Reklama

Azyl dla Silje Garmo oficjalnie potwierdzony

2019-02-13 16:36

ordoiuris.pl

Twitter

Urząd do Spraw Cudzoziemców oficjalnie ogłosił przyznanie przez Polskę azylu Silje Garmo i jej córce. Decyzja jest potwierdzeniem grudniowego postanowienia Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przed polskimi władzami Norweżkę reprezentowali prawnicy Ordo Iuris. Petycje w sprawie udzielenia ochrony azylowej podpisały tysiące Polaków.

Silje Garmo uciekła wraz córką z Norwegii, gdyż groziło jej niesłuszne odebranie dziecka ze strony urzędu Barnevernet. W styczniu ubiegłego roku Urząd do Spraw Cudzoziemców uznał, że przyznanie azylu dla Norweżki i jej córki jest uzasadnione ze względu na zagrożenie życia rodzinnego. Inną decyzję podjęło jednak MSZ stwierdzając, że udzielenie ochrony azylowej „nie leży w interesie Rzeczypospolitej”. Instytut Ordo Iuris złożył wtedy wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy przez Ministerstwo.

W grudniu MSZ ogłosiło, że wyraża zgodę na azyl dla Silje i Eiry Garmo. Do przyznania ochrony potrzebna była tylko formalna akceptacja ze strony Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Urząd potwierdził tę decyzję uwzględniając w całości żądanie pełnomocnika Norweżki – adw. Jerzego Kwaśniewskiego, Prezesa Ordo Iuris.

Reklama

„Wydana decyzja o przyznaniu azylu Silje Garmo i jej córeczce wpisuje się w międzynarodową krytykę urzędu Barnevernet i jest doskonałą pointą sprawy polskiego konsula w Norwegii. Cieszymy się, że po półtorarocznym postępowaniu Silje i Eira mogą czuć się już bezpieczne w naszej Ojczyźnie" - skomentował Jerzy Kwaśniewski.

Tagi:
matka dziecko Norwegia

Reklama

Wystarczy, gdy mąż kocha żonę

2019-05-21 13:11

Magdalena Kowalewska
Edycja warszawska 21/2019, str. 4-5

Kinga Małecka-Prybyło to kochająca żona i matka piątki dzieci, która łączy prowadzenie domu z działalnością pro-life

Magdalena Kowalewska
Szczęśliwa rodzina Prybyłów swój dom buduje na skale

Dziewięcioletnia Marysia na 26 maja dla swojej mamy przygotowuje laurkę, z kolei 12-letni Maks w ubiegłym roku napisał dla mamy wiersz: „To Mama sprawiła, że na ten świat mnie wprowadziła. Nie za rękę, lecz ze swego łona. Kto nie chce wierzyć, niech sam się przekona” – to tylko fragment poezji Maksa. Teraz również szykuje pewną niespodziankę, której jeszcze nie chce zdradzić. 5-letni Leon z okazji Dnia Matki przygotowuje się w przedszkolu do występu artystycznego. W podobnych wydarzeniach również będą uczestniczyć pozostałe dzieci Prybyłów. Dzień Matki to szczególne święto w ich domu. – Kiedy bliźniaki, Bernard i Bruno, byli jeszcze mali, tata w ich imieniu podarował mamie, gdy spała, dwa bukieciki kwiatów – opowiada Marysia. Dzieci przyznają, że Kinga jest „super mamą”. – Umie z nimi wnikliwie rozmawiać, uczy też ich empatii i pomocy innym – relacjonuje mąż Kingi i dodaje: – Moja żona jest bardzo dzielną kobietą. Przed urodzeniem bliźniaków trafiłem do szpitala, do ostatnich dni przed porodem Kinga odwiedzała mnie. Kilka razy zmienialiśmy datę cesarki – wspomina z uśmiechem Oleg. Na pytanie, gdzie tkwi tajemnica „super mamy”, odpowiada: – Wystarczy, że mąż będzie kochać swoją żonę.

Zaufali Bogu

Rano on wyjeżdża do pracy, Kinga odwozi piątkę pociech do szkoły i przedszkola. – Gdy dzieci w aucie zapną pasy, żegnają się i w imię Boże rozpoczynamy każdy dzień. W drodze modlimy się, zawierzając Bogu siebie i naszych bliskich i dziękując za wszystko, co nas spotyka. Chcemy budować nasz dom na skale, nie na piasku – opowiada Kinga. W ten sposób rodzice uczą dzieci postawy wdzięczności. Chwile spędzone w aucie to czas na wspólne śpiewy, rozmowy i żarty. Dzieci uczęszczają do katolickiej szkoły, która wspiera rodziców w dobrym wychowaniu maluchów. – Nie musimy bać się, że na lekcjach pojawią się seksedukatorzy, rodzice są najlepszymi autorytetami i nauczycielami, którzy dobrze wiedzą, w jaki sposób i w jaki wieku rozmawiać z dziećmi o cielesności i płciowości – mówi małżeństwo Prybyłów.

Kinga i Oleg, codziennie dziękują Bogu za życie każdego ich dziecka. Są rodzicami w sumie siedmiorga dzieci. Po urodzeniu najstarszego syna, Maksymiliana, któremu lekarze dawali dziesięć procent na przeżycie, Kinga dwa razy poroniła. Przeszła także operację, po której lekarze nie dawali jej szans na ponowne zajście w ciążę. – Był to trudny moment, ale nie wpadliśmy z tego powodu w rozpacz. Postanowiliśmy, że jeśli rzeczywiście nie będziemy mogli mieć więcej dzieci, zdecydujemy się na adopcję – opowiadają małżonkowie. – Doświadczaliśmy Bożego prowadzenia we wszystkich trudnych momentach, których nie brakowało – dodaje Oleg.

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Trzy lata po narodzinach Maksa, na świat przyszła Marysia, potem Leon i bliźniaki, Bernard i Bruno.– Każde kolejne dzieci to cuda. Mogłoby ich nie być. I tak traktuję też macierzyństwo, jako wielki cud, za który jestem nieustannie wdzięczna – wyznaje Kinga, którą w prowadzeniu domu wspiera mąż. – Gdy dowiedzieliśmy się, że mają urodzić się bliźnięta, Oleg świetnie sprawdził się we wszystkich organizacyjnych sprawach. Od razu postanowił, że trzeba zmienić samochód na większy – opowiada.

Czas dla męża i dzieci

Mąż zajął się podziałem obowiązków i zaangażowaniem starszych dzieci w pomoc. W domu znajduje się rozpiska zadań. Każdego dnia nad wypełnieniem obowiązków czuwa dany „dyrektor dnia”. – Dyrektorem może być tata, Maks i ja – mówi Marysia i przynosi pięciostronicowy arkusz, na którym rozpisane są poszczególne zadania, takie jak kontrola pościelonych łóżek czy włożenie naczyń do zmywarki. Na pytanie, dlaczego mama nie jest „dyrektorem dnia”, Marysia odpowiada, że mama jest w „zarządzie” i pomaga każdemu dziecku. – Podział obowiązków w rodzinie wielodzietnej to podstawa. Czasu jest mało, ale dobra organizacja sprawia, że mamy zarówno czas dla siebie i dla dzieci – tłumaczy Kinga.

Po przyjściu na świat bliźniaków małżonkowie praktycznie nie mieli czasu dla siebie. Przez dwa lata nie wychodzili bez dzieci z domu. Postanowili to zmienić. Zapisali się na taniec towarzyski, oprócz tego organizują sobie raz w miesiącu randki małżeńskie. – W ten sposób pielęgnujemy nasza małżeńską relację. Jest pewna walka pomiędzy czasem dla siebie i czasem spędzanym wspólnie z dziećmi, ale podstawą jest dobra organizacja, w czym moja żona jest najlepsza – opowiada Oleg Prybyło.

W służbie innym

Po urodzeniu najstarszego syna Maksymiliana, Kinga postanowiła włączyć się w działalność społeczną Fundacji Pro-Prawo do Życia. – W ten sposób chciałam podziękować Bogu za ten niezwykły prezent, jakim było nasze pierwsze dziecko. Gdy byłam w ciąży z Maksem, zastanawiałam się, w jaki sposób mogę wyrazić moją wdzięczność za ten dar – opowiada. Kinga została wolontariuszką wspomnianej fundacji, znanej z działalności na rzecz obrony życia poczętych dzieci i antyaborcyjnych wystaw. Zaczęła się dzielić z innymi kobietami doświadczeniem matki, której zmarło przed porodem dwoje dzieci. – Gdy poroniłam, pomyślałam, że Pan Bóg daje mi to doświadczenie, abym mogła wspierać kobiety przeżywające podobne trudne chwile – tłumaczy.

Uczestniczyła też w licznych pikietach pro-life oraz organizowała w różnych miejscach wystawę „Wybierz życie”, która stała się podstawą do próby oskarżenia Kingi o … zgorszenie publiczne. Procesy zakończyły się wyrokami uniewinniającymi lub umarzającymi sprawę, ale nie skończyły się wezwania przez policję na przesłuchania.– Gdy w salach sądowych pytano mnie czy wyobrażam sobie, jak czuje się matka, która poroniła, mówiłam, że doskonale wiem i mam świadomość ogromnej wartości życia ludzkiego – wspomina Kinga. Działalność pro-life często spotykała się z inwektywami innych, ale te sytuacje nie zniechęcały Kingi do stawania w każdym miejscu i czasie w obronie nienarodzonych dzieci. Miała i ma wsparcie w mężu. – Oleg wspiera mnie nie tylko w prowadzeniu domu, ale także w inicjatywach Fundacji Pro-Prawo do Życia. Sam angażuje się w jej działalność – mówi Kinga, która obecnie pomaga w zbiórce podpisów pod obywatelskim projektem inicjatywy ustawodawczej „Stop pedofilii”. – Wobec ofensywy lewicowych środowisk i ideologii gender, naszym obowiązkiem jest chronić nasze dzieci przed demoralizacją, stąd też ta obywatelska inicjatywa – tłumaczy Kinga.

Dom pełen życia

Małżeństwo Prybyłów zrezygnowało w domu z telewizora, który jest nie tylko złodziejem czasu, ale także łatwym dostępem do niepożądanych treści dla dzieci. W zamian postanowili kupić duży rodzinny stół, przy którym nie tylko jedzą, rozmawiają, czytają bajki i uczą dzieci, ale także grają ze swoimi pociechami w bilard. – Nasze dzieci nie mają smartfonów, zamiast telefonów inwestujemy w ich rozwijanie talentów – tłumaczą. Marysia występuje przy Zespole Pieśni i Tańca Mazowsze, śpiewa i gra na skrzypcach. Maks z kolei wymarzył sobie elektryczną gitarę po to, żeby rozwijać swoje muzyczne zdolności. Gra także na pianinie. Dom Prybyłów szczególnie latem tętni życiem, kiedy do ich dzieci przyjeżdżają koledzy i koleżanki. Do lasu, który znajduje się wokół ich domu, przyciągają ich huśtawki, trampolina czy basen. – Nie zamykamy naszych dzieci w klatce – śmieją się Kinga i Oleg, którzy ponad 14 lat temu zaręczyli się w katedrze we Lwowie… przed Najświętszym Sakramentem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

– Pamiętam czasy, gdy Ksiądz Arcybiskup pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego KEP, a przez media przetoczyła się fala nagonki na Kościół ws. lustracji. Teraz jako przewodniczący musi się Ksiądz Arcybiskup zmagać z falą krytyki ws. rozliczeń nadużyć seksualnych. Czy teraz KEP jest w trudniejszej sytuacji niż 10 lat temu?

– Trzeba wyraźnie rozgraniczyć: czym innym jest – jak pan redaktor to ujął – medialna nagonka antykościelna, a czym innym – dążenie do prawdy i zmaganie ze złem. Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym.
Trudność dzisiejszej sytuacji polega na tym, że kwestia pedofilii stała się – już nie tylko w Polsce, ale niemal na całym świecie – dającym się łatwo wykorzystać tematem do ataków na Kościół, które mają na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Kościół jest bowiem ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować.

– Ksiądz Arcybiskup wymienia w liście marsze środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, które w nazwie mają tolerancję, a tak naprawdę ich uczestnicy pogardzają chrześcijaństwem. A może Kościół powinien nawiązać dialog ze środowiskami LGBT i iść do nich z Dobrą Nowiną?

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo. Dla nas osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia. W imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy.


Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 29/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tuplice: Ks. Jerzy Loch zakończył wieloletnią posługę w parafii

2019-07-21 23:05

Kamil Krasowski

„Wystarczyła ci sutanna uboga” – takim utworem zakończył się uroczysty koncert jakim 21 lipca parafianie i władze samorządowe podziękowały swojemu proboszczowi za ponad 30-letnią posługę duszpasterską w parafii Chrystusa Króla w Tuplicach.

Karolina Krasowska
Parafianie podziękowali proboszczowi za wieloletnią posługę w Tuplicach

Ks. Jerzy Loch po 32 latach będzie odtąd rezydował w zielonogórskiej parafii Podwyższenia Krzyża Świętego.

Zobacz zdjęcia: Koncert z okazji zakończenia 32-letniej posługi ks. Jerzego Locha w Tuplicach

Rodzina i przyjaciele ks. Jerzego wysłuchali i zobaczyli koncert przeplatany wspomnieniami z życia i posługi swojego proboszcza. Zespół złożony z parafian skupionych wokół wójt Katarzyny Kromp zaprezentował kilka utworów m.in. "Świecie nasz" Marka Grechuty, "Czas nas uczy pogody" Grażyny Łobaszewskiej, czy "Wiem, że jesteś sam" Anny Wyszkoni oraz "Barkę" i Hymn ŚDM 2016 "Błogosławieni miłosierni".

Cały tekst w wydaniu drukowanym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem