochwały. „Czyż za darmo Hiob czci Boga?" Ha-chinnam. Za darmo, bez interesu. To pytanie jest osią całej księgi i osią każdej religii. Oskarżyciel nie kwestionuje pobożności Hioba, kwestionuje jej motyw. Czcisz, bo Ci się opłaca, bo zostałeś ogrodzony błogosławieństwem jak winnica. Zabierz ogrodzenie, a zobaczysz, co zostanie. Bóg przyjmuje zakład i wyznacza granicę. Majątek tak, osoba nie. Potem następują cztery posłańce, każdy z tą samą formułą „ja sam uszedłem, by ci o tym donieść", i każdy przychodzi, „gdy ten jeszcze mówił". Sabejczycy, ogień z nieba, Chaldejczycy, wicher. W jedno popołudnie Hiob traci woły, owce, wielbłądy, sługi i dziesięcioro dzieci. Autor nie skraca listy, bo chce, żeby czytelnik usłyszał każdy cios osobno. „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" JHWH natan we-JHWH laqach. Kościół wkłada te słowa w usta wszystkim, którzy chowają swoich, i rzadko pamięta, że wypowiedział je człowiek, który tego samego dnia stracił wszystko. Odpowiedź Hioba jest odpowiedzią na pytanie oskarżyciela. Czci za darmo, bo czci także wtedy, gdy nic nie zostało. W tym tygodniu usłyszymy jego skargę o Bogu, z którym nie da się procesować (30 IX), jego wołanie o Wykupiciela, który wstanie jako ostatni (1 X), i epilog, w którym Bóg przyzna mu rację przeciw przyjaciołom (3 X). Dziś słyszymy tylko pierwszy dzień i pierwsze zdanie. Wacław, wspominany dziś książę czeski, zabity przez brata u drzwi kościoła, do którego szedł na jutrznię, jest w tej perykopie po stronie Hioba. Czcił za darmo, aż po próg. „W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości". Oskarżyciel przegrał pierwszą rundę. Proces jednak trwa. I jest to treść całej reszty tej pięknej natchnionej księgi.
CZYTAJ DALEJ

Papież w Metz: Przyszłość Europy to nie ujednolicenie, ale harmonia różnic

2026-09-28 17:09

[ TEMATY ]

przyszłość Europy

Leon XIV we Francji

Metz

Vatican Media

Papież Leon XIV w Metz

Papież Leon XIV w Metz

Pojednanie staje się możliwe tylko wtedy, gdy mamy odwagę przerwać łańcuch urazy. Przyszłość Europy nie polega na ujednoliceniu, lecz na harmonii różnic - wskazał Leon XIV w homilii w Metzu w ostatnim dniu podróży apostolskiej do Francji.

Podczas Mszy św. w katedrze św. Szczepana, w obecności 35 tys. wiernych oraz m.in. prezydenta Francji Emmanuela Macrona Papież zawierzył Bogu „drogę wspólnoty diecezjalnej, a także całej Europy”. Przypomniał, że Mozela przez wieki była miejscem spotkania narodów, ale także bolesną granicą Europy i ziemią naznaczoną konfliktami.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję