Reklama

Serce dla Haiti

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wszyscy pamiętamy tragedię, jaką w styczniu 2010 r. przeżyło Haiti. Niszczycielskie trzęsienie ziemi zabiło blisko 200 tys. ludzi, kilka tysięcy natomiast pozbawiło na trwałe zdrowia i zniszczyło większość zabudowań. Spontaniczny odzew całego świata sprawił, że pomoc przyniosła choć na chwilę ulgę i wsparcie. Jednak niepowetowane straty pozostaną dla wielu osób nie do odzyskania, jeśli chodzi o uszczerbek zdrowia, a także wyrwy moralne we wnętrzu wielu osób. Pamiętamy, że przed rokiem na Haiti pod auspicjami Caritas poleciała grupa szczecińskich lekarzy wraz z s. Miriam Badran, ks. Maciejem Szmucem oraz ks. Pawłem Ostrowskim. Z wielkim wzruszeniem relacjonowaliśmy tamtą pionierską wyprawę, która zakończyła się zdecydowanym stwierdzeniem, że za rok ponownie tu się pojawimy. Słowo zostało dotrzymane. Niedawno z ogromną satysfakcją w sercu po 14 dniach wytężonej pracy druga już grupa powróciła z Haiti.

Musieliśmy tam powrócić...

Reklama

Spotykam się z ks. dyrektorem Maciejem Szmucem w siedzibie Caritas i przez dłuższą chwilę oglądamy zdjęcia ukazujące tegoroczny wyjazd. A za chwilę zatapiam się w monologu ks. Macieja. - Nasze ubiegłoroczne doświadczenie pokazało, że pomoc dla Haiti jest potrzebna nieustannie. Jednak mieliśmy świadomość, że wysyłanie tylko funduszy lub pomocy materialnej nie załatwia sprawy. Tam koniecznie potrzebna jest pomoc lekarzy, specjalistów wysoko wykwalifikowanych, dlatego większość naszej grupy sprzed roku pragnęła tam powrócić. Diagnozując sytuację medyczną, można to określić oceanem potrzeb! Potrzebą więc serca był ponowny wyjazd, gdyż Haitańczykom potrzebna jest bardziej niż same fundusze przede wszystkim trwała, fachowa opieka medyczna. Przez cały rok mając w pamięci tamtejsze potrzeby oraz realia szpitala w Milot, tak ukierunkowaliśmy przygotowania, aby być jeszcze bardziej skutecznymi. Ogromnym wsparciem tym razem otoczyła nas Caritas Polska, firmy medyczne i farmaceutyczne, szczególnie Septodont, oraz jak zawsze ludzie dobrej woli, jak firma Interglobus, która gratisowo zawiozła nas i odebrała z Berlina, a sami lekarze - wolontariusze, biorąc urlopy, wnieśli również swój kapitał w organizację całego wyjazdu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Byliśmy wśród przyjaciół

Powróciliśmy do tego samego szpitala w Milot, niedaleko Cap Haitien. Byliśmy oczekiwani z radością i naprawdę czuliśmy się jak u przyjaciół. Atutem tego szpitala jest fakt, że prowadzony jest przez Fundację „Crudem”, która od wielu już lat, jeszcze przed trzęsieniem ziemi, prowadziła tutaj posługę wolontariatu w postaci przyjeżdżających na tygodniowe cykle lekarzy z USA. Ponownie byliśmy jedyną grupą z Europy, która przyleciała po to, by nieść szeroko pojętą pomoc medyczną. Jednak zanim powiem o tej merytorycznej pomocy, chcę podkreślić, że dramat całego narodu haitańskiego trwa do tej pory. Musimy mieć w świadomości prawdę o tym, że w ciągu tych 20 miesięcy od trzęsienia niewiele zdołano odbudować zabudowań, tak, by zabezpieczyć w miarę spokojne życie. Problemy wewnętrzne tego państwa, brak stabilizacji politycznej, liczne plemienne waśnie i powszechna bieda sprawiają, że nadzieja na godną egzystencję odraczana jest w daleką przyszłość. Dlatego tak ważna staje się chociażby posługa medyczna, która przynosi ulgę wielu cierpiącym.

Służyliśmy im nieustannie

Reklama

Jak wyglądał każdy z czternastu dni spędzonych na Haiti? Podobnie, gdyż naszym celem było wykorzystanie maksymalnie czasu tak, by jak największa liczba osób skorzystała z naszych porad, konsultacji, zabiegów, a także operacji. Nasza praca trwała od samego rana czasem aż do późnej nocy, gdyż zdawaliśmy sobie sprawę, że dwa tygodnie miną szybko, a potrzebujących pomocy jest ogromnie dużo. Byliśmy podzieleni na trzy specjalistyczne grupy, by lepiej koordynować pracę - wspomina ks. Maciej Szmuc. - Pierwsza grupa pracowała na bloku operacyjnym i było tam dwóch chirurgów oraz trzech anastezjologów, tłumacz i pielęgniarka. Natomiast druga ekipa zajmowała się dziećmi na oddziale pediatrii. Pracowało tam trzech lekarzy, na których przypadała średnio 10 dzieci, które leczyli i dwa razy dziennie podczas obchodu dokładnie badali. Ponadto codziennie przybywało do tej przyszpitalnej przychodni wiele matek z dziećmi z miasta. Wreszcie ostatnia grupa naszych wolontariuszy posługiwała na stomatologii, gdzie oprócz bieżącej pracy przeprowadziliśmy również wnikliwe szkolenie tamtejszego personelu, zapoznając z nowinkami technicznymi oraz możliwością pełniejszego wykorzystania sprzętu, jaki posiadają, choć był on w niektórych momentach daleki od ideału. Pozostały czas wolny spędzaliśmy w grupie na krótkim odpoczynku oraz na Mszy św., która codziennie sprawowana była o godz. 18 dla tych, którzy już byli wolni od pracy medycznej.

Zawieźliśmy relikwie św. s. Faustyny

Religijność Haitańczyków jest bardzo skomplikowana, o czym już mówiliśmy rok temu. Kościół katolicki jest w zdecydowanej mniejszości, dominuje protestantyzm oraz wiele różnorodnych sekt etnicznych trącących duchem neopogaństwa. Nie narzucaliśmy nikomu stylu wielbienia Pana Boga, gdyż najcenniejszym darem obok niesienia ulgi w cierpieniu było świadectwo naszego życia, które stanowiło żywą ewangelizację. Jednak byliśmy mile zaskoczeni rok temu rozwijającym się kultem Bożego Miłosierdzia i znajomością postaci św. s. Faustyny. Po uzgodnieniach z biskupem diecezji Cap Haitien oraz po załatwieniu wszelkich wymaganych prawem procedur przywieźliśmy ze sobą relikwie św. s. Faustyny Kowalskiej, które bezpośrednio po przylocie przekazane zostały miejscowej diecezji, w której niedługo powstać ma sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Było to wielkie święto dla tamtejszej wspólnoty katolickiej. Wierzymy, że kult Bożego Miłosierdzia znajdzie tam podatny grunt.

Ich radość była naszą radością

Co zapamiętamy z drugiej wizyty na Haiti? Niewątpliwie spontaniczne odruchy wdzięczności i radości, że ktoś przybywa do nich z dalekiego kontynentu tylko po to, by służyć właśnie im i pomóc w wyleczeniu ich dolegliwości. Byliśmy czasem bardzo zmęczeni, brakowało nieraz medykamentów, psuł się często sprzęt, ale najważniejsza była ich otwartość serca i ciepło, które dla nas mieli. W naszej pamięci pozostanie na pewno 14-letnia Valencie, która w wyniku trzęsienia ziemi i innych urazów straciła dużą część stopy. Rok temu nasz ortopeda robił wszystko, by mogła choć w odrobinie chodzić. Na tyle, co można było zrobić, zostało uczynione. Jakaż była nasza radość, gdy na wieść o tym, że przyjechaliśmy, ponownie przyszła do szpitala i obdarowała nas takimi gestami sympatii i przyjaźni, że z naszych oczu popłynęły łzy. Jej największym pragnieniem, jak się później okazało, nie było samo pragnienie w miarę dobrego chodzenia, ale przede wszystkim powrót do szkoły, która była prywatną placówką. Należało zapłacić czesne, na które nie było ją stać. Spontaniczny odzew serca pani doktor, która poprzednio się nią zajmowała, był taki, że obie poszły do szkoły, opłaciliśmy jej kolejny semestr nauki i niemal od razu mogła pójść do klasy, by się uczyć, a jak się dowiedzieliśmy, była jedną z najzdolniejszych uczennic. Trzeba było widzieć jej radość. Do końca naszego pobytu nie odstępowała nas na krok. A my z radością w sercu opuszczaliśmy Haiti, umawiając się już na przyszły rok. Musimy tam powrócić!

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Beatyfikacja Matki Isacchi. Ideał świętości wprowadziła w życie

2026-10-10 16:07

[ TEMATY ]

Włochy

Maria Ignacja Isacchi

Vatican Media

Przekształciła ideał świętości w rzeczywistość życia – mówił kard. Marcello Semeraro o Matce Marii Ignazii Isacchi podczas jej Mszy św. beatyfikacyjnej 10 października. Prefekt Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych wskazał, że założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa z Asoli miała dar przekazywania pobośności ludziom młodym.

Uroczystość beatyfikacyjna odbyła się 10 października w Mantui. Jak mówił kard. Semeraro podczas Mszy św. beatyfikacyjnej, Kościół celebruje Matkę Marię Ignazję Isacchi, z domu Angelę Caterinę, zwaną Ancillą, „nie dlatego, że dokonała czegoś nadzwyczajnego w oczach świata, ale dlatego, że pozwoliła, by Ewangelia przeniknęła do konkretów jej życia i stopniowo je przemieniała, czyniąc z niego świetlane świadectwo Chrystusa”.
CZYTAJ DALEJ

Maryja pierwej poczęła Chrystusa w sercu niż w łonie

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Agata Kowalska

„Pismo poddało wszystko pod władzę grzechu, aby obietnica dostała się dzięki wierze w Jezusa Chrystusa tym, którzy wierzą”. Paweł domyka swój wywód o Prawie obrazem, który na zawsze wszedł do teologii: „Prawo stało się dla nas wychowawcą, który miał prowadzić ku Chrystusowi”. Grecki paidagōgos to znana już nam postać (zob. glossę na 5 IX), niewolnik prowadzący chłopca do szkoły, pilnujący go surowo, ale tymczasowo. Wulgata mówi: lex paedagogus noster fuit in Christo. Prawo miało czas swej służby. Strzegło, dyscyplinowało, prowadziło. Z nadejściem wiary rola pedagoga się kończy, bo uczeń doszedł do Nauczyciela. „Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi - w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa”. Metafora szaty jest chrzcielna w sensie najdosłowniejszym. Starożytna liturgia znała zdjęcie starej szaty przed zanurzeniem i białą szatę po nim. Przyoblec się w Chrystusa znaczy nosić Jego samego jako swoją nową tożsamość. Z tej tożsamości Paweł wyprowadza zdanie, które przewróciło porządek starożytnego świata: „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”. Trzy wielkie mury starożytności, etniczny, społeczny i płciowy, tracą moc rozstrzygania o godności przed Bogiem. Tekst nie znosi różnic natury i powołania, znosi tylko ich władzę dzielenia. W Kościele zdanie to pracowało powoli, ale nieubłaganie. To z niego czerpała starożytna praktyka wyzwalania niewolników w kościołach (manumissio in ecclesia, uznana przez Konstantyna), z niego wyrosła też kanoniczna zasada, że w Chrystusie wszyscy wierni są równi co do godności i działania (dziś wprost w kan. 208 KPK: vera aequalitas quoad dignitatem et actionem). Zwieńczenie wraca do Abrahama: „jeżeli należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą”. Dziedzictwo idzie po wierze. Rodowód chrześcijanina jest chrzcielny.
CZYTAJ DALEJ

Boisz się przyszłości? Powierz ją Jezusowi na Różańcu

2026-10-10 20:00

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

pexels.com

Lęk przed tym, co dopiero ma się wydarzyć, potrafi odebrać pokój już dziś. Nie znamy jutra, ale możemy pamiętać, że Jezus zna je doskonale. Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystkie pytania – możesz po prostu powierzyć Mu swoje jutro.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję