George Washington, jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, jest jedną z najważniejszych postaci w historii Ameryki. Dowodził Armią Kontynentalną podczas wojny o niepodległość, przewodniczył obradom Konwencji Konstytucyjnej, a następnie został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, by tworzyć fundamenty amerykańskiej demokracji. Film Erwina opowiada jednak o wczesnych latach życia Washingtona, kiedy kształtował swój charakter i uczył się odpowiedzialności za innych. Poznajemy go jako chłopca, gdy wkrótce po śmierci ojca musi zrezygnować z nauki w szkole. W edukacji pomaga mu starszy brat, który tłumaczy, że świat nie jest sprawiedliwy, i podsuwa mu lektury. Washington (w tej roli William Franklyn-Miller) karierę zaczynał w siłach brytyjskich, a ściślej mówiąc – w milicji kolonialnej walczącej z wojskami francuskimi. Film opowiada o tym, jak młody i niedoświadczony, ale bardzo ambitny Washington popełnia błąd, który inicjuje zbrojny konflikt z Francją. Bohater jednak szybko się uczy na błędach, a osobiste zmagania z wrogami to także walka z własnymi słabościami. Jego historia czasem przypomina opowieść o człowieku, który (dosłownie) kulom się nie kłaniał, co pozwala na dojrzenie w nim wybrańca z legend ludów rdzennych. Obraz Washingtona jest wyidealizowany, ale nie mógł być inny, skoro przygotowano go na 250. rocznicę powstania USA. Na zupełnie inną okazję byłaby opowieść o dalszych latach Washingtona, który wycofał się ze służby na kilkanaście lat, by prowadzić życie plantatora w Mount Vernon. /w.d.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
