Reklama

Niedziela Świdnicka

Rodziny diecezji świdnickiej pod opieką

Mając na uwadze troskę o rodziny naszej diecezji bp Marek Mendyk ustanowił ks. Mirosława Rakoczego Dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Rodzin w Diecezji Świdnickiej.

[ TEMATY ]

duszpasterstwo rodzin

ks. Mirosław Rakoczy

archiwum prywatne

ks. Mirosław Rakoczy w latach 2019-2020 był proboszczem parafii Ducha Św. w Boguszowie-Gorcach

ks. Mirosław Rakoczy w latach 2019-2020 był proboszczem parafii Ducha Św. w Boguszowie-Gorcach

Wraz z nowym duszpasterzem biskup świdnicki powołał odrębny wydział poświęcony duszpasterstwu rodzin. Dotychczas rodzinami w diecezji zajmował się referent Wydziału Duszpasterskiego, którym był ks. prał. Krzysztof Moszumański. Wraz z nowym odpowiedzialnym wiążą się nowe oczekiwania, gdyż to duszpasterstwo w obecnych czasach wymaga szczególnej troski. Ks. Rakoczy, który od dwóch miesięcy tylko i wyłączenie zajmuje się duszpasterstwem rodzin, podzielił już swoją działalność na poszczególne działy, a są to: przygotowanie do małżeństwa, pomoc rodzinie, związki niesakramentalne i obronę życia. Ks. Mirosław nie jest sam. W jego posłudze wspierać będą go zarówno wspólnoty, takie jak Domowy Kościół, Spotkania Małżeńskie czy Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, a także Fundacja Rodzina Małżeństwo czy dyrektor Diecezjalnej Specjalistycznej Poradni Rodzinnej.

Przypomnijmy, że ks. kan. Mirosław Rakoczy, były proboszcz par. Ducha Św. w Boguszowie - Gorcach i ojciec Duchowny Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Świdnickiej, odbył specjalistyczne studia na KUL w zakresie Teologii Pastoralnej i Katechetyki specjalność duszpasterstwo rodzin. Jest także absolwentem podyplomowego Studium z Poradnictwa Psychologicznego i Psychoterapii dla duchowieństwa KUL.

2020-10-13 14:26

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Droga do szczęścia

Niedziela legnicka 11/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

franciszkanie

duszpasterstwo rodzin

Jacek Pulikowski

O. Piotr Marszałkiewicz OFMConv

W spotkaniu z Jackiem Pulikowskim wzięła udział liczna grupa słuchaczy

W spotkaniu z Jackiem Pulikowskim wzięła udział liczna grupa słuchaczy

W ramach prowadzonego przez o. franciszkanów duszpasterstwa rodzin, 25 lutego odbyło się spotkanie z Jackiem Pulikowskim pt. „Małżeństwo i rodzina drogą do szczęścia”.

Spotkanie podzielone zostało na dwie części. Gość z Poznania spotkał się najpierw z młodzieżą z Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. św. Franciszka z Asyżu, a następnie z rodzinami.

Dla młodzieży

Jacek Pulikowski wygłosił wykład wśród uczniów o świadomym rozeznawaniu życiowego powołania oraz o dorastaniu do realizowania osobistego szczęścia poprzez dojrzałe relacje. Te, jak zaznaczył prelegent, dla wierzących powinny opierać się na fundamencie miłości Boga i bliźniego.

O małżeństwie z rodzinami

Drugie spotkanie, na którym obecna była również żona Jacka – Jadwiga, odbyło się w kościele św. Jana po wieczornej Mszy św. Przybyło na nie liczne grono słuchaczy. P. Pulikowski podkreślił, iż budowanie szczęśliwego małżeństwa jest procesem niejednokrotnie trudnym i wymagającym. Wymaga bowiem pełnego zaangażowania obu stron. Musi być nacechowane odpowiedzialnością, w którą wpisuje się miłość jako najwyższa wartość, jako szczególny podarunek Boga. To rodzi dobre owoce w życiu rodzinnym i małżeńskim. Ma także wpływ na moralne wychowanie dzieci, które są wyjątkowym darem, ale także wyzwaniem i zadaniem.

Prowadzący zaznaczył, że marzeniem każdego rodzica jest szczęście pociech. Dlatego niezwykle ważne jest wychowywanie dziecka już od narodzin, a nawet jeszcze w stanie prenatalnym. – Dziecko dobrze traktowane jeszcze w łonie matki lepiej się rozwija. Ważne jest również wychowywanie ku wartościom, ku moralności i miłości, a także dbanie o rozwój silnej woli. Tak, żeby dziecko ten system wartości było w stanie wprowadzić w życie – mówił p. Jacek.

– Dziś wielu rodziców chciałoby „wepchnąć” swoje pociechy do świata wartości, kiedy sami w nim nie są. Tak się nie da wychowywać. Żaden młody człowiek nie uwierzy, że warto trudzić się bezinteresownie dla innych, jeśli rodzice tego nie robią. Ogromnie ważny jest także wspólny front mamy i taty w wychowaniu potomstwa, i przede wszystkim wspólna obecność w jego życiu.

Bycie z dzieckiem to najlepiej zainwestowany czas – mówił.

Na zakończenie, Jacek Pulikowski apelował, by małżonkowie dbali o uczucia, bo w klimacie dobrych uczuć łatwiej jest dbać o miłość.

Po spotkaniu zainteresowani mogli nabyć książki związane z tematem prelekcji.

CZYTAJ DALEJ

Abp Skworc: duszpasterstwo indywidualne już z nami pozostanie

2020-11-26 09:02

[ TEMATY ]

duszpasterstwo

Eucharystia

abp Wiktor Skworc

Episkopat.pl

abp Wiktor Skworc

abp Wiktor Skworc

W ostatnich miesiącach wzmocniło się duszpasterstwo indywidualne i tak już pozostanie – przewiduje w rozmowie z KAI metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Ubolewa też, że obecnie wielu młodych ludzi opuszcza Kościół wyobrażając sobie, że po drugiej stronie czeka na nich raj na ziemi.

Przewodniczący Komisji Duszpasterskiej KEP tłumaczy, jak w dobie pandemii rozumieć sens hasła "Zgromadzeni na świętej wieczerzy", które jest mottem rozpoczynającego się w niedzielę nowego roku duszpasterskiego.

Publikujemy treść rozmowy

Tomasz Królak (KAI): Hasło „Zgromadzeni na świętej wieczerzy” ustalono na długo przed pandemią...

Abp Wiktor Skworc: - Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że pandemia, dystansując nas od parafialnych wieczerników, podważyła zasadność realizacji programu duszpasterskiego o Eucharystii. Ograniczenia i brak dostępu do Eucharystii paradoksalnie jednak pozwalają – przynajmniej części wiernych – doświadczyć na nowo wartości Mszy św.: wróćmy myślami do naszych tęsknot z Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy, do zawirowań wobec rozumienia komunii duchowej itd.

W moim przekonaniu pandemia wpłynęła ostatecznie na to, że Kościół pozbawiony wielu narzędzi działania i oddziaływania bardziej niż kiedykolwiek przedtem Eucharystią przemawia, ewangelizuje i katechizuje najszersze rzesze wiernych.

KAI: A do jakich refleksji te słowa powinny skłaniać wierzących dziś, gdy zgromadzenie na świętej wieczerzy w kościele jest bardzo utrudnione? W dodatku nie wiadomo, na jak długo oraz czy restrykcje sanitarne nie ulegną dalszemu zaostrzeniu.

- Nasuwają się dwie uwagi. Najpierw o przestrzeni. Trzeba korzystać z istniejących możliwości gromadzenia się, a każdą sytuację postrzegać jako duszpasterską szansę. W naszym kraju kościoły pozostają otwarte, sprawuje się „świętą i Boską liturgię” przy ograniczonej liczbie wiernych. Pamiętamy, że wiosną było inaczej. Powszechna była dyspensa od uczestniczenia. Nawet w Wielki Czwartek nasze wieczerniki pozostały puste, a wierni dzięki transmisjom przeżywali „wielką tajemnicę wiary” u siebie w mieszkaniach. Aktualnie jest inaczej; właściwie wszelkie możliwości uczestniczenia we Mszy św. są dostępne.

Druga uwaga nawiązuje do słów papieża Franciszka z Ewangelii gaudium (222), że czas jest ważniejszy niż przestrzeń. Nie wypełniając obecnością przestrzeni parafialnych wieczerników, w które mocno inwestowaliśmy, a jednak uczestnicząc w liturgii Mszy św. w swoich mieszkaniach, przeznaczamy na to swój czas. Nadszedł czas inwestowania w czas. Więc zachęcamy do rezerwowania czasu na Eucharystię, zwłaszcza niedzielą, bo dziś Kościół przede wszystkim Eucharystią przemawia, ewangelizuje, katechizuje i buduje komunię – wspólnotę.

KAI: Liczba katolików uczestniczących w niedzielnej Eucharystii spadła drastycznie. Księża odprawiający Mszę widzą przed sobą zaledwie garstkę zgromadzonych na wieczerzy… To chyba jest też nowym wyzwaniem dla duchownych. Jak przeżywają to księża, czym to doświadczenie jest osobiście dla księdza Arcybiskupa?

- Zjawisko, o którym pan mówi, trwa już od dłuższego czasu. Statystki dotyczące dominicantes, czyli regularnego, cotygodniowego udziału we Mszy św. niedzielnej wykazują tendencję spadkową. Widzę kilka przyczyn: desakralizacja niedzieli po roku 1989, moda na weekendową mobilność, materializm praktyczny, odejście do zasady „bardziej być niż mieć”, dedykowanej młodym przez św. Jana Pawła II na Westerplatte 12 czerwca 1987 roku.

A doświadczenie i znak pandemii przyjmujemy z pokorą. I z nadzieją, że po czasie pustyni wszyscy ochrzczeni zatęsknią za „manną z nieba”, za „chlebem pielgrzymów”, za Eucharystią, w której spełnia się zapowiedź naszego Zbawiciela: „Jestem z wami!”. I za wspólnotą budowaną przez Ducha Świętego w wieczerniku, która może się stać – jak mówił prof. Joseph Ratzinger w 1969 roku – „małą trzódka”. Naszym jednak zadaniem, mimo tych trudnych doświadczeń, jest ufność, że naszej ułomnej ewangelizacyjnej posłudze Pan da wzrost (por. 1 Kor 3,6).

KAI: A może doświadczenie „Kościoła cyfrowego”, a więc uczestnictwa w liturgii za pośrednictwem transmisji – telewizyjnych czy internetowych – okaże się czymś długotrwałym? Jak przejść przez takie wyzwanie? Czy gdyby rzeczywiście miało potrwać wiele miesięcy, a może i parę lat, nie warto byłoby pomyśleć o dalszym wzbogaceniu obecności Kościoła w tej przestrzeni? W jaki sposób?

- To pytanie ma w sobie wiele znaków zapytania. Dokładnie nie wiemy, jak będzie: „jedno jest pewne, że nic nie jest pewne”. Wcześniej i teraz w przestrzeń internetu przeniosło się życie religijne, duszpasterstwo i sprawowanie sakramentów, przede wszystkim niedzielnej Eucharystii. Parafie szybko organizowały transmisje internetowe ze swoich kościołów, które – jak wykazała statystyka – cieszyły się największą partycypacją nieobecnych fizycznie uczestników liturgii mszalnej. Wspólnoty ożywiające Kościół różnymi charyzmatami wprowadziły w obieg internetu i mediów społecznościowych ewangelizacyjne treści, często w atrakcyjnej formie. Strony internetowe parafii, zazwyczaj bierne informacjami, pulsowały przekazem o licznych wydarzeniach i parafialnych inicjatywach. Codzienną praktyką stało się odbieranie przez duszpasterzy poczty mailowej i dyżurowanie przy parafialnym telefonie, aby prowadzić zdalne duszpasterstwo.

W moim przekonaniu księża wraz z odpowiedzialnymi za parafialne ruchy i stowarzyszenia szybko odkryli szansę duszpasterską, jaką oferują współczesne środki społecznej komunikacji, aby docierać do mniej związanych z parafią i do wszystkich obecnych na medialnych areopagach. To właśnie w okresie społecznego dystansu, izolacji i kwarantanny w wirtualnej przestrzeni rozwijało się duszpasterstwo, życie religijne, a Kościół umacniał się mimo braku dostępu wiernych do sakramentów świętych i doświadczania Kościoła jak wspólnoty, zgromadzonej fizycznie w tym samym miejscu.

Wiem, brzmi to bardzo optymistycznie, bo Kościół od zawsze wprzęgał zdobycze techniki w dzieło ewangelizacji i tak pozostanie.

KAI: Wszyscy oczekujemy powrotu do normalności, ale rodzi się też pytanie, czy takie wytrącenie z cotygodniowego uczestnictwa we Mszy św. w kościele i przeżywanie liturgii w domu, przed ekranem telewizora czy komputera, nie niesie jakichś nowych szans duchowej odnowy czy nawet pogłębienia wiary. Także dlatego, że sytuacja niepokoju – o siebie, najbliższych, kraj – w naturalny sposób sprzyja myśleniu o rzeczach najważniejszych…

- Wpadliśmy w stan arytmii. Wydaje się, że sytuacja związana z pandemią otwarła parafie i duszpasterzy na nowych sprzymierzeńców, pomocników, którym zależało na kontynuacji życia religijnego i duszpasterskiego w parafii w przestrzeni medialnej. Można przypuszczać, że wielu wspierających parafie, choćby od strony organizacji internetowych transmisji, takimi pozostanie, kiedy wrócimy do sytuacji społecznej sprzed stanu epidemicznego.

Na razie jesteśmy w stanie niepewności i jednak stresu, bo wirus nie wybiera. A Kościół wskazuje na Eucharystię i przypomina naukę Soboru Watykańskiego II, który stwierdził, że to szczyt i źródło… więc jak nie prowadzić do źródła, przy którym doświadczamy bliskości Boga i poczucia sensu i gdzie rodzą się zawsze potrzebne prospołeczne postawy.

A co do duchowej odnowy, trzeba przypominać, czym jest Msza św. To dramat miłości Boga do człowieka z mocnym akordem ukrzyżowania i zmartwychwstania na końcu, uobecniany dla nas w pierwszy dzień tygodnia w ofierze i uczcie, we Mszy św.

W tradycji Kościoła zachowało się wskazanie, że udział we Mszy św. powinien być poprzedzony przygotowaniem, ciszą, a po jej zakończeniu dziękczynieniem. Nauczmy się tych praktyk w czasie pandemii, bo one sprzyjają myśleniu o rzeczach najważniejszych.

KAI Czy sądzi Ksiądz Arcybiskup, że pandemia może w sposób bardziej trwały, długofalowy zmienić sposób przeżywania wiary?

- W tym pytaniu rozróżnia pan zagadnienie wiary od praktyk religijnych, których są wyrazem wiary. Brak praktykowania może wiarę osłabić i zmienić sposób jej przeżywania. Dlatego – mimo udzielonej dyspensy – zapraszamy do udziału w transmitowanej Eucharystii; przypominamy, że rzeczywistym udziałem nie jest oglądanie retransmisji, tylko udział w liturgii w rzeczywistym czasie jej sprawowania. Na teraz i na później winniśmy się wszyscy niejako na nowo uczyć Eucharystii. Od celebransów i służby liturgicznej wymagamy ars celebrandi, a od uczestników ars participandi, sztuki uczestniczenia. Wspomniałem o tym już wyżej. A ars celebrandi to m.in. stosowanie się do norm liturgicznych zawartych we wprowadzeniu ogólnym do mszału rzymskiego.

KAI: Nie ma co ukrywać, że pandemia jakoś poróżniła wspólnotę Kościoła. Myślę o podejściu do form przyjmowania Komunii świętej. Są tacy, którzy normy sanitarne od początku bagatelizowali – zarówno wśród świeckich, jak i księży - i ci, którzy zwracali uwagę na to, że także w świątyni można zarazić się covidem i wyrażali oburzenie na nieprzestrzeganie zaleceń zarówno przez wiernych, jak i udzielających Komunii. Dlaczego właściwie ta sprawa nas poróżniła?

- To też problem poszanowania autorytetu, rozluźnienia kościelnej dyscypliny i jedności. Przypomnę, że Rada Stała KEP 12 marca br. wydała zarządzenie, w którym przypomniano, że liturgiczne normy Kościoła przewidują przyjmowanie Komunii św. na rękę, do czego zachęcono. Wielu biskupów diecezjalnych wydało własne zarządzenia, w których podtrzymano tę zasadę, a nawet ją wzmocniono sformułowaniem: „zaleca się usilnie”. Wydaje się, że wszędzie tam, gdzie duszpasterze właściwie pouczyli wiernych, podając motyw wzajemnej troski o ograniczenie epidemii, troski o zdrowie, to praktyka przyjmowania Komunii św. na rękę została przyjęta spokojnie.

Pandemia jest czasem próby, ale i wyzwań. Z perspektywy ostatniego półrocza trudno wyprowadzać wnioski, bo mogą okazać się niesprawiedliwe. Na tym etapie powinniśmy się wzajemnie umacniać i wbrew istniejącym napięciom – współtworzyć wspólnotę pokoju; pokój bowiem jest jednym z owoców Eucharystii, darem Chrystusa Zmartwychwstałego.

KAI: Godne uczestnictwo we Mszy św., „zgromadzenie na świętej wieczerzy” wymaga postawy otwartości wobec bliźniego, wybaczenia win, niechowania urazy. Co zrobić, by Msza św. przynosiła także widoczne owoce w postaci pojednania między Polakami? Podział, który obserwujemy, osiąga niewidziane dotąd rozmiary, wywołuje zenitalne wręcz emocje. A przecież po obydwu stronach stoją katolicy, wielu z nich gromadzi się na „świętej wieczerzy”…

- Właśnie trzeba środkami oddziaływania duszpasterskiego budować parafialne wspólnoty, gromadząc je wokół ołtarza, pamiętając, że to nie my gromadzimy, a Chrystus, który w Eucharystii jest z nami przez wszystkie dni, także te pandemiczne, aż do skończenia świata.

W Dzień Ubogich papież Franciszek polecił: „wyciągnij rękę do ubogiego”. I to jest nasza powinność, by wychodzić naprzeciw, nie odpowiadając emocjami na emocje. Eucharystia jest miejscem przyjęcia pozdrowienia i daru pokoju. I wszyscy wierni Eucharystii powinni wnosić pokój w ten świat. I wyciągać rękę zwłaszcza do ubogich młodych, którzy w ten burzliwy czas opuszczają łódź Kościoła, sądząc, że po drugiej stronie czeka na człowieka raj na ziemi, a ludzka wolność może być jedynie konsumowana, bez odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji.

Zauważmy, że w okresie pandemii rozkwitła działalność charytatywna Kościoła, co jest niewątpliwie owocem udziału w Eucharystii, szkole miłości bliźniego. Rozwinął się wolontariat. Podejmowano wiele akcji i działań na rzecz osób samotnych, chorych i w podeszłym wieku. Umocniła się pomoc sąsiedzka, zawsze w Kościele promowana i zalecana.

Gdziekolwiek jako chrześcijanie, katolicy jesteśmy, to wkraczając w przestrzeń Eucharystii, uświadamiamy sobie słowami „moja wina” naszą kondycję wobec Boga i bliźniego. I niech nas to chrześcijańskie poczucie realizmu nie opuszcza.

KAI: W świetle najnowszych badań wskazujących na rekordowo niskie zaufanie do Kościoła, wydaje się wielce prawdopodobne, że w Mszach św. będzie uczestniczyło coraz mniej osób. Bo, jak zauważył jeden z komentatorów tych badań, stosunek do Kościoła kształtuje również religijność, a więc może odbić się na praktykach. Jak to wyzwanie odczytuje przewodniczący Komisji Duszpasterstwa KEP?

- Wyzwań jest wiele. O tych związanych z realizacją programu duszpasterskiego już wspomniałem. Pandemia nauczyła nas odchodzenia od schematów, wychodzenia z utartych od lat ścieżek duszpasterskiej działalności.

Rezygnacja z kryterium myślenia i działania spod hasła „zawsze tak było” musi zaboleć. Tym niemniej duszpasterstwo rozgrywa się zawsze w podwójnym wymiarze: indywidualnym i wspólnotowym. Okoliczności, konkretny kontekst historyczny mogą zmieniać proporcje naszego zaangażowania w tych dwóch przestrzeniach; w ostatnich miesiącach wzmocniło się duszpasterstwo indywidualne i tak już pozostanie.

Wiary nie przekazuje się jak majątku. Kościół ma obowiązek ewangelizować każdego człowieka niejako od początku z nadzieją, że człowiek przyjmie orędzie Dobrej Nowiny i Jezusa jako swego Pana.

Wiarę przekazuje się w rodzinie, więc odpowiedzialność za losy wiary ponoszą również, a może przede wszystkim, rodzice. Stąd też apel do rodziców i nasze działanie – przede wszystkim duszpasterskie, modlitewne, aby prowadzić do praktyk religijnych, które są znakiem wierności Bogu.

A do wyzwań wracając, to niewątpliwie poza kwestią udziału wiernych w niedzielnej liturgii wyzwaniem jest konieczność parafialnej katechezy dzieci, młodzieży i dorosłych, przygotowanie do małżeństwa i duszpasterstwo rodzin. W tych bardzo wielu zadaniach trzeba szukać pomocników. Powinni nimi być rodzice, dziadkowie, a nawet sąsiedzi, pomagający przekazywać niejako zdeponowany w Kościele, w rodzinie system wartości i kultury.

Nie mogę nie wspomnieć wyzwań płynących z aktualnego kontekstu polityczno-społecznego i atomizacji. Mamy narzędzie, na które wielu się powołuje, to katolicka nauka społeczna i jej fundamentalne przesłanie dotyczące państwa i jego instytucji, pokoju i społecznego ładu, solidarności, dobra wspólnego i dialogu. W oparciu o nią Kościół musi pełnić swoją krytyczno-profetyczną misję i gromadzić w jedno. Eucharystia jest miejscem i czasem gromadzenia w jedno, a „zgromadzeni na świętej wieczerzy” jesteśmy w kręgu oddziaływania Boga. A Duch, który od Ojca i Syna pochodzi ma moc przemiany nie tylko materii eucharystii – chleba i wina – w Ciało i Krew, ale i nas zgromadzonych na Eucharystii we wspólnotę Kościoła.

I ostatnia myśl, płynąca z poprzedniej: naszą nawet największą aktywnością, naszym działaniem nie rozwiążemy wszystkich problemów. Liczymy na działanie Ducha Świętego, na Bożą łaskę, dlatego trwamy na modlitwie, aby chrzcielny zasiew łaski wiary, nadziei i miłości przynosił plon.

CZYTAJ DALEJ

Ambasador Bożego Miłosierdzia

2020-11-26 21:25

Małgorzata Pabis

W czwartek – 26 listopada – w bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach była sprawowana Msza święta dziękczynna za beatyfikację ks. Michaela McGivney’a - założyciela Rycerzy Kolumba. Po Mszy świętej odbyło się uroczyste przyjęcie nowych kandydatów do tworzącej się w Łagiewnikach nowej Rady.

W homilii ks. Mateusz Wyrobkiewicz zauważył, że rok, który dobiega końca, był rokiem szczególnym, pełnym trudności, niepewności, strachu i lęku o to, co wydarzy się jutro. - Czas, którego doświadczamy, jest dla nas niewątpliwie czasem próby, ale i czasem łaski, która wypływa z nieskończonych zdrojów Bożego Miłosierdzia. Bogaty w swoim Miłosierdziu Bóg nie zostawia nas samych na drogach czasu, ale posyła nam swoich apostołów, Ambasadorów Miłości i Miłosierdzia, którzy mają być dla nas podporą w trudnościach i niepewności, strachu i lęku, ale również w radosnym spoglądaniu ku przyszłości – powiedział ks. Mateusz i dodał, że na przestrzeni lat dane nam było poznać wielu Apostołów niosących światu Bożą Miłość, a byli nimi zarówno kapłani, siostry zakonne jak i osoby świeckie. - Miejsce, w którym się dziś znajdujemy - bazylika Bożego Miłosierdzia - związana jest ze szczególnymi postaciami, które w swoim życiu głosiły czynem orędzie o Bożym Miłosierdziu: św. Siostra Faustyna i św. Jan Paweł II byli dla ludzi swoich czasów oraz dla nas żyjących obecnie drogowskazami, które pomagają iść przez życie pomimo trudności lęków i niepewności. Obecny rok, który w wielu z nas zasiał ziarno niepewności, jest czasem, w którym Bóg nie szczędząc swego miłosierdzia, posyła nam kolejnego Ambasadora Bożego Miłosierdzia, Miłosierdzia głoszonego czynem. Tym apostołem na dzisiejsze czasy staje się błogosławiony ksiądz Michael McGivney, wyniesiony na ołtarze 31 października br. – zauważył kapłan.

Ksiądz Wyrobkiewicz przypomniał życiorys nowego błogosławionego. - 22 grudnia 1877 roku przyjął święcenia kapłańskie i został wysłany jako wikariusz do parafii Najświętszej Maryi Panny w New Haven. Ksiądz McGivney od początku swojej pracy pragnął uczynić z parafii centrum życia katolickich rodzin, które silnie angażował w szeroko zakrojone akcje charytatywne, pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w pobliskim więzieniu. Tak mocne zaangażowanie świeckich w działanie parafii stanowiło w XIX wieku zupełnie nowy model funkcjonowania duszpasterskiego. Ks. Michael swoim nowatorskim podejściem o lata wyprzedził idee przyświecające kościołowi po Soborze Watykańskim II. Tak mocne ukierunkowanie ks. Michaela na sprawy rodzin wzięło się z przykładu jego własnej rodziny, która miała ogromny wpływ na jego powołanie – podkreślił kaznodzieja.

Ksiądz Mateusz mówił także o Rycerzach Kolumba, których nowy Błogosławiony był założycielem. - Ks. Michael starał się być ze swymi parafianami zarówno w radościach, jak i w smutkach. Pomagał biednym imigrantom, nigdy nie odrzucił nikogo, kto tej pomocy potrzebował, był człowiekiem miłosierdzia, który owe miłosierdzie głosi czynem i przykładem swojego życia. To właśnie Miłosierdzie uczynił jednym z trzech filarów (obok jedności i braterstwa) założonej przez siebie wspólnoty katolickich mężczyzn, zwanej wspólnotą Rycerzy Kolumba. Jego głównym pragnieniem było, aby we wspólnotach parafialnych byli obecni mężczyźni, którzy będą kierowali się nauczaniem Kościoła w codziennym życiu i którzy dzięki przyjaźniom zawartym we wspólnocie pozostaną odporni na pokusy społecznego awansu, jakie stawiały przed nimi popularne organizacje rozkwitające w antykatolickim społeczeństwie. Tak uformowani mężczyźni mieli na celu dbać o chrześcijańskie rodziny, troszczyć się o ubogich i nieść świadectwo życia Ewangelią społeczeństwu.

Jak zauważył kaznodzieja, przykład życia ks. McGivneya przepełnionego miłością i miłosierdziem przyświeca również jego duchowym synom, którzy kontynuują po dziś dzień misje swojego założyciela. - Rycerze Kolumba są zaangażowani w niesienie pomocy potrzebującym, poszkodowanym w wyniku katastrof naturalnych na całym świecie, niepełnosprawnym i ubogim. Ponadto wspierają zgromadzenia zakonne i seminaria oraz bronią Kultury Życia. Rycerze współpracują z Ojcem Świętym, pomagając mu realizować jego osobiste dzieła miłosierdzia. Zwracają uwagę na losy prześladowanych chrześcijan. Jedną z inicjatyw była np. peregrynacja obrazu Matki Bożej Wspomożycielki Prześladowanych Chrześcijan we wszystkich Radach na całym świecie, dzięki której udaje się pozyskiwać fundusze dla prześladowanych chrześcijan na Bliskim Wschodzie.

Kończąc homilię ks. Wyrobkiewicz mówił, że błogosławiony ks. Michael McGivney stał się niewątpliwie wielkim darem Bożej Opatrzności na dzisiejsze czasy, a jego beatyfikacja stała się odpowiedzią Boga na wołanie swego ludu, który tak bardzo w dzisiejszych czasach potrzebuje wzorów takich jak bł. ks. Michael, ludzi pełnych dobroci i bezinteresownej miłości, ludzi, którzy staną w obronie życia. W czasach, w których trwa walka o ludzkie życie od poczęcia do naturalnej śmierci, Bóg daje nam patrona, przez którego dokonuje się cud życia. - To kolejny znak na to, że bł. Michael jest darem od Boga dla współczesnego świata i kolejnym z Ambasadorów Bożego Miłosierdzia posłanych do nas, aby uczyć nas prawdy, którą wyraził w tym miejscu w czasie konsekracji tej bazyliki papież Jan Paweł II „W Miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście”. Niech przykład tak wielu świętych i błogosławionych, do których dołączył nasz założyciel ks. Michael, będzie dla nas nadzieją i wsparciem zarówno w tych spokojnych jak i trudnych chwilach naszego życia.

Rozpoczynający się już za kilka dni Adwent jest czasem radosnego oczekiwania. Cieszmy się więc i radujmy, również z tego, że pośród tak wielkiego grona świętych, jest nasz umiłowany duszpasterz i założyciel, z którego życia wszyscy czerpiemy! – zachęcał kapłan i dodał: - Błogosławiony księże Michaelu McGivneyu, módl się za nami! Vivat Jezus!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję