Reklama

Świat

Izrael/Strefa Gazy: „Droga do pokoju” (reportaż)

Rozwiązanie leży we wzajemnym dialogu i zaufaniu. Trzeba usiąść do rozmów i wysłuchać drugiej strony. To jedyny cywilizowany sposób na porozumienie. A przemoc prowadzi tylko do coraz większej rozpaczy – mówi KAI Tsameret Zamir, izraelska osadniczka z wioski w pobliżu Strefy Gazy, twórczyni projektu „Path to Peace” (Droga do pokoju), próbującego jednać społeczność izraelską i palestyńską tam, gdzie o pojednaniu słychać rzadziej niż o eksplozjach i bombardowaniach. W Netiw ha-Asara gościła grupa dziennikarzy mediów katolickich w Polski.

[ TEMATY ]

Izrael

Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0)

Z kibucu do moszawu

Moszaw (hebr. wioska, osada) Netiw ha-Asara leży przy Strefie Gazy w północno-zachodniej części pustyni Negew, w otoczeniu kibuców Zikim, Karmijja, Jad Mordechaj i Erez. Osada została założona w 1982 r. przez grupę 70 żydowskich rodzin, które ewakuowano z likwidowanej osady Netiw ha-Asara na półwyspie Synaj. Była to jedna z konsekwencji zawarcia przez Izrael i Egipt Porozumienia Camp David (1978) po tzw. wojnie Jom Kippur (1973).

Netiw ha-Asara to osada licząca niespełna 900 mieszkańców, położona najbliżej muru między Strefą Gazy a terytorium Izraela. Jedynie 5 kilometrów dzieli ją od Beit Lahiya i Beit Hanun, najbliższych osad palestyńskich. Wzdłuż liczącej 60 kilometrów granicy Izrael buduje betonowe ogrodzenie, naszpikowane czujnikami i chronione zarówno przez uzbrojone oddziały, jak i drony oraz patrole lotnicze. Mury są tak naprawdę dwa. Pierwszy wzdłuż całej granicy, a drugi wzniesiony w najwyższych punktach pobliskich osad izraelskich tak, aby chronić konkretne domy.

Reklama

Moszaw tworzy 250 rodzin, z czego 70 zajmuje się rolnictwem, a reszta dojeżdża do pracy w pobliskich miastach. Izraelski rząd zachęca do osadnictwa na tych terenach wieloma ulgami podatkowymi i dofinansowaniem.

Na przełomie października i listopada 2018 r. moszaw Netiw ha-Asara wraca do życia kilka dni po tym, jak na okolicę po raz kolejny spadły pociski wystrzelone ze Strefy Gazy w kierunku Izraela. Lotnictwo izraelskie odpowiedziało nalotami m.in. na główną kwaterę Hamasu. Wcześniej siły izraelskie zastrzeliły pięciu i raniły co najmniej 50 Palestyńczyków podczas cotygodniowych protestów w Strefie Gazy.

Tsameret Zamir, matka czworga dzieci, przyjechała do moszawu wraz z mężem w 1998 r. Wychowała się w jednym z pobliskich kibuców, czyli typowych dla Izraela spółdzielczych gospodarstw rolnych, w których ziemia i środki produkcji oraz dochód są własnością całej wspólnoty.

Reklama

„To jest mój dom”

Jak określa to miejsce, w którym palące przez 360 dni w roku słońce i częsty brak wody to najmniejszy z problemów? „To jest mój dom. Kocham go. Jedyne czego chcę, to sprawić, by życie moich dzieci tutaj było szczęśliwe. W chwili naszego przyjazdu było to miejsce piękne i spokojne. Nigdy nie sądziłam, że moje życie od tego momentu tak bardzo ulegnie zmianie” – wspomina izraelska osadniczka.

Dwa lata po przyjeździe zaczęły się ataki rakietowe. Pociski spadały na budynki mieszkaniowe i między nimi. - Dowiedzieliśmy się też, że Hamas buduje podziemne tunele [przez które uzbrojeni Palestyńczycy przedostają się ze Strefy Gazy na teren Izraela – KAI]. Kto wie, być może kiedyś odkryję taki tunel w moim ogrodzie i zobaczę wychodzącego z niego terrorystę. To jest traumatyczne doświadczenie. Przez ostatnie siedem miesięcy doświadczaliśmy także protestów ludzi, którzy próbowali przedostać się przez mur dzielący nas od Strefy Gazy. To wszystko dzieje się bardzo blisko mojego domu. Znam tu każdy kawałek ziemi i każde drzewo, które teraz są czarne od spalenizny. To bardzo smutne – mówi Tsameret.

Mieszkańcy moszawu żyją w nieustannym napięciu. W każdym domu znajduje się system alarmowy i schron, do którego muszą trafić wszyscy znajdujący się w pobliżu w ciągu pięciu sekund od chwili, gdy zacznie wyć syrena. W telefonach komórkowych zainstalowano aplikację z systemem wczesnego ostrzegania. Dzieci uczęszczają do szkoły wyłącznie w żółtym, z daleka widocznym autobusie. Dachy domostw, szkoły i przedszkola zostały specjalnie wzmocnione, aby uchronić je przed atakiem pocisków. Mimo tego, osada stara się zapomnieć czasem o konflikcie. Między domami można dostrzec plac zabaw, boisko do gry w piłkę nożną i odkryty basen. Przy dwóch rondach rosną rozłożyste palmy, zza których gdzieniegdzie nie widać betonowego muru.

Tsameret podkreśla, że w obliczu ataków mieszkańcy moszawu czują solidarność ze strony reszty izraelskiego społeczeństwa, rządu i wojska, któremu bezgranicznie ufają i dziękują za opiekę. – Ludzie zapraszają nas do swoich domów, choć przecież nas nie znają. Czujemy, że im na nas zależy. Domy patrolują oddziały złożone z żołnierzy, którzy się tu wychowali – twierdzi.

Enklawa bez perspektyw?

Ale sytuacja na terenach izraelskich to tylko jedna strona medalu. W Strefie Gazy, terytorium nieuznawanym przez żadne państwo na świecie, w stłoczonych warunkach żyje prawie 2 mln ludzi pozbawionych jakichkolwiek perspektyw rozwoju. Brakuje pracy i opieki zdrowia. W ustabilizowaniu życia nie pomaga ani nieprzejednana postawa Izraela, ani faktyczne oddanie władzy nad tymi terenami przez rząd Autonomii Palestyńskiej terrorystom z Hamasu.

Inspirowane przez Hamas protesty mają zwrócić uwagę na los setek tysięcy mieszkańców Strefy Gazy, których rodziny uciekły lub zostały wysiedlone ze swoich domów na terenach zajętych przez Izrael podczas tzw. pierwszej wojny izraelsko-arabskiej, która wybuchła w 1948 roku po proklamacji niepodległości państwa żydowskiego.

Poprzez wzniecanie protestów Hamas stale buduje poparcie dla siebie wśród mieszkańców Strefy Gazy. Według Izraelczyków, Hamasowi bardziej zależy na sianiu zniszczenia na przygranicznych osiedlach żydowskich niż na poprawie losu Palestyńczyków. - Po ostatnich atakach trwa awaria w dostawie prądu. Terroryści wolą niszczyć stacje rozrządowe po naszej stronie niż dostarczać energię swoim mieszkańcom - twierdzi Tsameret. Ale wiadomo, że kilka lat temu również Izrael wstrzymywał dostawy paliwa i prądu do Strefy Gazy. Uzależnienie enklawy od pomocy humanitarnej czyni zrozumiałym to, że w społeczności palestyńskiej narasta frustracja, będąca zarzewiem nieustannego konfliktu. Zdaniem izraelskich władz, tego właśnie chce Hamas.

Tego, w jakim stanie jest sytuacja gospodarcza w całej Autonomii Palestyńskiej, mogą doświadczyć także chrześcijanie. Trasę od Jerozolimy do Jeziora Galilejskiego wyznacza bowiem droga ekspresową nr 90, przecinająca Izrael z północy na południe, od kurortu Ejlat nad Morzem Czerwonym, wzdłuż Równiny Jordanu, aż do granicy z Libanem. W znacznej mierze droga 90 przemierza Zachodni Brzeg Jordanu, czyli historyczne obszary Judei i Samarii. Tereny te przypominają "nieziemską krainę", zdominowaną przez pustynię, skalne garby i wiecznie piekące słońce. Co kilka kilometrów wzdłuż drogi widać tereny użyźnione przez izraelskie władze pod uprawę bananowca i palmy daktylowej - jedyny znak ludzkiej aktywności. W oddali gdzieniegdzie majaczą białe kwadraciki osiedli.

Zdaniem Tsameret Zamir, Hamas wykorzystuje Palestyńczyków w Strefie Gazy do stawiania oporu wobec sił izraelskich. – Oni wykorzystują tych niewinnych ludzi, zdesperowanych i ubogich, bez pracy i pieniędzy. Płacą im kilka szekli i wysyłają pod mur. Ukrywają między nimi snajperów lub wystrzeliwują pociski. Smutne, że to mówię, bo uważam, że większość mieszkańców Strefy Gazy to dobrzy ludzie. Moglibyśmy być wspaniałymi sąsiadami, żyć i pracować obok siebie. Sądzę, że większość ludzi po tamtej stronie myśli tak samo jak ja i chce dla swoich rodzin szczęśliwego życia - uważa kobieta.

- Moim zdaniem, ludzie tam bardzo cierpią. Różnica jest taka, że nas wspiera rząd, dając schronienie i pieniądze, a im nikt nie pomaga. Nie robi tego Hamas, któremu zależy tylko na tym, by pokazać światu, że „okrutni” izraelscy żołnierze zabijają niewinnych młodych Palestyńczyków w pobliżu muru – dodaje izraelska osadniczka.

Ta sytuacja trwa już 18 lat, gdy wybuchła palestyńska intifada, a Hamas i Islamski Dżihad rozpoczęły rakietowy ostrzał przygranicznych terenów należących do Izraela. – Żyjemy w ciągłym strachu. Gdy pociski spadają na nasze domy, a ściany trzęsą się od eksplozji, wtedy naprawdę się boimy. Nigdy nie wiesz, co się stanie. Może dzień przebiegnie spokojnie, a może za parę minut stanie się coś przeciwnego – opowiada Tsameret Zamir.

Droga do pokoju

Czy istnieje jakaś nadzieja na pokój? – Zawsze staram się ją w sobie mieć. I zawsze powtarzam, że rozwiązanie leży we wzajemnym dialogu i zaufaniu. Trzeba usiąść do rozmów, wysłuchać drugiej strony, dowiedzieć się, kto czego potrzebuje. To jest jedyny cywilizowany sposób na porozumienie. Nie jest nim przemoc, bo ona prowadzi tylko do coraz większej rozpaczy – tłumaczy.

Kilka lat temu Tsameret wraz z jedną z córek stworzyły inicjatywę nazwaną Path to Peace (Droga do pokoju). Rozpoczęły produkcję niewielkich kamyków z gliny, ozdabianych następnie kolorowymi wzorami i słowami takimi jak „pokój” czy „nadzieja”. Do moszawu zaczęły przyjeżdżać grupy młodzieży z całego świata, którym rodzina opowiada o codziennym życiu na granicy ze Strefą Gazy.

Dwa lata temu Tsameret wpadła na pomysł, aby szary przygraniczny mur przyozdobić kolorowymi rysunkami, słowem „pokój” w języku angielskim, hebrajskim i arabskim oraz właśnie kamykami, a przez to symbolicznie pokazać, że w izraelsko-palestyńskim konflikcie jest nadzieja na pokój. – Mały kamyczek z własnymi życzeniami wpisanym na odwrocie może przytwierdzić do muru każdy, kto tu przyjedzie. Na całym świecie jesteśmy do siebie podobni. Chcemy żyć w pokoju – dodaje twórczyni projektu „Path to Peace”.

2018-11-05 16:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ambasador Izraela: olbrzymi wkład Jana Pawła II w stosunki żydowsko-katolickie

[ TEMATY ]

ambasador

Izrael

św. Jan Paweł II

©Wydawnictwo Biały Kruk/Adam Bujak

Na „olbrzymi wkład” Jana Pawła II, który „wyniósł stosunki żydowsko-katolickie na nieznany wcześniej poziom” zwrócił uwagę ambasador Izraela przy Stolicy Apostolskiej. W setną rocznicę urodzin papieża Oren David opublikował artykuł na łamach dziennika „Jerusalem Post”.

Dyplomata przypomniał, że w 1986 r. Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który złożył oficjalną wizytę w synagodze (w Rzymie). Nazwał wówczas wyznawców judaizmu „starszymi braćmi”. Wielokrotnie zabierał głos przeciwko antysemityzmowi, który potępiał jako „grzech przeciwko Bogu i ludzkości”. Poprosił także naród żydowski o przebaczenie za „wszystkie cierpienia zadane przez chrześcijaństwo”.

Za „więcej niż symboliczne” ambasador uznaje to, że stosunki dyplomatyczne między Państwem Izrael i Stolicą Apostolską zostały nawiązane za pontyfikatu Jana Pawła II w 1994 r. po podpisaniu Umowy Podstawowej 30 grudnia 1993 r.

„Historyczną” była również papieska wizyta w Państwie Izrael 21 marca 2000 r., będąca „punktem odniesienia” dla dwustronnych relacji ze względu zarówno na swój oficjalny charakter, jak i wykonane przez Jana Pawła II „symboliczne gesty” przy Ścianie Płaczu i w Jad Waszem – które wywarły „ogromny wpływ na tak wielu ludzi w Izraelu oraz wzrost istotnej świadomości zasadniczych zmian, jakich dokonał Kościół w stosunku do narodu żydowskiego i judaizmu po soborowym dokumencie «Nostra Aetate»” [deklaracji o stosunku Kościoła katolickiego do religii niechrześcijańskich z 1965 r.– KAI].

Ambasador zauważa, że „pomimo autentycznych rezultatów podjętych wysiłków antysemityzm nadal pozostaje wyzwaniem, któremu wspólnie trzeba stawiać czoła”. Dlatego, „biorąc pod uwagę niefortunną rolę, jaką Kościół odgrywał w przeszłości” w tej dziedzinie, konieczne jest wprowadzanie „Nostra aetate” i kolejnych dokumentów demaskujących i potępiających antysemityzm do świadomości zarówno duchowieństwa, jak i wiernych.

David wyraża zadowolenie z tego, że Stolica Apostolska zamierza przystąpić do Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Upamiętnienia Holokaustu, międzyrządowej organizacji, powstałej w 1998 r., skupiającej 42 państwa. „Tak znaczący krok będzie zgodny z jednoznacznym potępieniem antysemityzmu przez zmarłego papieża Jana Pawła II, jak również obecnego papieża Franciszka, który określił to zjawisko mianem sprzecznego chrześcijaństwem i jego żydowskimi korzeniami” – napisał dyplomata.

CZYTAJ DALEJ

IPN udostępni w internecie Bazę Ofiar zbrodni wołyńskiej

2020-07-07 16:50

[ TEMATY ]

IPN

zbrodnia wołyńska

Wołyń

Archiwum

IPN udostępni w środę w internecie Bazę Ofiar zbrodni wołyńskiej, która obecnie zawiera ok. 17 tys. wpisów nie tylko o ofiarach, ale także o miejscach śmierci. Poza bazą uruchomiona zostanie interaktywna mapa zbrodni, która ułatwi poszukiwanie informacji na ten temat.

"Instytut Pamięci Narodowej, w związku z przypadającym w sobotę, 11 lipca, Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej zaprezentuje listę ofiar dostępną on-line" - podał we wtorek IPN.

Baza Ofiar zbrodni, które popełnili ukraińscy nacjonaliści w okresie II wojny światowej, będzie dostępna na prowadzonym przez IPN portalu zbrodniawolynska.pl. W specjalnej zakładce będzie można znaleźć tam informacje o ofiarach oddziałów OUN-UPA - nie tylko o zamordowanych Polakach, ale także o osobach innych narodowości, w tym o zamordowanych Ukraińcach, którzy nieśli pomoc polskim sąsiadom, zagrożonym przez ukraińskich nacjonalistów.

"Głównym celem projektu jest upamiętnienie ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945. Mówimy tu o osobach, które w zdecydowanej większości nie mają godnego pochówku; chcemy ustalić personalia tych osób, a po części też zweryfikować liczbę osób zamordowanych" - powiedział PAP i IAR Marek Dąbrowski z Wydziału Zasobów Cyfrowych w Archiwum IPN, który wziął udział w pracach nad bazą.

Obecnie baza liczy ok. 17 tysięcy wpisów dotyczących wyłącznie dawnego województwa wołyńskiego; planowane są jednak dalsze prace dotyczące pozostałych województw m.in. lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, na terenie których działały oddziały ukraińskich nacjonalistów.

"Nie jest to 17 tysięcy nazwisk, tylko 17 tysięcy wpisów. Mamy tu informacje o poszczególnych osobach, o rodzinach, ale także o faktach zbrodni" - wyjaśnił badacz z IPN. Dodał też, że dane dotyczące zbrodni weryfikowane są na podstawie dostępnej literatury naukowej, m.in. publikacji Władysława i Ewy Siemaszków, akt śledczych oraz dokumentacji archiwalnej i fotograficznej, rozproszonej po archiwach, bibliotekach, muzeach i zbiorach prywatnych.

Integralną częścią projektu będzie interaktywna mapa zbrodni, na której oznaczono miejsca śmierci powiązane z danymi ofiar i faktami opisanymi w bazie. "Wraz z rozwojem projektu ta mapa będzie się poszerzała o kolejne województwa" - zapewnił Dąbrowski.

"Mamy również nadzieję na dotarcie do nowych, nieznanych badaczom relacji świadków" - dodał.

Projekt - jak podkreśla Instytut - ma charakter długofalowy. "Prace nad Bazą rozpoczęto na początku 2019 roku. W pierwszym etapie udostępnimy informacje dotyczące woj. wołyńskiego. W kolejnych etapach, bazując na kwerendach archiwalnych, relacjach świadków i publikacjach naukowych, będziemy sukcesywnie uzupełniać i dodawać informacje odnoszące się do pozostałych województw II Rzeczypospolitej" - podał IPN.

Zakończenie projektu przewidywane jest na lipiec 2023 r., co zbiegnie się obchodami 80. rocznicy ludobójstwa. "Chcemy do tego czasu wydobyć z niepamięci jak najwięcej informacji o losach zamordowanych Polaków oraz upamiętnić te osoby, które w zdecydowanej większości nie posiadają nawet swoich grobów. Korzystający z Bazy będą mieli możliwość zgłaszania uzupełnień do opisów oraz dodawania nowych za pomocą specjalnie przygotowanego formularza kontaktowego" - dodał IPN.

Prezentacja bazy odbędzie się w środę w Centrum Edukacyjnym IPN "Przystanek Historia" w Warszawie z udziałem m.in. prezesa IPN Jarosława Szarka oraz wieloletnich badaczy zbrodni wołyńskiej Ewy Siemaszko oraz dr. Leona Popka, a także dyrektora lubelskiego oddziału IPN Marcina Krzysztofika. Planowana jest transmisja z tego wydarzenia na kanale IPN na You Tube dla osób, które nie będą mogły w nim uczestniczyć.

11 i 12 lipca minie 77 lat od kulminacji zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, w wyniku której w latach 40. XX w. członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) zamordowali na Wołyniu i we wschodniej Galicji, według szacunków IPN, ok. 100 tys. Polaków - mężczyzn, kobiet i dzieci.

Norbert Nowotnik (PAP)

nno/ wj/

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: paulini zapraszają pielgrzymów, ale przypominają o przestrzeganiu przepisów sanitarnych

2020-07-08 15:50

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymi

Pielgrzymki 2020

Bożena Sztajner/Niedziela

Ojcowie paulini z Jasnej Góry zapraszają pielgrzymów do sanktuarium, ale przypominają o konieczności przestrzegania przepisów sanitarnych obowiązujących w dobie koronawirusa.

- Niedawno mieliśmy spotkanie w sztabie kryzysowym. W gronie uczestników tego gremium był inspektor sanitarny naszego województwa, komendant policji, ojciec kustosz, i opracowaliśmy pewien schemat postępowania, w oparciu o który możemy powiedzieć, że pielgrzymi mogą bezpiecznie w tej chwili przybywać na Jasną Górę – powiedział o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry.

- Przestrzegamy wszystkich zasad sanitarnych. Jak widzimy, do tej pory nie odnotowano na Jasnej Górze żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania. Dbamy bardzo o to, by pielgrzymi stosowali się do zasad higieny osobistej. Widzimy, że Aleje Najświętszej Maryi Panny, kawiarnie, restauracje, galerie handlowe w Częstochowie są przepełnione ludźmi, dlatego nie widzimy większego zagrożenia i przeciwwskazania, żeby zapraszać pielgrzymów także na Jasna Górę - wyjaśnił paulin.

„Widzimy, że niezależnie od naszego zaproszenia pielgrzymi przybywają. Mało jest grup zorganizowanych, autokarowych, a pielgrzymki piesze przybędą raczej w formie reprezentacji i w formie sztafety. Codziennie na drodze pojawią się inni pielgrzymi po to, żeby zachować ciągłość pielgrzymowania i wskazać, że to miejsce jest ciągle ważne. W czasie pandemii w sposób szczególny chcemy się powierzać Bożej Opatrzności i Najświętszej Maryi Pannie wierząc, że to miejsce, które tylu Polakom służyło za źródło prawdziwej nadziei na to życie i życie nadprzyrodzone, ciągle pozostaje ważnym punktem odniesienia w naszych czasach i w tych trudnych okolicznościach” – podkreślił przeor klasztoru.

Kustosz o. Waldemar Pastusiak podkreśla, że klasztor od początku przestrzega rygorów bezpieczeństwa, w przekonaniu, że jest to wyraz troski o bliźniego i siebie samego. „Wierzymy, że te wszystkie obostrzenia są nakładane dla naszego dobra" - zaznacza zakonnik. Przypomina, że na Jasnej Górze regularnie prowadzona jest dezynfekcja zarówno kaplicy Matki Bożej, jak i bazyliki, bez względu na to, czy pielgrzymi byli tam obecni czy nie. - Konfesjonały, ławki, krzesła, to wszystko jest na bieżąco dezynfekowane - zapewnia.

O zasadach sanitarnych obowiązujących na terenie sanktuarium, zgodnych z ogólnopolskimi przepisami sanitarnymi mówią, w specjalnie przygotowanym materiale filmowym, podkomisarz Sabina Chyra-Giereś, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie i o. Michał Legan, rzecznik Jasnej Góry.

„Ważne jest, aby pielgrzymi pamiętali o przestrzeganiu nakazu zakrywania ust i nosa, o utrzymaniu dystansu społecznego i myciu rąk. Dystrybutory z płynem odkażającym są na placu przed szczytem, a także w wielu punktach na Jasnej Górze. W sanktuarium regularnie prowadzona jest dezynfekcja ławek, konfesjonałów i krzeseł, zarówno w kaplicy jak i w bazylice” - podkreślają przedstawicielka częstochowskiej policji i o. Legan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję