Reklama

Liturgiczne śpiewanie

Niewiele jest w Polsce miejsc, gdzie regularnie można posłuchać chorału gregoriańskiego. W Warszawie jest nim Świątynia Opatrzności Bożej. Tu, w niedzielę, na wieczornej Mszy św. śpiewem chorału kieruje Marcin Bornus-Szczyciński, znany propagator muzyki dawnej

Niedziela warszawska 2/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Choć chorał gregoriański - jak podkreślił Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii Świętej - powinien zajmować pierwsze miejsce wśród innych rodzajów śpiewu, nie oznacza, że zajmuje. - Po latach zajmowania się muzyką dawną i liturgiczną wiem, że śpiew jest koniecznym elementem dobrej liturgii - mówi Marcin Bornus-Szczyciński, założyciel zespołu „Bornus Consort”, wieloletni dyrektor festiwali muzycznych, nauczyciel śpiewu gregoriańskiego, pełniący w Świątyni Opatrzności Bożej rolę kantora (muzyka kierującego śpiewem).
Mimo postanowień Soboru sprzed półwiecza chorał gregoriański w Kościele jest praktykowany niemal wyłącznie w niektórych zakonach. Rzadko mogą go wysłuchać i modlić się nim wierni na niedzielnych Mszach św. Regularnie w Świątyni Opatrzności Bożej, niekiedy także w kościele pokamedulskim na Bielanach. W Świątyni w Wilanowie to nowość, podobnie jak sama późna Msza św. o 20.30, której towarzyszy chorał. - To przyciąga wiernych i - mam nadzieję - będzie atrakcją na religijnej i kulturalnej mapie Warszawy - mówi ks. dr Paweł Gwiazda, proboszcz parafii Opatrzności Bożej.

Najważniejsze jest Słowo

Reklama

Jako uczeń szkoły muzycznej Marcin Bornus-Szczyciński omijał chorał szerokim łukiem, nigdy nie przypuszczał, że do niego wróci i że nosi - jak powiada - tę muzykę w sobie. Także potem długo nie widział związku między tym, co w życiu zawodowym nazywał śpiewem i muzyką, a tym, co towarzyszyło liturgii Kościoła. Tym bardziej, że muzyka w Kościele wciąż ubożała. Upadał chorał gregoriański, zanikał zwyczaj śpiewania Mszy przez kapłanów, śpiewania Ewangelii, a wierni ściszali znacznie swój śpiew.
Jak napisał 12 lat temu w „Więzi”, po latach zajmowania się chorałem liturgię recytowaną, a nie śpiewaną, uważa za niepełną. Tak zresztą myślano w Kościele jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Tymczasem, śpiew jest mocnym i w zasadzie jedynym środkiem zapewnienia słowu godnej formy jego głoszenia. Recytacja obciążona jest dużą ilością subiektywnych środków, użytych przez celebrującego; mimiki, natężenia głosu, sposobu akcentowania.
W Świątyni Opatrzności Bożej nie ma stałej scholii, ale jest za to - zaznacza Marcin Bornus-Szczyciński - grupa przyjaciół i znajomych, a także parafian stęsknionych tradycyjnego śpiewania. Jest sporo osób, które przyłączają się do śpiewu. Panuje zasada, ze do większości naszych śpiewów przyłączać się może każdy, kto chce. Na ogół są to mężczyźni. - Także historycznie śpiew chorałowy jest domeną śpiewu męskiego - mówi Bornus-Szczyciński. - Ale nie stawiamy żadnych barier, panie też mogą się przyłączyć i przyłączają się.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Godziny ćwiczeń

Reklama

W chorale wykonawcę fascynuje wolność, swoboda. Forma jest ściśle określona, ale to jest tylko narzędzie pewności śpiewu. Bez formy nie bylibyśmy w stanie tego zaśpiewać, a jednocześnie dzięki formie możemy pozwolić sobie na wolność. Wyraża się m.in. tym, że każdy śpiewak może melodię zaśpiewać w nieco inny sposób. Na tyle, na ile mu umiejętności, wyobraźnia muzyczna pozwolą. Ale śpiew trzeba zindywidualizować, on musi być osobisty. Każdy sam walczy o swoje zbawienie... To dzięki doskonałej formie te indywidualne śpiewania łączą się, spajają.
Tonację wyznacza kantor swoją... intonacją. Kantor musi mieć nieco silniejszy głos po to, żeby prowadzić śpiew. Lepiej jest, gdy wykonawcy mają silniejsze głosy. Ale to nie jest konieczne, każdy śpiewa, ile może.
- Posługujemy się nutami, bo nie znamy wszystkiego na pamięć, choć ideałem byłoby posługiwanie się pamięcią. Ale to wymaga lat, może też pewnego bagażu kulturowego, którego nie mamy, a kształtującego się przez setki lat - mówi Bornus-Szczyciński. Nie wyrośliśmy przecież na chorale, nie znamy chorału na pamięć, jego motywy nie zawsze są dla nas jasne. Nie wszyscy śpiewający muszą znać nuty, ale powinni wiedzieć, że jeśli nuty idą graficznie do góry, to i śpiew musi iść w tym kierunku.
Praktyka jest najważniejsza. Dominikanie nie ćwiczyli niegdyś śpiewania, liturgii, lecz ją stosowali. Spędzali cztery godziny na aktywnej modlitwie. A benedyktyni nawet osiem godzin. Śpiewając przez cztery czy osiem godzin, zakonnik szybko ten repertuar znał na pamięć.
Ze słuchem muzycznym sprawa jest skomplikowana. - Z mojego doświadczenia jako pedagoga, nauczyciela chorału, śpiewu kapłańskiego wynika, że śpiewu można nauczyć każdego, choć na początku bywa to trudne. Niektórzy na skutek zaniedbań kulturowych nie mieli okazji wcześniej śpiewać - mówi Bornus-Szczyciński. W śpiewie liturgicznym najważniejsza jest chęć włączenia się, liczy się prawdziwość, zaangażowanie. Jeżeli jest kantor, który zna śpiew, to tak nim pokieruje, że nawet słabiej muzycznie słyszący będzie mógł się włączyć, a z czasem stać się dobrym śpiewakiem.

Z łaciny na nasze

Dla kantora chorał śpiewany po łacinie byłby łatwiejszy i pewniejszy. Ale skoro Sobór dopuścił języki narodowe (nie rezygnując z łaciny), a praktyka pokazuje, że dla wiernych nieznających tekstów uczestniczenie w celebracji łacińskiej stanowi dużą trudność, trzeba temu wyjść naprzeciw. Nie ma wyjścia, trzeba tłumaczyć chorał na język polski.
W tradycji Kościoła na Wschodzie i Zachodzie nie upierano się przy greckim, bo przecież zamieniono go na łacinę, na starocerkiewno-słowiański i każdy inny, według ewangelizacyjnych potrzeb. Tego nas nauczyli święci Cyryl i Metody. Tam, gdzie chrześcijaństwo się pojawiało, korzystało natychmiast z języków zrozumiałych.
- Co jakiś czas niektóre fragmenty śpiewu gregoriańskiego tłumaczymy na język polski, postępując identycznie jak w średniowieczu, gdy korzystając ze starej melodii dodawano nowy tekst, a nawet częściowo korzystano ze starego tekstu, dodając i odejmując nuty - mówi Bornus-Szczyciński. - Taka adaptacja nie jest dowolna, są zwyczaje, praktyki średniowieczne, według których postępuję i ja.
Korzysta przede wszystkim z tłumaczenia kanonicznego, oficjalnego, które znajduje się w mszale, a jeżeli to jest niemożliwe ze względów muzycznych, częściowo zastępuje go którymś ze starszych tłumaczeń; przede wszystkim innym tłumaczeniem kanonicznym, ks. Jakuba Wujka, używanym w czytaniach aż do lat 70. XX wieku.
- Adaptuję to wszystko do melodii, nuty dodaję, inne odejmuję, a potem adaptację wysyłam do siedmiu biegłych śpiewaków, w tym np. do opata tynieckiego. Jeśli im coś przeszkadza, natychmiast sygnalizują, podają swoją propozycję jakiegoś rozwiązania - a ja to najczęściej uwzględniam. Pracuję jeszcze kilka dni, abyśmy w niedzielę mogli już to śpiewać. W każdą niedzielę śpiewamy w ten sposób nowy introit, czyli śpiew procesyjny na wejście.

Powrót do korzeni

Pytanie, czy śpiewając chorał, sprawując przy jego pomocy liturgię, człowiek czuje się bliżej Boga, jest retoryczne. Gdyby tak nie było, pewnie w ogóle by się za to nie zabierali - uważa Marcin Bornus-Szczyciński. Każdy rodzaj muzyki, poruszenia duszy może spowodować nawrócenie, to nie jest zarezerwowane dla muzyki gregoriańskiej. - Ale mam wrażenie, że śpiew gregoriański jest pewniejszą drogą. To śpiew nam obiecany, zagwarantowany przez Kościół, sprawdzony. Jeżeli mu zaufamy, tak jak ufamy Kościołowi, to w lepszy sposób doprowadzi nas do poznania absolutu niż inne rodzaje muzyki.
Tym bardziej warto, żeby chorał w czasie liturgii przeżył swój prawdziwy renesans. Marcin Bornus-Szczyciński przez lata uczył chorału w m.in. w seminariach dominikańskich w Warszawie i Krakowie. Teraz innych uczą jego dawni uczniowie. Wielu obdarzonych wiedzą, talentem. Do lata ub.r. na Bielanach działała Szkoła Śpiewania Chorału (jest zawieszona) prowadzona przez tamtejszego kantora Roberta Pożarskiego, współtworzącego z Bornus-Szczycińskim zespół „Bornus Consort”.
- Coś się dzieje w tej materii, ale to wciąż mało - mówi Marcin Bornus-Szczyciński. Chorał wciąż przeżywa kryzys. - Wiele osób twierdzi, że w Kościele śpiew kantora został wyparty przez organy. A to nieprawda, trzeba wrócić do naszych korzeni.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Ku nawróceniu serc naszych” - komunikat Bpa. Tadeusza Lityńskiego

2026-08-26 11:25

[ TEMATY ]

ekologia

Konferencj Episkopatu Polski

pixabay.com

Wszyscy możemy przyczyniać się przez modlitwę do przemieniania siebie i świata – podkreślił przewodniczący Zespołu KEP ds. Ekologii bp Tadeusz Lityński z okazji Światowego Dnia Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego. Dzień ten obchodzony jest w Kościele katolickim 1 września.

W duchu wdzięczności przyjmujemy orędzie Ojca Świętego Leona XIV na XI Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego. Jest ono w swojej treści gorącą zachętą i wezwaniem do przemiany naszych serc. Wszelkie wojny, brak poszanowania życia i dzieła stworzenia stanowi skutek braku Bożej miłości w życiu człowieka. Dlatego podejmijmy duchowy wysiłek w tym szczególnym „Czasie dla stworzenia”. Zanurzmy się indywidualnie, ale i w naszych wspólnotach parafialnych w modlitwę i zadumę prowadzącą do nawrócenia. W orędziu Papież nawiązuje do istniejących konfliktów, wojen, ich wyniszczających skutków i wskazuje na wielką potrzebę starań na rzecz pokoju. Fakt, że Światowy Dzień Modlitw rozpoczyna się 1 września, ze względu na historię naszej Ojczyzny, tym bardziej się w nie wsłuchujemy i bierzemy do serca. Wszyscy możemy przyczyniać się przez modlitwę do przemieniania siebie i świta. Zachęcam, aby w naszych wspólnotach parafialnych, organizacjach, ruchach zastanowić się w jaki sposób praktycznie możemy w swoim środowisku, otoczeniu odpowiedzieć na apel Ojca Świętego. Nie bądźmy tylko słuchaczami. Spotkajmy się wspólnie na Eucharystii, odprawmy z tej okazji stosowne nabożeństwa. Sprawmy, abyśmy 4 października, w dniu wspomnienia świętego Franciszka, kończąc ten szczególny czas nie stali przed Bogiem Ojcem Stworzycielem bez przyniesionego daru naszych modlitw. Całym sercem zachęcam do pochylenia się nad słowem Ojca Świętego skierowanym do nas w obecnym orędziu.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: Do pasterzy należy strzeżenie liturgii

2026-08-26 10:39

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Do pasterzy, biskupów i kapłanów należy strzeżenie i promowanie liturgii z zachowaniem norm, by ukazywać Kościół jeden, święty, katolicki i apostolski. Taka liturgia będzie środkiem ewangelizacji i narzędziem łaski – wskazał Leon XIV w katechezie podczas środowej audiencji ogólnej w Bazylice św. Piotra, jak relacjonuje Vatican News.

Dzisiejsza katecheza była ostatnią z cyklu poświęconego Konstytucji „Sacrosanctum Concilium”. Ojciec Święty poświęcił ją racjom przyświecającym Ojcom Soborowym, którzy zechcieli podjąć reformę liturgii.
CZYTAJ DALEJ

Zjednoczona Wielka Wyspa

2026-08-26 18:23

ks. Łukasz Romańczuk

Pielgrzymi z Wielkiej Wyspy

Pielgrzymi z Wielkiej Wyspy

Już po raz 21. wierni z trzech parafii Wielkiej Wyspy: Świętej Rodziny z Sępolna, św. Faustyny z Biskupina oraz NMP Nieustającej Pomocy z Dąbia wyruszyli we wspólnej pielgrzymce do kościoła NMP Częstochowskiej na Zalesiu.

W wydarzeniu uczestniczyło około 250 osób, w tym także mieszkańcy spoza tych parafii: - Dla wielu z tych osób dłuższa pielgrzymka na Jasną Górę jest zbyt wymagająca, lecz w swoim sercu mają pragnienie, aby chociaż tak krótko, to jednak pielgrzymować” – podkreślił o. Witold Baran CSsR, proboszcz parafii NMP Nieustającej Pomocy, który po raz pierwszy wziął udział w tej pielgrzymce. Sama trasa nie była zbyt długa, ale stała się bogata w treści duchowe. Na polanie pielgrzymi wysłuchali konferencji wygłoszonej przez. o. Witolda, który zwrócił uwagę na potrzebę duchowej zależności od Maryi i Jezusa: - Trzeba nam ciągle wzorem naszych Ojców uznawać potrzebę bycia zależnymi od Maryi. W czasach, kiedy bardzo jest mocno promowana kultura niezależności, trzeba sobie przypominać, że my od Boga i od Matki Najświętszej nie możemy próbować być niezależni, bo na pewno na tym źle wyjdziemy - podsumował swoją konferencję redemptorysta przypominając, że to właśnie zawierzenie Maryi było źródłem siły i mądrości naszych przodków – zarówno w życiu narodowym, jak i osobistym: - Ci nasi Ojcowie, zarówno w kontekście narodowym, jak i osobistym, którzy stawiali na Maryję, zawsze na tym dobrze wychodzili.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję