Reklama

Watykan

Kard. Krajewski: media są dzisiaj błogosławieństwem

Bolesny i trudny czas pandemii stanowi okazję do docenienia roli mediów w naszym życiu jako wspaniałego daru Bożego. One sprawiają, że słyszymy głos umocnienia i otuchy ze strony Papieża Franciszka, pozwalają nam także włączyć się w jego modlitwę za udręczoną ludzkość – podkreślił jamużnik papieski.

[ TEMATY ]

media

internet

kard. Krajewski

pandemia

Vatican News

Kard. Krajewski

Kard. Konrad Krajewski zaznaczył, że media uruchamiają łańcuch solidarności z całym światem dotkniętym cierpieniem, przez co możemy składać go w sercu Boga. Nie tyle kreują dzisiaj rzeczywistość, ile przekazują to czym żyją ludzie i to czego potrzebują. Mówi kard. Konrad Krajewski, jałmużnik papieski.

Kard. Konrad Krajewski o roli mediów

„Ta solidarność jest bardzo ważna, szczególnie ze strony Ojca Świętego. Dzisiaj środki masowego przekazu pozwalają nam na to, aby być obecnym codziennie w domach milionów ludzi i Ojciec Święty wykorzystuje te środki. Jezus nie miał takich możliwości, natomiast obecny Papież Franciszek je ma i to jest bardzo korzystne – stwierdził w wywiadzie dla Radia Watykańskiego kard. Konrad Krajewski. - Jednocześnie nie musi w tym bardzo trudnym czasie dla świata, udawać się w podróże apostolskie, natomiast w sposób apostolski dzięki internetowi jest obecny we wszystkich domach, które chcą przed nim otworzyć swoje podwoje. Media są dzisiaj błogosławieństwem dla nas wszystkich, naprawdę są pomocą i to jest funkcja służebna wobec wszystkich. Dzięki mediom można przywracać ludziom nadzieję, można dodawać im odwagi, jak i oczywiście niszczyć. Teraz jest ten moment, kiedy wszyscy jesteśmy zjednoczeniu i media odgrywają tutaj bardzo ważną rolę.“

2020-03-27 16:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Krajewski: im więcej rozdajemy, tym więcej przybywa – to logika Ewangelii [rozmowa]

2020-05-09 07:28

[ TEMATY ]

kard. Krajewski

Bożena Sztajner/Niedziela

Ludzie ufają papieżowi, dlatego przekazują mu środki na pomoc potrzebującym. Moje zadanie polega na tym, żeby magazyn Ojca Świętego był pusty. Jego konto wtedy jest dobre, kiedy jest puste. I muszę powiedzieć, z całą odpowiedzialnością, że, zgodnie z logiką Ewangelii, nie jestem w stanie trwale go opróżnić. Bo im więcej rozdajemy, tym więcej przybywa - mówi w rozmowie z KAI jałmużnik Ojca Świętego kard. Konrad Krajewski, opowiadając o pomocy, jaka trafia do potrzebujących za pośrednictwem Biura Dobroczynności Apostolskiej.

Dorota Abdelmoula (KAI): Księże Kardynale, jakie jest znaczenie pomocy z Polski, która dotarła w piątek do Watykanu?

Kard. Konrad Krajewski: Ten gest ze strony Pana Prezydenta, który jest zarazem gestem Polski wobec tej sytuacji, jaka jest tu, we Włoszech, jest bardzo ważny. To przejście do Dziejów Apostolskich. Tam nie było granic, wszyscy czuli, że są razem i czuli się odpowiedzialni za siebie nawzajem. Tak między innymi wyglądał ten czas początków Kościoła: ci, którzy mieli, dawali tym, którzy nie mieli, a wszyscy byli radośni, byli zjednoczeni. Myślę, że trwająca zaraza sprawia, że wracamy do wartości, w imię których pomagamy sobie wzajemnie i ta pomoc, nawet jeśli bardzo często jest symboliczna, dotyka serca.

Pan Prezydent rozmawiał z Ojcem Świętym. Nie znam dokładnie treści tej rozmowy, ale musiała się tak potoczyć, że chcieli się obdarować. I Pan Prezydent w imieniu Polaków, być może także w związku ze 100-leciem urodzin papieża Jana Pawła II, chciał pokazać to piękno Polski, myślenie szerzej, niż własne granice, przekraczanie tych granic. Sądzę, że tak należy odbierać ten gest. Bez tej pomocy Watykan i Włochy przeżyłyby, ale ta pomoc nas jednoczy i mówi o najważniejszych w życiu wartościach. Te dwa tiry, które w piątek wjechały do Watykanu – to nadzieja na to, że potrafimy być razem.

KAI: Do kogo trafi ta pomoc?

- Pan Prezydent przeznaczył ją dla pracowników Watykanu, bo tutaj pracuje ponad 4 tys. osób, we wszystkich bazylikach, kongregacjach itd. Natomiast do tych pracowników trafi tylko śladowa część darów. Większość zostanie przekazana ludziom biednym, potrzebującym, tym, którzy nie mają pomocy. Już w piątek wyjechały cztery samochody ciężarowe. Jeden m.in. do Pescary, gdzie działa Caritas i gdzie jest bardzo wiele osób, które żyły z turystyki, a które dziś nie zarabiają w żaden sposób. Trudno im pozwolić sobie nawet na kupienie maseczek, czy płynów do dezynfekcji. Ta pomoc za pośrednictwem Caritas trafi też do domów opieki i do ludzi bezdomnych.

KAI: Księże Kardynale, kto w czasie pandemii zwraca się do Was z prośbą o pomoc?

- Jest mnóstwo osób, rodzin, którym Państwo Włoskie, działając zgodnie z przepisami, nie może pomóc, ponieważ te osoby nie były zarejestrowane, pracowały na czarno lub na umowach, które nie były uznawane przez państwo. Więc nawet jeśli rząd włoski postanowił pomóc obywatelom poprzez bonus w wysokości 600 euro, to te osoby się w tej pomocy nie mieszczą, a muszą przecież zapłacić za mieszkanie, za prąd, za życie. To jest olbrzymia rzesza ludzi, którzy nagle pojawili się, zapukali do parafii, do Caritas, do różnych punktów dobroczynności. W niektórych miastach liczba tych osób podwoiła się, potroiła.

Niedawno byłem w Lecce, prawie 700 km od Rzymu, dokąd zawiozłem respiratory. Miejscowy biskup mówił mi, że ośrodki pomocy nigdy nie były tak oblegane jak dziś, i to przez osoby, które nigdy nie spodziewały się, że mogą do tych ośrodków trafić.

KAI: A czy możemy mówić o tym, że w czasie pandemii objawiają się nie tylko wielkie potrzeby, ale też wiele dobra?

- Pierwsze dwa, trzy tygodnie były czasem, kiedy wszyscy się baliśmy, ja też. Bo nikt nie wiedział co to jest, jak dochodzi do zarażeń, słyszeliśmy o ogromnych liczbach na północy Włoch. Wszystko było pozamykane, obowiązywał dekret, który zabraniał wychodzenia na ulice. Z pomocą wychodziliśmy my, którzy nie mamy rodzin i mogliśmy się bardziej narazić, bo trudno, żeby narażali się wolontariusze, którzy mają w domach dziadków, dzieci, rodziny.

Natomiast po tych dwóch, trzech tygodniach powolutku zaczęły się otwierać centra pomocy, łaźnie, jadłodajnie, ale na innych zasadach, niż wcześniej. W jadłodajni nie można już było usiąść przy stole i zjeść posiłku w sposób godny, ale zaczęto rozdawać, jak to nazywam: „torebki serca”, w których są podstawowe produkty do spożycia. Jeden z takich punktów, należący do Caritas, znajduje się w pobliżu Koloseum i tam wydawanych jest 500 posiłków w porze obiadu i 500 w czasie kolacji. Czyli 1000 osób dziennie dostaje tam posiłek. W całym Rzymie jest ponad 130 centrów. Wszystko się odnowiło, ruszyło po tych tragicznych pierwszych tygodniach, jakich Rzym wcześniej nie znał.

W tych pierwszych tygodniach nasi bezdomni głodowali, bo wszystko było zamknięte. Teraz panuje olbrzymia solidarność. Nikt o tym nie mówi, ale rzymianie mają niesamowicie dobre serca. Oni chętnie pomagają, chętnie wychodzą, choć musiał minąć czas lęku. Zawsze kiedy myślimy tylko o sobie, to błądzimy. Tu, po tych kilku tygodniach myślenia o sobie widzieliśmy, że to nie ma sensu. I tutaj powraca to niesamowite zdanie z Ewangelii: że kto chce zachować swoje życie, straci je. A kto chce stracić, ten je zachowa.

Dzisiaj to widać. Nasze Biuro Dobroczynności Apostolskiej nigdy nie miało tak wielkich pieniędzy, jak ma dziś. Nigdy nie było tylu darów. Przyjeżdżają tiry, tak, jak z Polski. Non stop ktoś się zgłasza. Jeżeli nie prowadzi fabryki, to po prostu wpłaca pieniądze. W tym tygodniu ktoś wpłacił 250 tys. euro na pomoc biednym, bo widział co robimy i ma zaufanie do papieża Franciszka. Bo biuro, które zostało mi powierzone, jest biurem Ojca Świętego i on za nim stoi. Ludzie ufają papieżowi, dlatego przekazują mu środki na pomoc potrzebującym, albo to, co sami produkują. Nie raz mamy po kilkanaście dużych samochodów dziennie, które muszą wjechać do Watykanu, ponieważ wiozą darowiznę. Następnie przekazuję adres, pod który mają pojechać, bo nie mamy takich magazynów ani możliwości przechowywania, więc podajemy adresy gdzie żywność, czy też inne ofiarowane produkty, można przekazać.

Tak samo było w przypadku tirów z Polski. Wjechały one do Watykanu i zostały rozładowane do samochodów ciężarowych, które od razu wyjechały w drogę do potrzebujących. Bo ten dar jest na dzisiaj, nie na jutro. Z Polski przyjechały m.in. kombinezony ochronne. One są potrzebne dziś, nie za dwa, trzy tygodnie. Moje zadanie polega na tym, żeby magazyn Ojca Świętego był pusty. Jego konto wtedy jest dobre, kiedy jest puste. I muszę powiedzieć, z całą odpowiedzialnością, że, zgodnie z logiką Ewangelii, nie jestem w stanie trwale go opróżnić. Bo ledwo gdzieś przekażemy pieniądze na pomoc, to już znajduje się ktoś, kto ofiarowuje kolejne środki. W piątek na przykład wysłaliśmy 4 respiratory do Zambii, ponieważ nuncjusz napisał, że sytuacja jest bardzo trudna, a respiratorów nie ma. To się wiąże z wysyłką, z pokryciem wszystkich kosztów. I natychmiast znajduje się ktoś, kto wpłaca kolejne pieniądze tak, że możemy kupować kolejne respiratory. A kiedy je kupujemy, to okazuje się, że fabryka daje nam kilka sztuk gratis, chociaż kosztują one bardzo dużo. Im więcej rozdajemy, tym więcej przybywa.

KAI: Na początku wspominał Ksiądz Kardynał o Dziejach Apostolskich. A tam, uczniowie nieśli przede wszystkim Jezusa. Czy tak dzieje się wśród tych, którym pomagacie?

- Tak, bo oni wiedzą od kogo ta pomoc pochodzi i zastanawiają się, dlaczego papież jest tak dobry. Kilka dni temu Włochy zdziwiły się, dlaczego pomogliśmy transwestytom. Ale co by zrobił Jezus? Komu Jezus obmywał nogi? Czy tylko świętym? Także uczniowi, który Go zdradził, który w jakiś sposób przestał należeć do kolegium apostolskiego. To On rozgrzeszał. To On mówił: Ja cię nie potępiam, nikt cię nie potępia, idź i nie grzesz więcej. I ci ludzie wiedzą, że kierujemy się Ewangelią, dlatego mają odwagę zwrócenia się do naszego biura, pisząc wyraźnie: jesteśmy transwestytami, jesteśmy w trudnej sytuacji, prosimy o pomoc. I mają odwagę zwrócić się z tym do papieża. Nie boją się nazwać także swoich sytuacji, przesyłają fotokopie swoich dokumentów. To jest czysta Ewangelia. I my im pomagamy, bo taka jest Ewangelia.

Kiedy świat się dziwił, mówiłem dziennikarzom: czytajcie Ewangelię, a będziecie wiedzieli, co robić.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Ełk/ Pasjonaci historii odkryli skarb, ponad 500 monet z XVII wieku

2020-06-05 18:07

[ TEMATY ]

moneta

skarb

Ełk

Ponad pół tysiąca XVII-wiecznych monet pochodzących z wielu krajów Europy odnaleźli w Ełku (Warmińsko-mazurskie) członkowie Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego "Jaćwież". Skarb został zaprezentowany po raz pierwszy w piątek w ełckim muzeum.

Członkowie stowarzyszenia dokonali tego odkrycia przeszukując wykrywaczami metalu hałdy ziemi, którą zdjęto i wywieziono z placu budowy przy wymianie nawierzchni ulicy Wojska Polskiego. Odkryli w sumie 507 srebrnych monet z pierwszej połowy XVII wieku, pochodzących z różnych krajów Europy. Są tam m.in. monety polskie, szwedzkie, duńskie, niderlandzkie i szkockie o różnych nominałach, w tym półtoraki, szelągi, orty, trojaki, grosze i pensy.

Znalazcy przypuszczają, że monety były pierwotnie zakopane w glinianym naczyniu i mógł to być tzw. depozyt ukryty przez kupca lub karczmarza.
Ełk znajdował się wówczas w granicach Prus Książęcych, będących lennem Królestwa Polskiego. Przez miasto przebiegał szlak handlowy łączący Mazowsze z Królewcem. Tutejsi kupcy prowadzili też ożywiony handel z Litwą. W mieście odbywały się jarmarki, działały liczne karczmy i szynki.

Prawdopodobnie skarb został ukryty po 1652 roku, bo tak datowana jest najmłodsza ze znalezionych monet. Nie wiadomo, co stało się z ich właścicielem. Był to burzliwy okres w dziejach Ełku. W 1653 roku nastąpiła epidemia dżumy, dwa lata później miasto zajęli Szwedzi, a w 1656 roku zostało ono splądrowane i spalone przez Tatarów z wojsk hetmana Wincentego Gosiewskiego, którzy uprowadzili wielu mieszkańców w jasyr.

Znalezisko dokonane przez członków Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego "Jaćwież" trafi - za pośrednictwem konserwatora zabytków - do Muzeum Historycznego w Ełku, które będzie prowadziło badania i po zinwentaryzowaniu monet udostępni zbiór mieszkańcom.

Podczas piątkowej prezentacji skarbu prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz podziękował i pogratulował członkom stowarzyszenia tego odkrycia. Podkreślał jego wartość historyczną.

"W dziejach Ełku nie mieliśmy do tej pory takiego znaleziska. Dlatego możemy mówić o skarbie z Ełku" - ocenił.(PAP)

autor: Marcin Boguszewski

mbo/

CZYTAJ DALEJ

Łagiewniki: rozpoczęła się III Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych

2020-06-06 15:36

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Łagiewniki

B. M. Sztajner/Niedziela

W Niedzielę Miłosierdzia Bożego otwarte są wszystkie możliwe zdroje łask. Warto zrobić krok wiary i przekroczyć bramy miłosierdzia

Modlitwą Anioł Pański i Eucharystią w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach pod przewodnictwem rozpoczęła się III Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych. - Bez przebaczenia Bogu, ludziom, którzy się przyczynili do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka - mówił podczas Mszy bp Jan Zając.

Biskup wskazał, że gromadząc się przed Jezusem miłosiernym rodzice dzieci utraconych chcą pozostawić Mu trudne historie swoich pociech. - Stawiacie też pytanie o sens cierpienia, które tak bardzo dotyka ludzkie życie. Nie wystarczy stwierdzić, że cierpienie to wielka tajemnica - mówił.

Honorowy kustosz łagiewnickiego sanktuarium zachęcił do tego, by osoby pragnące ukojenia nie bały się przychodzić do Jezusa miłosiernego. Przypomniał, że miłość wykracza poza grób i sprawia, że między osobami na ziemi, a zmarłymi ciągle trwa niezwykła więź.

Duchowny zaznaczył, że rodzice dzieci utraconych często zastanawiają się jak może kochać ich Bóg, skoro zabrał im dziecko.

- Ważne jest wtedy ukazywanie im nadziei życia wiecznego i powtórnego spotkania z dzieckiem w wieczności. W procesie żałoby trzeba też przebaczać. Bo bez przebaczenia Bogu, ludziom, którzy się przyczynili do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka - tłumaczył.

Kaznodzieja odwołał się przy tym do postaci Karola i Emilii Wojtyłów, którzy utracili córkę w dniu porodu. - Ich mocna i ufna wiara pomagała im przeżywać cierpienia. Oboje małżonkowie mieli zakodowaną prawdę, że życie upływa wśród cierpienia i śmierci, ale smutek i żałość w końcu przemijają. Trzeba je tylko oddać Bogu, który dzierży losy przemijającego świata. Niedawno rozpoczął się ich proces kanonizacyjny - Bóg zatem daje szczególnych orędowników rodzinom dzieci utraconych - podkreślił na zakończenie bp Zając.

W pielgrzymce biorą udział rodziny, które przedwcześnie utraciły swoje dzieci, nienarodzone i narodzone, bez względu na ich wiek i okoliczności śmierci. Po Eucharystii nastąpi adoracja Najświętszego Sakramentu połączona z koronką do Bożego Miłosierdzia oraz aktem zawierzenia zmarłego dziecka Bożemu Miłosierdziu.

Koordynatorem pielgrzymki jest ks. dr Janusz Kościelniak, który w Łagiewnikach duszpasterstwem rodziców dzieci utraconych zajmuje się już kilka lat. W każdym miesiącu jest tutaj odprawiona Msza św. z adoracją Najświętszego Sakramentu dla rodziców w żałobie po śmierci dziecka. Jeśli rodzice nie mogli osobiście przybyć na pielgrzymkę, mogą w zamian wpisać imię dziecka w specjalnej Księdze Dzieci Utraconych na stronie www.du.milosierdzie.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję