Reklama

Kraków: rozpoczęły się uroczystości św. Stanisława, głównego patrona Polski

2019-05-12 09:09

md / Kraków (KAI)

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Uroczystym biciem dzwonu Zygmunta rozpoczęła się w niedzielę w Krakowie procesja św. Stanisława, która wyruszyła z katedry na Wawelu do klasztoru Ojców Paulinów na Skałce.

Uroczystości rozpoczęły się przy konfesji św. Stanisława w katedrze na Wawelu. Kiedy procesja dojdzie na Skałkę, przy ołtarzu Trzech Tysiącleci zostanie odprawiona Msza św. Będą w niej uczestniczyć przedstawiciele Episkopatu Polski oraz nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio.

Eucharystii na Skałce będzie przewodniczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, który również wygłosi homilię.

W tym roku procesja św. Stanisława z Wawelu na Skałkę idzie inną niż tradycyjna trasą. Zmiany spowodowane są remontami ulic, którymi ona zwyczajowo przebiega. Ze względu na możliwe utrudnienia komunikacyjne nie odbędzie się procesja powrotna na Wawel.

Reklama

Zobacz zdjęcia: Uroczystości św. Stanisława, głównego patrona Polski

„Niech i w tym roku połączy nas gorąca modlitwa za naszą Ojczyznę i za Kościół w Polsce, za wszystkich Rodaków w kraju i poza granicami. Będziemy prosić o pomyślność dla naszej Ojczyzny przez wstawiennictwo św. Stanisława Biskupa i Męczennika, który nazywany jest Ojcem i Opiekunem całej Ojczyzny, a także Patronem we wszystkich Jej potrzebach” – napisał abp Marek Jędraszewski w zaproszeniu na uroczystości.

Procesja wyruszyła z Wawelu przy uroczystym biciu dzwonu Zygmunta. W tradycyjnym pochodzie na Skałkę uczestniczą, obok hierarchów Kościoła, przedstawiciele wszystkich stanów, stowarzyszeń, bractw i instytucji krakowskich.

Za relikwiami św. Stanisława idą kardynałowie, biskupi, kapituły, Kawalerowie Maltańscy, rycerze i damy Grobu Pańskiego, członkowie Zakonu Szpitalnego św. Łazarza oraz profesorowie, rektorzy wyższych uczelni, bractwa.

W procesji uczestniczą także radni Krakowa, politycy, przedstawiciele gmin Małopolski i dziesiątki tysięcy wiernych w tradycyjnych strojach ludowych. W barwnych kontuszach występują członkowie Bractwa Kurkowego. Obecni są harcerze, policja, straż pożarna i wojsko.

W wielotysięcznym tłumie czcicieli św. Stanisława jest reprezentowany Senat Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w togach, prezydenci, wójtowie i burmistrzowie Małopolski z insygniami swojej władzy: berłami i łańcuchami oraz władze wojewódzkie, miejskie i samorządowe. W procesji niesione są relikwie świętych i błogosławionych archidiecezji krakowskiej, m.in. św. Stanisława, św. Brata Alberta, św. Faustyny i św. Jacka czy bł. Michała Giedroycia, który został w tym roku ogłoszony błogosławionym.

Tradycja procesji z relikwiami św. Stanisława sięga średniowiecza. Pierwsza procesja odbyła się po kanonizacji biskupa Stanisława w 1253 roku. W ciągu wieków utrwalił się zwyczaj przejścia z relikwiami Świętego w niedzielę po 8 maja, czyli w oktawę uroczystości patronalnej św. Stanisława.

Tagi:
św. Stanisław procesja

Trzeba dziękować

2019-05-21 13:11

Marek Zygmunt
Edycja świdnicka 21/2019, str. 4-5

Uroczystości odpustowe ku czci św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, patrona diecezji świdnickiej

Marek Zygmunt
Relikwie św. Stanisława BM niosą w procesji alumni Wyższego Seminarium Duchownego

Gościem specjalnym tegorocznych uroczystości odpustowych ku czci św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona Polski i m.in. diecezji świdnickiej, był metropolita senior archidiecezji przemyskiej, były wieloletni przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. Uczestniczyli w nich również m.in. księża infułaci: Kazimierz Jandziszak, Józef Strugarek, kanonicy kapituły katedralnej oraz kolegiackich: wałbrzyskiej, kłodzkiej i strzegomskiej, proboszczowie i wikariusze wielu naszych wspólnot wraz ze swoimi parafianami, pracownicy Świdnickiej Kurii Biskupiej z jej kanclerzem ks. prał. Stanisławem Chomiakiem, wykładowcy i alumni Wyższego Seminarium Duchownego z jego rektorem ks. prał. dr. Tadeuszem Chlipałą, kierownictwo diecezjalnej Caritas z księżmi dyrektorami: Radosławem Kisielem i Janem Gargasewiczem, reprezentantki żeńskich zgromadzeń zakonnych, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń katolickich działających na terenie naszej diecezji. W odpustowych obchodach wzięli również udział: szef kancelarii prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk, poseł Ireneusz Zyska, wicewojewoda dolnośląski Kamil Zieliński oraz wicemarszałek województwa dolnośląskiego Marcin Gwóźdź.

Uroczystości rozpoczęły się Nieszporami ku czci św. Stanisława sprawowanymi w świdnickim kościele pw. św. Józefa przez biskupa pomocniczego bp. Adama Bałabucha, który w tym dniu obchodził jedenastą rocznicę przyjęcia sakry biskupiej. Po nabożeństwie abp Józef Michalik poprowadził ulicami Świdnicy procesję z relikwiami św. Stanisława BM do katedry, gdzie przewodniczył odpustowej Eucharystii.

Zabierając głos na początku Mszy św., bp Ignacy Dec podkreślił m.in. że św. Stanisław BM jest patronem nie tylko Polski, ale również archidiecezji: krakowskiej, warszawskiej, poznańskiej i lubelskiej oraz diecezji: tarnowskiej, sandomierskiej, kieleckiej, płockiej i właśnie świdnickiej. W naszym kraju istnieje obecnie ponad 270 świątyń i ok. 200 parafii pod jego wezwaniem. To wszystko świadczy o wielkim kulcie św. Stanisława w historii i w czasach współczesnych w naszej Ojczyźnie.

Z kolei abp Józef Michalik w słowie rozpoczynającym Eucharystię podziękował świdnickiemu ordynariuszowi nie tylko za zaproszenie na tegoroczne uroczystości odpustowe, ale za wiele takich momentów życiowych, w których staje on w obronie różnych, ale jakże podstawowych, ważnych ideałów dla naszego Kościoła, żeby mógł być wierny Chrystusowi, mógł być jednością, nie utracił niczego z tego wielkiego ponadtysiącletniego dziedzictwa wiary w naszej Ojczyźnie.

Nawiązując w homilii do czytanej Ewangelii, Ksiądz Arcybiskup wskazał, że mamy w niej bardzo jasny wyraz troski Pana Jezusa o dobrego pasterza. On jest Dobrym Pasterzem. A Jezus jako Dobry Pasterz zna swoje owce, zna każdego z nas i nie zniechęca się, że nieraz musi chodzić i szukać nas po pagórkach, cierniach, zagubionych zaroślach. On kocha swoje owce i dlatego niejednokrotnie naraża się, broni przed wilkiem, niebezpieczeństwem. To jest ta wielka świadomość, która ludziom wiary daje wewnętrzną moc, że my w naszych zmaganiach z trudnościami osobistymi, zewnętrznymi wcale nie jesteśmy sami. On jest z nami. To jest ta siła, którą ma każdy z nas, bo jeśli idziemy drogą prawdy, drogą Bożych przykazań, Jego wskazań, to nie bójmy się nikogo i niczego. Jesteśmy po stronie zwycięskiej, mimo że niekiedy trzeba będzie przegrać bitwę, ale wygramy wojnę, tę najważniejszą wojnę. Będzie ona zwycięska. To jest właśnie to przesłanie wielkiej ufności. Jeżeli mamy nadzieję i wierzymy, że Bóg jest z nami, to nie boimy się naszych przeciwników. Ale jest i przestroga św. Pawła; bądźcie roztropni, uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Bóg sam ustanowił was pasterzami. Zdaniem Księdza Arcybiskupa, taka jest właśnie funkcja pasterza, którego rozpoznają te owce, ludzie znają Jego głos. Są przyzwyczajeni, że On zawsze karmi ich dobrym pokarmem, niekiedy używa mocniejszego głosu, a czasem używa innych argumentów, żeby te rozpraszające się owce przypędzić do stada.

W dalszej części homilii kaznodzieja podkreślił m.in., że siłą Kościoła w naszym kraju i na świecie są Bóg i prosty człowiek, człowiek szczerego, prawdziwego serca. – Myślę, że dzisiaj są władcy, dla których Chrystus jest bardzo nie wygodny. Przychodzą oni z różnych poziomów, także politycznych, partyjnych, poziomów władzy medialnej, która dzisiaj upatrzyła sobie Baranka Wielkanocnego do złożenia ofiary. Jeśli nas „biją” za nasze grzechy, to my jesteśmy im wdzięczni, bo sami wiemy od Chrystusa, od Papieża, od naszych spowiedników, że się mamy nawracać – mówił o kapłanach, biskupach abp Józef Michalik. Kaznodzieja zauważył, że w dzisiejszej rzeczywistości są nie tylko negatywy, ale mamy za co dziękować Panu Bogu. Wskazał na św. Stanisława, który oddał życie w obronie uczciwości, prawdy, moralności, był przykładem tego, że u fundamentów miłości Ojczyzny warto położyć nawet własne życie, nie tylko karierę i nadzieje. Zdaniem abp. Józefa Michalika, Panu Bogu trzeba dziękować np. także za to, że według statystyk z końca 2018 r. 75 proc. młodzieży szkół średnich uczęszcza na katechezę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Utracone, ale nie na zawsze

2019-10-01 13:55

Marzena Cyfert
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 16-17

Boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać

Zapytałam kiedyś przedszkolaków, co to jest skarb. Padały różne propozycje. – Brylanty, złoto, skrzynia z pieniędzmi. W końcu padła nieśmiała odpowiedź: – Jak rodzice nie mają długo dziecka i to dziecko im się w końcu urodzi, to jest ich skarb.

Magda cieszy się swoim skarbem, ale zanim to się stało, straciła sześcioro dzieci w pierwszych miesiącach ciąży. Mówi, że jej serce składa się z sześciu kawałków, bo tyle razy pękało – przy każdej stracie. Dziś 5-letni Wiktor to plasterek miodu na jej popękane serce. 15 października w Dzień Dziecka Utraconego spotykam ich na Mszy św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a później patrzę, jak wysyłają niebu sześć białych baloników. – Dla Antosi, Bartka, Karolinki... – wymienia Wiktor. Spotykam też Ewę z mężem – mają dwa białe baloniki, ale w swoich dłoniach nie trzymają dziecięcej rączki. Stracili dwoje dzieci, a później już się nie udało. Mówią, że zamiary Boże nie są tak oczywiste i przewidywalne, jak by się chciało.

Dziecko, które się rozmyśliło

Utrata dziecka zawsze jest traumą, niezależnie od jego wieku i okoliczności, w których to nastąpiło. Konsekwencje psychiczne i społeczne takiej straty są wielowymiarowe, gdyż stres potraumatyczny może powodować różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i depresyjne. Najtrudniejszym elementem przy stracie dziecka nienarodzonego dla kobiety jest fakt, że nigdy go nie zobaczyła ani nie przytuliła, a przecież wiedziała o jego istnieniu. Jak pisze ks. Arkadiusz Olczyk: „Mówiąc krótko, boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać”.

Trudny jest również brak społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby. Z jednej strony bagatelizuje się zaistniały fakt, z drugiej zaś słyszy się tanie pocieszanie: „Jeszcze będziesz miała dziecko”; „Jakby miało być chore, to lepiej...”. Tymczasem kobieta przeżywa dramat i czuje żal, bo umarło jej dziecko – to konkretne, na które teraz czekała. – Czasem jest to żal do całego świata: do spotykanych na ulicy kobiet w zaawansowanej ciąży, bo im się udało; do Pana Boga, bo mógł temu zaradzić, a nic nie zrobił; a nawet absurdalny żal do warzyw na straganach, które każdego dnia odmierzasz z aptekarską dokładnością, a jednak nie zapewniają zdrowia twojemu dziecku – wspomina Małgosia. – Najtrudniejsze było jednak wytłumaczenie 3-letniej córeczce – pukającej palcem w mój brzuch i pytającej, co słychać u dzidziusia – że on się nie urodzi. Mała zapytała wtedy zawiedziona: czy dzidziuś się rozmyślił? – zwierza się Małgosia.

Nie bądźcie smutni

Na wrocławskim cmentarzu osobowickim widziałam pomnik dziecka utraconego, które wyciąga ręce do pogrążonych w bólu rodziców, by ich pocieszyć. Figura dziecka jest przezroczysta i jest symbolem osoby utraconej, ale zarazem obecnej, która zdaje się, że mówi: Nie bądźcie smutni! Zanim jednak rodzice przestaną być smutni, muszą przejść przez dni rozpaczy i żałoby, a to różnie wygląda. Inaczej przeżywa stratę ojciec dziecka – równie mocno, choć przeważnie bardziej skrycie – a inaczej matka. Nie ma ustalonych reguł i jednego sposobu na jej przeżycie, każdy ma też swoje tempo przeżywania. Faktem jest jednak, że po wielu dniach bólu, smutku i cierpienia przychodzi wewnętrzny spokój. Psychologowie mówią, że czas trwania żałoby to optymalnie dwanaście miesięcy – tak, by rodzice mogli przejść ze świadomością straty przez wszystkie kluczowe dni roku: pierwsze Boże Narodzenie bez dziecka, pierwsze uroczystości rodzinne bez dziecka... Ania wspomina: – Jasia straciliśmy w 4. miesiącu ciąży, ale do 9. miesiąca zastanawiałam się, co by się z nim teraz działo, jaki byłby duży. Może już by się nawet uśmiechał na USG. I w myślach uśmiechałam się do niego. Zaraz jednak pojawiał się tamten obraz z pamiętnego USG – smutna, spuszczona główka. I przychodziła rozpacz.

Formą radzenia sobie z żalem może też być zadaniowość – kobieta od razu planuje kolejne ciąże albo wpada w wir wymyślonych obowiązków, by się czymś zająć i nie myśleć o stracie.

Co na to przepisy

Jednym z etapów przeżywania żałoby jest pogrzeb i pożegnanie bliskiej osoby, dlatego pogrzeb dziecka ma duże znaczenie. Obecne przepisy pozwalają na jego zorganizowanie, niezależnie od tygodnia, w którym nastąpiła śmierć. Rodzicom przysługuje również zasiłek pogrzebowy. Szpitale zazwyczaj o tym nie informują, a na pytanie dotyczące procedur nie potrafią odpowiedzieć pracownicy ani szpitali, ani zakładów pogrzebowych. – Lekarz w szpitalu patrzył na mnie jak na kobietę szaloną. Ja również patrzyłam na niego jak na kogoś, kto postradał zmysły, bo dziecko, które mieszkało dziewięć cudownych tygodni pod moim sercem, nazywał martwą ciążą i nie chciał mi go oddać. Tłumaczyłam, że każdemu utraconemu dziecku należą się pogrzeb i miejsce na ziemi. W końcu przyznał mi rację. Rozpłakałam się, gdy w USC podawałam imię córeczki: Anna! A później z dumą patrzyłam na akt urodzenia, choć był to jednocześnie akt zgonu mojego dziecka – opowiada Renata.

Przez kilka lat niektóre szpitale uniemożliwiały pogrzeb dziecka z powodu nieznajomości jego płci. Rodzice musieli płacić za kosztowne badania genetyczne, mieli też problemy z uzyskaniem zasiłku pogrzebowego. Zmieniło się to w 2016 r. Na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” czytamy: „Aby ubiegać się o refundację kosztów pogrzebu dziecka zmarłego przed narodzeniem, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym, czyli zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Do rejestracji konieczne jest określenie płci dziecka, co w niektórych przypadkach jest możliwe wyłącznie za pomocą badań genetycznych. Należy pamiętać, że koszt tych badań uznaje się za wydatki związane z pogrzebem, a to oznacza, że są one refundowane w ramach zasiłku pogrzebowego”.

Renata zorganizowała pogrzeb swojej córeczce miesiąc po poronieniu. – Nie wiedziałam, że grób jest taki ważny. Myślałam, że skoro dziecko na zawsze zostanie w moich myślach, to nie potrzeba nam marmurowego nagrobka. Tylko czemu taka bezdomna się czułam za każdym razem, przechodząc przez cmentarz? – dzieli się swoim doświadczeniem. – Po pogrzebie zaś odczułam ulgę, jakbym zamknęła jakiś ważny rozdział w życiu, bo nasza Ania dostała swoje miejsce nie tylko w naszych sercach – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przy Muzeum Ziemi Wieluńskiej posadzono „Dąb Pamięci”

2019-10-16 08:31

Zofia Białas

„Dąb Pamięci” oznaczony numerem 13 został posadzony na placu przed Muzeum Ziemi Wieluńskiej 10 października 2019 r. W tym dniu wieluńscy muzealnicy wspominali 93. rocznicę powstania pierwszego wieluńskiego muzeum oraz przypadający w tym dniu Światowy Dzień Drzewa.

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

Pierwsze muzeum powstało w wieluńskim zamku 10 października 1926 r. Jego inicjatorką była Felicja Rymarkiewiczowa, właścicielka Niedzielska. Obydwa wydarzenia – 93. rocznica powstania pierwszej wieluńskiej placówki muzealnej i Światowy Dzień Drzewa stały się okazją do świętowania i upamiętnienia rocznicy powstania muzeum posadzeniem „Dębu Pamięci” obok budynku obecnego Muzeum Ziemi Wieluńskiej, mieszczącego się w dawnym klasztorze sióstr Bernardynek.

Muzeum utworzone w 1926 roku przestało funkcjonować w czasie okupacji niemieckiej. Placówka została ograbiona ze swoich zbiorów. Wiele eksponatów bezpowrotnie przepadło. Odrodzenie przyszło dopiero w roku 1964. Wielkie zasługi dla odtworzenia Muzeum należy przypisać profesorowi Tadeuszowi Olejnikowi. To dzięki jego staraniom placówka została powołana do życia na nowo, a jej zbiory dziś są jednymi z ważniejszych w województwie łódzkim. O tym wszystkim mówił Jan Książek- dyrektor placówki.

„Dąb Pamięci”, posadzony w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej stanie się żywym pomnikiem dramatu miasta Wielunia i dramatu młodej instytucji kulturalnej ( w 1939 roku miała zaledwie 13 lat)

Sadzonki 80 oznaczonych certyfikatem „Dębów Pamięci” dla wielu szkół i instytucji przygotowało  Nadleśnictwo Wieluń pod patronatem Burmistrza Wielunia Pawła Okrasy. Piękna akcja „80 dębów na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej”. Sadzonki wyhodowano z nasion dębu szypułkowego (Quercus robur) oznaczonego numerem 181, potomka najstarszego w Polsce „Dębu Chrobrego”, posadzonego na Wieluńskim Rynku 3 września 2006 roku.

Muzeum otrzymało sadzonkę z numerem 13. Została ona posadzona w przylegającym do muzeum parku im. Rotmistrza Witolda Pileckiego. Numer sadzonki to także numer budynku, pod jakim przy ulicy Narutowicza znajduje się Muzeum.

Posadzenie „Dębu Pamięci” idealnie wpisało się w obchody 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i w 93. rocznicę powstania muzeum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem